Labogarety
Halo?
Jest tam kto?
Wolno już kłapać gębą politycznie?
Przez krótki czas miałam frajdę, ścigając się z Andym, kto pierwszy napisze newsa.
Oczywiście Andy wcale nie wiedział, że się z nim ścigam, chachacha.
W każdym razie lubię go czytać!
Kiedy coś się dzieje, zaglądamy do Wyjścia z mroku z ciekawością: co Andy na to?
Ale teraz:
Koniec wyścigów, ja nie mam tej anielskiej cierpliwości komentatora politycznego.
Jeszcze tylko powyborczy felietonik pomrocznie jasny i wakacje!
A zatem nie udało się zneutralizować Kaczyńskiego Jarosława, pakując go na 5 lat pod żyrandole…
Doraźne poczucie bezpieczeństwa wygrało pięcioma procentami z długofalową strategią ochrony gatunku.
No to trzymajta się Ludziska jakiejś poręczy, kiedy będą wybory do parlamentu!
Żeby nie było lamentu.
Zębów zgrzytania.
I.
Masowej.
Emigracji.
Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, jak mawiała jedna mumia do drugiej.
Wybory pokazały psychologiczną kondycję i podział społeczeństwa (bo nie narodu, na litość!) biegnący wzdłuż osi frustracji i gniewu.
To jest tak proste, że aż mdli:
Szklanka jest w połowie pełna i można ją napełnić lub cieszyć się tym, co zostało, wolna wola – zwolennicy PO
Szklanka w połowie pusta i trzeba złapać tego, kto ją opróżnił i puścić go w skarpetach a jeszcze lepiej powiesić – elektorat PiS
Błee, czemu życie jest tak banalnie oczywiste?
Przewidywalne.
Mało wyrafinowane.
Pozbawione finezji i niespodzianek.
Jakże łatwo manipulować frustracją ludzkich potrzeb, kiedy się je najpierw indukuje, a następnie odmawia ich zaspokojenia, zwalając winę na ONYCH.
Kim są oni?
Oni są nami.
My jesteśmy nimi.
Zależy, kto osądza.
Kto u władzy, a kto w opozycji.
I obrót: teraz oni to my, a my to oni.
Wielki bezsensowny taniec Apacza dookoła sracza…
A ja mam dla Was życzenia z okazji wyboru nowego, jak spod igły prezydenta: pięknej pogody i wolności gospodarczej!
Żebyście mogli, ale nie musieli napełniać swoje szklanki.
Tym co chcecie, a nie tym, co wolno.
Żeby Wam nikt nie zaglądał w gary, w majtki i w przekonania.
Żeby Was nie przerabiali na mięso wyborcze.
Żeby Wam dali żyć, oddychać i kochać kogo i jak chcecie.
I zarabiać pieniądze bez poczucia winy i grzechu.
Tak nam dopomóż Bronisław Maria Komorowski.
Oraz Donald Tusk.
Do roboty się brać, nie ględzić!
Panowie MY.
Zanim staniecie się znowu Panami ONI.
Do roboty ! 😉
Aaaj Aniu;)))
Nie miałem siły dzisiaj nic napisać. Noc była takim horrorem, że po porannym przebudzeniu i przekonaniu się, że sepuku nie jest konieczne, odespałem sprawę z nawiązką;)))
Ależ to była noc! Po północy… stan przedzawałowy, tivi sam się wyłączył na timmerze.
Cholera, nie na moje nerwy:)))
Ale warto było. Jutro coś naklepię… może;)))
Pa:D
P.S.
Dziękuję za zaglądanie;)
🙂 a Mnie się jakoś nie chce pracować ;)))) :*
Hejże hola a jakże to tak. Toż to przecie nie kto inny jak wybitny polityk PO Palikot chciał powiesić i wypatroszyć Kaczyńskiego. No chyba że to był taki żarcik sytuacyjny, subtelna metafora, kalambur, no to przepraszam – nie skumałem. Widząc niejakiego Niesiołowskiego poniekąd posła, nie mam wielkich wątpliwości po której stronie kipi nienawiść. Ale mogę się mylić i nie bardzo mi na tej racji akurat zależy.
Pro unijny bełkot owocujący takim rozwojem jaki ma Grecja (inni czekają w kolejce) jednak widzę. Traktat który wg. mnie niefortunnie podpisał nieboszczyk Kaczyński, a który jak czarodziejska różdżka spowoduje że… No kurde właśnie tego nie wiem, ale chyba zacieśnianie przyjaźni bo to już kiedyś słyszałem, to co będę sam kombinował skoro inni wiedzą ZA MNIE.
Faust jest o tym chyba.
Wprawdzie Kaczyńscy i owszem zastrzelili z wielkiego rewolweru z którym jak wiadomo nigdy się nie rozstawali panią Blidę (ponoć wzór cnót obywatelskich), niemniej profesjonalnie pozacierali ślady i nawet tak wybitny prawnik (strzelam w ciemno) jak Kalisz nic tu poradzić od trzech lat nie może, pomimo kilkukrotnego przesłuchania plutonu egzekucyjnego.
Niemniej może istotnie teraz to już cud, miód i ultramaryna. Rad bym tego dożyć choć wielkich złudzeń nie mam.
Coś mi się ostatnio natrętnie przypomina damski dowcip, który brzmi – „obiecanki cacanki a głupiemu stoi”. ;-
No, faktycznie, w pewnym momencie zrobiło się nieco nerwowo. Pomyślałam sobie wtedy, że przecież nie będzie mi tu Jarosław ciśnienia podbijał i poszłam spać.
Nie liczę na „cud, miód i ultramarynę”. Owszem, liczę na to, że chłopaki zabiorą się do roboty. Ale nie na krainę szczęśliwości. Jestem najnormalniej w świecie zadowolona, że przez chwilę jeszcze to nie PiS będzie rządził, a każdym razie–że będzie miał mniejszą możliwość przeszkadzania w rządzeniu. Że nikt mi w przekonania, majtki i inne zakamarki nie będzie zaglądał. A o swoją szklankę, póki co, sama potrafię zadbać. I nawet, jeśli jest pełna w jednej trzeciej, to i tak ten fakt mnie cieszy, bo to oznacza, że mam o jedną trzecią mniej do roboty 🙂 Bo ja z natury pogodna jestem dziewczyna.
Wiem jedno–z całą pewnością PiS dotrzyma swojej obietnicy–będzie się zajmował patrzeniem PO na ręce i punktowaniem. W to nie wątpię. Nie wątpię też w to, że wybory parlamentarne przebiegną według tej samej osi gniewu i frustracji.
