Natura Lucka
Poznajcie Lucka, drodzy Państwo. Skoro ja musiałam, to i wam tego nie oszczędzę.
Bo niby dlaczego mielibyście ponieść taką okropną stratę, z faktu niepoznania Lucka wynikającą?
Dzielę się zatem moimi najszczerszymi doznaniami i refleksjami, w obecności Lucka doświadczonymi boleśnie. A każdy ból jest stopniem do doskonałości, więc naprzód, naprzód.
Jego pojawienie się w moim życiu poprzedziły fanfary.
Tramdadam, jaki on jest niesamowicie, nie do opisania, nieprawdopodobnie, cudownie fantastyczny.
Tramdadam, kiedy go poznam, będę zazdrościć każdemu stworzeniu, na które Lucek zwróci swe oczy.
Tramdadam!
Mądry!
Tramdadam!
Dobry!
Fanfary wykonała z ogromnym przejęciem życiowa partnerka Lucka, Niunia.
Odrobinę mnie to zdziwiło, bo mój kontakt z Luckiem był z góry przewidziany jako ograniczony w czasie i w przestrzeni. Ot, miałam przejechać z nim sześćdziesiąt jeden kilometrów i czterysta osiemnaście metrów, żeby odebrać z naprawy auto, któremu zdechło się daleko od domu.
Niunia upierała się jednak, że sam kontakt z Luckiem otworzy mi oczy na to, jacy Wspaniali Ludzie chodzą wciąż jeszcze po tym łez padole.
Faktycznie, chodzą, a nawet unoszą się nad ziemią.
Ale po kolei.
Umościłam się w wypieszczonej beemce Lucka, pod czujnym jego okiem sprawdzając, czy na butach nie zostało mi jakieś ziarenko piasku lub psie łajno.
– Bardzo niekobiece te buciory – zauważył Lucek cierpko, mierząc spojrzeniem moje błękitne glany. – Kobieta powinna podkreślać swoje walory.
To mówiąc mlasnął.
Skuliłam się na siedzeniu, okrywając wszystkie domniemane walory kurtką. Lucek wyrwał z podwórka z piskiem opon, sypiąc żwirem na walory machającej nam Niuni.
– Ruszaj ten badziew! – ryknął straszliwie na przejeżdżające punto, włączając się do ruchu.
Beemka skoczyła jak oparzony szczur, rozwijając prędkość dźwięku. – Lucek popatrzył na moją zieleniejącą gębę i wyszczerzył szczękę typu akryl.
– Jestem świetnym kierowcą – wyznał w uniesieniu. – Nie ma się czego bać, Hołowczyc przy mnie to żołędny dupek.
Odmówiłam szybko wszystkie znane modlitwy do patrona kierowców, ale najwyraźniej nie miał ochoty zadawać się z Luckiem, bo milczał. A kiedy święty Krzysztof milczał, Lucek rozwinął prędkość do stu sześćdziesięciu.
– Będę rzygać – uprzedziłam go lojalnie.
Popatrzył na mnie z obrzydzeniem.
– Kobieta w samochodzie to gorsze niż kret na zagonie.
Mądrość, płynąca z jego ust poraziła mnie swoją głębią, więc skuliłam się jeszcze bardziej. Lucek uznał to widać za gest pojednania, bo postanowił opowiedzieć mi o sobie. Trochę mnie bolało, że gadając patrzy na mnie zamiast na drogę i w lusterka, bo mam jeszcze kilka spraw do załatwienia na tym świecie, zanim udam się na tamten. Dlatego wybaczcie, że słuchałam nieuważnie i mogłam zgubić jakieś istotne szczegóły. Lecz sens ogólny raczej uchwyciłam.
Dowiedziałam się (i wam od razu do wiadomości podaję), że kobiety za kierownicą są przyczyną dziur w asfalcie.
Że rowerzystów należy wystrzelać ze sztucera.
Że rok przestępny jest co dwa lata z całą pewnością.
Że ktokolwiek robi cokolwiek w dowolnej chwili i w dowolnym miejscu na świecie, on, Lucek zrobiłby to znacznie lepiej, szybciej i z sensem, a nie bez sensu.
Bo wszyscy robią wszystko bez sensu, gdyż tylko on, Lucek wie, jaki jest sens.
Przez tę straszną godzinę w towarzystwie Lucka dowiedziałam się wszystkiego. Jak co działa, dlaczego nie działa i co on, Lucek zrobiłby, żeby działało. W rządzie, w Kościele, w edukacji, służbie zdrowia, w Afryce, w fabryce, na drodze, w silniku, w nerkach, w kulturze, w kinie.
Kiedy wjechaliśmy do miasta, umilkł nagle i wytężył wzrok w stronę skrzyżowania. I wtedy po raz pierwszy zadał mi pytanie:
– Czerwone mamy czy zielone?– zapytał. – Bo żem nie wziął okularów.
Felieton został opublikowany w Tygodniku Ciechanowskim 2 października 2012 / nr40
Cha, cha, czerwone czy zielone 🙂
Geniusz ten Lucek 🙂
Sprawdziłaś czy na czubku głowy wyrosły mu kolorowe piórka?
A tak poważnie to mam takiego „Lucka” na co dzień, wypisz wymaluj taki sam 🙂
🙂 No nie. Chyba tylko Ania potrafi tak opisać kompletnego debila (oczywiście nie chcę tu nikogo obrażać), żeby było aż tak śmiesznie 🙂
Poznałbym chętnie tego Lucka, bo… myślałem, że to ja robię wszystko najlepiej 😉
Ale chyba jeszcze chętniej poznałbym Niunię.
Pewnie też niezły okaz (prostoty, skromności i samokrytyki)
Tak sobie „pomyślałem”, że ta Niunia, to pewnie Ani jakaś koleżanka (mniejsza lub większa). Lucek, choć pewnie niezbyt rozgarnięty, być może też jest przyjacielem, a ja tu sobie jawnie pokpiwam z Ani przyjaciół.
Przepraszam
Niestety mistrzem taktu, to ja chyba nie jestem 🙁
[oczywiście robiłem sobie tylko takie niegroźne (wg mnie) podśmie_chujki]
Przyjaciół? Eeee, tam.
W takim razie cofam przeprosiny 😉
Nie ma co tak nimi szastać. Kiedy będą naprawdę potrzebne, to… może mi zabraknąć 😉