Morda w kubeł, emigrantko!
Wczorajsza garść moich śmieszno – przykrych wrażeń z ojczyzny narobiła trochę zamieszania, no nie?
W dodatku na Interii 360, gdzie staram się nie bywać bez wyraźnej potrzeby.
No ale.
Zgodnie z zapowiedzią Andy’ego, polemika jest ostra, osobista nawet.
Umoralniająca, że tak powiem.
Trochę przerośnięta.
Bo jakby do mnie, ale trochę obok.
Czy ja skrytykowałam cały kraj?
Nie przesadzajmy, proszę.
Bo to był tylko rzut oka na rzeczy, od których odwykłam.
Jednakowoż.
Stał się ten biedny felieton przyczynkiem do dość ogólnych twierdzeń, których nie ja jestem autorką. Ja – przypominam i łatwo sprawdzić – opisałam swoje własne przygody i refleksje na ich temat.
Reszta jest nadinterpretacją.
Cały problem polega na ciągłej gotowości do obrażania się i snucia domysłów na temat intencji autorki biednego felietonu. A autorka po prostu powiedziała, co wiedziała, co widziała i co czuła. Bez pretensji do opisu całej polskiej rzeczywistości anno domini 2010.
Tak się składa, że tam byłam, coś przeżyłam i napisałam o tym.
Skąd więc ta nadwrażliwość i pogotowie polemiczne?
A no stąd, że jestem parszywą emigrantką.
Wyjechaną.
Obcą.
Osobą stamtąd.
Nawet, jeśli przeżyłam w Polsce 44 lata, to się już nie liczy, bo …
No właśnie, bo co?
Pytam: bo co?
Kiedy pisałam swoje felietony drogowe w cyklu Zołza za kółkiem, nawet nie myślałam jeszcze o emigracji. Wtedy wolno mi się było wypowiadać na temat moich wrażeń na drodze.
A teraz: morda w kubeł.
Symptomatyczne jest osądzanie, kto ma a kto nie ma prawa pisać ironicznie o przygodach własnych w Polsce.
Powiem tak: nikt mi takiego prawa nie dawał i nikt mi nie będzie go odbierał.
Ponieważ piszę o tym, co mnie porusza, gdziekolwiek jestem.
Tutaj, pod Liverpoolem.
Tam, w kraju.
W Szkocji.
W Bajdocji.
Na Madagaskarze.
Jeśli mam coś do opisania, to piszę.
Nie zawsze milutko.
Nie zawsze grzecznie.
Ale zawsze szczerze, bo nie widzę wartości w podlizywaniu się czytelnikom.
Więc jeszcze raz podkreślę rzecz – mam nadzieję – oczywistą:
Opisuję zjawiska i postawy, które mam w zasięgu wzroku. To, co dostrzegam, jest osobiste i obarczone błędem subiektywnego odbioru. Dlatego nazywam swoje teksty felietonami, a nie pracami doktorskimi.
Luzik, Ludziska, jutro będzie o Polsce pięknie i romantycznie.
PS. Jeśli zaczniecie czytać moje teksty z nastawieniem: o co by się obrazić, to gwarantuję, że zawsze coś się znajdzie. Taka już ze mnie Małpa Nowakowska Peel.
Właśnie przeczytałam ripostę i całkowicie nie rozumiem, czemu emigrant nie powinien wypowiadać się (negatywnie? może tylko negatywnie? może pozytywnie byłoby ok?) o Polsce… A dziennikarz z „Zachodu” może? A Kapuściński o Afryce mógł? A Terzani o Azji mógł? A o tym, jak jest w UK możemy?
Ja wiem, że Ania to nie Kapuściński i nie Terzani, ale zasada jest w sumie podobna. W dodatku Anię czyta się za darmo i całkowicie na własne życzenie.
Ja mam inne spojrzenie niż Ania, może to kwestia przyzwyczajenia, a może tego, że Ania mieszka w UK, gdzie jest trochę inaczej, ma trochę inne spojrzenie na to, co u nas się dzieje.
Moje doświadczenie mówi mi coś innego niż doświadczenie mówi Ani. I tu pytanie – czy doświadczenie emigracji jest gorsze? Zubażające? Czy odbiera Ani prawo mówienia o Jej kraju? Czy też może podróże kształcą? Może Ania dostrzega coś, czego mieszkający na stałe w Polsce nie dostrzegają? Moim zdaniem warto po prostu zacząć od refleksji, a później dopiero bronić honoru kraju.
Nadal uważam, że felieton za bardzo generalizował pewne zjawiska i nie był do końca sprawiedliwy, ale a) nie ma sprawiedliwości na tym świecie; b)po prostu moje doświadczenie jest inne, wcale nie lepsze od doświadczenia emigrantów.
Ani mi w głowie było Aniu Cię urazić.
Ani mi w głowie odbierać komuś prawo, albo go udzielać do krytykowania czegokolwiek lub kogokolwiek, bez względu na to, gdzie mieszka.
