
Rozsądny człowiek – kiedy coś poruszy jego wrażliwość – kręci głową i pyta: jak tak można? Ale nie szuka odpowiedzi na to pytanie, bo guzik go to obchodzi.
Dojrzały człowiek potrafi nie angażować się osobiście w ogólnoświatowe kryzysy.
Patrzy w telewizor, gdzie krew tryska i łzy ciekną.
Gdzie człekokształtne stwory w garniturach lub sutannach obrzucają się pecynami gnoju.
Przerzuca od niechcenia strony gazety; tu morderstwo, tam złodziejstwo, a po środku korupcja i kumoterstwo. Patrzy, czyta, kiwa mądrą głową, wzdycha: cóż, takie jest życie.
Wraca do swoich codziennych wyborów: pomidorowa czy rosół?
Dojrzały człowiek oszczędza emocje na użytek własny. Potrafi wpaść w furię, kiedy jakiś jełop przyblokuje mu wyjazd z parkingu, ale reszta świata może skonać w konwulsjach, jego to nie porusza. Dojrzały człowiek zna granice, poza którymi istnieje już tylko zamazana szarość cudzości, ichniości.
Kiedy złamie paznokieć, krzyczy: tragedia!
Na wieść o tym, że sąsiad zakatował niemowlę, szepce: ojej, a wydawał się taki normalny.
I wraca do piłowania paznokcia.
Jak najczęściej stara się powtarzać uzdrawiającą mantrę: świata nie zbawię, a nerwy sobie zszarpię.
Jest taki dojrzały, że spogląda na wszystko z obojętnym politowaniem i wzrusza ramionami.
Z łatwością odróżnia mojość od niemojości, tego też uczy swoje potomstwo.
Dojrzały człowiek zdaje sobie sprawę, że jego możliwości są ograniczone i nie próbuje drapać się tam, gdzie go nie swędzi.
Bo świata nie zbawi.
A nerwy sobie zszarpie.
Dużo ważniejsze od mieszania się w cudze sprawy jest porównanie cen w Biedronce i Lidlu.
Rozsądny człowiek – kiedy coś poruszy jego wrażliwość – kręci głową i pyta: jak tak można?
Ale nie szuka odpowiedzi na to pytanie, bo guzik go to obchodzi.
Woli pobyć chwilę w stanie świętego oburzenia, to oczyszcza i odświeża.
Rozsądny człowiek odróżnia to, co może zmienić, od tego co niezmienne, bo zawsze było. I nie sprawdza, nie wtyka palca w cudze i własne oko.
Skoro tak jest, to znaczy, że tak jest dobrze – powtarza.
I dodaje tę nieśmiertelną frazę: świata nie zmienisz, pilnuj własnego nosa.
Konsekwentnie więc nie uznaje angażowania się w żadne akcje, niczego nie podpisuje, nikomu nie pomaga, nic go nie zmusi do mieszania się w sprawy innych ludzi, o ile tylko nie włażą mu w drogę.
Ten dojrzały i rozsądny człowiek przegląda się w cudzych oczach, szukając w nich uznania i szacunku dla swojej postawy. Pojąć nie może, dlaczego widzi w nich rozczarowanie. To go frustruje, wyprowadza z równowagi emocjonalnej, zbudowanej na małej, swojskiej stabilizacji.
Udaje się więc do terapeuty, żeby zapłacić za potwierdzenie swojej dojrzałości i rozsądku. Dostaje certyfikat: tak, sztuka życia polega na szacowaniu korzyści własnej i świętym spokoju.
Och, już mu lepiej, to był chwilowy kryzys wiary w swoją najważniejszość.
Myśli: cóż, każdy ma takie same szanse.
I gorąco w to wierzy.
Aż pewnego dnia jego uporządkowany, dojrzały, rozsądny świat wali się w gruzy. W nicość obraca się mała stabilizacja. To, co miało być skałą, okazuje się ruchomymi piaskami, zasypuje mu usta, wsysa. Potrzebuje pomocy, sam już sobie nie poradzi.
– Ratunku! – krzyczy.
Ale dookoła są sami dojrzali i rozsądni ludzie. Zresztą zawsze lubił się takimi otaczać.
Widzi w ich oczach to samo, czym się szczycił jeszcze przed chwilą: dojrzałą i rozsądną obojętność.
Może nawet odrobinę politowania.
Bez zaangażowania.
– Człowiek człowiekowi wilkiem! – wykrzykuje z rozpaczą i rozczarowaniem.
I bardzo się myli.
Owszem, czasami bywa wilkiem.
Najczęściej jednak człowiek człowiekowi zającem.