A w ramach powyborczej lektury polecam ów tekst http://www.newsweek.pl/opinie/pogoda-dla-liberalow,61408,1
Skorzystałem z linku i… podobnego bełkotu już nieczęsto można doświadczyć zatem zacytuję Miszcza dla mniej pracowitych, by niczego nie uszczknąć z wiekopomnego dzieła, choć do Urbana jeszcze kawałek pracy do wykonania pozostało i w dodatku talentu może nie starczyć, którego Urbanowi odmówić jednak nie sposób:
„Młodzi ludzie wcale nie dlatego głosowali na Napieralskiego, że lubią socjalizm, wysokie podatki i państwową służbę zdrowia. Nie dlatego, że chcą pracować „na państwowym”. Głosowali tak, bo nie chcą, by im politycy mówili, jak mają żyć. Bo nie chcą, by ich duchowni instruowali, jak mają poczynać dzieci i jak się zabezpieczać przed niechcianą ciążą. Bo nie chcą, by im związkowcy przy wsparciu Kościoła zakazywali robienia zakupów w niedzielę. Bo lęk polityków PO i PiS przed gejowskimi paradami i konkubinatami uważają za skrajny obciach. Itd. Ci młodzi ludzie wcale nie domagają się socjalizmu, zasiłków i odgórnych regulacji: chcą tylko wolności i prawa wyboru. Głosowali na Napieralskiego, bo są liberalni, nie lewicowi.”
Uff.
No to już wiemy – wszystkiemu winien kler i związki zawodowe co błyskotliwie raczył był objawić Maziarski. Żydzi, masoni oraz cykliści mogą odetchnąć z ulgą. Oczywiście zasługi Napieralskiego na polu odzyskania niepodległości (jaka by ona nie była) są bezsporne zatem nie ma potrzeby strzępić języka wobec czego tak kościół jak i związki powinny wstydliwie zamilknąć. Napieralski niczego nie zakazuje a być może nawet nalega by zakazom dać odpór. Wot luzak.
Szkoła to zresztą też zakazy, nakazy a nawet dręczą dzieci matmą podpowiem dyskretnie.
To może i fajnie być takim fajnym ale nie każdemu z tym do twarzy.
Od biedy potrafię zrozumieć małolatów z uwielbieniem wpatrujących się w naćpanego rapowca bluzgającego ze sceny swoje pseudo protesty czy też nauki moralne, bo za trudne to dla mnie by zrozumieć. Większośc z nas kiedyś kontestowała rzeczywistość a jeśli nie to niech żałuje. 🙂
Zwykle się jednak dorośleje, choć obowiązku nie ma.
Nie będę nawet próbował zachwalać… , nie dość że to nie moja rola, to jeszcze klakierom płacą marnie. Podobnie jak nie będę nikogo nakłaniał do sadzenia róż bo samo sadzenie to wprawdzie bułka z masłem (takim na liściu kapusty), natomiast dbanie o nie, podobnie jak o dzieci powoduje, że trzeba ubabrać się w gównie. No trzeba i już bo inaczej zmarnuje się to co się czasem wcześniej podjęło jako świetny pomysł lub urok chwili. Można to nazwać konsekwencją, uporem ale najczęściej nazywa się to oszołomstwem. Dziś Fajny Człowiek to ten krytykujący wszystko co zastane lub wijący się lubieżnie na „paradzie miłości” z piórkiem w dupie, (może po to by poznać że on kogut a nie kokosza, no bo przecież jakoś rozpoznać trzeba).
Niefajnym jest nudziarz pchający przed sobą wózek z często cuchnącą zawartością, kochający kraj urodzenia, czyli ślepiec nie widzący jego szpetoty.
Ja wolę te stare bajki, choć może i mniej kolorowe były to była w nich jakaś mądrość.
W tej jej nie ma i na tym zakończę by nie napisać dosadniej, bo przecież zgoda buduje, czyż nie?
@ Mantyko
Zgoda nie tyle buduje ( jeszcze nie widzałam, żeby coś zbudowała) ile daje poczucie komfortu i – dla wielu nie do przyjęcia – spokój wewnętrzny. Dlatego to, co opowiada Janusz Palikot uważam za absolutnie i doskonale zbędne w politycznym dyskursie. Nie widzę w tym wartości, ponieważ: zwolenników spisku nie przekona, a wrażliwych słuchaczy wprawi w konsternację i zażenowanie. Kij go znajet, czemu on sam pod sobą kopie publicznie taki dół. A wiesz, Mantyko, co jest zabawne? W wielu sprawach mam podobne do Twoich odczucia, ale zupełnie inne wyciągam z tego wnioski:) Dialog buduje! Tego akurat jestem pewna. Można kochać swój kraj, ale się go bać, wiesz? Uściski od annarchistki
Mój małolat głosował na Napieralskiego. Ja oddałam nieważny głos. Mój małolat ma prawo dorastać i oczekiwać normalności, kiedy już dorośnie i będzie startował w normalne życie.A ja mam prawo przygotowywać go do tego, aby stąd spierdalał, bo ani stara bajka, ani nowa nic nie są warte. Całe to politykowanie/mędrkowanie o kant tyłka można rozbić. Nie interesuje mnie co mówi Palikot, Urban czy jakiś inny iXarski. Znam się na gospodarce i wiem, że tu szansy na normalną przyszłość NIE MA, bo poziom naszej polityki gospodarczej jeż porażająco niski i nie będzie lepiej. Z pustego i Salomon nie naleje. Żal mi, że mój „młody” mając zaledwie 18 lat jednak chce w coś wierzyć zamiast bujać się na koncercie jakiegoś rapera i na coś liczy, bo oprócz pogardy dla jego poglądów i młodzieńczego entuzjazmu nie spotka go tu nic dobrego.Właśnie dlatego, że za dużo myśli, że być może metodą prób i błędów, ale chciałby coś zrobić i zmienić.
Pozdrawiam – Oszołom/Sabotażysta oddający nieważne głosy, bo w bajki nie wierzy.
Faktem jest, że w pewnym wieku i z pewnymi naleciałościami trudno zrozumieć młodych, a cóż dopiero przyznać im prawo do popełniania błędów i poszukiwań. Podobnie ma się sprawa z wykształciuchami. Tak, więc młodzi i wykształciuchy do kąta, albo na koncert naćpanych raperów :).
A tak swoją drogą w całym tym wyścigu geriatrycznym Napieralski naprawdę nieźle się prezentował. Nie dziwi, więc postawa młodych.
Jestem chyba już w pewnym wieku :), w każdym razie metryka na to wskazuje. Jak to jest z tą dorosłością czy też dorośnięciem? Tak, jak z rybą z filmu „Arizona Dream” czyli mojego ulubionego filmu o niedorosłości. Mały cytat:
„- Rodzi się z oczami po obu stronach?
– To dziwna ryba. Kiedy dojrzewa jedno oko wędruje na drugą stronę.
– Po co?
– To jakby oznaka dojrzałości. Znak, że przeszła przez koszmar.
– Jaki koszmar?
– Koszmar dzielący dzieci od dorosłych.
[…]
– Jeśli jeden halibut ułoży się drugiemu na głowie, ten pod spodem nie wierci się, czeka, aż tamten odpłynie.
– Nie chciałbym żeby ktoś mi siedział na głowie.
– Jesteś jeszcze młody. Oko zaczyna wędrować na drugą stronę.
– Lepiej mieć oczy z jednej strony?
– Nie lepiej. Inaczej.
– Co tracisz?
– Drugą stronę. Coś tracisz, ale też coś zyskujesz.”
