Z dołu patrzę

Wiecie, gdzie chodzę na spacery, prawda?

Na tę ogromną, zalesioną, zaogrodowioną na dziko hałdę między Sutton Manor a autostradą M62, łączącą Liverpool z Leeds.
Tam, gdzie sterczy ogromny biały łeb, chluba St Helens.

Kiedy napisałam na Twitterze, że zaskarżę wiosnę do sądu o zaniedbanie, już następnego dnia pojawiła się w u nas w podskokach.
Jak jest gdzie indziej – nie wiem, ale tutaj jest pięknie i ciepło.

Tyłek mam straszliwie ociężały i ciągle przechyla mnie w stronę kanapy, takiej z rozkładanym podnóżkiem.
Co jest z tą grawitacją?

Obiecałam ciężkiemu tyłkowi, że kupię mu po drodze coś smacznego na kolację, więc pozwolił się zawlec na hałdę.

Poszliśmy wąchać słowiki i słuchać jak kwitną drzewa.

Mam tam swoją ławkę na samej górze, z widokiem na elektrownię Penketh i lotnisko Liverpool.
Lubię ten widok.
Kocham przyrodę czule i serdecznie, ale prawdziwą namiętność budzi we mnie industrial.
Nie mówię, że mi się podoba.
Mówię, że mnie ekscytuje.

Mogę godzinami wpatrywać się w ognie rafinerii Runcorn nad rzeką Dee.

Mam dobrą lornetkę, widzę przez nią nawet kolor gaci na sznurkach przed domami w odległych wioskach.

Nic tak nie wznieca moich emocji, jak widok podchodzących do lądowania samolotów.
Przez lornetkę widzę czyja skorupka podąża powietrznym korytarzem.

Nadlatuje, widzę jego wielki brzuch, prowadzę go do pierwszego skrętu, później na moment zasłaniają go wierzchołki drzew, a kiedy znowu się wyłania jest już na prostej nad rzeką i ma wysunięte podwozie.
Lubię thrillery, więc oglądam je z pasją.

Lubię ten moment ulgi, kiedy silniki zaryczą i cichną, bo wiem, że są już bezpieczni. Do pewnego stopnia, do następnego razu.
Zawsze miałam taki stosunek do samolotów: oglądać, nie dotykać.

Dla mnie słowa pilota Wosztyla:
– „Powiedziałem, że nam się udało, ale ja zawsze tak mówię po wylądowaniu”  – mają szczególne znaczenie.

Udało się!
Dokładnie taka myśl przelatuje mi przez głowę, kiedy na lotnisku Johna Lennona szczęśliwie siada kolejny blaszany ptaszek.

Uważam, że nikt o zdrowych zmysłach i zdrowy na umyśle nie powinien wsiadać do samolotu.
No, może wsiadać – w porządku.
Ale dać się unieść?????

Co to są zdrowe zmysły, zapytacie?

Oto moja robocza charakterystyka:
Zmysły, które w adekwatny sposób odbierają rzeczywistość i przekazują informacje do centrum zarządzania, czyli do tego… tam… mam: mózgu!

A co to jest zdrowy umysł?
Taki, który potrafi przetwarzać informacje pochodzące od zdrowych zmysłów i nadawać im formę służącą do podjęcia decyzji zapewniającej bezpieczne przetrwanie.

Kiedy w 1991 roku siedziałam w boeingu lecącym z Amsterdamu do Warszawy (a nie wlazłam tam z własnej woli, o nie!) moje zmysły poinformowały mnie, że znalazłam się w metalowej puszce nadzianej obcymi mi osobami, która znajduje się kilka kilometrów nad ziemią. Puszka ta jest w rękach ludzi, których nawet na oczy nie widzę i nic o nich nie wiem, nie mogę wysiąść, nie mogę uciec, nie mogę NIC. Nie mam żadnej, nawet najmniejszej kontroli nad własnym życiem.

Moje zmysły wykonały naprawdę dobrą robotę, ponieważ mózg prawie mi wyciekł uszami ze strachu.
Centrum zarządzania – czyli ten wyciekający mózg – cały czas nadawał rozpaczliwy komunikat: uciekać!
Więcej Wam nie powiem, bo to jedna z najstraszniejszych godzin w całym moim życiu.

Tak czy inaczej, po tamtym przymusowym locie utwierdziłam się w przekonaniu, że jestem gatunkiem nielotnym i nigdzie mi się nie spieszy.

Dziękować Prezesowi, że nie wszyscy mają zdrowe zmysły i są zdrowi na umyśle, bo dzięki temu świat idzie z postępem.

Gdyby wszyscy byli tacy jak ja, pewnie nadal siedzielibyśmy – jako gatunek – na drzewach, zajadając banany i ciesząc się zdrowiem psychicznym.
A na małpich pyskach widniałaby błogość i głupawy uśmiech.
Cała ja!

6 komentarzy

  1. a ja będę miała aż dwa dni na podniecanie się wiosną,zabiorę aparat i pójdę w świat,na piechotę bo nawet roweru nie mam 🙂
    powodzie mi nie grożą,więc ścieżką rowerową wzdłuż Zatoki Puckiej przemknę jak strzała
    pozdrawiam prawie weekendowo 😉

  2. Aniula jak ja Ci zazdroszczę tej górki!
    U nas też cieplutko tyle że zamiast słowików za oknem słychać zakorkowaną ulicę 🙁

  3. Jak to co z tą grawitacją?:) To nałóg, z którym najtrudniej zerwać:D
    Te szczęśliwe małpy na końcu jakoś mi nie pasują. Takie szympansy np. mają gangi napadające nie tylko członków innej grupy. Życie w naturze to wieczna walka o byt i najlepsze miejsce na gałęzi. One nie mają opieki socjalnej:)

  4. Mnie nie ekscytuje. Industrial. Najlepiej, gdyby był schowany pod ziemią.. no bo jednak na drzewo z bananem w łapie wcale nie reflektuję. Nie takie to proste życie, i błogie uśmiechy wcale nie są na porządku dziennym. Po prostu nie umiemy interpretować wyrazów małpich facjat. To jest na pewno wyraz zafrasowania, że banany się kończą.

    A gdzieś tam, tylko nie wiem gdzie, na azjatyckich przeludnionych wyspach, ale nie japońskich, przenoszą się właśnie pod ziemię z industrialem. Podoba mi się ta inicjatywa:)

  5. Wiedziałam, że ktoś mnie w końcu na tych szczęśliwych małpach wypunktuje:)

    Ale zastanawia mnie cisza wokół mojej psychopatologicznej interpretacji latania samolotami. Czyżbym znalazła się po raz pierwszy w życiu w posiadaniu racji??????

  6. Zapewne racja dotyczy latania w Twoim wydaniu, bo każdy może samodzielnie sprawdzić czy zwierzęciem jest lotnym czy nielotnym:) Wszak skoro umysł może być lotny to i reszta…kto wie;)
    Ja latam, ale za każdym razem mam opory innej maści, otóż niemobilna jestem i skazana na jakieś autobusy i koleje albo na łaskę mobilnych:)
    Chmurki z góry i księżyc na dole wyglądają cudnie:)))

Leave a Reply