Felieton

Srom, czyli wstyd

Kureczki smażone na masełku.
Panierowane kanie.
Zupa z borowików.

Latoś grzyby pojawiły się późno, ale jeszcze zdążyłam się załapać, na Kurpiach urzędując.
Jeździliśmy na pobliskie Mazury, bo moja chałupka stoi prawie na granicy regionów.
Więc za Wielbark.
Najpierw grzybobranie (ja) i czytanie prasy (Krzysiek), następnie kąpiel w Głęboczku, krystalicznie czystym. Potem palenie w kuchni i przyrządzanie smakołyków.

Waldek Kraśnicki napisał fajny felieton o grzybobraniu.
O, tu: Inwazja Hunów, czyli grzybobranie
Ja się pod tym podpisuję obiema rękami, ponieważ takie widoki, dźwięki i te wszystkie puszki po piwsku na drzewach to mnie teges do szału.

Inna rzecz, że po takiej bandzie debili to ja idę sobie spokojnie i zbieram to, co oni w swoim szale kompletnie przegapili.
Idę sobie i zbieram: kurka, podgrzybek, maślak.
O, zabrali sromotnika!

Co jest do cholery z tymi ludźmi nie tak?
Łażą w amoku, wyją, śmiecą, a na koniec trzeba przeszczepiać im wątroby.

Cała Polska pisze bajki dla Tomka.
Żeby mu się goiła nowa wątroba.
Marysia zaś umarła, bo za późno trafiła do szpitala.
I jeszcze mały Józio, duży Franek, Zośka, Zenek i Genowefa.
Taśmowa produkcja nieboszczyków sromotnikowych.

Co jest z tymi ludźmi?
Gdyby nakarmili dziecko trutką na szczury, poszliby do pierdla.
Kiedy nakarmią sromotnikiem, kibicuje im cała Polska.
Nie kumam…

Gdyby struli się w Anglii, to wszyscy by umarli.
A to z tego powodu, że tu „nowe wątroby” nie fruwają w powietrzu, tak jak w Polsce.
Chcę przez to powiedzieć, że śmiertelność w wypadkach drogowych jest minimalna.
Nie to co na polskich drogach: co godzina trup.

Taka swoista kooperacja między głupcami drogowymi a głupcami leśnymi.
Jedni i drudzy nie zabijają się sami, tylko ciągną za sobą ofiary.

Nie dajcie się częstować potrawką z grzybów.
I jeździjcie ostrożnie.

Może się uda przeżyć.

3 komentarze

  1. Wiesz, a Ja słyszałam, że limit zatrutych grzybami w tym roku już się skończył, tak samo jak limity na leczenie w szpitalach bo tak ustaliło NFZ 🙂 także idę do lasu na grzybach się nie znam, ale może mi się uda 😉 (z przymrużeniem oka) a tak poważnie to ja grzybów zbierać nie umiem, a jak znajdę to gnam z krzykiem na ustach do kogoś kto się zna „Co To jEST!”

  2. Jest w tym samobójczym pędzie jeszcze coś niezrozumiałego. Wszystko odbywa się potwornie szybko.
    Gdy wykonujemy szybki ruch ręką kiedy trzeba odgonić natrętnego owada ma to uzasadnienie, prędko biegniemy słysząc wołanie o pomoc. Natomiast bieganie jak na sraczkę po lesie w którym jest mnóstwo rzeczy do obejrzenia, usłyszenia i szansy na fajny odpoczynek rozumne nie jest.
    Pędzący swoim urojonym bolidem pogromca szos nie zobaczy niczego więcej poza własnym oczopląsem i daj Bóg żeby nie doświadczył zbyt wcześnie czy życie po życiu istotnie ma miejsce. Tymczasem tu jest co oglądać i warto, póki taka szansa została nam dana.
    Głupawka i to w dodatku czasem niebezpieczna.
    Lubię grzyby.

  3. A mnie zastanawia jedno – po kiego grzyba ludzie chodzą do lasu napić piwa się czy czegoś mocniejszego? I dlaczego im to nie starcza? Muszą jeszcze „grzybkami” doprawić? To jak później te wątroby mają wytrzymywać? Czego to ludzie nie zrobią dla mocnego „odlotu”?

Leave a Reply