Humoreski ponure, Tygodnik Ciechanowski

Śpiąc w gumofilcach

Jedno pozornie błahe zdanie, rzucone beztrosko w obecności odpowiedniej osoby, może być zdaniem kluczowym. Tym, na które padnie światło zbiorowej świadomości i uczyni cię przedmiotem wspólnej uwagi. A wtedy już nic nie będzie takie samo, bo idąc ulicą odczujesz, że nareszcie zostałeś dostrzeżony.
Nie powiedziałam doceniony, tak dobrze, to nie ma. Ale będziesz mieć swoje pięć minut i zrobisz z tym, co ci się spodoba. 

Sama o tym nie wiedząc wypowiedziałam magiczną sentencję, a, przyznajcie sami, brzmiała ona dość prostacko:

Kurdebalans, jeśli spadnie poniżej minus dwudziestu, to znowu będziemy spali w czapkach i szalikach!

Jak się domyślacie, prowadziłam banalną wymianę zdań na temat pogody, czyniąc zadość sąsiedzkim rytuałom.
Zdania tego nie musiałam umieszczać na żadnym portalu społecznościowym, ani na bilbordzie w centrum powiatowego miasta. Wystarczyło, że od niechcenia mruknęłam ów bzdet na polnej drodze, w okolicach kapliczki z Jezuskiem Ukrzyżowanym.

Po pewnym czasie (liczonym w dniach, nie tygodniach czy miesiącach) odezwała się do mnie telefonem znajoma z pobliskiego miasteczka.
– Uważaj, kogo wpuszczasz do domu – zażądała stanowczo.

Wytrzeszczyłam uszy ze zdziwienia.

– Czego znowu? – zapytałam miło.

– Jak to czego!? – zagrzmiała tubalnie w słusznym gniewie. – W miasteczku aż huczy od plotek na wasz temat! Podobno nigdy się nie myjecie i nie przebieracie do snu, waląc się w barłóg w tym, w czym chodzicie. No więc jeśli tak właśnie robicie, to przynajmniej nie wpuszczajcie nikogo do domu!

Ucieszyłam się, że bez żadnego wysiłku zostałam zauważona.
Bez wysiłku z mojej strony, bo ktoś tam się jednak wysilił, żeby stworzyć tę jakość.

Wreszcie, po dwóch latach cichego przemykania uliczkami, stałam się lokalną celebrytką. Może niedomytą i śpiącą w cuchnącym barłogu w zestawie kufajka plus gumofilce, ale zawsze coś.

Tylko patrzeć, jak zaczną o mnie pisać w gazetach.
Najpierw w lokalnych, a następnie ogólnopolskich.
Jeśli zgłosi się do nas New York Times, to odeślę ich do swojego agenta, którego w międzyczasie zatrudnię. Będzie mi zarządzał publicity i image. Przewiduję dla siebie świetlaną przyszłość.

Niech mi pozazdroszczą wszyscy ci, którzy dla przyciągnięcia uwagi wyczyniają najdziksze hołubce, a swoje codzienne dokonania prezentują na fejs-zbuku.
Jak powiada moja koleżanka – nie ma rzeczy, której nie zrobiłoby się dla lajka na fejsie.

Słyszałam też, że nie mając konta na Facebooku tak naprawdę nie istnieję.
Nieistnienie moje potwierdziłam nawet doświadczalnie. Oto pewnego dnia, poruszona jakimś zniekształceniem informacyjnym próbowałam napisać komentarz w portalu naTemat.
A tu figa z makiem.
Nie mam profilu zbukowego, a więc nikogo nie obchodzi, co mam do powiedzenia.
Ponieważ nie istnieję.
Wasza strata, pomyślałam butnie i samochwalnie, opuszczając niegościnne progi.

Lecz cóż to?
Dochodzą mnie słuchy, że światli i wykształceni ludzie z Nowego Jorku zabierają swoje zabawki i zamykają konta, ponieważ po latach żmudnych autoanaliz doszli do wniosku, że Facebook to nie jest rzeczywistość, a na dodatek zabiera czas, niczego w zamian nie oferując.
Ja cię kręcę, ale odkrycie!
Narcystyczna globalna społeczność się kruszy, a to już powód do niepokoju.
A jeśli się pokruszy na amen?
Gdzie stada człekokształtnych cudowronków będą uprawiać praktyki adoracyjne?
Gdzie służby specjalne i korporacje będą zbierać dane?

Nieee, musi powstać jakaś nowa jakość.
Nowa globalna platforma wymiany lajków.
Może… Arsebook?

Felieton został opublikowany w Tygodniku Ciechanowskim 8 stycznia 2013 / nr2

8 komentarzy

  1. Kocham Cie Aniu za to ze jesteś i ciesze się, ze mogę czytać Twoje teksty. Wyobraziłam sobie was z opisów tubylskich… i muszę przyznać, że ćwiczenia mięśni przepony od śmiechu już na dzisiaj zaliczone. Przyszła mi także na myśl Kelly Family – ci co się "nie myli" – rozśpiewani i zadowoleni z życia . Bądź zdrowa Aniu, bo ono jest cenne. Ubieraj się ciepło. Ja przesyłam na rozpałkę ciepłe myśli i podziękowania.

  2. Nic a nic na wsi się nie zmieniło.
    Zupełnie jak 40 lat temu. Wystarczyło szepnąć słówko tak dla JAJ w obecność „Maryśki”, a co z tego wychodziło? Ubaw po pachy jak się widziało te zszokowane gęby 🙂
    Co nie? 🙂

  3. Eeeeeeee tam , nic nowego , od zawsze wszyscy wiemy że się nie myjecie i śpicie w czym popadnie 😉
    Buahahahaha 😉

  4. No, dziewczyny kochane, zapisałam się dziś do Anonimowych Brudasów Śpiących w Czym Popadnie.

    Podobno po przejściu całej terapii będę miała wewnętrzny przymus spania w nocnej koszuli w różowe i niebieskie misiaczki.

  5. Różowe i niebieskie misiaczki to dla dzieci. Trochę wiekowa jesteś, ale nie aż tak żeby zakładać grubą barchanową, babciną. Taka seksi co się jeszcze nie zaczęła, a już skończyła, byłaby w sam raz.
    No i orzeźwiająca kąpiel w przeręblu. Wow 🙂

  6. Jeszcze nigdy nie śmiałam się z twojego zdjęcia.
    A z tego, ryczę i nie mogę się opanować.
    Jest fantastyczne!!!
    Czy z tą siekierą :
    -idziesz rąbać drewno
    -idziesz na wieś straszyć sąsiadów
    -czy jest to ten słynny strój nocny? 🙂

  7. Taaa, to jest moja piżama, model Łajza ze Wsi 2013, siekierą zaś oganiam się od pcheł, co po mnie skaczą.

  8. Zdjęcie super 🙂

    PS Naprawdę śpicie w gumofilcach? 😉
    Pytam, bo u mnie w wiosce też jesteście na językach, a nie chcę plot rozsiewać 😉

Leave a Reply