Mam wrażenie, że to moje oko jeszcze całkiem nie przeszło na drugą stronę. Najwyraźniej nie wyrosłam z młodzieńczego entuzjazmu. Nie kontestuje rzeczywistości–ja ja przyjmuję do wiadomości i patrzę, co by tu można w tej, a nie innej rzeczywistości zrobić. A co na przykład? Proszę bardzo, oto przykład. Wspólnota mieszkańców domu, w którym mieszkam wydzierżawiła od gminy nasze podwórko. Znajduje się na nim trawnik, który powoli przemieniał się w klepisko, psią toaletę oraz miejsce imprez tutejszych pijaków. Część trawnika należy do naszego domu, część–do posesji naprzeciw. Ustaliliśmy, że nie jest realne utrzymywanie tam ślicznej trawki. Nie chcieliśmy jednak, żeby nadal było to obsrane przez psy klepisko. Nie chcieliśmy również stawiać ogrodzenia, zabezpieczającego przed pijakami i właścicielami psów. Postanowiliśmy zaryzykować i posadzić krzewy. Zaryzykować–bo ich rozdeptanie było całkiem prawdopodobne. Nie chcieliśmy zlecać zagospodarowania tego terenu firmie ogrodniczej–choćby z uwagi na brak funduszy. Nasz przewodniczący wspólnoty mieszkańców pojechał po krzewy, po czym zaczęła się całkiem spontaniczna akcja sadzenia. Po prostu dołączali się kolejni mieszkańcy, zwabieni tym, że coś się dzieje. Żartowaliśmy sobie, że właśnie uskuteczniamy czyn społeczny, zwany niegdyś „partyjnym”. Krzewy rosną sobie pięknie, podlewane przez sąsiada z parteru. Właściciele piesków i pijacy jakoś nie stratowali naszych nasadzeń. Dlaczego? Bo przestała to być ziemia niczyja.
Wiem, że takie rzeczy nie rozwiążą problemów gospodarczych, nie zreformują służby zdrowia itd. Ale–jednak zmieniają rzeczywistość.
I kolejny cytat, tym razem ze strasznie lewackiego źródła czyli z Manu Chao http://pl.wikipedia.org/wiki/Manu_Chao , jednego z tych gości, którzy coś tam wykrzykują ze sceny do młodzieży.
„Uważam, że należy promieniować wokół siebie. Wierzę w rewolucję bliskości. To jedyna możliwa rewolucja. Trzeba, żeby każdy starał się pozytywnie promieniować na otoczenie. Jest to właśnie wysiłek, na jaki każdego z nas stać.
Nie wierzę w rewolucję masową, w to, że pojawi się jakiś lider i wszystko zmieni. Takiemu facetowi, nawet gdyby miał najlepsze intencje, nie wróżę nawet sześciu miesięcy życia. Zostanie zamordowany lub przejechany przez autobus. A jeśli jest skłonny do kompromisów, to zostanie szybko pochłonięty, czy przekupiony przez system. Tak naprawdę myślę, że każdy powinien być swoim własnym rewolucjonistą w swoim własnym domu. Należy zacząć od siebie samego. Ja na przykład, żeby zmienić świat, do czego mam dostęp? Do siebie samego, do mojej rodziny i mojej dzielnicy. To mniej więcej wszystko, gdzie mogę dotrzeć. ”
Strasznie idealistyczne, nie? Wręcz idealistyczny bełkot. I co ja poradzę na to, że do mnie przemawia? Co ja poradzę na to, że wciąż uważam, że rzeczywistość można zmieniać? Nie kontestowaniem dla samego kontestowania. Robieniem czegoś pod swoim własnym nosem, bez względu na to, kto wygra wybory. Dlaczego? Ano, bo i ja w bajki nie wierzę.
@Dorota:
No i właśnie.
A kilka przecznic dalej stowarzyszenie moherowych gaci z golfem uprawia teorię spisku smoleńskiego, przekrzykując się po warzywniakiem. Wiem z pierwszej ręki:)
Od czasu do czasu rozglądają się po osranym klepisku i syczą: MOGLIBY tu chociaż trawnik zrobić, nic NIC NIE ROBIĄ, POWINNI tu dbać!
Cała nadzieja w tych, którzy zachowali w sobie odrobinę dzieciństwa.
Aniu–niestety, zdaje się, że moherowych gaci nie da się przepędzić na mocy projektowanej ustawy o przeciwdziałaniu uciążliwości zapachowej 🙂
Postoją, pokrzyczą, posyczą, a w końcu, na granicy apopleksji z tej wściekłości i upału pójdą do domu, swego radyja posłuchać. Albo do lekarza, po leki na nadciśnienie. Niech im będzie. Co ja się mam tym przejmować? Jeszcze mi ciśnienie skoczy 🙂
formic–odrobina dzieciństwa pozwala nie skisnąć, zanim się nie dojrzeje. Albo nie zgorzknieć.
Dorosłość bowiem w moim przekonaniu nie polega na zgorzknieniu, ale na braniu odpowiedzialności za rzeczywistość, a co za tym idzie, zmienianiu jej, jeśli mi przeszkadza, tam, gdzie jest to możliwe i dla mnie dostępne. Na braniu odpowiedzialności polega także liberalizm, tak, jak ja go rozumiem.
A ja tam do Palikota nic nie mam. Zgadzam się z tym, ze jego paplanina niczego nie wnosi, a często nawet szkodzi. Z drugiej jednak strony odczytuję go jak zwykły, "publicznie wyrażony" głos wielu, naprawde wielu ludzi myśli i mówi. Ale mówi sie o tym szeptem bo nie wypada, albo, bo co ludzie powiedzą, itp. Wczoraj zabrał głos w sprawie smoleńskiej. Powiedział to, o czym wielu ludzie myśli i o czym szepcze. O tym, ze Lech Kaczyński i jego kancelaria mają krew jego i innych na rękach. Dorabia się teraz jakieś filozofie, jakieś 50 metrów, wywiad chorążego (po trzech miesiącach?), będzie się robić wszystko, żeby odsunąć podejrzenia nie tylko od pałacu, ale w ogóle z Polski. Wielu ludzi, absolutna większość moich znajomych (nawet kaczystów) "wie o tym", że LK sam jest sobie i innym winien tego, co się stało. Mógłby Palikot tego i innych rzeczy nie gadać. Ale dlaczego ma nie gadać jeśli chce?
@Andy, TAK.
Jeśli chodzi o meritum, to ja napisałam to samo, tylko innym językiem już dzień po katastrofie. I zdania nie zmieniłam, a wręcz utwierdziłam się w przekonaniu, że postawa, sposób działania i osobowość nieżyjącego prezydenta miała wielkie udziały w tym splocie okoliczności.
Problem polega na tym, kto, gdzie i jakim językiem mówi. „Krew na rękach” – to jest retoryka pisowska i dziwi mnie, jak łatwo przejąć język oponenta i uznać za własny. A chwilę przed – uważało się ten język za odrażający!
Podoba mi się urządzenie do kanalizacji emocji marki Palikot, ale ono zaczyna sikać pod wiatr:)
Na dodatek w zasięgu tego wiatru znajduje się obecny prezydent RP i już mu tym Palikotem zatruwają image!
serdeczności, Andy oraz reszta Kochanych Ludzisków, którym chce się prowadzić ten cenny dialog z Małpą:)
Tak Doroto, zgadzam się z Tobą. Odpowiedzialność. Dojrzałość. Ambicje. Tylko czasami tak z tym ciężko żyć.
Ja w bajki niektóre przynajmniej wierzę, podobnie jak w inne nie. Ci politycy którzy nie opowiadają bajek, przepadają z kretesem.
