Jezus uzdrawiał na dworcu w P.
Było mroźnie, minus dwadzieścia i nieprzyjemnie wiało, ale frekwencja na porannej mszy jak zwykle dopisała.
Bożedaj Purchawiecki wraz z małżonką Zmiłują wstali z kościelnej ławy w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku, aby przyjąć błogosławieństwo, które im się słusznie należało. Na tacy bowiem umieścili pięćdziesiąt złotych.
Zmiłuja po raz ostatni potoczyła wzrokiem dookolnie, żeby zarejestrować w pamięci operacyjnej wszystkie uchybienia w ubiorze i zachowaniu współuczestników duchowej uczty.
Bożedaj nie zniżał się do wzrokowych wycieczek. Nie musiał poprawiać sobie nastroju osądzaniem innych, bo osądził ich już dawno i raz na zawsze.
Purchawieccy zawyli ostatnie aaamen i przepchnęli się do wyjścia.
Zmiłuja zawiesiła wzrok na kolorowym plakacie, wiszącym tuż przy kropielnicy.
– Jezus będzie w Warszawie na stadionie! – wykrzyknęła szeptem w wielkiej ekscytacji. – Za czterdzieści złotych można się uzdrowić!
W wyobraźni zobaczyła siebie wznoszącą ręce i mdlejącą w ekstazie na skutek działania zakupionej łaski.
Opuszczając kościół potknęła się o brzydkiego starucha, żebrzącego pod drzwiami.
Skrzywiła się, bo cuchnął.
– Powinni z tym coś zrobić – powiedziała pełnym głosem, ponieważ lubiła mieć słuchaczy, wygłaszając coś mądrego.
Bożedaj potwierdził krótkim skinieniem kapelusza i obrzucił dziada groźnym spojrzeniem.
– Tak kończą pijacy i nieroby – rzekł, ale całkiem cicho, bo potrafił zachwycać się swą przenikliwą inteligencją nieco dyskretniej niż Zmiłuja.
Która akurat wpadła w nastrój zachwytu.
– Jaki piękny świat Pan Bóg nam stworzył – rozanieliła się na widok oszronionych świerków w przykościelnym parku. — Ale ludzie tego nie widzą – dodała z żalem.
Małżonkowie udali się spacerkiem na dworzec, bo mieszkali w podmiejskiej enklawie, którą im Pan Bóg stworzył na kredyt preferencyjny.
A tu na drzwiach dworcowych wisi wielki plakat, większy nawet niż ten o Jezusie na stadionie, tylko nie tak kolorowy. Właściwie całkiem czarno-biały. Na nim kilka słów.
– Nie wierzę własnym oczom – wydyszała Purchawiecka. – Skandal!
Purchawiecki zmarszczył brwi.
– Skandal – zgodził się. – Należy powiadomić prasę, niech interweniują, żeby normalni ludzie nie musieli tego znosić – rozwinął myśl.
Inni podróżni podchwycili wdzięczny temat i w dobrze ogrzanej poczekalni rozległy się oburzone głosy.
Jedne piskliwe, inne gdaczące, jeszcze inne ochrypłe, coraz głośniej, coraz śmielej.
Nic tak nie łączy ludzi w niedzielę, jak wspólna pieśń oburzenia.
Pewnie jesteście ciekawi, co tak rozsierdziło ten tłum stworzeń Bożych?
Oczywiście to, co było ogłoszone czarną czcionką na białym papierze: „Decyzją prezydenta miasta w czasie mrozów dworzec będzie otwarty dla bezdomnych przez całą dobę”.
Nic tak nie rozsierdza dobrego chrześcijanina, jak przymus wąchania cudzego smrodu, oglądania nędzy, patrzenia w pustkę ledwie żywych oczu dworcowego dziada.
Taki dziad nie tylko cuchnie i wygląda jak bydlę.
On się ośmiela wydawać bełkotliwe dźwięki, tak niepodobne do naszej mowy.
Odważa się nas zaczepić, żeby wyżebrać złotówkę. A my nie mamy złotówki, bo już daliśmy na tacę, i na Owsiaka, i diabli wiedzą na co jeszcze.
Więc niech prezydent miasta nie będzie taki miłosierny, niech sobie dziadów i baby zabiera do ratusza.