Felieton został opublikowany w Tygodniku Ciechanowskim 5 marca 2013 / nr10
…az mnie zatyka Aniu kiedy czytam jak jasno, mocno i trafnie okreslasz rzeczywistosc, ktora juz nas dopada.Czy narcystyczne zaburzenie osobowosci jest zakazne, czy to objaw demokracji – jedna z jego cech.?
Aby nie oszalec brnie sie pod wiatr a to nie jest latwe.Nie umiem ladnie pisac, czuje jak ulagam strukturom jako dojrzaly czlowiek a to prowadzi do samotnosci wewnetrznej i wyjalowienia.
Dobrze wiec, ze mamy perelki w naszym swiecie – wychodze kazdego dnia na ich poszukiwanie i kiedy znajduje -doswiadczam. Pozdrowienia i usciski przesylam.
Inspirujesz Pani Psycholog. Inspirujesz. Dzięki.
Dojrzały człowiek zwany dalej Dojrzalcem odpycha niechciane, niewygodne, przypominające mu jak wiele jest do ogarnięcia w tym świecie, a jemu się nie chce… myśli. Te że jest fajny, że ma lepszy wózek niż Paciaciakowie, że żonę ma młodszą i dzieci zdrowe. Nieważne że górę kasy przeznacza na siebie, kiedy mógłby dając odrobinę uratować niejedno chore dziecko. Dać na ulepszenie niejednego DPS-u.
Niemoralnie wysokie gaże celebrytów idą na niejedną sukienkę, limuzynę i hotel a mogłyby na lekarstwo na mukowiscydozę.
Dojrzalec woli siebie niż świat, w którym małe syryjskie chłopaczki biegają z karabinami. co jemu do tego? Przełączy z wiadomości na kanał z gołymi tyłkami. W końcu jemu to się od życia należy? Nie???!!!
Dojrzalec tutaj jest przerysowany, z gębą w masce podkolorowaną. Lepiej żeby obudził w sobie uśpione mądre dziecko. Lepiej późno niż wcale.
Wiesz, Zeniu, co jest zakaźne: wirusy umysłu, rozprzestrzeniane pod etykietką „prawa do wyrażania siebie”, nieważne jakim i czyim kosztem. Wystarczy dać masom ludzkim wadliwą instrukcję samoobsługi i otrzymuje się ciemnylud, łapiący w wiecznie rozwartą gębę cały toksyczny szajs i dający wiarę każdej bredni.
Dżoanno, Dojrzalec mi się podoba. Coś jak zakalec-padalec, brzydki pan/pani cierpiący na hemoroidy od żarcia czipsów przed telewizorem.
A serio: jakiś czas temu wstrząsnął mną werdykt pewnego jury konkursowego,przyznający nagrodę tekstowi traktującemu o tym, że nie warto/nie należy/nie jest dobrze pomagać słabszym, chorym czy biednym. Do dziś mnie otrząsa ze zgrozy…
A na widok drugiego Wilka (Zająca de facto) pytanie jaki ja mogę mieć z ciebie hajs?
I oczywiście kiedy wsiada taki za kółko, o ile uda mu się bez promili w sobie przejść dzień, w roztopy i deszcz zawsze noga na gaz; zawsze gdy na chodniku, a właściwie krawężniku dla ludzi zwanym hucznie chodnikiem, drogą dla rowerów albo alejką sralejką człowiek, który nie chce być ochlapany kałużą. Podjedzie, przyspieszy, przejedzie. Po co ma mu pracować wyobraźnia wszak to dopiero coś na wieczór.
Pomarańczowe światło mówi mu zawsze wciśnij gaz do dechy zanim zrobi się czerwone. Rozjedź coś jak się nawinie, wzmocnisz omnipotencję :>
Może Papież Franciszek pokaże swoim życiem, że jest po co żyć. Że można inaczej. Niektórych nielicznych potrząśnie!
Dżo, dobrze jest mieć wzór i autorytet, zgoda. Papież niech nim będzie, daj Boże. Ale tylko głupiec uważa, że znajdzie sens życia, wpatrując się w cudzą postać, choćby i wielkiego kalibru. Nie na niego, lecz tam, gdzie on patrzy trzeba wzrok kierować. Inaczej czeka nas kolejny festiwal hipokryzji, pd hasłem: noszę markowy worek parciany i proste sandały (od Srucciego), jak „nasz” Papież:)
Święta Prawda. Czujność i przebudzenie zamiast wygody i idola-plakatu samego siebie na ścianie 🙁
Łatwo jest takiemu dojrzałemu człowiekowi, spełnionemu, u schyłku „kariery”, oszczędzać emocje, żyć swoimi codziennymi wyborami.
