Felietony polityczne

Paralaksa*

Obejrzałam ostatnią debatę panów K.
Uważnie i w całości.

Komorowski gadał w miarę do rzeczy, a przynajmniej trzymał poziom znany mi z debat przedwyborczych w Zjednoczonym Królestwie, które także śledziłam.
Mogłabym go polubić, gdyby nie był kościelnym popychadłem, jak to w polityce polskiej ostatnio jest w modzie.
Kto się wlecze w kampanii wyborczej do Lichenia z rolnikami, ten nie będzie moim prezydentem.

Kaczyński mamrotał, mlaskał i od czasu do czasu puszczał mentalne bąki w rodzaju: emigranci wyjechali do Anglii i Niemiec, żeby tam korzystać z urządzeń socjalnych.
To jest właśnie ta prawdziwa twarzyczka Jarka – pogarda dla tych, których nie zna i nie rozumie.
A nie zna i nie rozumie większości współczesnych postaw i ludzkich wyborów.

Z urządzeń socjalnych korzysta się wtedy, kiedy – tak jak ja – ktoś ulega wypadkowi i staje się inwalidą.
Który w Polsce zdechłby z głodu pod mostem.
Bo nie ma urządzeń socjalnych, chociaż był socjalizm.

Natomiast wyjeżdża się po to, żeby zapierdalać jak niewolnik i gromadzić pieniądze, bez których nic się nie znaczy na tym szlachetnym świecie.
Później te pieniądze wysyła się ubogim krewnym, lub wydaje osobiście w ojczyźnie, o czym antyemigrancka, arogancka zakuta pała (jak i inne podobne pały) nie pamięta.

A wszystko dlatego, że w ojczyźnie można natyrać się śmiertelnie, a i tak jakiś urzędas z Urzędu Skarbowego może zniszczyć ci życie tylko dlatego, że cię nie lubi.
Bo Polska jest państwem wrogim wobec swoich obywateli, których pracą i wysiłkiem się karmi jej władza.
Dlatego wyjeżdżamy.

W Polsce strach coś mieć i strach nie mieć.
W pierwszym przypadku jesteś podejrzanym, a w drugim jesteś nikim.

Wracając do debaty i mentalnych bąków Prezesa K: Polska ma być liderem, ma być silna i mają się z nią liczyć.
Ma być.
I już.
Jaaasne.
Może jakieś mocarstwo, od morza do morza, co?

Ja uważam, że to obywatele powinni być silni, siłą nabywczą swoich zarobków, emerytur i stypendiów.

Mocarstwo bowiem ma w dupie swoich obywateli i ich aspiracje, o ile nie może ubrać ich w kamasze.

Retoryka Prezesa K jest obrzydliwa, anachroniczna i przypomina mi kazania Gierka o ogromnej energii Polaków, którą uwolni plan pięcioletni budowy socjalizmu.

Po debacie, u Rymanowskiego siada dwóch głąbów (ale na początku nie wiedziałam, że to głąby): Eryk Mistewicz zachwyca się Kaczyńskim i jego merytorycznie świetnymi odpowiedziami a ja trę oczy, mało ich nie wetrę w głowę – dżizus, co on bredzi????

A drugi – Marek Kochan mu do wtóru!
Ja pierniczę, chyba śnię!

Szczypiemy się z Krzyśkiem wzajemnie, czy my żyjemy na tym samym świecie, co tych dwóch?

Jakie oni mają filtry na oczach i uszach?
Albo inaczej – jakie mierne oczekiwania mieli wobec Prezesa K, że tak się zachwycają jego pozbawionym głębszej treści stękaniem?

To znaczy ta głębsza treść istnieje, ale jest tak głęboko ukryta, że – jak wspomniałam – wydostaje się tylko przez nieuwagę.
Kiedy się do tej treści dotrze, skóra się marszczy na plecach.
Zaślepienie, pogarda, brak kontaktu z rzeczywistością.
Zamkniemy szpitale, otworzymy muzea.
Job twoju mać, my kulturnyj narod!

Zaraz tysiące pomniejszych głąbów zaczną powtarzać za Mistewiczem, no bo to jest politolog wielki, że Kaczyński wygrał debatę.
I już za chwilę ta paralaksa dotknie wszystkich, którzy mają kłopot z własnym osądem i chętnie słuchają autorytetów.

Kapitanoza!

A ja Wam mówię – widziałam co innego i potrafię to ocenić.
Tę debatę wygrał Komorowski, który zachowywał się kompetentnie i mówił wyraźnie.

Treść jego wypowiedzi nie ma najmniejszego znaczenia, ponieważ dobrostan obywateli Polski zależy od kompetencji premiera i jego ministrów, a prezydent ma nie przeszkadzać i umieć zachować się zgodnie z zasadami protokołu dyplomatycznego, żeby nie robić z siebie pajaca na świecie.