Albo do domu, o!
Każdy dobry uczynek sprowadzi bowiem zasłużoną karę na urzędnika, który wyskoczył przed orkiestrę. Już mu tego nie darują, że śmiał narazić normalnych obywateli na bliskie spotkanie z ludzkim śmietniskiem.
Jeśli spotkasz brudnego, głodnego dziada, to celnym kopem usuń go sobie z drogi.
A w lipcu jedź koniecznie na stadion do Warszawy. Tam, za cztery dychy Jezus na pewno cię uzdrowi.
PS Wszelkie podobieństwo zdarzeń do incydentu dworcowego w Płocku jest absolutnie zamierzone.
Felieton został opublikowany w Tygodniku Ciechanowskim 5 lutego 2013 / nr6
Jakie nauki i jaki przykład z góry, takie owieczki.
Benedykt abdykował bo nie był w stanie tego ogarnąć.
Chciałabym zobaczyć reakcję Bożedaja i Zmiłuji jak wybiorą ciemnoskórego papieża 😉
A jednak w tym Płocku dobrzy ludzie mieszkają 🙂
No tak, wszak Waćpanna z Płocka rodem!
A Purchawieckich znasz?
A prezydenta miasta znasz?
Jego nazwisko brzmi znajomo: Nowakowski, Andrzej.
Taa, to byłoby intrygujące. Ja już zresztą słuchać nie mogę o tym, jak to Murzynek na tronie Piotrowym zasiądzie, błyśnie, świśnie i będzie koniec świata. Niby przez tego biednego Murzynka. Mam ochotę wrzasnąć: Niech będzie czarny, w kropki, a nawet w paski, byle wierzący!!!!
Great believer.
Purchawieckich tam mnogo, dlatego już tam nie mieszkam.
Prezydanta chętnie poznam, nazwisko wiele mówi 🙂
Może to jakiś krewniak z dobrej strony 🙂
Purchawieckich to wszędzie mnogo, to często występująca odmiana:)
Okropne zdarzenie. Celne obnażenie polskiej mdłości na widok miłości. Czym innym jest człowiek kopnięty przez efekty uboczne edukacji już wczesnoszkolnej, człowiek który nie mógł się skupić na liczeniu słupków w zeszycie, bo musiał bronić mamy przed bijącym ojcem pobitym przez kolegów i samego siebie? Jest miłością. Ale taka miłość nie przypomina serialu L jak love czy inne ciepłe kluchy z makaronem w telewizorze. Taka miłość razi. W telewizorze na bogato: szybkie bryki, piękne ciuchy, sukcesy i wielka kasa. A na zewnątrz aż skwierczy. Od śmietnika do śmietnika chodzi się jak między półkami Galerii. Rynsztok. Gdzieniegdzie udający telewizyjny obraz rynsztok rozciąga się na połaciach Polski całe stulecia; niezmiennie. Tak jest Anisia 🙂 Tak jest. na Plantach i w wielu, wielu miejscach.
Nie chce się dokopywać specjalnie siłom, które coś jeszcze cośkolwiek mogą, ale niewiadomo już jak i gdzie palce z pomocą włożyć pomóc, a nie wyć z bezradności i empatii.
Choć dziś Pani w futrze o pogodnych rysach twarzy zawołała Pana z brodą i twarzą pooraną życiem: „Proszę kupić wekę”. W Krakowie na hiszpańskich schodach. Nie sobie, nie mnie? Krótki komunikat niezobowiązującego dobrego uczynku, przebudzonego gestu. W takich ludziach widzę Jeszuę, dobrego Swiętego Jana, Św. Franciszka czy ojca Pio.
Weka! Jeden z moich ulubionych krakaueryzmów (a i samą bułę lubię, choć u nas nazywa się „wrocławska”, a we Wrocławiu „paryska”).
Fajna historyjka. Fajne imiona i nazwiska znaczące, chociaż mi by bardziej pasowała „Zmiłujła” (tak bardziej zołzowato brzmi 🙂 )
Kiedyś siedziałem na dworcu w Krakowie, w poczekalni. Oczywiście „normalnych” ludzi tam nie uraczył, bo śmierdziało nieco inaczej, niż w oborach rodzinnych domostw, z których wywodzi się większość”normalnych”.
