Apolitycznie
W maju dzieje się tyle ważnych rzeczy, że nie starcza mi czasu na błąkanie się po Internecie. Telewizji nie zażywam od 1998 roku ( jestem wegetarianką także intelektualnie), prasa do nas nie dociera, chyba, że ktoś mi prześle pocztą. Dlatego w absolutnym spokoju mogę zajmować się sprawami tego świata. Obserwować. Słuchać. Wąchać. Na skraju lasu wyleguje się brzemienna sarna, obok leży kozioł, patrolując okolicę drobnymi ruchami rogatego łba. Para dudków za chwilę zdecyduje, czy osiedlą się u nas, czy w opuszczonym domu kilometr stąd. Samiec siada na wiśni i zaczyna swoje uhuhu. Bocianica wysiaduje nowe pokolenie, a bocian naprawia gniazdo, uszkodzone przez wichurę. Z olszyny płynie śpiew wilgi, ozdobiony – jak prezent wstążką – zapachem kwitnącej czeremchy i bzu. Wszystko śpiewa, bzyczy, kumka, pachnie i krząta się, dlatego ja siedzę w ciszy i bezruchu.
– Kokokoko kurwa spoko – dobiega mnie od strony drogi. Nic takiego, sąsiad jedzie z mlekiem do zlewni i gdacze. W maju zdarzają się dziwniejsze rzeczy.
– Srutututu pęczek drutu – odpowiadam w duchu porozumienia ponad podziałami.
– To parafraza hymnu na Euro – karci mnie mąż. – Jarzębina.
Nie mogąc znieść dysonansu poznawczego, wyguglałam Euro+hymn+jarzębina i otrzymałam wynik Kokokoko. Przez dłuższą chwilę rozkoszowałam się wyobrażeniem tłumu kibiców, gdaczących na trybunach.
A skoro już wpadłam w tę sieć, zapoznałam się z najważniejszymi zdarzeniami, mającymi wpływ na kondycję ludzkości na Ziemi:
Oto Doda Dorota Rabczewska wyznaje, że nie zajmuje się polityką. Nie spędza jej snu z powiek kryzys w strefie euro, nie zaczyna dnia od przeglądu prasy, tylko od śniadania. Nawet Polityki nie czyta i wcale nie jest jej przykro. Ta konstatacja tak wytrąciła z równowagi emocjonalnej redaktora-wywiadowcę Żakowskiego, że musiał wezwać dyżurnego profesora psychologii. Psycholog Czapiński przybył na odsiecz s synem.
– Co z tą Dodą!? – załkał redaktor Żakowski drżąc. – To jakieś inne zwierzę niż ja!
Profesor diagnosta wysłowił się obficie, tworząc ad hoc model psychospołecznego salcesonu, w którym analogowe pokolenie Iks i cyfrowe pokolenie Igrek żyją w światach odrębnych, chociaż wciśniętych w jedną kiszkę czasoprzestrzenną. Te wzruszające próby usytuowania Dody w jakimś porządku świata poruszyły aż do bólu mój mięsień śmiechu, zwany przeponą. Redaktor Żakowski wyznał, że zawsze marzył o wywiadzie z Dodą (jak większość chłopaków), a kiedy wreszcie go przeprowadził, nie może poradzić sobie z szokiem. Co tak obezwładniającego wyznała, że trzeba było powołać komisję śledczą d/s pokoleń? Otóż powiedziała, że interesuje ją własna osoba, że chce mieć dom w Kostaryce i że ogólnie ma wszystko w dupie, jeśli nie da się tego zjeść, albo jakoś się tym pobawić. To intrygujące, bo powiedziała dokładnie to, co powiedziałby przeciętny polityk, gdyby przez pomyłkę lub na torturach wyznał prawdę. Politycy zajmują się tym samym, co Dorota Rabczewska: kreowaniem własnego wizerunku, występami w przebraniu, ezoteryką, czyli wróżeniem z fusów i zabezpieczaniem sobie spokojnej przyszłości. Tyle, że Doda robi to z wdziękiem i za dobrowolne datki fanów. Politycy zaś obwąchują sobie tyłki za haracz zdzierany z podatnika, zbyt biednego, żeby uciec do raju podatkowego na Cypr. Tak, czy inaczej, sama Rabczewska bardzo mi się spodobała, bo spełnia kryteria zdrowia psychicznego i to zupełnie jawnie, bez poczucia winy. Doszły mnie słuchy, że w Ciechanowie mógłby stanąć jej pomnik i czemu nie? Pomnik byłby zupełnie apolityczny, więc kolejne pokolenia nie musiałyby go nocą chyłkiem usuwać. Tak, wiem, skazano ją za obrazę uczuć religijnych, ale przecież w ramach pokuty mogłaby ponosić moherowe stringi.
