Tak oto umaiło się to, co się mogło i chciało.
To, co dla większości nazywa się „pogorszeniem pogody” jest dla fotografa okazją łowienia świateł i barw. Nadchodzące fronty jednych przyprawiają o ból głowy, a innych wypędzają na radosną wyprawę w miejsca odludne, do królestwa… komarów.
Przy tej okazji chcę odpowiedzieć Jednej Pani, która lubi w każdym temacie wypowiedzieć się ze znawstwem:
– Niezupełnie, droga Pani. Nie każdy, kto ma jakiś tam sprzęt może sobie pstryknąć ładną fotkę. Zdjęć nie robi aparat, tylko fotograf. Wytłumaczę to jeszcze jaśniej: nie każdy, kto sobie kupi laptopa, napisze na nim nadającą się do czytania powieść. Albo przynajmniej felietonik.
I tak dalej.
A teraz historyjka z ostatniej chwili:
Wychodzę z lasu na otwarte pole, na wprost chałupa stoi. Pod chałupą coś macha ogonem, więc patrzę w lornetkę, bo może byc pies, albo lis, albo inne licho.
Pies.
Idę więc dalej, nagle słyszę donośne wołanie:
– Paaani!!!
– Co?! – odkrzykuję.
– A to noge w dole to też zdjęcie zrobiliśta?
– Jaką nogę!?
– Normalną, w dole!
– Ale jaką nogę?
– No tylniom!
– Ale czyją nogę? – drę się znowu.
– Sarniom, a czyjom!
– Panie, my robimy krajobrazy, a nie sarnie nogi!
– A to przepraszam paniom serdecznie.
zdjęcia: Krzysztof Nowakowski
Jejku!! Krzysiu, fotki fantastyczne 😉
O co chodziło z tą sarnią tylną nogą, wystawała z ziemi , czy jak? 🙂
Ojoj! Jakie tam u was mądre psy – można sobie nawet z nimi pogadać 😉
Psy jak psy, ale ich właściciele!
Roma, chyba nie sądzisz, że poszłam szukać sarniej TYLNIEJ nogi?
Z tą nogą w dole, to ja też nie bardzo kojarzę.
Tu nie ma NIC do kojarzenia. Nic a nic:)
No wiesz, taki udziec z sarny upieczony na ognisku to mniam. Tylko nie mów, że ty mięsa nie jadasz, bo kto wie co ty tam naprawdę jadasz 🙂
Żartowałam oczywiście!
Dobrze wiem, że mięsa nie jesz 😉
Deszcz pada, zmokłam i resztki mózgu mi rozmiękczyło 🙂
zdjęcia PIĘKNE!!!!!!
a komary ostatnio mnie pożarły tak, że nogi mam w cętki, niczym hiena cętkowana, wyglądam, jakbym miała ospę wietrzną, myśle o kaftaniku z za długimi rękawami do wiązania na plecach jako remedium na drapanie
komary to i tak nic, na kleszcze uważajcie, to dopiero zaraza
w moim parku kaczki wywiodły na wodę pomponiki puchate, wczoraj jedno stadko, dziś drugie doszło, takie ledwie co wylęgnięte z jajka
a w kwestii gry świateł to u nas dziś nuda, szarość i ściana deszczu, za to przydróżki się pojawiły i rosną jak szalone, idę jutro na grzybobranie
Ten facet fascynat sarniej tylnej nogi to kurcze le belle jakiś performer-epigon-masakra? Czy to może sławetny Krejziak od PsaKrejziaka, któremu Rafał zaglądał głęboko w oczy ;-)?
Nie, Dżo, to jeden z braci Menendez w wersji light:)
Roma, ja mięsa nie jem, ale mięso je mnie. Podobnie jak Dorota, jestem pocięta, pogryziona i zmemłana przez komary, meszki, kleszcze i … te… no… kosy:)
Komary to nic. Kiedy mnie pogryzą, to ani nie swędzi, ani śladów nie ma.
Najgorsze są meszki (i kleszcze, ale te mnie jakoś nie ruszają), po nich to i czerwone plamy i nogi aż puchną i człowiek jakiś osłabiony.
No zabójcy 🙂
To jeden z tych, który pięciolinię Kota Rafała na swoich plecach zakumałby jako pieszczotę i radość??