Obserwowałem tych ludzi (nie ukradkiem – zupełnie jawnie, normalnie). Zauważyłem, że oni tworzą taką jedną, może nie rodzinę, ale wspólnotę. Nie ma między nimi kłótni, waśni, wszyscy starają się jak mogą jeden pomóc drugiemu.
Taki wniosek z tego, że człowiek musi się aż zaśmierdzieć w swoim ubóstwie, żeby być… człowiekiem? 🙂
To takie moje gdybania (całkiem trzeźwego, jakby ktoś miał wątpliwości 🙂 )
Na rozluźnienie atmosfery proponuję obejrzeć tę „walkę”.
Jeśli któraś z Pań nie lubi przemocy, to i tak proponuję obejrzeć. Śmiechu kupa, a i rozgrzewka będzie przed, nadciągającym milowymi krokami, starciem GIGANTÓW: Saleta vs Gołota 😉
http://tnij.org/ul6a
Co do tego czarnego papieża, to też tak sądzę, że tym razem będzie.
Przedwczoraj sam mówiłem, że szkoda, że ten Benedykt nie abdykował 21 grudnia… 🙂
Dlatego lubię TU być. Pisze Pani :* z takim pieperzykiem, zacięciem a nie zadęciem :)Pod lupę i na języczek uwagi 🙂 idą sprawy świeckie, które takimi powinny pozostać i o świętych, religijnych można tu z należytą i im przysługującą czcią i ciepłem przeczytać.
Weki, sznycle, buce i cwele: wszystko to ma swoje miejsce w świecie i porządek rzeczy. A Pani nigdy nie przekroczy delikatnej granicy: bo nie obśmiewa Pani człeka a rachityczność i niedoskonałość wpływów zewnętrznych, jakie się w nim zinternalizowały :*
Saleta z gołotą to jakaś nowa potrawa postna, Rollins?
Niom ludzie bezdomni, domni ale głodni, domni, ale tak, że zagraża im utrata wszystkiego, chorzy ale udający zdrowych. Taki jest Kraków po przemianach. Też. Bo nie mówię, że cały. Rozmawiam z nimi. Ciekawe historie życia i pogmatwane losy.
Kiedy ktoś jest mocno nie przytulony, a kopany przez życie to tobie też udziela się jakiś smutny bezwład. Wszyscy jedziemy na tym samym wózku. Czyż nie?
Rollins dlaczego Pan ma pseudo Rollins?
Dżoanno, wózki, na których jedziemy są różnej marki i różnie przyozdobione, mniej lub bardziej wygodne,ale z pewnością jedziemy na nich w to samo miejsce. Memento mori:)
Oj tak. I chcę wyrwać się z własnego bezwładu. Pewnie, że chcę. Markotnie, szaroburo, tęsknica przeplata się z potrzebą hihi właśnie tą potrzebą 🙂 Co tu kryć :>
Dzisiaj Pani Plaszczykowa ciepło zagadnęła w kolejce aptecznej na dawnego Dzierżyńskiego do miłego statecznego Pana w okularach. I w try miga pojawiła się Pani Kurteczkowa. Pani płaszczykowa przepiękne rysy twarzy i znawca ekonomii realiów. Miło mi się z nią gaworzyło. Dobrze, że pani Kurteczkowa pojawiła się wtedy z odsieczą i czas w kolejce mi tak miło upłynął.
Rollinsku zadałam pytanie :/
Aniu Gołota versus Saleta, to ma być starcie Gigantów /piszę przecież), ale chyba masz rację, prawdopodobnie wyjdzie z tego potrawa – papka… mocno niestrawna 🙂
Dżo-ann, dziękuję za komplement spod poprzedniego felietonu.
Tak mnie nazwali kumple na studiach. Niby jestem dość mocno podobny do Henry Rollinsa.
Może i tak, bo minki robię podobne (jakbym był wiecznie zły 🙂 )
Ale ja w sumie zawsze jestem wiecznie zły 😉
http://trurlrollins.znajomi.interia.pl/wizytowka
PS Nie rozpisuję się (ku Waszej radości ; ), bo piszę z laptopa, i nie bardzo mi to wychodzi.
Jestem teraz w Ostródzie. To chyba niedaleko skansenu Pani Ani.
