Humoreski ponure, Tygodnik Ciechanowski

Instrukcja obsługi szambotrysku

Jeżeli szczerze pragniesz dowiedzieć się najgorszych, paskudnych i niesłychanie ekscytujących rzeczy o swoim znajomym (lub nieznajomym, bez różnicy), nie musisz wkładać w to wielkiego wysiłku.
Naprawdę.
Nie musisz inwestować w to przedsięwzięcie pieniędzy. Ani wynajmować detektywa, grzebiącego w przeszłości obiektu naszego zainteresowania. Nie trzeba bawić się w paparazzo i podglądać delikwenta w sypialni i łazience dla celów poznawczo-dokumentalnych. Niekonieczne jest udawanie się do jasnowidza, lub wprawianie się w trans za pomocą redbulla z wódką, aby samemu jasnowidzem się stać.
Polecam wam, dobrzy ludzie, najprostszą, od tysiącleci wypróbowaną metodę szybkiego uzyskiwania (i szerzenia aż po krańce świata) wszelkiego parszystwa, zwanego prawdą obiektywną.

Metoda ta polega na naciśnięciu odpowiedniego przycisku w psychice człowieka, który stoi obok. Można naciskać hurtowo przyciski wielu osób za jednym sprytnym posunięciem.
Jest to urządzenie, które można nazwać roboczo (z angielska) hejtspustem, albo bardziej swojsko – szambotryskiem.
Ten psychiczny klawisz ma większa część populacji świata, a jeśli ktoś rodzi się bez niego, jest uważany za dziwadło, debila lub świętego, co na jedno wychodzi w czasach nieboskich.

Niektórzy na skutek przedziwnych potrzeb zwanych duchowością, dochodzą do pewnych odkryć i nie dają sobie wciskać hejtspustu. Nad nimi trzeba się napracować, żeby wyssać jakieś ohydztwo, czasem bez efektu. Dlatego lepiej zostawić tych bezużytecznych egoistów w spokoju.

A oto jak cicho i skutecznie uruchomić szambotrysk.
Zaraz się zdziwicie, jakie to proste.
Wystarczy wygłosić krótką pochwałę pod adresem obiektu naszych dociekań. Treść dowolna.
Może być:  Dobry człowiek z tego Iksa Igrekowskiego.
Albo: Podoba mi się to, co powiedziała Igreka Iksińska.

Jednym słowem: dowolna refleksja na temat bliźniego lub jego najbliższych, byle – uwaga, to podstawa całego przedsięwzięcia – POZYTYWNEJ treści. O ładnym wyglądzie, o zdolnych dzieciach. O dobrych uczynkach lub miłym głosie. Cokolwiek.
Rzucić należy taką uwagę w gęsto zaludnioną przestrzeń publiczną (instrukcja dla wsi i małych miasteczek), albo napisać w Internecie (w przypadku wielkich miast lub terenów pustynnych).
I czekać.
Zobaczycie, że nie minie czas dłuższy niż jeden pozorny obrót słońca dookoła ziemi, a uzyskacie dostęp do informacji bieżących i archiwalnych na temat pochwalonego z premedytacją nieszczęśnika płci dowolnej.
Oto zjawi się (lub napisze maila) posłaniec prawdy obiektywnej.
Zacznie od inwokacji, z której będzie wynikało, że w żadnym wypadku nie chodzi tu o oczernianie kogoś, bo on sam nic przeciwko tej osobie nie ma, ale ważna jest prawda. Ważne jest, żebyśmy tę prawdę poznali, dlatego ten posłaniec z wielką przykrością przybywa, żeby nam posiadany obraz Iksa lub Igreki rozjaśnić. Rozszerzyć. Ubogacić i uprawdziwić.

Teraz następuje część zasadnicza, w której:
Dowiecie się jaką szują był  dziadzio tej osoby, gdzie i z kim szlajał się tatuś, oraz co z tego wynikło.  Jak mamusia zarabiała na chleb powszedni, w niedzielę i święta modląc się w kościele.
Otrzymacie pełen, a zawsze ponury obraz życia małżeńskiego, spraw materialnych i niewidzialnych, grzechów głównych i pobocznych, odrażającej kondycji moralnej i umysłowego ubóstwa obiektu waszych starań. A także jego bliskich wstępnych i zstępnych, po mieczu i po kądzieli. Aż do szóstego pokolenia nazad i trzeciego wpieriod.

Sami widzicie, jaka to łatwizna.
Żaden normalny człowiek nie zniesie pochwały pod adresem swojego sąsiada.

Felieton został opublikowany w Tygodniku Ciechanowskim 9 października 2012 / nr41

5 komentarzy

  1. Podobno wynaleźli pigułkę, po spożyciu której patrząc na człowieka czytasz jego myśli. Warunek jeden, dany delikwent musi myśleć 🙂
    Pigułki na kłamstwo też są, po zażyciu takiego środka mówi się tylko prawdę 🙂
    I jak tu żyć bez intrygi, kłamstwa czy innego szajstwa 🙂

  2. Okej, obejdzie się bez wysłuchiwania prawdy z kłamliwych ust:) Żadnych pigułek, tylko tortury (łaskotanie).

  3. Artykuł fajny, choć ja tę prawdę objawioną znam już od dawna, więc przeczytałem bez większego entuzjazmu 😉
    Kurde! Już drugi raz dzisiaj jestem z siebie dumny.
    Obym tylko nie stał się pyszny (niczym torcik 😉 )

    Ale, żeby nie było, że nic nie wyniosłem z tego felietonu, to zauważyłem, że „ohydny” pisze się przez samo „h”.
    Myślałem, że przez „ch”. Chociaż właściwie nie myślałem, a widziałem tak oczyma.

  4. Aha! Zapomniałem dodać, że czytając artykuł, doszedłem do wniosku, że Pani Ania prawdopodobnie zmuszona była ostatnio do spędzenia pewnej ilości czasu (zbyt dużej, jak domniemywam) w wiejskim sklepie (tam gdzie do dziś się pewnie głowią, czy bardziej się opłaca kupić cztery i pół litrową Żołądkową 🙂 )

  5. Przez „ch” to się zwykło pisywać inne ohydne słowo. Nie w sklepie, lecz w urzędzie:) Spędzałam. Czas.

Leave a Reply