Co jest?

Po zapierających pierś w dechach krajobrazach Szkocji mam teraz przed nosem brudnawe podwórka, błagające o odrobinę atencji: grabie i miotły.
Z utęsknieniem wypatrujemy obiecanej zamieci, która by to wszystko zakryła, ale gdzie tam.

W najlepszym razie leci z nieba deszcz zaprawiany śniegowym dżdżem.
W najgorszym – świeci słońce.
Z czystej złośliwości tak świeci, bo przecież to jest Anglia i żadnego słońca być nie powinno. Świeci, żeby pokazać, że żyjemy w takim chlewiku komunalnym, w strefie, gdzie fruwają puste worki na śmiecie.
A puste dlatego, że śmiecie fruwają luzem.

Sprzątanie wydaje się bezcelowe, bo śmiecie są tego, na czyje podwórko je przywieje wiatr.
Tak się składa, że dziś przywiał na moje.
Miotła w dłoń i do roboty – wołają puszki, opakowania po chipsach i wkładki higieniczne.
A ja do nich: won mi z mojego podwórka!
To jest zona komunalna i nikomu się nie chce.

Brzydkość osłabia morale.
Na to konto staram się nie patrzeć w okna i w lustra.

Słowa powyższe napisałam wczoraj, ale zaczęłam się kiwać z nudów, że tak przynudzam i poszłam spać.

***

Dziś rano ujrzałam nieskazitelną biel.
Wyszłam z linijką: 8 centymetrów śniegu!

Oto jak spełniają się moje życzenia.
Naprawdę muszę uważać, co piszę.

Sąsiadka nerwowo odgarnia szufelką śnieg z podjazdu.
Wrzuca do wiadra.
Wnosi do domu.
Ptaki mają miny nieco głupawe.
My też.
Co jest?

***

Jestem zdumiona, że to już właściwie końcówka lutego, bo nie zauważyłam, kiedy odszedł styczeń.
Jeszcze tylko rozmamłany marzec, a potem to już liścień i tuż po nim maj.

I tu jest pies pogrzebany, bo planuję (a raczej usiłuję zaplanować) coś absolutnie wyjątkowego na swoje pięćdziesiąte urodziny.
Jestem nimi tak samo bezgranicznie zdumiona, jak tym, że już kończy się luty.

Jestem nimi – tymi dziwnymi urodzinami – tak nieziemsko zaskoczona, że muszę szczypać się w tyłek, żeby się upewnić.
Że nie śnię.
Jednak pewne oznaki mówią mi, że nie.
Śnię.

Zatem skoro już witać szósty-ratunku-krzyżyk, to z fasonem.
Chciałam spędzić noc w okrągłej wieży z siedemnastego wieku na Isle of Scilly, ale już ktoś zarezerwował ten termin.
Co jest?

W ogóle urodziłam się nie w porę, bo w dniu, kiedy cała populacja rusza na majówkę. I to w całej Europie.
Oryginalnie byłoby więc zostać w domu i spędzić dzień w szlafroku, snując się po podwórku i narzekając na pogodę – jakaby nie była.
Co?

***

Podążając tropem szlafroka i ogólnego rozgliździajstwa skomentuję jeszcze taki nius-blus:

Ze zgrozą przeczytałam, że angielscy urzędnicy szykują biurokratyczny zamach na istotny składnik lokalnej kultury, a w konsekwencji na wolność obywatelską i prawa człowieka per se.
Nie umiem się z tym pogodzić i nie wyobrażam sobie życia tutaj bez tego elementu: bez piżamy i kapci na ulicach i w sklepach.

Lokalne mamuśki od zawsze odwożą dzieciaki do szkół w szlafrokach, zależnie od wysokości zasiłku, z którego żyją: od podniszczonych kąpielowych, wypranych z koloru, aż po eleganckie kimona z ognistą pticą na plecach. Po drodze wstępują po zakupy, wyprowadzają psy.

I komu to, kurna, przeszkadza?
Że spod szlafroka wystają nogawice od różowej piżamy i kłapiące kapciuchy?

Tym bardziej, że najczęściej na ten szlafrok, piżamkę czy domowy, rozwleczony dres, mamuśki narzucają jakiś paltocik.

Urzędnicy nie są w stanie zrozumieć, że chodzenie w piżamie do sklepu jest wyrazem nonkonformistycznej, wyrafinowanej, postkonsumpcyjnej atrybucji wolności osobistej.
A przy okazji proekologicznie zorientowanej obywatelskiej troski o ergonomię życia codziennego.

