U mnie tymczasem

Pełnia szczęścia.
Nie znaczy to, że zimą byłam nieszczęśliwa, tylko, że do pełni brakowało mi pewnych dźwięków, barw, zapachów.
Oraz, oczywiście, nadmiar łachmanów noszonych na cielsku też nieco zakłócał błogość.
Stopniowo zrzucam ciepłe szmaty, szykuje się wielkie sprzątanie, pranie i wprowadzanie ordynku wiosenno-letniego.

Sarny też się rozebrały.
Nie są już rude, lecz szare jak kamienie polne.
Najczęściej przychodzi ich siedem, w tym dwa koziołki.
Ale bywa też inna trójka, z dystyngowanym pięciolatkiem, co kłania mi się ładnie, prezentując eleganckie poroże.

Szkoda, że nikt z ludzi nie widział mojego wczorajszego spaceru w towarzystwie Rafała i bociana. Szliśmy sobie łąkami, wolnym krokiem, każde z nas skupione na tym, co dla niego ważne. 
A jednak czułam wyraźnie, że idziemy razem.

Jakieś stworzenie tak się rozśpiewało w niedużej sośnie, że postanowiłam je dla was nagrać.

Nie mam pojęcia, kto tak wyśpiewuje, jestem miłośniczką, ale nie znawczynią.

Dziś zobaczyłam na podłodze jakiś patyczek wielkości ołówka. Schyliłam się, żeby go podnieść i całe szczęście, że na niego nie wlazłam.
Była to mała jaszczurka, ledwo co wybudzona.
Podniosła łepek i rozglądała się ciekawie, kto ją śmie szturchać w ogonek.
Teraz gania po deskach na słońcu, wyniesiona na szufelce, jak księżniczka w lektyce.

Wiem, że na świecie jest smutno i źle.
Ludzie ludziom robią rzeczy straszne, uważając, że Bóg jest po ich stronie.
Widzę, że budzą się ogniska faszyzmu, wybuchając tu i ówdzie płomieniem nienawiści do wszystkiego, co słabsze i odmienne.
Zauważam, że czczone są bałwany, figury i bożki.

Ale nie będę dziś o tym pisać, ani patrzeć w tę stronę.

W skali mojego życia każda wiosna może być tą ostatnią.
Widziałam.
Widziałam pusty bujany fotel, otwartą książkę, sadzonki truskawek przygotowane do posadzenia w ogrodzie.
I nagła śmierć.

Nie ma nikogo, pozostały rzeczy, niedokończone rozmowy, pilne sprawy, których już nikt nie musi załatwiać.
Śmierć była pilniejsza.

Będę się cieszyć i chłonąć każdą chwilę.
Z wdzięcznością.

Czy wy też jesteście za coś wdzięczni?

22 komentarze

  1. Ja żem jest wdzienczny, że łoni skończyli wymieniać rury w moim pionie:)

  2. do pełni zawsze czegoś brakuje…i dlatego nie jestem wdzięczny, za za długą zimę, za bandę bałwochwalców wznoszącą kolejne pomniki świętych, za morderców maratończyków z Bostonu, za leniwe dzieci, za opieszałość sądów, za toksycznie zazdrosną żonę, za podrabianą żywność, za fejsbuka, za schorowane serce, za głupią matkę nadzieję, za każdą chwilę słabości gdy płaczę wzruszony na kacu przed telewizorem, za marną prozę i jeszcze marniejszą poezję, za ból w karku i wieczna skoliozę, za zatrute powietrze i wodę, za pilną śmierć w zgniłym fotelu przyzwyczajenia, za codzienną ironię, za miłość której już nie ma ….

  3. To akurat jest dobra proza, co napisałeś, więc jestem wdzięczna.
    Lubię być wdzięczna, Kay.

    Lubię to, że chodząc z pękniętym sercem i wytrzeszczonymi oczami, odmawiając wieczny odpoczynek częściej, niż bym chciała (i rozumiała wieczne „dlaczego!?”), płacząc bez nagrody w postaci kaca, dmuchając w iskierki miłości, żeby broń Boże mi nie wygasła – że mimo popiołu w oczach i uszach, wciąż umiem i chcę być wdzięczna.