Jest taka bajka o Jacku i Placku, którzy wyruszyli do krainy gdzie nie trzeba pracować a pieczone gołąbki same wpadają do gąbki. Polecam doczytać do końca.
Skoro poprawny jest Palikot to dlaczego niby niepoprawny jest Rydzyk. Bo przecież i język podobny, liczba fanów zbliżona i równie zaciekła w swojej jedynie słusznej misji. Jeżeli można poużywać na Kaczyńskich bo ONI sobie używali na innych to… wszystko można.
Ale są też inni, mające poglądy krańcowo różne. Niemniej moherowe babcie niekoniecznie muszą być stadem bezmózgich baranów, a wytatuowany raper sumieniem młodości.
I choć osobiście swoją tolerancyjnością wolałbym się nie puszyć, bo znam jej dość ciasne granice, to czasem poraża mnie świat ludzi tak się deklarujących.
Co do gospodarki to wejście do wyidealizowanej EU póki co powoduje, że zadłużamy już bez litości własne wnuki. Aby nam było dobrze (?), zdążymy przejeść wszystko nim komornik zapuka do drzwi.
Jedyny sposób pozyskiwania pieniędzy przez światłe umysły ekonomiczne to wyprzedaż tego co komuchy kazały niewolnikom zbudować ku chwale Wielkiego Brata. A przecież biorąc pod uwagę nasze rosnące w stylu greckim zadłużenie, powinno powinno włączyć się coś w rodzaju kaca. Niestety sięgamy po następną butelkę więc przyjdzie kolej na izbę wytrzeźwień. Po raz kolejny.
Co do tragedii smoleńskiej.
Nie tak znowu dawno temu zginął w wypadku samochodowym na przejeździe kolejowym najlepszy polski kierowca rajdowy, Janusz Kulig. Jechał sam nikt mu niczego nie mógł kazać a nawet sugerować. Umiejętności najwyższej próby, a jednak… stało się.
Tu natomiast ad hoc produkowało się różne wersje z samobójczą na czele, byle tylko ślad podejrzenia nie padł na Rosjan, którzy jak powszechnie wiadomo są zdyscyplinowani, nieomylni i przepełnieni dobrą wolą rzetelnego wyjaśnienia każdej sprawy. W związku z tym pani Kopacz opowiada bajkę (bo przecież nie kłamie) jak to Rosjanie badali teren wypadku przesiewając ziemię na metr wgłąb. Musiało być to sito o ogromnych oczkach skoro potem znajdowano tam nawet dokumenty.
Zaufanie w polityce powinno działać w dwie strony. Skoro to jednak Polsce wydarzyła się krzywda, to może słuszne byłoby zostawić nam dochodzenie w tej sprawie i zaufać że nie popełnimy nadużycia na niekorzyść Rosji. Nikt nie wysunął nawet takiej propozycji.
Chęć podobania się wszystkim może świadczyć o tym, że nie posiada się żadnych własnych poglądów co budujące nie jest.
formic–i właśnie dlatego, że „dojrzałość, odpowiedzialność, ambicje” to kawałek dziecka się przydaje–żeby nie było tak ciężko żyć 🙂
A w kwestii obietnic wyborczych, zwanych też bajkami, to najtrzeźwiej podeszli do nich Islandczycy (o których trudno powiedzieć, że mają jakoś wybitnie fajną sytuację gospodarczą (może to przez te przestrzenie mają taki dystans?).
„Partia założona przez komika Jona Gnarra wygrała weekendowe wybory komunalne w Reykjaviku, zdobywając aż 34,7 proc. głosów. „Najlepsza partia” obiecywała m.in. sprowadzenie misia polarnego do stołecznego zoo i… niedotrzymanie obietnic.
Żartownisie, którzy w kampanii wyborczej obiecywali m.in. bezpłatne ręczniki dla każdego przy każdym gejzerze, będą mieli sześciu ludzi w 15-osobowej radzie miejskiej stolicy Islandii, tzn. będą w tym gremium największą frakcją.
Gnarr przyznawał w kampanii wyborczej, że jego Najlepsza Partia może obiecywać więcej niż ktokolwiek inny, ponieważ w żadnym razie nie zamierza dotrzymywać obietnic. Najwyraźniej trafiło to do przekonania wyborcom.”
@mantyko,
ano Rydzyk dlatego nie, że on ma jedną słuszną wizję życia i gdyby tylko mógł, zajrzałby ludziom do gara, do łóżka i w komputer. A tych niegrzecznych podsmażałby w piekle.
Ja widzę dość istotną różnicę jakościową między marką Palikot a marką Rydzyk. Dużo różnic, ale wymienię tę jedną: Palikot to szyderca, prześmiewca i cynik, można go nie lubić, ale często mówi to, co inni tylko szepcą. Zadaje pytania, których nikt inny nie ośmiela się zadać.
Rydzyk jest wrogi, chaotyczny, niespójny i makiaweliczny. Kiedy słucham jego wypowiedzi, mam wątpliwości natury zawodowej:)
Posługuje się się strachem, zawiścią i wzmacnianiem podziałów. Nie stawia pytań, tylko daje odpowiedzi. Na wszystko!
Mantyko:) Nie da się puszczać na kogos baniek mydlanych, jako odpowiedź na… strzały armatnie. Palikot przegina, ale ja taki sam raptus jestem, więc może dlatego go toleruję. Zresztą większośc jego tez i oskarżeń (poza wyjątkami) okazywała się nie bezpodstawna. Nawet ta z małpkami. Poza tym, Palikot jest Przeskoczeniem mistrza. Pamiętaj, ze przed nim był Kurski, Brudziński i sam Kaczyński. I inni. teraz jest np. niedoszła pierwsza dama Jakubiak. Totalny odjazd, nawet Nelly sie nie umywa. Kto ma tyle kasy, zeby kupić Polskie firmy? Bo sprzedać trzeba, państwowe już przerabialiśmy. Kulczyk ma, ale to, jak każdy kasowy osobnik wg PiS, podejrzany typ, układy i oligarchia. Acha i Kluska kiedyś miał, ale… już nie ma;) Bo go skutecznie "oskubali". Co do Smoleńska, gdyby Twój synek Mantyko pobił kolege na podwórku, przyszedł do Ciebie jego ojciec i powiedział: "Panie Mantyka, teraz będe wychowywal pańskiego synka po swojemu, bo nam stała sie krzywda" to co byś powiedział? Ten wypadek stał się U NICH! I tyle! Rosnące zadłużenie nie jest niczym nienormalnym wbrew pozorom. Jak myslisz, co zrobiłby J Kaczyński gdyby związkowcy zażądali podwyżek? Nie dałby im? Dałby. Nie miałby z czego ale dałby. Nie martwił się o zadłużenie jak wpompowywał kasę w stracone, dawno zbankrutowane stocznie, byleby tylko "nie budzić złego związkowca". Populizm dopiero kosztuje Mantyko.
Aniu, jesteś jedyną znaną mi osobą, która deklaruje że słucha radia Rydzyka.