Urzędnicy, zniewoleni przez dress code, uciskani w pasie przez przyciasne spódnice, podduszani krawatami, obciążeni dyndającymi identyfikatorami (bez nich trudno byłoby ich rozróżnić), napromieniowani od monitorów – och, co oni mogą wiedzieć o wolności?

Ja jestem z Polski, więc na piżamę zakładam dres, kiedy jadę do lokalnego szopu. Jestem wciąż lata świetlne od tego luzu. W tajemnicy wyznam Wam, że nawet czeszę włosy przed wyjściem. Ciągle nie jestem wolna od dupościsku, że: jak cię widzą, tak cię piszą.
Może tak, a może nie.
Mnie żadne niemiłe myśli nie przychodzą do głowy, kiedy widzę mamuśki w piżamach, szlafrokach i papuciach. Wręcz przeciwnie, patrzę na nie z sympatią.
Luzik.

Dużo większą niechęcią napełnia mnie widok zastępów urzędasów ubranych w jednakowe mundurki, którzy z oddaniem i dumą wydają kolejne ukazy w trosce o morale szarych obywateli.
Na ulice wyjdą wkrótce patrole, których zadaniem będzie zaglądanie pod palta: czy ktoś nie ukrywa pod ancugiem nieświeżego dezabilu.

Przy okazji mogą sprawdzić, czy obywatelka jest domyta i czy wydepilowała pachy.

Inne sprawy: młodociani nożownicy, dealerzy narkotyków, gwałty na randce, dzieci komunalne (czyli nie-wiadomo-czyje) – to są trudne problemy i nie wystarczy pogrozić grzywną, jak w przypadku piżamomamusiek.

Ale – to uważam za kluczowe – państwo socjalne, państwo dające nadpsutą rybę zamiast wędki, to państwo totalitarne.
Takie państwo ingeruje w każdy aspekt życia obywateli, których karmi.
A karmiąc – zabiera wolność.

Myśl tę mogłabym z łatwością rozwinąć matematycznie, udowadniając, że idąc do pracy przeciętna matka na zasiłku traci sporo pieniędzy.
Zdrowy na umyśle człowiek nie zamienia „więcej” na „mniej”.

Zdrowy na umyśle człowiek nie marnuje energii bez potrzeby na ubieranie się, mycie czy chodzenie do pracy.
Hę?
Co jest?
 
PS Po wielogodzinnych konsultacjach antropologiczno-matematycznych przyznaję z ulgą, że Dorota w swoim komentarzu posiadła absolutną rację: to będzie piąty-ratunku-krzyżyk. Co mi do łba strzeliło? To proste: myślałam, że lata się liczy tak, jak godziny: dziesięć po piątej to dziesięć na szóstą.
Uff, ale mi ulżyło, Ludziska!

24 komentarze

  1. Aniu–Ty chyba naprawdę miałaś pałę z matematyki 🙂 Jaki SZÓSTY krzyżyk? PIĄTY, piąty krzyżyk. Tak się nie rozpędzaj, SZÓSTY to zaczniesz za dziesięć lat 🙂

    Tytułem krzyżyków i podejścia do rozmamłania–moja Prababcia ze strony Taty z okazji 90 urodzin zażyczyła sobie wizyty fryzjera (no bo musiała zrobić sobie trwałą przed urodzinowym przyjęciem–trzeba wyglądać, nie?), gości przyjęła, kieliszek wódeczki (albo i dwa) wypiła i stwierdziła: po dziewięćdziesiątce wszystko zaczyna się od nowa. Zapytaliśmy, co ma na myśli. „No, od nowa–i już”–wyjaśniła. A taka ładniutka moja Prababcia była: malutka, okrąglutka (ale nie gruba w żadnym wypadku!), ze śliczną, mleczno-różową cerą–jak, nie przymierzając, królowa Wiktoria. Kiedy zobaczyłam pierwszy pomnik królowej Wiktorii, to od razu pomyślałam o mojej prababci 🙂 Też by się nadawała do rządzenia Imperium przez sto lat (czy coś koło tego).

    A w kwestii mamusiek na zasiłkach–miedzy zasiłkowymi mamuśkami w UK a takimiż w Polsce jest jedna różnica: te w Polsce są ustrojone i pomalowane. No, najczęściej, bo kocmołuchy też się zdarzają. Mam przegląd, bo dwie ulice dalej jest Ośrodek Pomocy Społecznej, gdzie mamuśki przychodzą po zasiłek.