  4. Wcześniejszy felieton mnie zasmucił.
    A przecież jest wiosna 🙂
    Nie myślmy o tym co smutne. Cieszmy się wiosną, ciepłem, słonkiem.
    Kraj niech rozkradają w najlepsze…

  5. Za fiołki jestem wdzięczna, bo własnie rozkwitły. I za inne rozkwitające.
    Chyba zachowuję równowagę między wdzięcznością a wkurwieniem. Może nawet wdzięczność przeważa.

  6. A ja za Twój, Do-Do komentarz, za krokusy, okazję do zrobienia czegoś dla kogoś, za znalezione w kieszeni 20zł, wiadomość o zdrowieniu bliskiej osoby, za obfitość chleba, za deszcz i za niezliczone drobne cuda.
    I za równowagę między smutkiem a wdzięcznością.

  7. Wiesz, ANiu, dla mnie kwiecień (a właściwie wiosna, ta jej rozkwitająca część) to zawsze czas wdzięczności. Bo wtedy tyle się dzieje, tyle się dzieje, nie sposób nadążyć, wczoraj goła ziemia, klepisko, a dziś z niej wystrzeliły kwiaty, z niczego, znienacka, a za kilka dni już ich nie będzie. Ta właśnie znienacka pojawiająca się i przemijająca obfitość sprawia, że myślę o przemijaniu. Że jak to? Tak szybko? Dopiero co ogarnęłam krokusy, a tu już fiołki? Gdzie te fiołki? Już są bzy? Wczoraj wieczorem kasztanowiec miał napęczniałe końce, a rano już są liście, jak pogniecione mokre szmatki? Jakie pogniecione, już się rozłożyły i rozprostowały!

    I dlatego właśnie wiosną, a nie jesienią myślę o przemijaniu. A z myślenia o przemijaniu płynie wdzięczność. Bo jak myślę o przemijaniu, to ze wszystkich sił chcę choć na chwilę zatrzymać te fiołki i inne takie zdarzenia, zatrzymać przez ich zauważenie, zdążyć się nazachwycać. A jak się je zauważy, to nie sposób nie być za nie wdzięcznym, no nie?

    W tym roku to wszystko dzieje się jeszcze szybciej i jednocześnie. Krokusy ledwie zakwitły, a już przekwitają, już je gonią następne rozkwitnięcia.

    Tak, wiosną przejawiam rozpasany konsumpcjonizm, podszyty metafizycznym lękiem. A może smutkiem? W każdym razie chcę zachłannie sie nachapać, zdążyć, ogarnąć to wszystko jakoś 🙂

  8. Żeby niczego, ale to niczego nie przegapić!!!!!
    Dudek mnie odwiedził:)

  9. Właśnie tak! Niczego. ale to niczego nie przegapić!

    Z czubkiem ten dudek?

  10. a, poezji trochę (poezji nie lubię, ale dam jej głos):

    gdy pyszczki pierwiosnków spod ziemi chcą wyjść
    i młodość to błogość a błogość to dobroć-
    zaś wrogość jest niska, nijaka i niecna
    – to wiosna (tak, wiosna; kochanie) to już!
    spójrz, jak ptaszki figlują, jak każdy gdzieś gna
    spójrz, jak rybki zbytkują, jak płyną pod prąd
    (spójrz jak góry wirują tanecznie)

    gdy znów bezszelestnie rozwiera się liść
    i błogość to dobroć a dobroć to szczodrość-
    zaś wrogość to brednie i brechty i bzdury
    – to znów; znów żyjemy: to (całuj mnie) już!
    i znów ptaszki się wznoszą, i ona i on,
    i znów rybki trzepoczą, jak ty i jak ja,
    (i znów góry wirują, znów góry)

    gdy to co zginęło znajduje się dziś
    i dobroć to szczodrość a szczodrość to mądrość-
    zaś wrogość trupieje, truchleje i truje
    – to wiosna (noc staje się dniem) tak, to już!
    wszystkie ptaszki nurkują do dna tego dnia
    wszystkie rybki wzlatują ku swiatłu przez toń
    (wszystkie góry wirują; wirują)