Rollins! Przyroda delikatnie Cię tylko uwodzi 😉
A Rafał w zemście za cały ród zwierzęcy, leżący padliną w rowie powinien mu cyrograf wręczyć z pieczątką!!! 😉
Fotografie istotnie ciekawe, tak jak tekst Pani Anny Marii… Zgadzam się też z stwierdzeniem, że to fotograf, a nie aparat, robi (dobre) zdjęcia… Tylko, że jest coś takiego w człowieku, czego trudno się pozbyć, coś co czasem nas ogłupia i uniemożliwia racjonalne myślenie. Zamiast kupić średniej klasy aparat i ROBIĆ zdjęcia, szukamy, przebieramy, porównujemy parametry i co? i guzik… Zdjęć nie robimy. Zamiast pisać, może nie powieść od razu, ale choćby mały felietonik, szukamy „odpowiedniego” laptopa i …. nie piszemy. Mamy wymówkę – aparat kiepski, laptop ma za mało pamięci. Jak pozbyć się tej głupoty? Czy to w ogóle mozliwe…?
A dziękujemy za miłe słowa! Co do pytania końcowego (jak pozbyć sie głupoty) to odpowiedź jest dość prosta:
Najpierw należy głupotę pozbawić istnienia i tym samym uznać ją nie za „byt”, ale za „brak”. Czyli tak: głupota nie istnieje sama w sobie, jest tylko brakiem mądrości.
Wtedy pozostaje już tylko napełnić właściwe miejsca mądrością i zrobione!
Analogicznie do tego, jak ogrzewa się chałupę: zimno jest tylko brakiem ciepła, a więc bierzemy drewno i robimy ciepło…
:)))))
Serdeczności!
Ciekawe spostrzeżenia – co do mojego pytania i muszę przyznać, że coś w tym jest i na pewno warto o tej „głupocie” pomyśleć w taki właśnie sposób. Myślę, że wtedy powinna – ta głupota(z czasem, a najlepiej od razu) ustąpić… Mam tylko jedną wątpliwość co do Pani rozumowania (przyjmując wszakże, że rozumowała Pani z „przymrużeniem oka”)… Otóż jeśli głopota w zasadzie nie istnieje sama w sobie i jest tylko brakiem mądrości, to dlaczego coś co – w zasadzi – nie istnieje czyni wiele realnego złego…? Chyba, że głopota to coś w rodzaju hipopstazy, przedmiotu pozornego, który – w zasadzie nie istnieje – ale wszyscy wiedzą że jest i czyni „cuda”… Bardzo serdecznie pozdrawiam z Mazur…
Jasne, że z przymrużeniem, a nawet wcale nie rozumowałam, to znaczy ostatnio w ogóle nie mogę nigdzie znaleźć swojego rozumu. Zaczynam podejrzewać, że nigdy go nie było…
Nie upierając się przy żadnym stwierdzeniu chcę tylko wskazać praktyczne korzyści z uczynienia głupoty nie-istotą. Najkrócej: skoro głupota nie jest samodzielnym bytem (a najwyżej dziurą w rozumie) to
a/ ja decyduję, czym tę dziurę zapełnić
b/ to TYLKO dziura
Dzięki za inspirację. Jak tylko odnajdę szczątki czegoś, co w przybliżeniu przypomina mój zaginiony rozum, napiszę o głupocie kolejny felietonik.
DYGRESJA – bierzemy drewno i robimy… kolejnego Pinokia. Głupio mi niewymownie bo żaden ze mnie Fidiasz, ni Erazm Rotterdamski. Widocznie nie jestem na tyle inteligentny by pojąć własną głupotę 😉 pozdrowienia z sosenkowej budki zasyłam porażony pięknem granatów złowionych przez baczne „oko Majestro-A” 🙂
Pinokio… akt rozpaczy człowieka samotnego, który desperacko pragnął sam sobie stworzyć towarzystwo. A to, co stworzył, było na obraz i podobieństwo jego samego. I musiało dostać parę kopów, zanim za sprawą mocy – a jednak! – nadprzyrodzonych – stało się człowiekiem. Hmm. Dzięki, Kay!
Nie przejmuj się, głupoty nie da się pojąć. Skoro nie-istnieje:)
Głupota nie istnieje, jest tylko brakiem mądrości? To zupełnie jak ze złem w teodycei świętego Augustyna, które nie istnieje jako byt realny, jest tylko brakiem dobra. Idąc za tym tropem – nie istniejąca głupota nie może czynić realnie istniejącego zła, jako że takowe nie istnieje.