Tylko czasem, gdy państwo „nieopatrznie” przypomni sobie, że można jeszcze oskubać takiego schyłkowca życia, wielka tragedia – spełniony człowiek zdaje sobie sprawę, że mimo tylu zasług, tak naprawdę jest tylko nikim.
Też mi się ten Dojrzalec podoba:)
Aniu, można coś więcej o tym konkursie i nagrodzonym tekście? Gdzie go można znaleźć? (mówiąc bez ogródek)
Dżo -ann
Cyt. „Może Papież Franciszek pokaże swoim życiem, że jest po co żyć. Że można inaczej. Niektórych nielicznych potrząśnie!”
Indoktrynacja, od małego wpajana, wciąż zbiera żniwo.
Nie wskażę Ci go, Rollins, ponieważ dotyczy to osoby, która … nie chcę rozpętać awantury. To się już zdarzyło, pewnie z rok temu i już się nie odzdarzy:)
Tylko smutek został i to, że przestałam bywać na pewnym portalu. Hak mi w smak!
Rollinsie wiesz, co najgorsze człowiek z natury swojej oporny jest na wszelkie narzucanie mu woli. Zobacz trzylatka zakochanego w mocy słowa nie ,potem nastolatka zabujanego w mocniejszych jego formach, młodego dorosłego obudowującego to NIE najbliższym jego wierze światopoglądem. Człowieka, śmiem twierdzić nie da się zindoktrynować. Można go niestety wprowadzić w błąd, można. Można go zbałamucić jakąś świetlaną wizją i pięknymi słówkami i zagrać na emocjach. Można mu wpoić to i owo albo kontrsugestywnie ukształtować mu całkiem Duszydło. Zwłaszcza w sytuacji ławki szkolnej.
Świat potrzebuje tego „odzdarzenia się”. Cudów. Zakasanych rękawów. A takie akurat ze znanych nam percepcyjnie noszą tylko Ludzie i Ludziska (Ludzie przed przemianą, tzw. Dojrzalcy).
W Krakowie mamy fatalny stan powietrza – smog. sami go stworzyliśmy. Jakie te dopłaty unijne i pomoc skoro masa Mieszczan Krakoskich i Podkrakoskich nie stać na węgiel (coś tu wyraźnie nie hula, a wszystkie opłaty ciągle idą w górę?!!!). Palą wszystkim, co im podejdzie pod rękę. Szmery wśród chmur, zadymienie z zadżumieniem i chropowate gardło. Ciągłe bóle głowy z wdychanych toksyn. Trujemy się z bidy i Dojrzalstwa 🙁
Sznycel w takich oparach syfu nie smakuje już jak drzewiej. Bajgle nie te same na spacerze na polu. A na koniec można zostać ochlapanym kałużą.
I jak tu się nie burzyć na takie bucostwo? Jako taka kindersztuba mi nie pozwala, ale w tym mieście nad wielkim kamolcem energetycznym wionie wszystkim tylko nie tlenem. A takich machloj pod plandeką nie schowasz :>
Kochani lubimy słowa Nie, ale indoktrynację też nam można całkiem dobrze opchnąć…
Zazdroszczę wam przyrody w naturze. Krakoska szląkwa z szarugą mi nie w smak.
Nie wiadomo czy się smok wawelski po takiej zimie w ogóle przebudzi i okiem załypie?
No to po kiego tam siedzita tym smogu wawelskim?????
A kto będzie tak, dobrze Franciszka Józefa wspominał (tylu teraz szarga pamięć o zmarłych) i Peon i szlak młodopolskich kawiarni, i Łaźnie na Karmelickiej opowiadać bez rozbierania 😉 jak Krakusy Galicyjskie?
krakus Galicyjski to kutwa podskórna (jak go szara rzeczywistość tutaj dopadnie to już wyjścia nie ma), choć na zewnątrz się stara i za grzechy przeprasza, a ma gdzie, oj ma (Kościołów to u nas wiecie sami bez liku). Teraz to nawet do sznycli, bajgli, precli, rarytasów wszelakich czy chałki i kociego łyskacza środków uzależniającacych dodają 😉
Gród dzisiaj w zaspach i kałużach. Wyspiański mógłby swoją Annah z Jamajki namalować na tle ośnieżonego Botanicznego.
Czekam jak zawsze, wypatruję Waszych zdjęć Kurpiowych. Tam to dopiero Annah z Jamajki pięknie by się prezentowała 🙂
Jeszcze jedno mistyczne doznanie miałam w Krakowie, Dżoanno. O ile dobrze pamiętam, nazywa się cwibak (cfibak?).