Siła tego radia polega nie na tym że jest „mądrzejsze” od innych, lecz na zdolnościach telepatycznych. Jesteś absolutnym wyjątkiem bo niemal nikt nie deklaruje że tego radia nie słucha, a prawie każdy wie co tam powiedziano. To ci dopiero cud. 😉
Ja znam go wyłącznie z wypowiedzi o Marii Kaczyńskiej publikowanej we Wprost (czarownica) i pamiętam podkulone ogony obu braci z brakiem męskiej reakcji, oraz pokazywanej wielokrotnie głupawej wypowiedzi na temat czarnoskórego księdza, która miała być zapewne dowcipna.
Ani myślę go w jakikolwiek sposób wygładzać niemniej różnicy jakościowej między nim, Palikotem, Niesiołowskim nie widzę. Stawianie pytań zawierających odpowiedź nie jest pytaniem w rzeczy samej.
Mnie chodzi jednak o co innego czyli o te „mohery” właśnie. Dlaczego odmawia się tym babciom wielbienie swojego guru w tej nibydemokracji skoro nie robią niczego co niezgodne z prawem, dalibóg nie wiem. Wolno zdemolować fragment miasta górnikom, pielęgniarkom, nauczycielem, skutecznie zablokować możliwość poruszania po nim i komu tam jeszcze co sobie winszuje a babulkom nie? One nie oczekują dodatkowych apanaży.
Może powinny wystąpić o parytet albo co? 🙂
Andy, Palikot niczego nie przegina jest zwyczajnie wykształconym prostakiem, bo mówienie o prezydencie własnego kraju że jest chamem i pijakiem jest prostactwem właśnie i niczym innym.
Fakt, że jest ulubieńcem mediów świadczy, że one spsiały do szczętu, bo jeśli ktoś wnosi do studia niepostrzeżenie świński łeb i w stosownym momencie wyciąga go jak królika z kapelusza a redaktor jest zaskoczony, to takie działanie obraża moją inteligencję.
Ponadto polityka miłości to nie jest kopanie po kostkach i pewnie Ghandi powiedział by na ten temat więcej i mądrzej.
Skąd masz informacje o dowiedzionym pijaństwie L.K., bo sam chętnie przeczytam?
Kurskiego cenię za „nocną zmianę” i nikt mu tego nie odbierze.
Jeśli wypadnie mi w Smoleńsku mój portfel to uważam, że on jest nadal mój podobnie jak jego zawartość. Naturalnie należy grzecznie podziękować znalazcy i tyle.
Przemysł państwowy to nadal nic dziwnego w kapitalizmie ze szczególnym wskazaniem na przedsiębiorstwa strategiczne (przemysł wydobywczy, zbrojeniowy etc). Nie ma potrzeby byśmy wybiegali przed orkiestrę.
Aha i nie wkładajcie mi Kaczyńskiego w brzuch bo to nie ja go zrodziłem. W wyniku niepowodzenia jaki poniósł mój kandydat w pierwszej turze w drugiej poparłem Kaczyńskiego wychodząc z założenia, że w krainie ślepców jednooki powinien być królem.
Ale fakty są jakie są więc jak Ania mówi – do roboty. Nie ma już na kogo zwalać niepowodzeń, zaniechań, bylejakości.
Pora skończyć produkowanie złotych myśli i wziąć się do pracy bo tu naprawdę jest co robić. Idiotą nie jestem, więc poproszę o cudu 50%, naprawdę nie będę narzekał i może nawet zmienię nick na bardziej przystosowawczy. 😉
Do roboty? Czyli? Jakiś pomysł? Mam na myśli osobistą odpowiedzialność za jakiś kawałek życia i rzeczywistości? Czyli esencję liberalizmu. Konkrety, poproszę.
A, jako kobieta, podobno nie interesuję się polityką. I powinno mi się odebrać prawa wyborcze. Zgadzam się z tezą, że prawa wyborcze powinna mieć osoba świadoma tego, co się dzieje. Bez względu na płeć, dodam od siebie. W demokracji ateńskiej należało zdać rodzaj egzaminu, żeby owe prawa nabyć. Wykazać się znajomością sytuacji, krótko mówiąc. Oczywiście, rzecz nie dotyczyła kobiet. Obecnie jednak kobiety mają prawa wyborcze–i ja osobiście nie mam zamiaru dać ich sobie odebrać. A egzamin chętnie zdam, jakby co.
Przemysł wydobywczy i zbrojeniowy rzeczywiście przynosi spektakularne efekty, będąc jednocześnie bólem w dupie. Uważam, że dużo lepszym i bardziej przyjaznym dla świata rozwiązaniem jest postawienie na rozwój technologii–właśnie światu i ludziom przyjaznym. To jest potencjał, to jest rozwój.
W kwestii Palikota–wybrał sobie rolę błazna. Chciałby przeskoczyć w rolę mądrego błazna, co niekoniecznie mu się udaje. Ale–za parę jego akcji i tak go cenię, jak chociażby za akcję rozsyłania bibliotekom egzemplarzy książek, wydawanych przez jego wydawnictwo. Brak szacunku dla prezydenta swojego kraju? Przepraszam, szacunek nie jest dany. Trzeba sobie na szacunek zasłużyć. A zresztą, jako typowy wykształciuch, wolę wykształconego prostaka od półanalfabety, jeśli już zestawiamy Palikota z Rydzykiem, choć nie wiem, dlaczego takie zestawienie miałoby czemukolwiek służyć. Cóż, może jako wykształciuch mam sympatię do faceta, który celebruje urodziny Gombrowicza.
A co ja zrobię, w ramach walki z bylejakością? Na moim własnym podwórku posadzę krzak bzu oraz lipę–bo są tu stare drzewa, które jednak wieczne nie są. I trzeba coś posadzić, co kiedyś je zastąpi. Dzisiejsza wichura gięła piękną srebrną topolę bardzo niepokojąco. Posadzę też w sierpniu malwy, na przyszły rok. I coś mi mówi, że nie tylko ja będę je podlewać. Plan minimum? Niech każdy taki plan wykona, będzie ładniej na świecie. Zamiast narzekać.
A, jestem kolejną osobą, która słucha/słuchała raczej Radia Maryja. Kiedy umierała moja Babcia. Nasłuch był nieustający. Gasła, zatruwana kolejnymi seansami nienawiści. A po tym ,kiedy usłyszałam, że leczenie mięśniaków macicy chirurgicznie to grzech, po prostu mi mowę odebrało. Polecane były leki ziołowe. Moja przyjaciółka, zwolenniczka Radia Maryja, mało nie wykrwawiła się na śmierć od takich porad.
Dlatego kiedy mam okazję, to słucham.
Raz – nie mogłabym wydawać osądów, gdybym nie słuchała osobiście.
Dwa – to jest absolutny ewenement i ze względu na kondensację absurdu i poprzez ewidentne treści podpadające pod kk (mam na myśli kodeks karny a nie kościół katolicki:)
I jeszcze jedno: kiedy się słucha, to jest inna jakość niż cytaty w prasie, to jest i ton głosu, artykulacja, frazy, melodia – dopiero można doświadczyć fenomenu Radia Maryja.
Nie mam temperamentu walki, ale lubię wiedzieć co jest grane i mieć to nieprzeżute przez cudze opinie.
Temuż twierdzę, że Rydzyka nie da się porównać z nikim na tej szerokości geograficznej, o długości nie wspomnę.
Z nikim zdrowym na umyśle.
szalom!