    [E.E.Cummings, tłum. St.Barańczak]

  11. i jeszcze poezja:
    Najokrutniejszy miesiąc to kwiecień. Wywodzi
    Z nieżywej ziemi łodygi bzu, miesza
    Pamięć i pożądanie, podnieca
    Gnuśne korzenie sypiąc ciepły deszcz.
    T.S. Eliot – „Ziemia jałowa”

  12. Ładny,liryczny wpis, to ja się zachowam pod nim też lirycznie :>

    Kostucha z kosą. Czający się szkielet Danse Macabre. Nie wiadomo kiedy, nie wiadomo gdzie dołapie, pochwyci, zabierze na Zawsze.
    Możesz iść w góry, w zimie by z dala od ludzi i cywilizacji spotkać się z przestrzenią. A spotkasz Ją i powiesz Tak (może nic w takiej chwili nie mówisz?). Możesz jechać samochodem, ktoś inny zajedzie drogę, stracisz panowanie nad kierownicą, uderzysz w drzewo. łapiąc ostatni oddech powiesz niebieskookiej blondynce, która Cię trzyma za rękę „jesteś piękna wyjdziesz za mnie? i ostatni raz zamkniesz oczy”.

    Nie pyta się o wiek, rasę, trudności i komplikacje, niedokończone sprawy i testament. Pojawia się. Tak samo przy trzylatku z rakiem, dwudziestolatku i starszym, samotnym, schorowanym człowieku, który czeka jej jak wybawienia.

    To, że wiemy, że przyjdzie. Obojętnie jaka. To, że wiemy podnosi znaczenie Tu i Teraz, pyta o wagę przeżyć, tego, co robimy dla siebie i innych. Ja jestem wdzięczna, w takim moim własnym warming-up process, kiedy widzę np. skowronka z otwartym dzióbkiem i słucham. On śpiewa, a ja się zasłuchuję. I czuję, że w takiej chwili wszystko mam, że nic mi nie trzeba. Nie biegnę ślepo za niczym. Nic nie muszę. nic mnie nie goni. Nie szukam płonnej nadziei, by mieć potem o czym mówić; by mieć bagaż życia.

  13. A dziś jestem wdzięczna za to, że wszystko, na czym mi zależy mieści się w moim plecaku, całkiem niedużym.

  14. Ech, na szczęście ten plecak to całe spektrum barw, odcieni i cieni dookreślania świata 🙂
    Jeśli mogę to zamawiam jak najwięcej mini nagrań-nagranek z opisami, koniecznie 🙂 Opisiki i barwne historie wyplecione z Twojego Grubego Pszen-żytowego Warkocza Kocia Squaw 🙂

  15. pięknie świergolicie….:) a ja dalej nie wiem co to za ptaszyna w dziupli sosnowej się urządza, przesłuchałem kilkanaście śpiewów, nawoływań, krzyków i nic mi nie przychodzi do głowy…i za to jestem dziś wdzięczny 🙂

  16. Ja też nie wiem, a ptaszek śpiewa tuż przed zmrokiem codziennie. A doszły jeszcze inne dziwośpiewy, spróbuję nagrać.

  17. Za wiele rzeczy jestem wdzięczna, ale zbyt osobiste by mówić. Dzisiaj wdzięczna jestem, że jakimś cudem dowlokłam się do domu 🙂

  18. Kay,
    a Ty potrafisz ujmować swoje smuteczki w słowa i doceniać drobne radości jak ten sosnowego głodomora. Nie każdy to umie.

Leave a Reply