Humoreski ponure, Tygodnik Ciechanowski

Co mnie nie zabije, to mnie rozśmieszy

Ilekroć wybieram się do stolicy, staram się jechać pod prąd. Oni jadą na Mazury, udręczać karkówkę bejcowaną piwem na grillu i opędzać się od komarów, a ja pomykam do opustoszałej (nieco) Warszawy, żeby w piątkowe popołudnie stawić się uniżenie w jakimś strasznym urzędzie, a później skorzystać z wynalazków, których my tu na wsi nie mamy. Na przykład z kina, albo szybkiego Internetu, a nawet gorącej wody, która leci sobie z kranu, jakby to było coś oczywistego. Te wyprawy zawsze zaczynają się lub kończą jakimś dramatycznym akcentem: Wielką awarią magistrali wodnej, odcinającą nas od reszty świata na samotnej wysepce przejścia dla pieszych. Utknięciem w windzie na dwie i pół godziny, z wymagającym pomocy psychiatrycznej psem sąsiadki. Zablokowaniem koła przez straż miejską, z powodu leżącego do góry nogami biletu parkingowego (a pani myśli, że będą na rękach stawać, żeby odczytać godzinę?). Słowem – jadę na miły, miejski łikend, a trafiam na bal psychopatów. Entropia. Ale co mnie nie zabije, to mnie rozśmieszy. Zawsze.Tym razem przytrafiła mi się rzecz nadspodziewanie okrutna: zostałam zatrzaśnięta w pomieszczeniu, sam na sam z włączonym telewizorem. Dawka wchłoniętych przeze mnie entropin była chyba spora, bo do dziś mam czkawkę i lekkie szamotanie pępka. Wzięłam kilka razy lodowaty prysznic, wietrzyłam się, odczyniałam urok, spluwałam po trzykroć przez lewe ramię, a wciąż nie mogę przestać się śmiać. Najbardziej entropiczny był Stefan won Niesiołowski, którego pamiętam jeszcze z czasów,  kiedy to z Jurkiem i Łopuszańskim tworzyli trójcę akwizytorów narodowego chrześcijaństwa. Cymbał grzmiący zaczął mówić językami, co słyszałam na własne uszy, wrażliwe, bo nawykłe do ciszy. – Wondopisu – ryknął po japońsku do dziennikarki, prowokacyjnie nadstawiającej drugi policzek, wrogi, bo gazetopolski.  Nie mógł – w żadnym wypadku – posłużyć się polską frazą „spieprzaj”, bo ta jest już zajęta na wieki, więc byłby to plagiat intelektualny. A to osobie obciążonej wyższym wykształceniem i należącej do Klubu Inteligencji Katolickiej nie przystoi. Prowokatorka Ewa Stankiewicz, znana z popularyzacji teorii sztucznej mgły, wykonała krecią robotę, czyhając na dogodny moment cierpliwie i z poświęceniem.  I ciach! – dopadła go, jak agent Tomek posłankę Sawicką, a wicemarszałkowi publicznie opadły psychiczne gacie. Stankiewicz marnuje talent na pierdoły, a powinna zająć wolny etat po byłym agencie Tomku, snującym się smutno na drugim planie po korytarzu sejmowym. Na planie pierwszym gadające głowy, a w tle poseł Kaczmarek błąka się, z prawej do lewej i z powrotem. Aż mi się go żal zrobiło, że taki samotny. On to, który w wieku mniej więcej chrystusowym został emerytem, długie lata pracował pod przykryciem, chociaż bez ubrania. Umęczon lgnącymi do niego, błagającymi o szansę wzięcia  łapówki w naturze ladacznicami, zaczął widzieć wszystko na niebiesko po przedawkowaniu służbowej viagry. Wtedy to zrozumiał, że jego powołaniem jest służyć narodowi z ramienia Prawa i Sprawiedliwości i stał się posłem. Wydano nawet jego spowiedź na piśmie. Jakże musi być mu przykro, kiedy widzi Beatę Sawicką, maszerującą do tiurmy na trzy lata. Przecież Jezus, do którego agent, przepraszam, poseł Tomek z wolna upodabnia się z fryzury i zarostu (trochę zbyt pulchne policzki, ale przecież będzie czas jakiś na poselskiej diecie) ladacznice miłował, a nie posyłał do kazamatów. Specem od rycia pod bliźnimi był Judasz. Jak widzicie, oglądanie włączonego telewizora jest zajęciem zakłócającym równowagę umysłową w równym stopniu, co w nim występowanie. Ale to nic, to tylko miejscowa entropia, drobna zmarszczka chaosu w ogólnym porządku.

Felieton został opublikowany w Tygodniku Ciechanowskim 22 maja 2012 / nr21

2 komentarze

  1. Kładę się ze śmiechu. Ania sam na sam przed telewizorem 🙂
    To ja już wolę w windzie posiedzieć pod warunkiem , że jest na parterze. Też horror! 🙂

  2. Wyobraź sobie Aniu, że spore rzesze ludności są skazane na przebywanie w towarzystwie telewizora.
    Jako, że przydaje mi się w zimowe wieczory (głównie do oglądania sportu), tak muszę się z nim męczyć również w inne pory roku.
    Pozdrawiam

    PS Choć teraz akurat się przyda – Euro2012

    tak dla poprawy humoru (mam nadzieję): http://www.youtube.com/watch?v=e0fNKUXIL6k

Leave a Reply