Paranoja jest goła
Drodzy posiadacze kawałka gruntu, trawnika przed domem lub balkonowej skrzynki. Uczmy się na cudzych błędach, na litość Prezesa! Nie czekajmy, aż nas samych spotka los nieszczęsny. Nie śpijmy nocą i nie próżnujmy w dzień, bo pewnego ranka nie pozbieramy się z rozumem.
A później płacz i zgrzytanie zębów.
Z domu wywloką, wstydu narobią do siódmego pokolenia, na szyderstwo wystawią jak małpę w klatce, w Internecie opiszą, komórką sfilmują. I będzie lament, oj lament, a trzeba było stać na straży swojej wolności i czujność zachowywać.
Nie dajcie się, powiadam wam!
Róbcie to, co ja.
Każdego ranka i wieczora starannie przeczesuję swoje półtora hektara, wypatrując czerwonego. Muszę to robić samotnie, ponieważ mój mąż wygodnie się urządził, twierdząc, że jest daltonistą. A w pojedynkę, sami przyznajcie, łatwo coś przeoczyć, więc żyję w permanentnym przerażeniu. Jestem wprawdzie uzbrojona w lornetkę do patrzenia w dal, oraz w szkło powiększające do patrzenia z bliska, jak sroka w gnat. Ale ONI mają samoloty zwiadowcze, psy gończe i satelity!
Dlatego nie znam dnia, ani godziny.
Muszę być pierwsza na miejscu zbrodni, czerwone szybko nakryć własnym ciałem, zanim wieść o nim trafi do Prokuratorii. Zanim Prokuratoria wyśle po mnie uzbrojony Szwadron do Spraw Przeciwdziałania.
Mam ze sobą siekierę, motykę, zapałki i kwas siarkowy, żeby każde znalezione czerwone w pień wyciąć u korzenia, ogniem i siarką potraktować, żeby sczezło, zdechło, zginęło, przepadło. Do siódmego pokolenia, albo i siedemdziesiątego siódmego. A jeszcze lepiej na wieki wieków amen. Tfu, na psa urok i siedem razy splunąć, żeby nigdy nie odrosło zbrodnicze czerwone.
Pewnie myślicie, że mnie pogięło, albo paliłam jakieś ziele, popijając winem, co?
Mylicie się u samej podstawy.
Nigdy nie byłam trzeźwiejsza. Nigdy nie byłam bardziej przezorna i przenikliwa w osądach.
Jeśli zaś sądzicie, że zostałam porwana przez wir szaleństwa, przeżuta i wypluta jako paranoiczka, to macie rację, oczywiście. Ale weźcie pod uwagę, że w Sądzie Rejonowym w Grodzisku Wielkopolskim zapadł właśnie wyrok w sprawie działkowców z Rakoniewic.
Winni.
A to było tak: „Właściciele ziemi w miejscowych Rodzinnych Ogródkach Działkowych, mieli hodować mak niskomorfinowy, którego posiadanie jest zabronione. Po kilka maków na działkach wykryto w ubiegłym roku. Zlecono wykonanie specjalistycznej ekspertyzy. Wynika z niej, że makach stwierdzono ślady morfiny”.
Jednej babci, lat osiemdziesiąt, udało się udowodnić przed sądem, że od siedmiu lat nie była na działce, więc morfinistką nie jest, ani makiwarą nie handluje pod dyskotekami. Reszta szemranego towarzystwa miłośników czerwonych samosiejek została uznana za potencjalnych dealerów i słusznie pokarana prawomocnym wyrokiem.
Wprawdzie zostali skazani na wielkie nico, bo to nie była zatwardziała recydywa, żadni też z nich potentaci makowych upraw. Ich pola opiatowe, pomierzone oficjalnie przez biegłego geodetę miały wielkość dziesięciu centymetrów kwadratowych.
Ot, drobni żuwacze makówek, którzy wieczorami zbierali się, zakładali sztuczne szczęki i wspólnie zapadali w trans narkotyczny, kiwając się i postękując w ekstazie.
Sąd musiał przyznać, że przeciętny zjadacz makowca bywa bardziej naćpany, dlatego tylko pogroził paluchem, póki co. Co wcale nie znaczy, że inni zostaną potraktowani tak samo łagodnie.
Dlatego kończę to pisanie, zakładam gumofilce, biorę ogień, siarkę i ruszam w pole. Szukać czerwonego, co się samo sieje na moją zgubę.
Paranoja jest goła – śpiewała Kora Jackowska. No i sobie sama, kurnafelek, wyśpiewała!
Felieton został opublikowany w Tygodniku Ciechanowskim 28 sierpnia 2012 / nr35
Cyt. „Pewnie myślicie, że mnie pogięło, albo paliłam jakieś ziele, popijając winem, co?”
Szczerze mówiąc myślałem, że nawąchałaś się butaprenu, bo to chyba jedyny legalny narkotyk (nie licząc alkoholu), a przecież Ty taka praworządna… 🙂
Słyszałem o tym maku i działkowiczach . Uprawiali mak na „obszarze” od 0,01 m kwadratowego, „aż” do 1 m kwadratowego. A dali im „tylko” naganę.
Szkoda, .że uszu nie nakręcili, albo nie kazali klękać na grochu, cyrkowcy pojebani (w sądzie oczywiście)
Paranoja
A jeszcze jak dołączyć to do tragifarsy z procesem „Słowika” and companieros, to już żenada totalna.
Kiedy wybuchnie ta rewolucja? Bo już rebeliant Rollins ma dość. 🙂
PS A Krzysztof daltonistą??? Po zdjęciach tego nie widać… 🙂
Chyba że robi na „wyczucie” 😉
Uwielbiam makowiec. Sama piekę, jak tylko przypomni mi się o nim to za jednym zamachem robię trzy.
Co do roślinek to już wcześniej pozbyłam się podejrzanych i został tylko jeden marny fiołek w doniczce.
Fiołek jest karmą dla mojego Pyzolka, zjada same kwiatki(fioletowe)z niego i nie jest naćpany 🙂
Romo, jak rozumiem, wczoraj upiekłaś trzy makowce.
Zostało tam coś jeszcze z pańskiego stołu, czy zjadłaś trzy za jednym zamachem? 😉
Daltonistą to on jest, kiedy mu się opłaca:) Ale maliny na krzaku dojrzałe widzi i wyżera.
Ja też poproszę makowca kawał.
miłego łikendu, ja jadę w świat:)
Po makowcach nawet okruchy nie zostały.
Dzisiaj upiekłam jagodzianki, jak się pospieszycie to zapraszam.
Jagody, ma się rozumieć jeszcze nie są zakazane 🙂