O, żeby tak jeszcze ktoś łaskawie zauważył, że w nowoczesnym państwie dawny podział na prawicę i lewicę nie ma najmniejszego sensu, ponieważ żadne czyste idee obu skrajności nie dadzą się utrzymać bez wprowadzenia reżimu i władzy absolutnej.

A tego – miejmy nadzieję – Bóg nie ma w planach dla Polski.


* Paralaksa – zjawisko niezgodności obrazu tego samego obiektu, obserwowanego z różnych pozycji.

12 komentarzy

  1. Bez bicia przyznam się–nie oglądałam, czytałam tylko relację „minuta po minucie”. Ale odniosłam wrażenie, że to NIE jest debata, w której biorą udział kandydaci na prezydenta. Tu zgadzam się z Komorowskim:
    – Wszystkie pytania w debacie nie były do kandydatów na prezydenta, ale raczej o ocenę rządu. Nie ma innego wyjścia – jak pada pytanie, to trzeba na nie odpowiedzieć. Trzeba także trochę odpowiadać za rząd. Mnie bardziej odpowiada wizja debaty amerykańskiej – ocenił wczorajszą debatą w „Sygnałach Dnia” Bronisław Komorowski.

    Marszałek podkreślił, że jest zwolennikiem modelu debaty, prowadzonej na stojąco, gdzie jest jeden prowadzący, który wcześniej składa publiczną przysięgę, że z nikim nie konsultował pytań i nikomu ich nie ujawnił, przez co jest bezstronny. – Taka debata byłaby ciekawsza i na warunkach bardziej fair – powiedział.

    Zgadzam się też co do jego zastrzeżeń w kwestii formatu debaty. Rozumiem, że prezes Kaczyński nie palił sie do debaty na stojąco–ale przecież można by ustawić go za jakimś pulpitem na stołeczku 🙂

    A poza tym jestem zdecydowana zwolenniczką zmniejszenia zakresu kompetencji prezydenta. Owszem, niech sobie będzie, choćby po to, żeby można go było w świat wysłać–premier nie obrobi wszystkiego. Tylko w takim razie postuluję egzaminy wstępne dla kandydatów: z dwóch języków obcych (co najmniej, i to nie w stopniu podstawowym), znajomości protokołu dyplomatycznego i podstaw ekonomii oraz politologii czy innej propedeutyki wiedzy o społeczeństwie. Coraz częściej nachodzi mnie refleksja, czy przypadkiem w tych wyborach nie odpadł w przedbiegach kandydat odpowiednio przygotowany do takiego pełnienia funkcji reprezentacyjnych. Nie byłam zagorzałą zwolenniczką Sikorskiego, zraził mnie na samym wstępie mało finezyjnymi atakami na Kaczyńskiego, ale teraz coraz częściej tak sobie myślę, że może jednak nie było to taka głupia kandydatura. Ale chyba jednak nie przy obecnym modelu prezydentury.

    Tak, zdecydowanie nie jest mi potrzebny prezydent, który przejmuje kompetencje premiera i rządu. A marzy mi się za to prezydent, który potrafi się zachować i dogadać w świecie. Może kiedyś się doczekam.

    A na razie–dokonam wyboru pomiędzy opcją (dla mnie) nie do przyjęcia i opcją, która nie jest w moim pojęciu idealna, z którą się nie identyfikuję, ale która jest i tak lepsza od opcji nie do przyjęcia.

  2. A to mnie ubawiło–prezes deklaruje, że jeśli zostanie prezydentem, zrezygnuje z funkcji prezesa http://wybory.onet.pl/prezydenckie-2010/aktualnosci/kaczynski-chce-aby-pis-istnial-dluzej-niz-ja-na-te,1,3314602,aktualnosc.html

    To znaczy, że taką dobrą wolę wykazuje, bo niby nie musiałby rezygnować?

    To mój kolejny tekst–faworyt tej kampanii. Palmę pierwszeństwa przyznaję jednak nazwaniu Oleksego „politykiem lewicy starszego pokolenia”, czy jakoś równie politycznie poprawnie. To jakby powiedzieć: „Afroamerykanin odmiennej orientacji seksualnej” o kimś, o kim do tej pory mówiło się publicznie „ten pedalski czarnuch”.