A w kwestii zapełniania mądrością tej dziury, którą jest głupota – no, cóż, jak wiadomo, z próżnego i Salomon nie naleje, tak więc niektóe dziury zapewne pozostaną puste 🙂
Tak, kiedyś zasypiałam z dziełami Augustyna na twarzy (jako, że oczy mi się szybko męczyły w młodości), ale trochę się zdystansowałam, przynajmniej na tyle, co on sam do siebie niegdyś:)
Jednakowoż nadal widzę zło jako bezdenną jamę, w której czegoś brak, a z powodu tego braku wlazło tam COŚ, co nie wpuszcza światła i powietrza. Błeeeeeee, ohyda.
Dodo, miło, że wpadłaś do mnie!
A miło mi zawsze wpaść do Ciebie 🙂
Augustyna kocham za parę rzeczy, akurat teodycea to mu się tak sobie udała, ja tego jednak nie kupuję, widać więcej we mnie gnostyka, niz by się wydawało. Ale za modlitwę „Panie, uczyń mnie świetym! Tylko jeszcze nie teraz” oraz za brak hipokryzji w kwestii rozprawiania się z atakującymi żądzami – nie tam żadne modły, tylko po prostu hyc na golasa w pokrzywy – o, za to go uwielbiam. I za rozważanie o naturze czasu 🙂 Ale o tym chyba już kiedyś gadałyśmy/pisałyśmy 🙂
Z pokrzywami to nawet sama już praktykowałam, tam, gdzie modły nie wystarczyły, ale ciiiichoszszszaa, bo mnie wezmą na języki (fuj).
Jeszcze zapomniałam Ci powiedzieć, że masz rację co do Salomona, który z próżnego nie naleje. Lecz my mamy kłopot odwrotnej natury: do pustego nalać. Najlepiej z samego źródła. To się da, co nie? Tylko trzeba lać i nie patrzeć, że ego zwija się w konwulsjach. Niech zdycha:))
Czy wiecie, że w języku Kurpiów słowo „brak” jest używane w znaczeniu „trzeba, należy”? Wspominam o tym, żeby trochę skomplikować znaczeniowo pojęcie głupoty jako braku mądrości.
Często słyszę: „Brak kupić chleb”.
Albo
„Wszystko jest jak brak” (czyli: Wszystko w porząsiu)
To teraz przekładając ową kontrowersję na kurpiowski: Głupota jest potrzebą mądrości.
Ale fajnie wyszło, Ludziska. Kompletnie od czapy!
Jest też głupota, która niczym jest innym, jak najczystszą mądrością 🙂 Jak mawiał dobry wojak Szwejk: „gdyby wszyscy ludzie byli mądrzy, to na świecie byłoby tyle rozumu, że co drugi człowiek zgłupiałby z tego”.
Co nas ku „Pochwale głupoty” wiedzie i ku Głupcowi, Błaznem też zwanym. Jego ego zdechło z zagłodzenia poprzez kompletne nieokazywanie uwagi, o nieprzypisywaniu znaczenia i niekarmieniu nie wspomnę.
Tak, napisz o głupocie, proszę 🙂
To jeszcze na dobranoc coś do poduszki: Czy ktoś się ze mną zgodzi, że mądry człowiek nie może czynić zła?
Dobranoc, dziękuję za inspirujące rozmowy.
Sądzę, że bez zdefiniowania „głupoty” i „mądrości”, każda dyskusja na temat tych „bytów”, prędzej czy później sprowadzi się tylko do – bardziej lub mniej wyrafinowanego – żonglowania słowami… To tak ogólnie, ale i w kontekście pytania – twierdzenia, że: mądry człowiek nie może czynić zła”… PS. A rozmowy rzeczywiście są inspirujące…
Racja. Z tym, że są cholernie niedefiniowalne.
Jedna i druga: głupota i mądrość. Oraz cała reszta: zło, dobro, człowieczeństwo i wszystko temu pokrewne.
A skoro nie da się ich zdefiniować (a nie da) to pozostaje nam je scharakteryzować, obserwując nosiciela:).
Dorota zamówiła felieton o głupocie (pewnie jej się nie chce samej pisać, chociaż mogłaby).
Ale jestem na etapie zbierania opinii. Pytam o głupotę i o mądrość. Odpowiedzi są rozmaite, ale mają pewną stałą, a jest nią początek zdania:
Na pytanie o głupotę odpowiedzi zaczynają się od słowa LUDZIE.
Na pytanie o mądrość od słowa JA.
Mogę więc podać już pierwszą cechę charakterystyczną głupoty, a jednocześnie początek nowego felietonu:
Nosiciela głupoty można rozpoznać po tym, że czyni siebie uniwersalnym wzorcem mądrości.
