Siekiera, motyka…
Ten, komu się wydaje, że wiedzie swój żywot w czasach pokoju, ma szczęście, śniąc piękny sen. Niech mu się wydaje, na zdrowie.
Widocznie znalazł przytulną niszę, ma odpowiednich wujów (i ciotki), nosi właściwe nazwisko lub jest pustelnikiem.
Losy tysięcy zwyczajnych ludzi, z których niejeden znalazł już wieczny odpoczynek, zaświadczają, że w kraju wolnym od okupanta życie może toczyć według koszmarnego scenariusza w nocy alarm, w dzień łapanka.
A wszystko pod obłudnym sztandarem egzekwowania prawa, kryjącym procedury i procedery zapożyczone od mafijnych cyngli, Świętej Inkwizycji i stada zdziczałych psów. Wojna toczy się cicho, bez huku armat i łomotu podkutych buciorów.
Czasem robi się głośniej, kiedy ten czy ów nieszczęśnik strzela sobie w łeb, skacze z okna lub koczuje w namiocie pod jakimś urzędem, głodując.
Nic złego nie uczynił, nikomu nic nie zabrał, od nikogo nic nie pożyczył, a pewnego dnia dowiedział się, że właśnie odbywa się jego egzekucja.
Zabrano mu wszystko, zostawiając tylko życie, z którym nie wiadomo co zrobić i dokąd pójść.
Tylko dlatego, że nosi pospolite nazwisko.
To wystarczy, żeby zrobić z człowieka zmielonego wariata, wołającego o pomstę, wołającego na puszczy.
I wszystko zgodnie z prawem, w czasach wolności i pokoju. Prawem, które daje naszym braciom komornikom możliwość zabrania nam ostatniej koszuli za samo imię i nazwisko.
Nie muszą sprawdzać naszego peselu, adresu zamieszkania czy imion rodziców. Wystarczy, że imię i nazwisko im się zgadza.
I – póki co – płeć.
Ale nie na długo, ponieważ można już nadawać sobie i innym imiona bezpłciowe lub międzypłciowe, więc wkrótce samca od samicy po imieniu nie odróżnisz.
Ja sama jestem w grupie najbardziej narażonej, dzieląc swoje nazwisko z pięćdziesięcioma tysiącami innych Nowakowskich.
Bóg raczy wiedzieć, ile bab spośród nich nosi to samo imię.
Ile ma jakieś długi, za które w każdej chwili ktoś może wykopać mnie z domu.
Kowalscy, Nowakowie, wy też nie śpijcie zbyt słodko, po was także mogą przyjść o poranku z nakazem oddania tego, czegoście się swoją mrówczą pracą dorobili.
Każdy noszący nazwisko z gatunku ludzkich Burków i Azorów jest potencjalnym obiektem do wypatroszenia.
Łapanki na współobywateli nasze wolne państwo sankcjonuje swoim autorytetem.
Urządzają je funkcjonariusze tegoż państwa, działając w zgodzie z obowiązującym bezprawiem.
Przecież ja nie piszę tu o hordach windykatorów czy innych szemranych indywiduach z tatuażem na karczychu, co wydzwaniają z wyzwiskami i smarują na drzwiach „oddaj forsę złodzieju”.
Mowa o komornikach sądowych, za którymi stoi system i wszystkie jego, za przeproszeniem, organy.
O komornikach, którzy mogą wkroczyć do twojego domu z uzbrojonymi facetami w kominiarkach.
O komornikach, którym ma się zgadzać nazwisko.
To wystarczy do egzekucji, która często kończy się tak, jak wszelkie egzekucje – dwa metry pod ziemią.
Ponieważ, uwaga, skupmy się na chwilę, ponieważ sprawdzanie pozostałych danych identyfikacyjnych bardzo utrudniłoby pracę kancelariom komorniczym. Tu pochylamy się ze zrozumieniem i współczuciem: to przecież baaardzo ciężka i odpowiedzialna praca, takie polowanie na ludzi.
Jak się bronić?
Jakie środki zaradcze przedsięwziąć, żeby pewnego dnia nie obudzić się w świecie Franza Kafki, jako jeden z bohaterów jego powieści?
Musimy bronić się sami, wszak Sejm jest zbyt zajęty pracami nad ułatwieniem zmiany płci. Nie starczy im czasu na załatanie tej morderczej luki, zdejmującej z komorników wszelką odpowiedzialność za czynności służbowe.
Nie wiem jak wy, ale ja, nosząc pospolite nazwisko muszę podjąć działania zaradcze. Może skorzystam z cudownych możliwości nowego prawa i zmienię imię na bardzo nietypowe i bezpłciowe.
Na przykład Perpetumionikitafatalisum.
Albo Kontinuum.
A jeszcze lepiej zmienię płeć.
Na jakąś pomiędzy.
Felieton został opublikowany w Tygodniku Ciechanowskim 9 kwietnia 2013 / nr15
Od dawna uważam, że nie żyję w czasach pokoju, a bardziej przypomina mi to okupację.
A jeszcze bardziej obóz koncentracyjny, tylko nieco łagodniejszy i mogę stąd uciec kiedy zechcę.
Tak że mnie te Newsy nie dziwią.
Nie wierzę też w pomyłki komorników.
W tym kraju – kolonii unijnej, panuje powszechne bezprawie.