
Tego ranka dwadzieścia krów z północnego Mazowsza gruchnęło śmiechem pod niebiosa. Ryk (śmiech) niosąc się po lasach i łąkach, pognał z prędkością 340 metrów na sekundę w stronę Przasnysza, minął Maków Mazowiecki, śmignął przez Pół – Tusk i dotarł do Warszawy.
Słysząc ten nieludzki (bo krowi) śmiech, premier Tusk natychmiast odwołał sejmowe głosowanie w sprawie przywrócenia dopuszczalności uboju rytualnego.
Podrapał się po głowie, westchnął, i czerpiąc z otchłani swej znanej szczerości rzekł:
– Szczerze powiedziawszy, gdybym nie był premierem i nie czuł się odpowiedzialny za rynek pracy i za powodzenie przedsiębiorstw, to pewnie w odruchu serca głosowałbym przeciwko jakiejkolwiek krzywdzie wobec zwierząt.

Na te słowa krowy rolnika nazwiskiem Smrut, dla odmiany popłakały się ze współczucia.
Cóż za okrutny los stawia premiera wobec równania: krowia Golgota = miejsce pracy dla homo sapiens, każąc mu wybierać jedną stronę?
Przy okazji tego sapiens wyjaśnię, z czego owe krowy się śmiały, zanim się popłakały.
Otóż dowiedziały się ode mnie (a ło, idzie ta głupia, co gada z krowami!), że gospodarz Smrut, który je dwa razy dziennie kopie gumofilcem lub okłada obladrem po łbach, intonując przy tym tenorowe kurwochujanie (które niesie się z prędkością 1225 km/h aż po stolicę), że ten pokraczny, brudny, ogarnięty wścieklizną i cuchnący gorzałą ćwok, jeśli chodzi o przynależność, jest… człowiekiem rozumnym.
A one są tylko krowami.
Kiedy wyjaśniałam im zawiłości taksonomii, o mało nie pękły ze śmiechu, falując bokami i porykując:
– Rozumny, oj, bo pęknę, ROZUMNY!!!
I ja pękam z histerycznego śmiechu (z domieszką gorzkich łez).
W polskim parlamencie zasiada spora liczba klonów gospodarza Smruta.
Zamiast gumofilców mają lśniące trzewiki, a wyświechtaną kufajkę zastąpił garniak szyty na miarę.
Lecz pod wypachnioną u fryzjera kopułą kłębi się odwieczna ciemność (jakże wielka to ciemność).
A w niej nietoperzasta głupota tańczy z jamochłonną chciwością, a pycha podryguje, jak plażowa piłka nadmuchana merkaptanami.
Ubój rytualny, czyli szechita, szanowni Państwo Rozumni.
Zwierzętom, które muszą pozostać w pełni świadome, przecina się krtań i arterie cięciem noża, odmawiając specjalną modlitwę.
Lecz zanim to nastąpi, wprowadza się je do obrotowej klatki, gdzie zawisną głową w dół. Po poderżnięciu gardła wypuszcza się zwierzę z klatki, aby się… wykrwawiło.
A teraz kilka średnich statystycznych:
Przytomne i czujące zwierzę spędza w klatce średnio 103 sekundy.
Szamocze się przed cięciem 11 sekund (to tyle, ile średnio trwa akt kopulacyjny Rozumnego z Rozumną).
Wydaje z siebie średnio 4, 6 wokalizacji (krzyków bólu i trwogi).
Powstrzymam się od rozwijania moralitetu. To zbyt łatwe.
Ale pomyślcie, co to będzie się działo, kiedy jakaś wyżej rozwinięta rasa przyfrunie na Ziemię, zakolczykuje nas i pocznie na nas, Rozumnych, uprawiać rytuały z jakiejś własnej Księgi Kapłańskiej.
Czy bulgocząc z poderżniętego gardła – my jesteśmy rozumni, my czujemy, nas boli – wzbudzimy jakąś litość?
No, zastanów się, jeden z drugim, wy tam, w garniturach, wy tam, w eleganckich garsonkach i na szpilkach.
Skąd wiecie, że Ktoś, Kto Się Przygląda, nie planuje zmienić waszej zielonej wyspy w dolinę jęku?