Wcale nie zamówiłam, to znaczy zamówiłam, ale tak raczej w charakterze wsparcia dla Towjego pomysłu, sama zadeklarowałaś, że, jak odnajdziesz szczątki czegoś, co w przybliżeniu przypomina Twój zaginiony rozum, to napiszesz felieton o głupocie 🙂
Nie, nie mogłabym go sama napisać, bo to nie byłby wtedy Twój felieton, a ja czekam na Twój.
I na słońce czekam, nie tylko nade mną, ale też tam, gdzie leje się z nieba wiadrami jeszcze bardziej, niż u mnie.
Na razie nie ma żadnych śladów po rozumie, nawet nie wiem, dokąd się udać na poszukiwania. Czy można stracić rozum poprzez wymianę myśli z głupcem?
Ale teraz czas na trochę rozrywki:
Ja: – Niedługo będą malutkie bocianki.
Blondynka: – A jak rodzą bociany?
Łysy: – Przez cesarskie cięcie.
Z głupcem nie można wymieniać myśli, choć podejmując takie próby można na pewno stracić parę rzeczy, jak chociażby czas. Wiem coś o tym, tak się dzieje, kiedy mój rozum próbuje przemówić do mojej głupoty.
Może Twój rozum udał się w jakieś miejsce odosobnienia, żeby mieć trochę świętego spokoju i żebyś go nie angażowała w próby wymiany myśli z głupcami? Daj mu spokój, nie szukaj, sam wróci, jak się zregeneruje 🙂
Przez cesarskie cięcie rodzą, przecież to wszyscy wiedzą 🙂 Jest ono przeprowadzane przy okazji odwiedzin bocianów na oddziałach położniczych, dokąd przynoszą ludzkie dzieci, to przecież jasne!
Oczywiście z tym bocianem to nie jest jakiś przykład na głupotę, żeby sobie ktoś nie pomylił:)
To klasyczny blackout.
Ja też je miewam na maxa, jak np. ( co jakiś czas temu opisałam tu na blogu) że pojechałam do Krakowa pociągiem a potem szukałam samochodu po parkingach.
Albo to z dzisiaj:
Łysy: – Co tak biegasz z tym szlauchem, Misiu?
Ja: – Chcę zdążyć podlać ogród przed deszczem.
Mój sąsiad zawsze starał się zdążyć podlać ogród przed deszczem. A kiedy sie nie udawało, szedł po parasol i tak stał pod parasolem i podlewał 🙂
O głupocie można napisać (zapisać) „tony” papieru i … będzie to prawda, albo nieprawda – zależy od punktu widzenia. Napewno mogłaby powstać na „Jej” temat niejedna praca doktorska, a sprawny filozof mógłby toczyć godzinami „uczone” dysputy z równie sprawnymi filozofami. Z głupoty (innych) żyje wielu ludzi i całkiem dobrze – w sensie materialnym. Przykłady? Choćby Amber Gold i tysiące obywateli, którzy wierzyli, że jakiś chłoptaś z kobitką dadzą im na oszczędnościach dużo większy procent niż banki… Jak na tym wyszli? – wiemy. Czy byli to głupcy? – Nie, oczywiście, że nie…. Skoro nie ma głupoty, a jest tylko brak rozeznania…
I faktycznie głupoty nie ma!!! Są tylko głupie zachowania (ludzkie oczywiście). Przykłady? Proszę bardzo: 1. Łowienie ryb na na roztapiającym się lodzie, 2. Rażące naruszanie przepisów ruchu drogowego. Ty tylko dwa z brzegu i każdy mógłby ich podać znacznie więcej… Pozdro…
Myślę bardzo podobnie. I – jasne – przykładów jest tyle, ile aktywnych hominidów na Ziemi. Bo nieaktywni nie mogą zrobić nic głupiego, skoro nic nie robią:)
Jedno mnie zastanawia:
Jak sklasyfikować roboczo taki stan, kiedy ktoś ma dostęp do wszystkich danych, a nawet jest świadom tego, że ma, a mimo to z nich nie korzysta?
Słuchajcie chyba wyjdzie nam z tego książka, z tych rozmów.
Taki stan, jaki opisałaś, to według mnie lenistwo… Można oczywiście próbować dorabiać do tego ideologię, ale dla mnie, to zwykłe lenistwo…
Nie takie znowu zwykłe:)
To jest lenistwo profesjonalne!