  3. Mi się marzy wielki recykling w Polsce. Utylizować wszystkie polityczne śmieci i uzyskać nowy produkt. Taką eco-politykę i eco-polityków. Nic, co trąci przeszłością nie powinno nigdzie się szwędać. Zwłaszcza w naszych głowach Utylizować należało by też krzywiona od kilkudziesięciu lat mentalność społeczną. Tu powtórzę za Kononowiczem – niech nie będzie niczego !!! Kononowicz jednak jest zajebisty. Nie dość, że nie ma sobie nic do zarzucenia, jak nasi pseudo-politycy, to przy okazji nie udaje nikogo innego niż jest w rzeczywistości. Przy tym doprowadza mnie do łez, ze śmiechu. Takich zabarwionych nieco odrobiną tragizmu. Groteskowy Kononowicz jednak jest pewnym symbolem.
    A tak na poważnie zacytuję John’a Jay’a:
    „ludzie, którzy posiadają państwo powinni nim rządzić”. Oczywiście przytaczając ten cytat kieruję go w stronę całego narodu polskiego. My Polacy niewielkie jednak mamy pojęcie o rządzeniu państwem, ale czynimy malutkie postępy. Używając słowa rządzenie w odniesieniu do narodu nam na myśli dokonywanie w miarę mądrych i optymalnych wyborów. Wybór kandydata reprezentującego państwo na zewnątrz, na arenie międzynarodowej to też forma rządzenia. Problem w tym, że my jako naród państwa nie posiadamy, bo nie potrafimy posiadać. Państwo posiedli demagodzy a większość z nas oddała się w posiadanie tychże demagogów. Dlaczego? Doskonale jest to wyjaśnione w poprzednim felietonie Ani – „Zastanawiam się”. Oczywiście to tylko jeden z powodów. Dodałabym do kolekcji, co najmniej kilka. Chociażby fakt lansowania zabobonu, pogardy dla nauki i wykształcenia od lat. Wymordowanie inteligencji polskiej przez sowietów i Niemców. Wpływ dzikiej sowieckiej „kultury” na mentalność społeczeństwa polskiego. Skuteczne ogłupianie ludzi. Stworzenie państwa nakazowo-kontrolnego po II wojnie. Ówczesna cenzura trzymająca za mordę ludzi światłych, naukowców, artystów, którzy się wyłamywali poza przyjętą ideologię. Myślenie i poglądy miały być jednokierunkowe i posiadać ten sam zwrot. Ile jest warte państwo, które nie posiada prawdziwych tradycji politycznych ukształtowanych jeszcze przez arystokrację? A nie posiada, bo wytępiono naszą arystokrację, która jeszcze pielęgnowała te tradycje. Do głosu doszedł plebs i tłuszcza służąca sowietom. Przez lata nie posiadaliśmy klasy średniej, przez co nasza stratyfikacja społeczna była w pewnym sensie upośledzona. lat Nie mieliśmy właściwego systemu rang.
    Jakie mamy dziedzictwo kulturowe? Czy pamiętacie przewodnia rolę PZPR-u? Oto nasze dziedzictwo.
    Państwo powinno też być odpowiednio reprezentowano na arenie międzynarodowej. Ludzie odpowiedzialni za trwałe interesy państwa powinni porozumiewać się językiem rzeczowym i zrozumiałym. Bynajmniej nie powinien też reprezentować narodu ktoś, kto nie ma zielonego pojęcia o etykiecie politycznej. O dyplomacji. Nie wie, co oznacza słowo negocjacje. Tyle, że szary obywatel, który sam nie zna tych pojęć, nie traktuje ich braku jako wady, która powinna dyskwalifikować „pacjenta” startującego w wyborach na takie stanowisko jak prezydentura.
    Komorowskiemu wiele mogłabym zarzucić, ale nie zrobię tego, bo nie ma alternatywy. Wiem jedno, nie ośmieszy mnie jako Polki w świecie. Wybrać trzeba, mniejsze zło. Jeśli Komorowski wygra to i tak będzie spory przełom na plus oczywiście.
    „Ludzie, którzy posiadają państwo powinni nim rządzić” – tylko, że my jako naród wzięty do „kupy” ciągle jesteśmy upośledzeni. Dlatego tak łatwo dajemy się ubezwłasnowolnić „rydzykantom” i politycznym „kaczykom”.
    W całym cywilizowanym świecie do władzy dążą ludzie bogaci. O czym to świadczy? O tym, że są to ludzie potrafiący odpowiednio rządzić swoim życiem. U nas do wszelkiej władzy pchają się ludzie, którzy dzięki polityce i „furtkom”, które ona stwarza bogaci chcą się stać. Oczywiście nie koniecznie uczciwie. Korupcja, kolesiostwo itp. To podstawowe ciche wartości kryjące się za słowem polityka polska, które to wartości wielu potencjalnych kandydatów na polityków pragnie skrzętnie pielęgnować. O czym to świadczy? O tym, że nie mają pomysłu na własne życie, nie potrafią nim rządzić, więc nie powinni tym bardziej rządzić życiem innych. Nie powinni rządzić państwem, bo jego interesy mają w głębokim poważaniu. W tym samym poważaniu w ten sposób znajdują się moje interesy jako szarego obywatela. Niestety w naszym kraju większość ma dziwne przeświadczenie, że robiąc porządki na cudzym podwórku ma panowanie nad własnym życiem. A już do orgazmu emocjonalnego doprowadza ich chyba możliwość rządzenia innymi. Tu zaraz pamięciom wracam do innego felietonu Ani – „Syndrom babci klozetowej i syndromy pokrewne”
    Co jeszcze? Może to, że ludzie odpowiedzialni za trwałe interesy państwa powinni porozumiewać się językiem rzeczowym i zrozumiałym. Ni cholery nie rozumiem Jarka.
    Przeraża mnie to, że zwyczajna głupota przeciętnego obywatela powoduje, że nie kieruje się on rozumem, ale wiarą opartą na politycznych iluzjach stworzonych właśnie przez demagogów – bogów torujących właściwy kurs. Całkiem jak za PZPR-u. Tyle, że dziś do tego wszystkiego dorzuciłabym wielkie katolickie CZARY-MARY.
    W sumie, co się dziwić przeciętnemu obywatelowi skoro sam lider nie kieruje się rozumiem.