Ludowi, który musi spożywać kiełbasę wedle zasad higieny żywienia sprzed tysięcy lat (sprzed ery lodówek, mikroskopów i próżniowego pakowania) mam do powiedzenia to:
Szkoda, och jaka wielka szkoda, że skupiacie się na każdej jocie Prawa jeśli chodzi o trawienie, a pomijacie te fragmenty, których przestrzeganie uczyniłoby ten świat lepszym miejscem. Ten o zakazie lichwy i ściągania długów, na przykład.
I jeszcze to:
Woda i warzywa – Księga Daniela wyraźnie wskazuje, co żreć winni wybrańcy Jahwe, żeby być mądrymi, pięknymi i bez skazy.
Premierowi zaś, który z takim oddaniem i wbrew swym ludzkim odruchom chroni miejsca pracy dla krowich nożowników podpowiem, że praca spadnie jak manna na pustyni, kiedy tylko powstrzymany zostanie Ubój Rytualny Drobnych Przedsiębiorców.
Oni to, upchnięci w obrotowych klatkach paramafijnych struktur partyjnych, na skutek dziesiątek jawnych i ukrytych danin, i za sprawą totalitarnego reliktu zwanego ZUS, wykrwawiają się z bezsilnym bulgotaniem, zaiwaniając od rana do nocy na wasze garnitury, cygara i zagraniczne wycieczki. Na wasze procesy o zniesławienie, gdy ktoś ośmieli się nazwać was prawdziwym imieniem.
Z prawa, lewa i ze środka (hej siup, zmiana dup!), parę setek klonów gospodarza Smruta pęta się po Ubojni Sejmowej, rozglądając się, kogo by tu jeszcze Wykrwawić Rytualnie.
Mamrocząc robaczywą modlitewkę „aby nam żyło się lepiej” do urojonego bożka Mamoneta, zwanego dla zmyłki Liberalną Demokracją.
Felieton został opublikowany w Tygodniku Ciechanowskim 25 czerwca 2013 / nr26
O polityce i politykach to w ogóle szkoda gadać.
Zajmują się wszystkim, tylko dziwnie nie zauważają i nie obchodzi ich, że ten kraj jest już rozjebany w mak.
Jakieś pół roku temu hucznie oznajmiono, że zostaną zlikwidowane drobne (dwugroszówki, pięciogroszówki) a ceny zaokrąglone.
I co?
Gówno, jak zawsze.
Takie to tempo prac polskiego parlamentu.
Pozdrawiam
PS Ci „zbrodniarze” z Nangar Khel (czy jakoś tak) zostali uniewinnieni, a sąd przyznał im po…
400 tyś zł dwóch, trzeci, oficer, 500 tyś zł zadośćuczynienia za niesłuszny areszt.
Tak to spotkała ich krzywda…
Tępi debile ich oskarżyli, naród się zrzuci i zapłaci.
Cała sprawa i śledztwo kosztowały zapewne drugie tyle.
„- Czy wiesz, co mówię facetom, którzy piszą książki przeciwko wojnie ?
– Nie. Ciekawe, co im mówisz.
– Mówię: Dlaczego nie piszesz książek przeciwko lodowcom ? ” Rzeźnia numer pięć, K.Vonnegut. Pozdrawiam Słonecznie. Kay
Nie do końca na temat, ale ciekawość niestety mnie zżera:”okłada obladrem po łbach”. Czymże jest ów „oblader”?
Kay, lodowce nie potrzebują uzasadnień, w tym sensie są dużo bardziej moralne. Odpozdrawiam równie słonecznie, a na dodatek pachnąco skoszoną łąką:)
Oj, jak ja się cieszę, gdy ktoś ma pytania! Znaczy, że czyta każde słowo!
Kuleczko, oblader to jest byle jak z grubsza cięta decha, zazwyczaj odpad z tartaku – pierwszy „plaster” drewna z korą.
Palimy tym czasem w piecu, używamy do budowy prowizorycznych ogrodzeń i (niektórzy) do walenia krów ( i żon) po zadach i łbach.
Gdybym ja tylko czytała… Ahh, nie męczyłoby mnie czekanie na kolejny wpis. A ja, niestety (lub stety – zależnie od upodobań) chłonę każdą Twoją literę, nawet przecinek. Jestem poddana całkowicie, bezwolnie i bezterminowo…
Dziwny jest ten świat… Lecz, czy ludzi dobrej woli jest więcej? Może i tak, ale czy mają siłę przebicia? Czy w ogóle można coś zmienić? Czy „polityk” to określenie haniebne w naszym kraju dla normalnego człowieka? Dobrze, że to co ma początek, ma i koniec… Pozdrawiam wszystkich..