Aniu–masz absolutną rację. To jest zjawisko, którego nie da się porównać z niczym. I tak, to trzeba usłyszeć. Nie tylko głos samego ojca Rydzyka.
Radio Maryja jest dla mnie absolutnym fenomenem. Ja się go boję. Boję się ładunku nienawiści, którym strzela codziennie prosto w serca. Boję się tego, jaki ma wpływ–rząd dusz niepodzielny. Widziałam kolejne osoby, które dawały się zaczarować Radiu Maryja. I nie były to osoby, które posądzałabym o brak inteligencji czy demencję starczą, całkiem paradoksalnie. Ani też samotne i opuszczone.
Moja Babcia z całą pewnością nie miała sklerozy. Niedługo przed śmiercią przyprawiła mnie o opad szczęki, kiedy podała mi numer telefonu komórkowego, który kilka tygodni wcześniej usłyszała przez telefon (!). Do końca życia uczyła się kolejnych wierszy na pamięć–bo nie była w stanie książki zbyt długo utrzymać, dlatego wiersz czytała i zapamiętywała, a potem sobie go recytowała w myślach. Trudno tu powiedzieć o sklerozie. Może Ania fachowym okiem oceni taki przypadek–dla mnie zaburzenie funkcji poznawczych, bez upośledzenia pamięci długo, średnio i krótkoterminowej. Paranoja? Nie wiem, skłonności paranoicznych nie zauważyłam u mojej Babci. To było jakieś zniewolenie i zauroczenie, które obserwowałam nie tylko u mojej Babci zresztą. Chyba tak działają sekty?
I dlatego stawianie znaku równości pomiędzy Palikotem i jego niekiedy głupkowatymi, niezręcznymi czy obraźliwymi wypowiedziami a ojcem Rydzykiem uważam za dowód na nieznajomość treści głoszonych przez Radio Maryja, pod paragraf podpadającymi, a i owszem. Owe treści i sposób ich głoszenia zmieniają ludziom coś w mózgach i dlatego są niebezpieczne. Palikot nikomu w mózgu nic nie zmienia–i to jest główna różnica.
Chyba też nie mam temperamentu do walki odpowiedniego, bo gdybym miała, to walczyłabym jakoś aktywniej, nie wiem, procesy wytaczała o te treści czy jak? Pod parę paragrafów podpadają, zaręczam. Bo widziałam na własne oczy, jak Radio Maryja wsysa i niszczy ukochaną osobę. Dlatego kiedy widzę moherowe gacie, to widzę też w nich moją Babcię. Niestety, wykańczanie w ten sposób ludzi pod żaden paragraf raczej nie podpada. Niszczenie psychiki oraz duchowości, przekładające się na niszczenie fizyczne–bo organizm człowieka, dostającego silny zastrzyk nienawiści, bezradności i innych negatywnych emocji po prostu wysiada. Ten właśnie proces widziałam u kilku starszych osób z bliska. Widziałam, jak to uderza rykoszetem w inne osoby. Widziałam, jak wykończona była moja Mama, która opiekowała się Babcią. Na dzień dobry dostawała relację z nocnego nasłuchu, przekazywaną TYM tonem, z TĄ frazą, artykulacją i melodią, o których mówi Ania. A że moja Babcia i pamięć i słuch miała doskonałe, to relacja była niezwykle wierna.
Tak, zdarza mi się słuchać Radia Maryja. Nie z masochistycznych pobudek, choć słuchanie go sprawia mi cierpienie. Też chcę wiedzieć, co jest grane. Polecam gorąco. Mocne wrażenia gwarantowane.
Myślę sobie, że Dorota świetnie się odniosła do kwestii „Do roboty”. Cud, nawe jego 50% trzeba stworzyć, a przynajmniej współtworzyć, a jeszcze przynajmniej zrobić cokolwiek… pożytecznego. To też taka analogia do tych babć (o których wspomniała Ania) i trawnbika co „mogliby zasiać, zrobić…”. A takie babcie to cała ściana wschodnia. Albo służba zdrowia. Im po prostu trzeba dać i koniec.
Przypomina mi to pewnego starego człowieka. Strasznie marudny jest i z niczym nie daje sobie rady (zwyczajnie wygodny jest – po co, jak zrobią „koło niego”). Ale kiedy chce się coś zrobić – posprzątać, uporządkowac, przewietrzyć…, po prostu dostaje szału. Białej gorączki. Nie trzeba!, po co! znów się nabrudzi!… Czysty obłęd. Przeciez nikt nie będzie się z nim bił, choć syf tam jest taki, że strach wejść, o usiądnięciu juz nie wspomnę. Kompletna niereformowalność, tylko oczekiwanie zadośćuczynienia swoim oczekiwaniom.
I taki jest właśnie elektorat niektórych naszych polityków. Jesli ja jestem ślepy, a ty jednooki Mantyko, no ja, przyznam, nic już nie rozumiem. Myślałem, że jest zupełnie odwrotnie. Jeśli widzenie (nawet jednookie) ma oznaczać zabawę w św. Mikołaja z torbą prezentów, to ja tez bym tak chciał. Tyle, ze ci, którzy na tego Mikołaja czekają jednocześnie widzą „straszne zadłużanie się państwa”. Mantyko, wiesz co to jest schizofrenia? Własnie to jest schizofrenia.
A radia Rydzyka słucham tak, jak młody Pawlak patrzał na młodą Kargulkę, kiedy ojciec widział, że ciągnie ich ku sobie: „Tatko, jak ja się na nią tak mocno napatrzę, to potem tak mocno ją nienawidzę, że aż strach…”
Pozdrawiam;)))
„A radia Rydzyka słucham tak, jak młody Pawlak patrzał na młodą Kargulkę, kiedy ojciec widział, że ciągnie ich ku sobie: “Tatko, jak ja się na nią tak mocno napatrzę, to potem tak mocno ją nienawidzę, że aż strach…”
Andy–popłakałam się ze śmiechu. Dziękuję za ten tekst!
W kwestii 'do roboty”–no, tak to już jest, uderz w stół, a nożyce się odezwą. Usłyszałam, że należy po wyborach zabrac sie do roboty, to pomyślałam, że chodzi o mnie. Bo skoro to MY jesteśmy…A w moim pojęciu jesteśmy, skoro oddałam swój głos, to stałam sie jedną z „mych”.
To, że „do roboty” biorę do siebie, wynika z totalnego zajoba, którego mam na punkcie wolności. To dla mnie wartość absolutnie nadrzędna. A nie ma wolności bez odpowiedzialności. Wolność bez odpowiedzialności to anarchia, z kolei odpowiedzialność bez wolności to tyrania.