Wprosiłbym się ,ale nie mam czasu, nie wiem gdzie szukać, a i spokoju psychicznego nie chciałbym zakłócać Państwu Nowakowskim i okolicznym mieszkańcom (w promieniu iluś tam kilometrów 🙂 )
Dzięki za odpowiedź Rollinsku. No fajny z Ciebie facecik nie tylko pod względem psyche 🙂
Dzisiaj zmęczonam, ale na posterunku obserwacyjnym świata i ludzi. Kraków ospały. Emerytury gdzie niegdzie przyszły do odbioru. To już 24 lata mijają odkąd siły polityczne zmieniają Polskę? 24 lata utkane z co jakiś czas nowych obietnic z których buduje się politykę?
Ostróda to jednak spory rzut skarpetą od nas, Rollins. Jak będziesz w Przasnyszu, to będzie mały rzucik skarpeteczką:)
Czy mam Ciebie Rollins i Dżoannę odesłać na jakiś portal randkowy, czy wolicie, żebym nadal pośredniczyła?
Saleta kontra Gołota to ustawka, tylko o kasę chodzi.
Żadnemu szczęka się nie poluzuje ani krew nie tryśnie, będzie tak jak na tym filmiku Rollinsa. Można oglądnąć jak ktoś lubi, ja odpuszczam 🙂
Zaryłam dzisiaj nosem w błoto, szkoda że tego nie mogliście zobaczyć 🙂
U nas tego programu nie dają, Roma. Mam tylko walkę Rafała z niezidentyfikowanym obiektem kotopodobnym. Wrzask na cały powiat. I o o? O kawałek śmierdzącej parówki!
Domyślam się, że zaryłaś w błocie, bo szłaś, wypatrując nadlatującej asteroidy, co?
Przeleciała już? Można się odprężyć?
Przeleciała, jesteś bezpieczna.
Wracałam wieczorem z pracy i żadne asteroidy nie były mi w głowie, ale wyglądałam jak UFO
Masz nowego kota przybłędę?
Rafał walczy o swoje terytorium!
Hmmm… to MOJE terytorium:)
Rollins jeździłam do Ostródy jakieś 30 lat temu.
Fajne wspomnienia, mój chłopak był tam w Jednostce Wojskowej(białe koszary. Ładne miasteczko i jezioro.
Ubóstwiam Was :*
Oj, nie trzeba,Dżo. Znacznie za wcześnie na u-bóstwianie.
Aniu, skarpetą nigdy nie rzucałem, ale podejrzewam, że dalej poleci, jak będzie ciężka. Mogę pohodować parę dni… 😉
Przez Przasnysz przejeżdżaliśmy. Moja matka, jako że bardzo lubi gadać, rozgadała się z takim menelem (chorym psychicznie, a czy menelem, to w sumie nie jestem pewien?
Wydębił od niej piątkę, a ta dostała od niego… „obraz”. Dałem w cudzysłowie, bo ten bohomaz trudno nazwać obrazem, czy czymkolwiek.
Miałem kiedyś kumpla narkomana, to malował dzieła sztuki w porównaniu z tym, co zaprezentował ten przasnyski artysta:)
Piszę Ci to, bo Ty zapewne znasz wszystkich artystów z tamtego regionu 😉
Romo, złe nowiny. Tej jednostki wojskowej już tam nie ma. Zlikwidowano, jak wszystko w Polsce.
W zimie ta Ostróda to trochę niezbyt atrakcyjna, ale w lecie, to musi tu być zajebi…ście.
Muszę tu się zjawić w lecie.
PS Aniu, co do mojego romansu z Dżo-anną, to wolę żebyś pośredniczyła.
Nie to,że jestem aż taki nieśmiały, ale jak coś nie wyjdzie, to… będę miał na kogo zwalić winę:)
Rollins, to może być wielki artysta Ty się akurat mało na nim poznałeś. Trzymajcie bohomaz, za100 lat weźmiesz za niego fortunę.
Miłego pobytu tam, Gdze Cię nosi:)
W romansach nie pośredniczę, ślubów też nie udzielam.
