Bez wstydliwej przedwczesności wszystkość ożyła

Na szczęście złamał się szpadel.

Mogliśmy zatem usiąść bez poczucia winy, jak dwa stare orły, którym się nie chce.

Przez lornetkę lub okiem gołym podglądamy różne formy życia, ale bez taksonomicznych przymusów.
Ten szary kamień z uszami, to zając.
A tu sarna delektuje się Jackowym pszenżytem.
Słowik (a może to wcale nie słowik?) dziób piłuje o świcie.

Ludzie też jacyś nadmiernie ożywieni, składają sąsiedzkie wizytacje, trzeba przez to przejść.
Jakoś.
Nie będę każdemu z osobna tłumaczyć, że jestem niekompatybilna z całym tym ożywieniem.
Że wolę być obserwatorem niż uczestnikiem.

Obserwuję przebudzenie jaszczurek.
Obserwuję zaloty bociana i bocianie awantury sąsiedzkie.
Obserwuję żaby w stawku.
I jakieś myszopodobne coś, futrzaste i brązowe, które zakrada się na schodki i podżera kotu chrupki.
A kot w tym czasie śpi.

Bo cisza.

zdjęcia: Krzysztof Nowakowski

6 komentarzy

  1. Achhh…i powiało zapachem mokrej ziemi!
    Zazdroszczę Starym Orłom którym się nie chce 😉

  2. Cisza, spokój. Powoli wszystko budzi się do życia to i Orły ożyją. Ja już sięgam wyobraźnią jak pięknie będzie tam w maju.

  3. No, taksonomiczny przymus to jest straszna rzecz. Aluzju poniała.
    Stworzonko w locie to moje tegoroczne wyzwanie:).. ale chcę wyraźniejszych skrzydełek. Pytanie, czy to w ogóle możliwe amatorskim aparatem:)

    Ale te zdjęcia we mgle są cudowne.

  4. Już kiedyś pisałem. Widocznie zapomnieli, więc przypomnę.
    Taśma izolacyjna! To sposób na złamane rzeczy. Trza było taśmo izolacyjno złamaną szpodle łowinąć i dali kopać morgi.
    Bo jak przyjdzie czas na dożynki, to wasze pszenżyto dopiero wschodzić będzie. 🙂

Leave a Reply