Humoreski ponure, Tygodnik Ciechanowski

Morze miłości

Brak empatii jest jeszcze straszniejszym kalectwem niż brak rozumu. Będąc durniem można próbować naśladować tych, którzy mają jako taki software pod kopułą. Bez empatii nawet tego zrobić się nie da.

Tak, to kalectwo duchowe i jako takiemu, współczucie i miłość się należy z urzędu. Dlatego śpieszę kochać Janusza Korwin-Mikkego, oraz – z rozpędu – profesora filozofii Mikołejkę Zbigniewa.
Nich ich ogarnie morze miłości.
Obaj ci przedstawiciele elit intelektualnych wpisali się ostatnio złotą czcionką w wielki dorobek myśli humanistycznej, humanitarnej i humorystycznej. Poszerzyli moje horyzonty o nowe, odważne spojrzenie na człowieczeństwo. Aż strach, żeby przeciętny mój rozumek próbował objąć tę głębię mądrości, bo jeszcze się rozpadnie od nadwoltażu. Rzucę zatem okiem pobieżnie, jak na felietonistkę przystało.

Korwinowi eM nie podoba się, że w przestrzeni publicznej pętają się, o mdłości go przyprawiając, ludzie wybrakowani. Głupki wsiowe, homoniepewni, kulawi, zezowaci, łysi, opaśli, obwiśli, skośni, czarni, kobiety, pryszczaci, jąkały, ślepi, trędowaci, ospowaci i opętani. Jednym słowem – cała ta hołota do człowieka niepodobna, która radośnie zapełnia ulice Londynu czy Nju Jorku, zaś w kraju nadwiślańsko-chrześcijańskim pokazywać się publicznie nie powinna.

Żeby się przypadkiem dobre, zdrowe, polskie geny nie wystraszyły i nie poprosiły o azyl polityczny w Mongolii.

Faktycznie, gdzie nie spojrzeć, tam inwalidzi. Weźmy filozofa Mikołejkę. Dostaje on bolesnych skurczów substancji szarej na widok matki z dzieckiem do lat trzech. Nie jest w stanie tworzyć tworów swego umysłu, kiedy w pobliżu znajduje się taki zestaw: wózek, bachor i jego mać. O, biedaczyna. Sterroryzowany przez te maciory o mentalności kibola, zepchnięty na margines, osaczony, drżący z obrzydzenia na samą myśl o obesranym papmersie w przestrzeni publicznej, rzucił się pisać donos.
Donos został ubrany w formę felietonu.

Paroksyzm profesora jest zupełnie zrozumiały, zwłaszcza, że jego zapewne nie urodziła żadna mać, lecz spuszczony został na obłoku, żeby zaludnił ziemię. Szczęśliwie się składa, że wylądował tu, nad Wisłą, gdzie przyrost naturalny spada. (Chyba, że Polki wyjadą na Wyspy Brytyjskie, to z mety zaczynają przyrastać naturalnie.)
Gdyby Bóg nie ukochał tak bardzo profesora Mikołejki, to złośliwie posłałby go z misją filozoficzną na osiedle Sutton, St Helens, północna Anglia.
Ale wtedy świat nie miałby filozofa, tylko pieniacza. Tam bowiem matka z dzieckiem jest czczona jak święta krowa, a cześć tę potrafi skutecznie wyegzekwować wytatuowaną pięścią.
Matka-krowa o gabarytach tankowca, w dresie i ostrym makijażu, z puszką piwa i skrętem w łapsku, od rana do późnej nocy kłapie paszczęką z innymi matkami-krowami. A zagłuszyć je może tylko lądujący odrzutowiec.
Bachory w tym czasie robią, co chcą.
A chcą: wspinać się na latarnie, sikać z płotu na trawnik sąsiada, wsiadać do samochodu i naciskać klakson przez pięć godzin, haratać w gałę w miejscach, gdzie wiszą tablice „no ball games”.
Co drugi piątek mateczki ładują wózki, bachory luzem i swoje cielska w autobus jadący pod Job Centre i tam, z godnością gasząc pety na podłodze, wędrują w stronę kasy po czek. W taki pieniężny dzionek trwa ubaw, grillowanie i taniec Apacza dookoła sracza, przybywa nawet jakiś dyżurny tata, albo dwóch, przyglądając się smarkaczom – które czyje.
I przyszło mi do głowy, że gdyby profesora na taki piątkowy sabat do Sutton wysłać, to odechciałoby mu się czepiać matek-Polek.

Felieton został opublikowany w Tygodniku Ciechanowskim 11 września 2012 / nr37

3 komentarze

  1. Im już nic nie pomoże, nawet czyjeś kochanie.
    A fuj, takich się nie kocha 🙂

  2. Myślę, że to przedwczesny osąd. Przeczytałem wywiad z Mikołejką w ostatniej Polityce i zgadzam się z wieloma jego argumentami. Prowokacje mają szczególną siłę oddziaływania, może dlatego taką formę przyjął jego felieton. Według mnie, nie chodzi tu o ocenę i stawianie pod pręgierzem konkretnych kobiet, lecz rozprawę z fałszywymi ikonami naszej rzeczywistości.
    Tutaj wywiad:
    http://www.polityka.pl/spoleczenstwo/artykuly/1530491,1,wywiad-z-prof-mikolejko-o-tym-dlaczego-nie-podobaja-mu-sie-wozkowe.read

  3. Przepraszam, ten komentarz wpadł do pojemnika ze spamem i o mało nie został wyrzucony. Stąd opóźnienie. Dzięki za uwagę, oczywiście mój felieton (jak to felieton) jest jednostronny, bo – owszem – z innej perspektywy widać obraz inny:) Pozdrawiam!

Leave a Reply