Pdrozioe pulgo
„Szanowna Pani” – napisał do mnie równie szanowny, acz anonimowy pan. – „Prace Pańskie są nawet i wesołe, ale za dużo trudnych słów. Powinna Pani pisać zrozumielej i dla sąsiadów, używać prostych słów”.
Odpowiadam więc tu, na łamach, bo adresu szanowny anonim nie załączył.
Szanowny Panie, gdybym chciała pisać „zrozumielej”, musiałabym widzieć, które słowa są dla Pana trudne. Pisząc zaś zrozumiale dla całej populacji ( w tym sąsiadów), musiałabym w ogóle przestać używać słów.
Cóż, nie pierwszy raz zarzucane mi jest przymuszanie nieboraków do poszerzania horyzontów.
Swego czasu spróbowałam sił w prasie zwanej „kobiecą”, tytuł litościwie pominę.
Marudziłam i wybrzydzałam na poziom zamieszczanych w dwutygodniku treści, intuicja mi podpowiadała, że pasuję tam jak gumofilce do kiecki z cekinami.
Ale ówczesna naczelna, która spadła z wysokiego ce na niziutkie gie, a wciąż grały w niej ambicje, tak mnie namawiała, tak zanęcała, że się zgodziłam. Przekonało mnie takie zdanie: Razem podniesiemy poziom tej szmaty.
Nic mnie tak nie podnieca, jak podnoszenie poziomu.
Nikomu nie przepuszczę.
Kto mi wejdzie w drogę, natychmiast jest zmuszany do podnoszenia poziomu, rozwijania talentów, czytania książek.
Niektórzy nawet do studiowania.
Dlatego mam tak niewielu znajomych; wszyscy drżą ze strachu, że będą się musieli poszerzyć w horyzontach. Na wszelki wypadek wolą schodzić mi z drogi.
Zatem – wracając do wątku– napisałam dla owej szmaty kobiecej całkiem zgrabny tekst o poczuciu własnej wartości. Z dużą ostrożnością, upraszczając złożone kwestie, w jasnych słowach, bez odrobiny psychobełkotu.
Przed wysłaniem przetestowałam go na największym przygłupie, jakiego miałam w zasięgu. Zakumał bez trudu i udowodnił to, bo potrafił streścić.
Bez obaw wysłałam tekst do redakcji.
Po chwili wrócił z adnotacją: „Zbyt skomplikowane, proszę uprościć”.
Dałam tekst przygłupowi, prosząc o napisanie tego samego, tylko prościej. W nagrodę obiecałam wyszorować mu kibel.
Uprościł, a nawet zrobił kilka błędów stylistycznych, żeby nieco uprzaśnić przekaz.
Wysłałam.
Odesłali z prośbą o dalszą pracę nad tekstem: „Proszę pamiętać, że nasze pismo czytają różne kobiety, na przykład krawcowe. Musimy dostosować nasz przekaz do ich poziomu”.
Spociłam się.
Poczułam, jak znika moje poczucie własnej wartości: nie potrafię zrozumiale pisać!
Wysłałam rozpaczliwą prośbę do dyżurnego przygłupa, żeby mi wprowadził kolejne uproszczenia, tak, jakby był krawcową. Odpisał, że woli szorować kibel.
Ja też poczułam, że szorowanie kibli jest moim powołaniem i że mogę być w tym naprawdę dobra.
Wzięłam tekst, wycięłam co szóste zdanie i posłałam w cholerę.
Redakcja odpowiedziała: „Już lepiej, ale to jeszcze nie to, czego oczekujemy. Jeśli woli pani, żebyśmy sami zredagowali, to jest tu osoba, która się podejmie”.
Ulga i radość tak mnie osłabiły na umyśle, że zapomniałam zrobić zastrzeżenie co do podpisu. No i podpisali moim nazwiskiem.
Moja serdeczna przyjaciółka, której pochwaliłam się nawiązaniem współpracy, zakupiła dwutygodnik w kiosku i wykonała telefon.
– Coś ty za gówno napisała? – zapiszczała w słuchawkę. – Czyś ty na łeb upadła?!
A trzeba wam wiedzieć, że jest ona krawcową.
Tak zakończyła się moja przygoda z podnoszeniem poziomu czegoś, co nie trzyma pionu.
Nigdy więcej!
Żadna siła: ani pieniądze, ani groźba popadnięcia w niebyt nie zmuszą mnie do wyznawania nowej religii, jaką jest bylejakość.
Współcześnie królująca bylejakość jest kolorowa, przybrana falbankami i podmalowana jak dziwka, ale wystarczy zdrapać cienką warstwę makijażu, żeby pokazało się próchno i bezdenna pustka.
Mam wrażenie, że nikomu się nic nie chce, nawet wymawiać słów w całości.
Po co, skoro można wszystko uprościć.
"Pdrozioe pulgo" – taką wiadomość otrzymałam od znajomej. Kupiła sobie najnowszy, inteligentny telefon komórkowy, który sam pisze i wysyła esemesy. Dzięki temu ona ma więcej czasu.
Na zastanawianie się, co telefon miał na myśli.
