Alternatywna wizja końca świata
Coraz bliżej zapowiedzianej na grudzień apokalipsy. Wprawdzie wielu zaprzecza, że jakiś koniec nastąpi, ale oni też po kryjomu zerkają a to w kalendarz, a to za okno, a to w Internet.
Szukając znaków, że pojawiły się znaki.
Znaki, które mają znaczenie, znacznie znaczące dla oznaczenia daty ostatecznej, najlepiej co do minuty.
Żeby kupić skrzynkę wódki, śledzia i roladę z kremem na zagrychę, zasiąść na kanapie, włączyć telewizornię i zobaczyć, jak innym świat się kończy.
Żeby – broń Boże – nie przegapić, jak kończy się świat u sąsiadów.
Wypatrują ludziska pomruków nadchodzącej apokalipsy, śledząc prognozy pogody dla Ameryki i Chin, snując wizje kataklizmów, gromów z jasnego nieba, huraganów, nadlatujących komet, globalnego blackoutu. Triumfu globalnego zła, jednym słowem. Zaprawdę, naiwność.
Przewidywanie, że koniec świata ma być hałaśliwy i widowiskowy (oraz bolesny) jest błędne i pozbawione podstaw. Wynika li tylko z rosnącego zapotrzebowania na rozrywkę i stymulację układu nerwowego.
Nieważne.
Coś innego chcę wam powiedzieć, wcielając się w rolę pytii spod Chorzel. Podczas, gdy wy wypatrujecie spektakularnych erupcji Zła, ja widzę, jak podstępnie skrada się Dobro. Koniec świata nastąpi w błogiej, uśmiechniętej ciszy, zakłócanej co najwyżej harmonijnym, boskim pieniem anielskim.
Będzie tak:
W nocy z dwudziestego na dwudziestego pierwszego grudnia na całym świecie zatriumfuje Globalne Dobro. Ludzie pójdą spać normalni (kłamliwi, cyniczni, pyszni, pazerni, pożądliwi, uzależnieni, narcystyczni, okrutni) a obudzą się dobrzy.
Obudzą się z radosną myślą, żeby natychmiast uczynić jakieś dobro.
Ruszą, by kochać bliźniego swego bardziej, niż siebie samego i to całkiem dosłownie.
Codzienne, oswojone jak pies małe zło wyda im się odrażające, niczym kotlet schabowy dla weganina.
To będzie prawdziwe Przebudzenie.
Poranne programy informacyjne w radiu i telewizji zostaną zawieszone bezterminowo, ponieważ nie znajdzie się żadna kłamliwa gęba, żeby kłapać.
Z Internetu znikną wszelkie wredne i szkodliwe treści, skasowane w pośpiechu przez zastępy wolontariuszy dobra, w tym także samych nawróconych na dobro autorów.
W rezultacie tych czystek pozostaną tylko ikonki i emotikony, ale wyłącznie te uśmiechnięte.
Następne kilka dni będzie już tylko logicznym skutkiem triumfu Dobra.
Przewiduję, że jeszcze przed Bożym Narodzeniem świat z wdziękiem stoczy się ku zagładzie. Przebudzeni ludzie natychmiast rzucą palenie papierosów i picie gorzały. W związku z tym budżety państw cichutko legną w gruzach.
Z handlu zostaną wycofane wszelkie wadliwe, szkodliwe i zbędne towary. Z tej przyczyny na półkach marketów zostanie wyłącznie mąka. W tym samym czasie rzesze pracowników nadzoru, kontroli i ścigania stracą zajęcie, bo nie będzie już kogo ścigać, kontrolować, a tym bardziej karać.
Dzieci bezrobotnych dilerów narkotykowych i alfonsów zaczną cierpieć głód i chłód, chociaż od razu znajdą pomoc ze strony ludzi dobrej woli, pragnących pozbyć się nadmiaru bogactwa.
Banki, parabanki, pokątni lichwiarze i komornicy umorzą wszelkie długi i poddadzą się samounicestwieniu instytucjonalnemu. Zamiast liczyć szmal, zaczną śpiewać psalmy na ulicach miast.
I tak dalej.
Ruszcie wyobraźnią, to sami ujrzycie, co może nam uczynić Globalne Dobro.
Świat, jaki znamy przestanie istnieć dokładnie w chwili, kiedy spełnią się błagalne modlitwy.
Felieton został opublikowany w Tygodniku Ciechanowskim 6 listopada 2012 / nr45
Cyt. „W nocy z dwudziestego na dwudziestego pierwszego grudnia na całym świecie zatriumfuje Globalne Dobro. Ludzie pójdą spać normalni (kłamliwi, cyniczni, pyszni, pazerni, pożądliwi, uzależnieni, narcystyczni, okrutni) a obudzą się dobrzy”
A jacy się obudzą ci, którzy jeszcze przed triumfem Globalnego Dobra pójdą spać dobrzy (prawdomówni, szczerzy, dobroduszni, empatyczni? 🙂
No tak. Kiedy zatriumfuje Globalne Dobro, to uczyni…
Koniec świata. A ściślej koniec ludzkości.
I dobrze
PS Globalne Zło miałoby takie same skutki.
Rollins, my, dobrzy ludzie po prostu wreszcie poczujemy się jak w domu:)
Kiedy zatriumfuje Globalne Dobro, to my, dobrzy ludzie, poczujemy się jacyś tacy… pospolici 😉
PS A czy ja jestem dobrym człowiekiem? Nie byłbym taki pewny 🙂
Nie wiem która wersja lepsza. Ta pierwsza szybka, druga powolna. Globalne Dobro fajnie brzmi i szkoda by odchodzić z takiego świata. W sumie to co za różnica „i tak zginiemy wszyscy w zupie” 🙂
Hm! Chyba Anię przed zimą dopadł kryzys twórczy… 🙁
Jaki tam znowu kryzys tfórczy, Rollins. Książkę piszę, więc nie mam tego…, no… czasu.
Ale wrócę, jak bum cyk, cyk.