Na zdjęcia przyjdzie Wam trochę poczekać. Z różnych powodów, także z tego, że wbrew prawu trwa tu zima, bezczelnie obrażając moje uczucia.
Tak, jestem baaaardzo obrażona:)
Rodzynki w słodkościach do mleka 🙂 Ot to mleko też czasem szkopuł 🙂 Mamy też Misia Cwela, ale nie wiem ilu go widziało? Istnieje głównie na murach jako bareistyczność – apteczka :>
Wycwelić się nie jest jednak tutaj zawsze dobrze widziane. Wyjść bez szwanku z sytuacji, które nam się tutaj dzieją. Ot co 🙂
Ale, ale u Was też jest barwnie i regionalnie. Tylko lepiej staracie się dbać o Wasze pola KinderKucheKirche w skrócie KKK? Nie wszyscy i nie wszędzie, ale wiadomo. Trzeba uważać, bo dobrymi chęciami niebezpieczeństwo wybrukowane…
Boćków szkoda najbardziej?
Nie obrażaj się Pani Psycholog czuwaj tam jak dzielna, Będąca Ponad Zrażaniem Się Dr Spellman. Ostatnia Deska Ratunku wszystkich małp w Rwandzie, a może i nie tylko…
Dobrze, ale skończ Dżo z tymi wyzwiskami. Mów mi „Pani Rolnik”, albo – bardziej trendy – Rolnica.
Albo normalnie, wedle imia:)
Chęciami i chuciami jest wybrukowane, dla porządku dodam…
Czyli w domowych pieleszach, a może być Waleczna Gruby Warkocz Squaw? Rafał Kot Na Punkcie Sikor będzie lepiej znajdywał swoje miejsce w ciemności 😉
Ojej, jak dobrze Was poczytac patrzac przez okno na te zimowa wiosne.
Czyżby u Ciebie Zeniu też trwała straszna zima?
U mnie arktyka. Dziś rano termometr pokazywał – 23.
W dzień się łaskawie podniosło do -10.
Teraz zaszło słonko i znowu spada, ale jak szybko!
Kolejna trudna nocka do przetrwania…
Nocą czułam, jak lodowate zimno dosłownie wpełza, wlewa się pod kołdrę i dwa koce, szukając kawałka ciała,żeby je zamrozić. Ale ciało w dwóch piżamach i skarpetach się nie dało. Wstało i napaliło pod kuchnią.
Pozdrowienia polarne:)
Zenia się wycwaniła i przejęła zmieniający się Landszaft 🙂
I słusznie 🙂 Ani się obejrzymy, a zazieleni się. Sad jabłoni – jabłonny pardes, w którym Chana zerwała jabłuszko dla Herszka zakwitnie różanie. Chłopak buziaka w nim niespodzianie dostanie. A Chana pobiegnie radośnie za jakimś Rogasiem, żeby zobaczyć pyszczek zwierzątka z bliska.
I zrobi się u dorosłych afera od zera 🙂
Chciało to zimno wpełznąć Aniu, bo nikt nie chce. Wszędzie śluzy i granice dla zimna, chłodu, wilgoci. To u Ciebie Jej Wysokości Rolniczości ;> szuka ostatniej nadziei…
A ja mam pyszczek zwierzątka przy samej twarzy, bo akurat głaski daję Rafałowi. Pyszczek ten nieco smrodliwy, ponieważ oszamał jakieś świństwo, ale kochający:)
Tak, Dżoanno, masz rację. Do mnie lgnie wszystko, czego nikt nie chce: zimno, myszy, ubóstwo, zmarszczki, grypa…
Zapraszam więc resztę: morowe powietrze, szarańczę i potop.
Oj tak, tak. Ten zapaszek koci. Miały trochę racji Austrowęgry, że kot i kac tak samo u nich lingwistycznie się prezentuje.
Wymiętosić by się chciało Rafałka, wygładzić, wyopuszkować puch futerka i pycholek wyopuszkować najmocniej. Oczki by wybałuszył na te techniki fizjotererapii. Takiej co to mu się marzył od PsaKrajziaka- Psiego Felczera :*
U nas lodowato i wieje wiatr od wschodu ale Waszych temperatur jeszcze nie osiągamy. Krokusy, które zaczęły wyrastać z ziemi nie miały szans i zamarzły. Ciała nie mam do przytulania wiec pocieszam się skarpetkami i termoforem. To próba przetrwania, nagroda musi być. Już dzisiaj wyszło słoneczko i przyświeca. Przesyłam Was gorące myśli.