    Piąty krzyżyk, pamiętaj 🙂

  2. A co wy z tymi krzyżykami? Człowiek ma tyle lat, na ile się czuje. Aniu 22-04-2009 napisałaś takie zdanie „Ja wciąż zastanawiam się, co chciałbym robić, kiedy dorosnę.” Przecież dorastanie nie trwa aż tak szybko. I nie szczyp się po tym tam no ….. ,bo nie warto się spieszyć do dorosłości.
    Co by ci zaproponować na ten szczególny dzień? Słyszałem że gdzieś niedaleko was można popływać w akwarium z rekinami. I to by było coś do opowiadania na setnych urodzinach.

    Pozdrawiam D.

  3. 🙂 Aniu im się po prostu nudzi 🙂 normalny Cyrk Monthy Pytona (nie umiem tego pisać) wiesz to musi być uroczy widok 🙂 Pani w sklepie w szlafroku 🙂 widzę taką Paniusię u nas w Polsce jak wchodzi tak ubrana 🙂 i te zgorszone miny innych Matron 😉
    Co kraj to obyczaj 🙂

  4. 1 maja 2010 zjedz ze dwa torty( nie żałuj sobie).Potem wsiądź do kolejki Roler Coster i nie wysiadaj aż opróżnisz zawartość całego żołądka.
    Niech pamiętają ludziska huczne urodziny.
    W końcu młodość musi się wyszumieć.
    Możesz też przyjechać do mnie, zrobimy taki bal że sąsiedzi będą myśleli ,że to kolejne trzęsienie ziemi.

  5. Tak! Przyjedź do Polski! Zrobimy tańce, hulanki, swawolę! Gdzie się da: w Warszawie, w Bełchatowie–może być trzęsienie ziemi wielokrotne!
    A może zrobimy Wielką Majówkę na Twoją cześć? Taborem gdzieś się rozbijemy i zaszalejemy?
    Pomyśl, czasu jeszcze dostatek.

  6. A żeby było optymistycznie to ja powiedziałabym nie piąty krzyżyk, lecz pięćdziesiąta wiosna. Wiosna zawsze kojarzy się optymistycznie i każda kolejna zawsze jest oczekiwana z utęsknieniem :). Żałuję, że nie można w komentarzu wstawić pliku mp3, bo specjalnie na tę okazję wkleiłabym coś, co burzy krew w żyłach, coś bardzo wiosennego, bałkańskiego. Pozdrawiam wiosennie.

  7. Dorota,widzę że więcej osób będzie chciało świętować Ani urodziny, to może spotkanie gdzieś w Bieszczadach z dala od ludzkich osiedli . Sztuczne ognie też trzeba gdzieś odpalić, przecież nie sąsiadowi prosto w okno. 🙂
    Ani to by się spodobało , a na co się zdecyduje zobaczymy.
    Pozdrawiam

  8. Dziękuję Doroto za podpowiedź ;). W takim razie wklejam z youtube

    http://www.youtube.com/watch?v=NyUHinkQOSs&feature=related

    Będąc na takim koncercie przysięgam, w pewnym momencie czuje się jak ta muzyka przenika i do krwi i krąży i pulsuje w nas. Zapomina się wtedy ile to już wiosen, bo przecież to bez sensu co w metryce, ważne co w duszy.

  9. Aniu 🙂 impreza w Bieszczadach 🙂 na pewno by się udała 🙂 Roma, tylko bez sztucznych ogni w lesie 🙂 przecież nie chcemy spalić przy okazji lasu 😉 chociaż co tam 🙂

  10. Ognie to na wszelki wypadek trzeba zabrać, jakby wilcy podeszli. Albo inny niedźwiedź. Bo bez potrzeby nie ma co zwierzątek straszyć. Widzę, że wszyscy już się napalili na tę imprezę 🙂
    A Ania wywinie numer i spędzi urodziny w jakiejś głuszy. Z jeleniami 🙂
    My za to, jako te jelenie, zrobione w konia przez Anię, urządzimy wielki bal, na który Ania w ostatniej chwili nie dotrze 🙂

  11. No i nie masz wyjścia. Panie zdecydowały za Ciebie. I pomyśl, jak podpalicie ten las ,to jakie fajne zdjęcia będzie mógł zrobić Krzysztof. 🙂 Tak dużego ogniska to chyba jeszcze nie fotografował. 🙂 No i ja chętnie pojadę na pieczoną dziczyznę. Niedźwiedzia jeszcze nie jadłem. 🙂 A Dorcia to z pewnością i wilka by przyrządziła tak, że palce lizać. 🙂

  12. Nie no, człowiek przychodzi z wizytą po nieobecności kilkudniowej i nie poznaje miejsca.. zamieci nie było, to i krzyżyków nie zamietło, tak? Ja się boje krzyżyków! W dodatku chcą wilki nadziewać na rożna, czy tam inne ogniska! Ja się będę musiała potem leczyć! ;))