Chachachichi, wciąż mi się gęba śmieje 🙂
Fajnie Doroto, że Młody Pawlak z kargulową Ci się spodobali. A co do reszty, zwyczajnie zgadzam sie z Tobą. "Ziarnko do ziarnka…". tez tak pojmuję odpowiedzialnośc. Chociaż czasem "tej swojej odpowiedzialności" nie słucham i działam na przekór niej, ale zawsze mam wtedy tego świadomośc i "kaca moralnego". To trochę jak zgrzeszyć, ale mieć tego grzechu świadomość. Jednak doskonale wiem, że zrobienie czegokolwiek, albo zgoda na coś, co niekoniecznie mi się podoba ale wiem, ze jest potrzebne innym, to już dużo. To krok w kierunku "współodpowiedzialności". Małej, czasem mikroskopijnej, ale jednak. Przeciez może nie możgę więcej, może nie potrafię, może się boję…, ale skoro inni wiedzą i potrafią… dlazego protestować? Tak mi się przypomniało (kurczę, nie chcę, zeby Ania się wkurzyła i mnie wykurzyła), sprzed kilku dni: Facet postawił sobie fermę wiatraków prądotwórczych. Kilkanaście czy dwadzieścia kilka sztuk. Rozpętała się afera straszna, protesty mieszkańców, bo jest oddalona TYLKO o pół kilometra od najbliższego zabudowania. No i jak tu ma szczena nie opadać. Posadziliby kilka drzew, "na drodze hałasu" i problem z głotwy. Ale po co? lepiej zrobić protest, zlikwidować, zniszczyć, nie pozwolić i koniec. Parę lat temu protest w sprawie przekaźnika telefonii komórkowej o mało nie zakończył się zawałem dziadka demonstranta. A inni mają przekaźniki na dachu budynku. I żyją!!! To pewno pomiorty szatana jakieś;) Czasem się zastanawiam, czy ten prymityw się kiedyś skończy? Wątpię, przy aprobacie ogólnej wszelkich środowisk. autorytetów typu Rydzyka – powszechnie akceptowanej (i nie tylko akceptowanej) gwiazdy i kreatora "myśli narodowej". (Aniu, nie trać jeszcze cierpliwości na chwilkę)[:)))]
Odpowiadam Dorocie,
Do roboty oznacza – do roboty i co tu tłumaczyć. Autorem hasła nie jest nikt z nas ale premier Belka, dziś szef NBP. Mnie się to hasło podobało od zawsze.
Jakieś pomysły mieli ci którzy starali się o te wysokie urzędy, więc trzeba je spełnić, a bez „do roboty” to się nijak udać nie może. Ja się o te urzędy nie starałem, więc nie będę im dodatkowo przydawał pracy, skoro sami skwapliwie się zadeklarowali. Ja ze swej strony daję im szczodrze naprawdę niemałe podatki, które proszę rozumnie wykorzystać i tyle.
Co do drzew jako pomysłu na aktywność własną to ja ich zasadziłem kilkadziesiąt, krzewów kilkaset. Wprawdzie wszystkie na swojej działce no ale ja kiedyś odejdę a one zostaną. Jestem z nich niezwykle rad, bo sadziłem na ugorze w co trudno byłoby dziś uwierzyć komukolwiek. Jeśli dokupię ziemi do dosadzę więcej ale nie dlatego by być spolegliwym obywatelem, ale dlatego, że lubię.
Niemniej jeśli mój sąsiad wybetonuje SWÓJ teren bo ma uczulenie lub roślin zwyczajnie nie lubi to jego święty przywilej i nic nam do tego jak i do tego czego słuchają babcie, które zazwyczaj są osobami dorosłymi.
Powtarzam raz jeszcze mam gdzieś Rydzyka i jego radio, ja bronię prawa babć do słuchania tego co chcą, bez względu na to czy im to szkodzi czy nie.
O esencję liberalizmu proszę zapytać ludzi z PO bo to przecież liberałowie. Żartowałem, proszę raczej nie pytać.
Na temat JKM (bo o niego przecież chodzi) proponuję się jednak wypowiadać po nieco lepszym przygotowaniu do tematu bo to że pożera dziewice to informacja mocno przesadzona. Najlepiej u źródła, facet nie funkcjonuje w podziemiu.
Jeśli chodzi o przemysł zbrojeniowy to nie musi być on związany z agresją ale zabezpieczeniem swojego kawałka podłogi. Proponuję wyjąć zamki z drzwi i ufać że nikt nas nie okradnie no bo przecież wszyscy nas lubią to i po co ich drażnić?
Co do szacunku, to szacunek jest dany przez wyborców tego kraju przez uznanie w wyborach za najlepszego. Dziś jest to Komorowski, wczoraj Kaczyński. Nie oznacza to w żadnym razie pozbawienia prawa do rozumnej krytyki.
Jeżeli coś podpada pod paragraf to dlaczego NIKT tego nie rusza skoro jest to obywatelski obowiązek? Nie udawajmy, że podczas aktywności tego radia tylko PiS był przy władzy.
Pozdrawiam
Do Andy’ego
Ślepy, jednooki – pisałem o tych co startowali w wyścigu po urząd.
Ja nie startowałem – przysięgam. 🙂
Nie chcę aby mi cokolwiek dawano, poradzę sobie, wręcz przeciwnie płacę podatki a nigdy nie pracowałem w budżetówce, czyli zawsze do tego worka wkładałem. Dalej będę wkładał i łaski nie robię bo nikt mnie z tego rozkosznego przywileju nie zwolni, niemniej jakąś kontrolę chciałbym nad tym mieć.
Szkoda że nie dałeś linka do tego tekstu wyrokującego o opilstwie L.K., naprawdę byłem ciekaw.
Aha, dziękuję za zdiagnozowanie stanu mojego umysłu, nie przypuszczałem, że sprawy zaszły aż tak daleko, a fachowe porady zawsze odbieram z należnym splendorem.
Pozdrawiam również.
Do Mantyki:
„Na temat JKM (bo o niego przecież chodzi) proponuję się jednak wypowiadać po nieco lepszym przygotowaniu do tematu bo to że pożera dziewice to informacja mocno przesadzona. Najlepiej u źródła, facet nie funkcjonuje w podziemiu.”
Zwykle staram się dotrzeć do źródła. Poniższy cytat pochodzi ze źródła właśnie http://korwin-mikke.blog.onet.pl/Czym-jest-kobieta,2,ID368068361,n
„Ponieważ jednak średnio dzieci i kobiety słabiej znają się na polityce od mężczyzn (wystarczy w tym celu pójść na dowolne zebranie polityczne – i nawet nie słuchać tego, co mówią kobiety, tylko policzyć je na sali…) to nie powinno im przysługiwać czynne prawo wyborcze.”
Jeśli chodzi o drzew i krzewów sadzenie–popieram zawsze i wszędzie (choć takiemu jednemu to w kampanii chyba nie pomogło, a i drzewka jakoby uschły). Podałam owo sadzenie jako przykład możliwości zmiany na własnym (choć nie na własność posiadanym) podwórku. Nie z powodu spolegliwości obywatelskiej–jak rozumiem, chodziło o obywatela, na którym można polegać? http://pl.wiktionary.org/wiki/spolegliwy To ja mogę być spolegliwym obywatelem.
Co do kwestii, że za moje podatki wymagam roboty–ależ oczywiście! Chodziło mi tylko o to, że państwo, rząd czy prezydent nie zastąpią swoich obywateli w działaniach–czy będzie to zarabianie pieniędzy czy uporządkowania syfu pod swoim nosem, bez liczenia na „onych”, którzy powinni „coś” z tym zrobić. Nikomu tego rodzaju działań nie narzucam, uważam jednak, że powodują one zacieśnienie więzi międzyludzkich, wzrost odpowiedzialności za dobro wspólne, zwiększają poczucie sprawczości czyli świadomości, że wpływamy na rzeczywistość, a nie biernie jej się poddajemy. A przede wszystkim–powodują, że jest ładniej, przyjemniej czy wygodniej na świecie. I dlatego uważam je za dobre, w wymiarze indywidualnym i społecznym.