Felieton został opublikowany w Tygodniku Ciechanowskim 15 maja 2012 / nr20
Fajny pomysł z tym pomnikiem. 🙂
Już widzę oczyma wyobraźni gołą Dodę. Rano ubierają ją mohery a wieczorem rozbierają pijaczki. I poważne dyskusje, zasłonić czy odsłonić wdzięki.
Poświęcić!!! Cha cha 🙂
Ten Kurpiowski blog to wytchnienie i wytchnienie i jeszcze raz wytchnienie 🙂 no i intelektualne rozśmieszenie 🙂 a to towar ceniony na rynku tym bardziej, że dużo podróbek. A wiadomo śmiech śmiechowi nie równy.
Pomnik tak, koniecznie, rzeźbiarze przymierają głodem a Doda się starzeje, choć jeszcze tego nie przeczuwa. Czas nagli, bo jeśli rzeźbiarze wyginą z głodu to trzeba będzie ją odlać z natury, a to już mogą zaistnieć pewne niespodzianki. Z rzeźbiarzem można się dogadać, szczególnie z niedożywionym i wtedy to i owo poprawi, wycyzeluje, szlachetności przyda.
W razie braku środków można zrobić to oszczędnie i wyrzeźbić tylko jej mózg, bo ponoć ma niebywale wysoki IQ. No może nie aż tak wysoki jak Lech Wałęsa, niemniej również godny dłuta. Piszę o dłucie bo tu też bym raczej widział rzeźbiarza w robocie. Odlewy są wredne i bezduszne. Przypuszczam, że do odlania mózgu Dody nie potrzeba otwierać czaszki. Faktura czaszki wydaje się wystarczająco podobna do swojej zawartości.
Znacie może jakąś piosenkę Dody, bo bym posłuchał – tak z czystej ciekawości? No bo skoro polityką się nie zajmuje, to może choć śpiewa.
Tylko podejdźcie do tego poważnie, bo kiedyś ktoś zakrzyknął podczas słuchania radia, że to właśnie Doda, po czym się okazało, iż to niejaka Farna (też warta dłuta).
Z tymi stringami to raczej zły pomysł. Królową (kogo?, czego?), podobnież nawet stringi uwierają. No chyba że moherowe będą akuratne.
Ty w ogóle jesteś skrytą, ale jednak wielką fanką Dody.
Chyba już kiedyś pisałaś o jej zdolnościach do autoreklamy 🙂
Nigdy nie słyszałam jak śpiewa, bo słuchanie polskich wykonawców zakończyłam na Ewie Demarczyk, ale jestem fanką jej zdolności adaptacyjnych, to fakt. Szczerze podziwiam.
No nie aż tak kiepsko nie jest, mnie nie umknie żaden interesujący głos damski. Takie panie jak Grażyna Łobaszewska czy Dorota Miśkiewicz lub Ewa Bem to tylko kilka z brzegu, które nie muszą pokazywać wywalonego języka z gwoździkiem w nim umieszczonym, czy zadnicy wypiętej do fotoreporterów. Znam ich piosenki, śmiało mogę polecić i myślę, że i bez dodatkowych fajerwerków dają sobie radę, nie cierpiąc biedy. Talent za nimi stoi.
Czy to nie jest wartość ciekawsza od ekshibicjonizmu, codziennego, upierdliwego, popartego pustosłowiem idącym w parze ze słowotokiem?
Moim zdaniem jest.
A, przypomniałam sobie jeden piękny głos: Elżbieta Wojnowska. A tak, to sama sobie śpiewam, np. Białego misia albo Córkę grabarza:)
Do „mantyki”
Wałęsa rzeczywiście jest warty dłuta.
W innym celu…