Felieton został opublikowany w Tygodniku Ciechanowskim 16 kwietnia 2013 / nr16
Pan „Zrozumielej” mnie obezwładnia. Mam już trochę lat czemu nadal, wciąż i niezmiennie obruszam się na płytkie światy, równania do marnego, miernego, miałkiego rządku; razi mnie że książka może służyć jako podstawka (leżą potem takie z okładkami w brudne kółka)???
Coś takiego jest, że jak facet stoi przede mną i ma czystą koszulę, buty i paznokcie i każde ę i ą zmienia w em i om to się zmieniam w radykałkę z kołnierzykiem pod szyją, w której wszystko się buzuje, gotuje, ale nie pisnę, nie powiem, nie będę upominać starszego od siebie faceta co krok (wszystko się kotłuje we mnie… no, ale może… skoro tyle szkół ma za sobą to już nic nie pomoże, ja bym chciała żeby on tak sam z siebie zaczął, nagle, mówić poprawnie… dla (anty – w końcu nie naśladuje mnie ani ociupinkę) przykładu ja jeszcze wyraźniej akcentuję ąę).
Ludzie dzisiaj w większości nie rozumieją, że można pochłaniać książki jak czipsy i piwo na kanapie. Muzeum się ludziom kojarzy z nudą i chodzą tam dopiero nieliczni seniorzy.
Najgorzej, że ta „większość” potrafi sprawiać, że się wstydzę, że wiem. Pan albo pani 'Zrozumielej’ z mojego życia wzięty najczęściej peroruje, choć w zasadzie trajkota głosem o niezachwianej pewności siebie, tonem nieznoszącym sprzeciwu i miną dumnego odkrywcy Ameryki. Czasem pytam się w myślach: ja bym po takiej przemowie uruchomiła pod sobą zapadnię, a ty stoisz człeku i patrzysz jeszcze na innych z wyższością? Tupetem i arogancją niejednej fortuny się można dorobić. Oj można.
Pdrozioe pulgo – pozdrawiam ogólnie.
To proste, tylko musiałam się cofnąć do czasów, kiedy moje dzieci zaczynały mówić i wymyślały własne słowa 🙂
Otóż nie. Komunikat ten miał oznaczać „spóźnię się pół godziny”.
Dzieci są mądre. Telefony nie:)
Dziś – w odpowiedzi na moje „dzień dobry” – usłyszałam następujące słowa bliźniej: ” Czego tom mordę szczerzysz, nie odzywaj się do mie”.
I wcale nie byłam w domu dla obłąkanych, tylko na własnym podwórku:)
Widocznie „dzień dobry” to dla niej za trudne słowa do zrozumienia. Hmm, albo wcześniej rozmawiała ze świnią, a do ciebie to tak z rozpędu 🙂
Może bliźnia się naczytała Lorenza i odczytała Twoje szczerzenie się jako oznakę agresji? Tak, wiem, nie naczytała się. Ale może instynktownie tak właśnie odczytuje szczerzenie zębów?
Wiosna, wiosna, wiosna – tak poza tym 🙂
po lekturze Pdrozioe pulgo, „misię” nacisnęło w telefonie mem „:)))))))))))))))))))”, mądry telefon mam. serdeczności weekendowe zasyłam . zaszywam się tymczasem w dziupli mej sosnowej, i nie jest to trumienka ani żadna inna beczułka 😉
„Nic mnie tak nie podnieca, jak podnoszenie poziomu.
Nikomu nie przepuszczę.
Kto mi wejdzie w drogę, natychmiast jest zmuszany do podnoszenia poziomu, rozwijania talentów, czytania książek.
… Niektórzy nawet do studiowania.
Dlatego mam tak niewielu znajomych; wszyscy drżą ze strachu, że będą się musieli poszerzyć w horyzontach. Na wszelki wypadek wolą schodzić mi z drogi.”
Anka – tym akapitem opisałaś w swej prostocie genialnie, moje motto życiowe ;)))
Pozdrawiam Cię bardzo ciepło (korzystając z wolnych pięciu minut pomiędzy karmieniami już prawie miesięcznego Henia 🙂 )
Ostatni raz widziałam Henia na fotografii, gdy przypominał jeszcze jaszczureczkę. A Ty mi mówisz, że On ma już miesiąc! Z małym więc opóźnieniem, ale bardzo serdecznie witam Heniutka na tym świecie i niech Mu Boże Światło oświetla drogę, i niech ma same dobre sny i jeszcze lepsze przebudzenia.
I przy okazji wszystkich pozdrawiam, tych zaszytych na łikendach i tych, co tu czasem zaglądaja. Ja jestem zaszyta przymusowo (błe, brzmi jak esperal w zadku) bo mi padło auto i nie wydostanę się się stąd. I dobrze mi tak:)
„Prace Pańskie są nawet i wesołe, ale za dużo trudnych słów. Powinna Pani pisać zrozumielej i dla sąsiadów, używać prostych słów”
Trochę późno, ale może Pani przeczyta.
Z tego tekstu wnioskuję, że pisał to Twój sąsiad. Nie wiem który, nie wiem ilu ich masz (może ten, z którym na wyścigi skaczecie przez krzaki do lasu „na grzyby”;) )