  13. No nie, wilcy pieczeni czy misie? Nie ma mowy! Ale inne pokarmy–czemu nie?

  14. Nie no, co to za pomysły z pieczeniem misiów? Czy tam innych stworzonek.. rany, co za krwiożercze towarzystwo! Ania, impreza imprezą, niech palą te Bieszczady bez Ciebie… w końcu w razie co, to jak nic jubilatkę wsadzą, kto będzie słuchał tych zjadaczy misiów, że to oni palą?
    Tego dnia wsiadaj w samochód, jedź równo 50 km, wybierając na każdym skrzyżowaniu gorszą i węższą drogę, zatrzymaj się i patrz w niebo, aż Ci się znudzi. A potem zrób 50 przysiadów. Potem idź 50 kroków naprzód. Następnie zrób 50 pompek. Znowu 50 kroków, tym razem lekko w lewo pod kątem 50 stopni. 50 skłonów. 50 kroków z odchyłką 50 stopni w prawo. 50 wypadów w przód. 50 razy się postukaj w czółko.. i powiedz, odbiło mi czy co? Dzień jak co dzień, w końcu. Bez kalendarza na ścianie nawet nie zauważysz, ze nadszedł, minął i nie zostawił śladu.
    Buziaki:)

    PS. Stukanie można wykonać na każdym etapie dnia, pod warunkiem, że się już odwaliło jazdę i patrzenie w niebo. Stukanie oddala konieczność innych zabiegów zaleconych na ten dzień.

  15. Co tam POMYSŁY na ÓW DZIEŃ! Sobie pomysła sama wymyślisz :)Ale–jakież pobudzenie i zainteresowanie, a wręcz i troskę u ludzkości wywołują te Twoje, ee,fufemnaste urodziny! I nawet, jeśli je w szlafroku przeczłapiesz(tylko kup sobie wypasiony i piękny, mięciutki i otulający), to i tak już wiadomo, że nie jest ten dzień ludziom obojętny. I gdziekolwiek wylądują na Wielkiej Majówce, to myślami będą z Tobą. Mrrrauu, miłe 🙂

  16. To jak zrobisz te wszystkie pięćdziesiątki Kambuzeli, powinna ukazać się tablica z napisem Bieszczady. 🙂
    Flamenco leczyć to my się będziemy, ale z przejedzenia więc na deser rapacholin. 🙂
    Już widzę oczami wyobraźni tą piękną czerwoną łunę na Krzysztofa zdjęciach.
    Doroto , to może gulasz myśliwski z Darka? Niech się chłopina na coś przyda. 🙂

  17. hehe, a tłusty jest dość? Bo wiesz, z chudego to żaden smak. Jako tłumacz programów kulinarnych wiem to dobrze–tłuszcz oznacza smak 🙂 Może go podpaś?

  18. a-właśnie topię smalec z gęsiego tłuszczu 🙂 O północy, bo to najlepsza pora 🙂

  19. Dziewczyny no co wy? Przecież to Bieszczady, a nie Cejlon. Nigdzie nie jadę. Chcę wnuków doczekać.
    Aniu chyba chcą tą imprezę wyprawić na Łysej Górze.
    Dorciu z jednego, choćby wypasionego rodzynka to nawet tobie gulasz nie wyjdzie.
    Dobranoc, idę spać, bo godzina duchów i czarownic właśnie się kończy. Miło było, ale rano trzeba wstać, do emerytury jeszcze daleko. 🙂 🙂 🙂

  20. Kto powiedział, że z jednego? Ale tak naprawdę, to nikt z tych rodzynków nie chce nic przyrządzać. Przydadzą się do innych czynności 🙂 Czy to zdjęć robienia, czy to drew noszenia. Nawet na sabacie czarownic 🙂

  21. No to odetchnąłem z ulgą.
    Co prawda jestem ciepłolubny, ale nie do tego stopnia , aby grzać się w jakimś kotle. 🙂
    Na razie pędzę do roboty.

  22. O jak miło, lubię zloty czarownic i się piszę:)
    Pomysł na gulasz wysmienity, chętnie spróbuję:)
    A Ania pewnie już się czuje tak jakby przeżyła tę imprezę więc pewnikiem w przytulnym domku zostanie:)

  23. hm… czytam tak sobie i myślę 🙂 nigdy nie leciałam samolotem i nigdy nie byłam w UK 🙂 heheheh może wszyscy razem pojedziemy w świat do Anny 🙂

Leave a Reply