To takie moje szkockie zawołanie, Ludziska.
Szkocja, to jeden wielki loch.
Niektóre lochy mają połączenie z oceanem, odpływają i przypływają.
W czasie odpływu odsłania się się dno, a wtedy ludzie (i ptaki) zbierają takie pyszności, co ja ich do swojej prostackiej gęby nie biorę.
Oślizłe są bowiem.
Wtedy też niektóre kutry i łódki udają wraki wyrzucone na brzeg.
Ale to tylko złudzenie.
Woda wraca i znowu jest loch.
Tę uwagę kieruję specjalnie do Darka, któremu było smutno patrzeć na porzucone łodzie.
Na pociechę: jedno odpływa, drugie przypływa.
Tak to jest.
Dziś daniem dnia jest galeria pejzażu.
Na zdjęciach Highlands oraz Isle of Skye.
Miłych wrażeń, Ludziska.
Loch, loch!
zdjęcia: Krzysztof Nowakowski
Czy tam w ogóle nie ma ludzi czy to magia fotografii? Przepiękne miejsca.
Prezentację tych zdjęć należy traktować jako pokaz prapremierowy. A na każdej prapremierze (w kinie, teatrze, operze czy galerii) zawsze pokazuje się autor. No a tu, „zdjęcia Krzysztof Nowakowski”
Nie dość że nie pokazuje się nam autora,to jeszcze wzmianka o nim na szarym końcu. Oj zachłanna ta Ania, chce go zachować tylko dla siebie. 🙂
„A póki co” musicie nam uwierzyć na słowo że owacje były na stojąco. Bardzo zachwycona zdjęciami jest pewna młoda Paparazzi. I kto jej dał ten aparat? Teraz we własnym domu trzeba się kryć. 🙂
Pozdrawiam D.
Oj wrażenia były, były i to nie tylko miłe, ale nawet więcej niż miłe. A tu u mnie zima jeszcze na całego. Dlatego z takim zapamiętaniem patrzę na takie piękne obrazy. Danie dnia wyborne. Czy można poprosić o dokładkę?
Napawałam się, o, właśnie tak. Buziaki dla chowanego na zapleczu Krzysia:).. Krzyś spod lady? Na szczęście jego dzieła są w wolnej sprzedaży. Cudowne.
Chciałam wyrazić zachwyt. Ale od momentu, jak mi szczęka opadła z owegoż zachwytu na widok tych zdjęć, tak już się nie podniosła. I z powodu opadłej szczęki słów mi zabrakło. Piękne miejsca, piękne zdjęcia.
Dziękuję Wam obojgu!
Loch , loch Aniula :*
Specjalnie dla Darka, zaniepokojonego porzuconymi wrakami–ocean oddycha, rytmem przypływów i odpływów. W lochach, połączonych z oceanem, też tak się dzieje. Są specjalne tabele pływów–czyli różnic w poziomie wody między odpływem a przypływem i specjalne prognozy, które należy sprawdzać, jeśli nie chce się znaleźć swojej łódki zawieszonej w powietrzu na cumach (bo i tak pewnie się urwie). Na egzaminach na kolejne stopnie żeglarskie trzeba wykazać się praktyką na tak zwanych wodach pływowych–czyli tam, gdzie różnice w poziomie wody podczas przypływu i odpływu są znaczne. A w UK akurat są–nad samym morzem, ale też w ujściach rzek i w lochach właśnie. Nigdy nie żeglowałam w tych stronach, ale wiem, od tych, którzy to robili, ze pływy są bardzo, ale to bardzo ważną rzeczą.
Pozdrawiam
Dorciu, coraz bardziej mnie zaskakujesz. Gdzie ty byłaś jak ja żony szukałem. Ja wiem o przypływach, i wiem że oni tam inaczej nie mogą. Choć zdjęcia były ładne to nic nie poradzę że widok łajby w błocie jest dla mnie smutny.
Pozdrawiam D.
No proszę–jak to łatwo zaskoczyć 🙂 Jak Ty żony szukałeś, to ja pewnie byłam gdzieś tak w liceum. I miałam niewielkie pojęcie o tym, że łódkę trzeba na odpowiednio długich cumach umocować. Patent żeglarski robiłam mając lat 30, razem z bandą dzieciaków, znacznie sprawniejszych ode mnie w te klocki. I do dziś jestem zdania, że dostałam ten patent tylko dlatego, że akurat w dzień egzaminu była kompletna flauta, uniemożliwiająca żeglowanie. W związku z tym patent dostali ci, którzy zdali egzamin teoretyczny (a w teorii to ja zawsze byłam dobra) i nie sprawiali wrażenia, że na drugi dzień zaczną szaleć na żaglówkach tak, że potopią siebie i innych.
Co jest bardziej zaskakujące, to to, że dzień przed tym, kiedy Ania opublikowała ten wpis, rozmawialiśmy z moim mężem o przypływach i odpływach właśnie. A tak dokładnie to o płynących z odpływu pożytkach–bo jak łajba tak osiądzie, to łatwiej jej kadłub oczyścić. A trzeba to robić całkiem często, bo obrasta i wolniej płynie. No, a poza tym trzeba ją zakonserwować i pomalować. Wyciąganie łajby dźwigiem na brzeg jest znacznie bardziej skomplikowane i potwornie kosztowne. A tak, jak sobie siądzie, to łatwiej ją na brzeg wytarabanić. A czasem nawet nie trzeba jej wyciagać. I proszę–dzień później Ania napisała o pływach właśnie 🙂
Aniu, mnie te piękne zdjęcia zatkały i patrzyłam się z rozdziawioną gębą. I tak mi naresztę dnia zostanie chyba:)