Uffff jestem już po sobocie. Po pracy. Po relaksie. No nie mogę z tą Cyganką powiem Wam, która klęczy na betonie przy GK. Robię jej co jakiś czas streetworking i próbuję przekonać do innego życia. Czuję się taka nieskuteczna 🙁 No cóż jej wybór, niestety tylko do pewnego stopnia. Wie świadomie jak strefa wpływów społecznych, przemian, różnic społecznych i poczucie na co się zasługuje, a na co nie, trzyma ją przy tym betonie.
No, z bohomazami to właśnie nigdy nic niewiadomo. Piękno jest megasubiektywne? Niby wyczuwalne, ale czasem pod latarnią najciemniej.
Mało coś Romy na tym forum i krzysztoforoska???
Pod latarnią jest najwidniej, musze zacząć zadawać kłam takim nielogicznym powiedzonkom. Po prostu pod latrnią stoi idiota i twierdzi, że mu ciemno bo trzyma głowę w zadku:))))
Jeśli padnie pytanie, czy ja do czegoś robię aluzję, to odpowiedź brzmi: NIE.
🙂
Dżo-ann, a rozejrzałaś się czy ta Cyganka nie ma w zasięgu wzroku ochroniarza goryla. A może taki jej sposób zarabiania na życie i to jej odpowiada.
Bartuś, Ostróda latem zajefajna, zresztą jak całe mazury. A obraz powieś w miejscu mało widocznym (kibelek), może po jakimś czasie nabierze mocy i zawiśnie w salonie.
Aniu, udziel ślubu, a co Ci tam szkodzi 🙂
Ufff. Jaka zmarzlina dzisiaj. Z lekka wietrznie przy tym, więc piece się jako tako paliły.
Przyszłam 15 minut temu ale palce, mimo że w rękawiczkach nadal mam zimne. Słucham Sixto Rodrigueza. Widać że ten facet to i owo na sobie doświadczył. Doświadczył tzw. realu.
wczoraj zgrzeszyłam. Przyznaję się Wam i zjadłam pstrąga na mieście. Ale to najprawdopodobniej mój pierwszy pstrąg w życiu. A dzisiaj póki co o głodzie i chłodzie przez tę zmarzlinę. Upolowałam na Grodzkiej (plusy mieszkania w Krakowie :)obwarzanka z serem. Krakau miedzielny. Pary z dziećmi. Damy i babeczki w odświeżonych futrach, ale bez mężów. W tramwajach ludzie popatrują na siebie to z byka. To z nieklamaną serdecznością.
Co to się stało na Piotrkowskiej w Łodzi? Żal mi tego dwudziestoletniego chłopca przed którym było całe zycie?
Czy teraz mijają nas Ci wszyscy chłopcy, panowie, mężczyźni bez szczęśliwej miłości i troski w życiu mają po kieszeniach noże?
Masz na myśli „śluby czystości”? Roma?????
A udzielam, a co mi tam szkodzi….
Co, jakie „śluby czystości” Po co to komu, żeby cierpieć niepotrzebnie.
Światowy Dzień Kota dzisiaj, właśnie przeczytałam.
Sierściuchy mają swoje święto, mój dostał marchewkę z nacią, głaski dla Rafała ode mnie proszę przekazać 🙂
No, właśnie napisałam o sierściuchach śmierdziuchach…
No, już jestem w domu, na swoim kompie zabytkowym, a nie na jakimś tam laptopie 🙂
Aniu, jeśli ten koleś to wielki artysta, to takich artystów jest pełno w przedszkolach. W początkujących grupach.
Namalują to samo – trzeba ich tylko wcześniej czymś zdenerwować 😉
Romo, zauważ, że obraz nie jest mój, tylko matki. A raczej był, bo już go nie ma.
Mówisz, że najlepiej było go powiesić w kibelku?
Żartujesz chyba. Jakby ktoś przyszedł, to by pomyślał, że używamy papieru na kilka razy… 🙂
PS Pamiętasz moje imię – dzięki :0
Dżo-ann, jakiej jesteś wiary, religii, że nie wolno Ci jeść pstrąga na mieście w niedzielne popołudnie?
😉
Gdzie tu grzech? Że pstrąg, że niedziela, że popołudnie, że na mieście?
A może ciamkałaś zbyt głośno, wtedy (zgodzę się) może być to grzech (nie wiem jak ciamkasz).
Szczególnie, kiedy robiłaś to bezczelnie przed jakimś głodnym bezdomnym 😉