Nie zamierzam jednak w niczym wyręczać państwa i kierujących nim instytucji czy osób ani też instytucji, w założeniu służących obywatelom i przez nich utrzymywanych. Jestem jak najbardziej za tym, żeby możliwa była kontrola ich działalności, miejsce, w którym mogę poskarżyć się na niekompetentnego czy niegrzecznego urzędnika, tak na przykład. Istnienie takich mechanizmów kontroli jest jednym z niezbędnych elementów demokracji, tak na marginesie.
Ja nigdzie i nigdy nie powiedziałam, że chciałabym babciom zakazać słuchania Radia Maryja. No, chyba, że bardzo głośno słuchają i naruszają moją przestrzeń dźwiękową. Ja tylko opisałam osobiste obserwacje wpływu owego radia na słuchaczy i ich rodziny.
A na koniec–sąsiad nie może sobie wybetonować podwórka, jak na razie, albowiem prawo budowlane zakłada, że, w zależności od miejscowego planu zagospodarowania, co najmniej 40% powierzchni działki (łącznej powierzchni czyli liczy się również część, na której stoi dom)musi pozostać biologicznie czynna. Można to uznać za ingerencję państwa na prywatnym podwórku, ale tak właśnie jest.
Pozdrawiam
Doroto:)
Tym razem to Ty mnie rozwaliłas tym drzewkiem, że musiałem monitor czyścić, o klawiaturze nie wspomnę, bo musiałbym zarządać odszkodowania;))) (muszę chyba nową kupić). Zupełnie zapomniałem o tym drzewku, ale fakt jest faktem, nie przyjęło się jakoś;)
Co do kobiet na zebraniach, i nie tylko, polecam wszystkim ostatni „występ Nelly Arnold u Olejnikowej. ALE NUMER!!! (zapraszam do mnie na fragmencik króciutki, bo z wrażenia wszystkiego nie zapamiętałem, tyle tego było. Dorotko, między facetami i paniami na zebraniach bywa taka różnica, że jeśli chce się na siłę zachowac „poprawność”, to obok facetów, którzy sami się pchają do polityki, jak pszczoły do miodu, bywają panie, które sa wypychane „dla pożądności”. Absolutnym tego przykładem jest Nelly. Jeden z braci chciał zneutralizować Janka i podpuścił Nelly do działania. No i Jaś uległ, bo kocha, a jak kocha to ulegnie. Ciekawe kiedy w końcu zapadnie się pod ziemię nie z własnej w końcu winy.
Panie nie powinny walczyć o to, zeby być pół na pół. Panie powinny (i pod tym się podpisuję) walczyć o to, że ta która chce, ma prawo być wyżej na liście. Bo lepiej działa, bo jest mądrzejsza, bo ma lepsze dokonania, bo jest zdeterminowana, bo ma wizję… Trochę takich pań jest, i żaden cyrk z czarami parytetowymi nie jest im potrzebny. Jestem absolutnie za, bo znam więcej wartościowych kobiet, niż mężczyzn.
Co do JKM, dla mnie to (przeppraszam) oszołom. Utopista. Kto chce niech mu wierzy. Komuna też kiedyś była utopią. Potem się uparli i nie była utopią tylko realem. A potem dupło.
Bo każda utopia dupnie.
(Ania się wnerwi…)
Kończąc,
artykuł JKM proponuję przeczytać w całości, nie jest zbyt długi. Tak właśnie według mnie powinien postępować polityk, mówić to co myśli i co jest realnie do zrobienia.
Jeśli ktoś lubi słuchać tego co może otrzymać od polityka w prezencie, nie ma tam czego szukać.
Tak on lubi kobiety i rad by im oszczędzić zasuwania do 65 a potem może do 67 roku życia. Ale dość o nim, bo nawet jego klakierem nie będę.
Nie wiem co komu, kiedy uschło, zbyt to dla mnie zawoalowane, niemniej zafrasowanie podzielam a jeśli jest powód do radości, również.
Dla mnie może sobie sąsiad robić co zechce nawet daleki sąsiad żyjący w Iraku czy Afganistanie, skoro to nie moje pole. I to nie jest ingerencja ale barbarzyństwo pod szyldem demokracji uprawiane będące gwałtem na czyjejś własności. Ze swoimi sąsiadami zawsze się dogaduję, czasem wystarczy spróbować.
Drodzy moi bądźcie sobie spolegliwi według dowolnie wybranej definicji, wybierajcie słusznie a nawet jedynie słusznie, ja wam tych przywilejów na pewno nie myślę odbierać.
Może tylko nie piszcie o swojej tolerancji zbyt pochopnie bo jej wymiar wydaje się być dość ograniczony, podobnie jak u mnie. No chyba że macie taką silną potrzebę.
PS. Kobiety są wspaniałe, mądrzejsze od mężczyzn, mają wizję etc. etc., pod warunkiem że nie są z PiS.
Ja naprawdę mam schizofrenię.
@Mantyko, przepadam za Tobą!
Obejrzałam występ Nelly Rokity w Kropce nad i …
i zacznę popierać JKM w kwestii kobiecej:)
A na serio: facet ma kilka genialnych pomysłów dotyczących relacji między państwem a jednostką, ale to jeszcze nie jego czas. Może za lat 100 idee JKM będą możliwe do realizacji. Niektóre.
Osobiście trzymam się z daleka od wszelkich sporów związanych z przynależnością do określonej płci, ponieważ wiem, jak bardzo są bez sensu. Głupcy występują tu i tam po równo, tylko w rozmaity sposób tę głupotę wyrażają.
Miotanie się od poczucia wyższości do poczucia niższości, parytety, bzdety – to nie dla mnie…
Zastanowiłam się na swoją własną tolerancją i w porównaniu do średniej nie jest źle:)
Do parytetów mam stosunek mieszany–ale ja nie o parytetach akurat mówiłam tylko o prawach wyborczych kobiet, a tu kwestia jest dla mnie kompletnie jednoznaczna.
Jeśli chodzi o zasuwanie do 65 czy 67 roku życia–to nikt mnie przed tym, poza mną samą nie uchroni. Jeśli uskładam sobie emeryturę, to mogę przestać zasuwać kiedy mi się podoba. A jeśli jej nie uskładam, to–no, to nie wiem co, bo moja emerytura z ZUS-u będzie tak śmiesznie niska, ze nawet nie ma co się fatygować, żeby zbierać świadectwa pracy.
Aluzja do uschniętych drzewek nie była celowo zawoalowana, wydawało mi się, że historia dębów ze spotu wyborczego Kaczyńskiego jest znana http://www.radiozet.pl/Wiadomosci/Polska/Uschly-deby-Jaroslawa-Kaczynskiego Ale, jak mówi Poncyliusz „Liczy się tylko przekaz generalny tego spotu, a nie czy dąb zwiądł, czy dalej rośnie i czy będzie kolejnym dębem Bartkiem czy też nie. Przekaz jest ważny, a przekaz jest jasny. Dzisiaj dokonane czyny, będą procentować za kilkanaście lat dla Polaków i wsadzenie tego dębu ma być tym symbolem”. Ot, i taka historia dębów.