  4. Nie ma co Aniu Twojego tekstu komentować. Widziałem to samo, to dobrze, bo bałem się, że mi na oczy i usz padło, słuchając po „debacie” tych dwóch… (przez grzecznośc nie napiszę, niedaj Boże by się superMistewicz obraził).
    Tak sobie myślę (chyba zapytam prezesa) czy by nie pojechać korzystać z urządzeń socjalnych, jako nędzny rencista… pojadę, podpiszę kwitek na „urządzenie socjalne w postaci gotówki na życie, dadzą mi, będzie cool! (Swoją drogą – miło postrzega emigrantów polityk walczący o ich głosy).
    No i jeszcze pytanie – „elaborat” tej dziennikarki z „PUBLICZNEJ TV”. Nie oglądam tej telewizorni, ale nie myślałem, ze jest tam aż taka, kompletnie nieukrywana, politycznie sterowana jazda.

    Pozdrawiam;)))

    P.s. W niedzielę… zobaczymy czy naród polski to „ludzie” czy „orły, które wśród kur wolą pozostać kurami, bo kogut im mówi, że tak jest lepiej”.

  5. W dzisiejszych czasach, kiedy ograniczone są możliwości stosowania przemocy takiej dosłownej, celem dokonania linczu na członkach społeczeństwa stosuje się odpowiednio kształtowaną opinię publiczną.

  6. Tę odpowiednią opnię kształtuje zarówno świecki jak i kościelny kler – ogólnie KAPŁANI polityczno-religini, ogólnie kler. Czy w sutannach czy nie to już bez znaczenia. Człowiek został obdarzony przez naturę, albo przez Boga wolną wolą, która niestety nie jest zbyt wygodna dla „kaczyków”, „rydzykantów” i im podobnych.

  7. „Może kiedyś się doczekam” Dorcia marzenia są piękne, szkoda że tak rzadko się spełniają. 🙂 Całym swoim ja życzę tobie, aby te się spełniło. To wszyscy na tym skorzystamy. A na razie zagłosuję na tego który będzie lepiej wyglądał. Choćby na zdjęciach grupowych, żeby jego głowa była między głowami, a nie na wysokości pasa innych prezydentów. 🙂

  8. W najnowszym sondażu Kaczyński wygrywa z Komorowskim 49 do 47.
    Koniec świata:)

  9. Słysząc o wygranej Kaczyńskiego uznałam że oglądałam chyba nie tę debatę co trzeba 😉
    Uffffff ulżyło mi, bo już myślałam że coś ze mną nie teges 😉

  10. Nie widziałem debaty i do niczego mi ona potrzebna nie była.
    Niemniej uważam, że można znać biegle kilka języków obcych i w każdym z nich mówić od rzeczy skoro dyrdymały smędzi się we własnym.
    W publicznej TV (tej od misji) mieni się swą nieomylnością Tomek od Lisów. Jeśli PiS nim steruje to chyba za pomocą kamikaze. 😉
    Skoro Kaczyński prowadzi w sondażach (kiedyś zajmowała się tym baba z kryształową kulą i czarnym kotem i było przynajmniej taniej) to debatę jednak wygrał.

  11. @ Mantyko:
    W NIEKTÓRYCH sondażach:)
    A to na tej samej zasadzie, co ten gol dla Angoli – był, ale nie ma. A tu – nie było, a jest.
    Uśmiech!

  12. Sondaże, każda TV ma własne.
    Ja proponuję zamiast słuchać tego co mówią polegać na własnym zdrowym rozsądku 🙂

Leave a Reply