Ostatnio sporo się naczytałem, a przede wszystkim nasłuchałem krytyki jak to było w Polsce (czyt.: jaka jest ta Polska) wyrażanej przez Polaków mieszkających za granicą. Twój felieton sprawił, że postanowiłem zabrać głos. I tak bym o tym napisał, ale Twój felieton sprawił, że zrobiłem to teraz. W końcu każdy ma prawo, ja również.
Nie ukrywam, że poszedłem trochę na łatwiznę, nie musiałem już budowac całego tekstu, wystarczyło odnieśc się do zagadnień, które poruszyłas. Jak juz wspomniałem wcześniej, twoje zdanie jest w pewnym sensie standardem, choć w porównaniu do innych bardzo „light”.
Wszystko jest źle! Kierowcy, ceny, politycy, drogi i chodniki, szkoły (skąd oni o tym wiedzą?), itd., itp. Nawet zima jest zła, bo zimna jakaś i śniegu za dużo.
U nas ta zima tez jest zaskoczeniem, bo tqakiej zimy jak obecna i zeszłoroczna w niektórych regionach, nie było od wielu, wielu lat.
Twoje felietony są fajne…, wesołe i świetnie, specyficznie napisane. Ale jak sie słyszy pięć, dwabnaście albo dwadzieścia sześć krytyk, dosyć często nieuzasadnionych, to coś sie w człowieku może… zburzyć.
Polska jest krajem specyficznym, zresztą jak większośc innych krajów. Nie wszystko da się przenieść na nasz grunt, a przede wszystkim nie juz.
Taka jest ta Polska, z którą sie tu mocujemy.
już się spotkałem pod swoim artykułem z zarzutem, że innym nie pozwalam, a sam krytykuję jak leci.
Otóż nikomu nie zabraniam, wskazuję jedynie ich stereotypowe czesto, czesto „wyrwane z kontekstu” myślenie. Pokazuję im tez ową belkę w oku, której w przeciwieństwie do Ciebie, najczęściej nie dostrzegają, a właściwie udają, że jej nie widzą. I to mnie u nich najbardziej wkurza.
Twój tekst Aniu to pretekst. Jeśli za łatwo to zrobiłem (napisałem) to przepraszam:)
No cóż 🙂 nie wiem w sumie o co znowu chodzi tym Ludziskom. Kraj nasz jest taki Jaki jest i Masz Kobieto prawo mu wytykać jego błędy.. a to, że życie pognało Cię tam na obczyznę to nikogo nie powinno interesować. Właśnie może dlatego masz teraz wyostrzone spojrzenie na braki w naszym kraju, zresztą jak napiszesz, że Mucha woli gówno angielskie bo lepsze to na pewno znajdą się tacy, co i o to się pogniewają. 🙂
Polska to dziwny Kraj…
No, ja to chyba trochę poza tematem, a nawet całkiem, ale.. ja tam zawsze jestem za tym, żeby mówić/pisać szczerze. Czy dobrze, czy źle, to już nie kwestia/potknięcie/zasługa piszącego, a rzeczywistości, którą (przy)trafia mu się opisywać. Wstydzić więc powinna się ona, ta rzeczywistość właśnie. Mniejsza o to, czy emigracyjnie widziana, czy domowo. Tu prawo ekhm zasiedzenia ma się nijak do pardon sytuacyjnej „dupy”, skoro widać, że dupa ta blada jest; a jednak ktoś nabiera ochoty, żeby i czyjaś szanowna czteroliterowa przy okazji tej okazji była zbita.. 😉
Trzym się, Anula i klawiaturze nie żałuj 🙂
Andy.. to nie było tylko pójście na łatwiznę. Nawet jeśli felieton Ani posłużył Ci jako pretekst do artykułu na temat Twojego odbioru narzekających emigrantów, to za dużo w nim bardzo konkretnych odwołań nie tylko do tego felietonu, ale do innych jej wpisów, z niestety pominięciem tych, w których wskazuje na pozytywy. Proponuję przeczytać sobie komentarz Doroty pod poprzednim wpisem.
Ponadto jak to nie odbierasz prawa emigrantom do krytyki? Przecież wyraźnie napisałeś:
Ale czy odważyłbym się krytykować UK, gdzie mnie nie ma? Nie sądzę.
Wynika z tego, że jak się gdzieś nie jest, to nie wolno krytykować. To się nazywa odbieraniem prawa do krytyki.
Czy Andy, jak twierdzi, nie odbiera emigrantom prawa do krytyki tego, co w kraju?
„I dlatego właśnie nie daję emigrantom moralnego prawa do zabierania głosu w sprawach Polski. Nie daję im moralnego prawa do oceny Polski i Polaków żyjących tutaj i teraz. Mało tego. Z tych samych powodów jestem zwolennikiem odebrania emigrantom praw wyborczych do Sejmu, Senatu i na urząd Prezydenta Rzeczypospolitej.”
cytat z tekstu: „Emigranci! Nie wstydźcie się za mnie. Nie trzeba”
Autor: Andrzej Śliżewski (zredagowany przez: Marcin Kosiński)
Słowa kluczowe: emigracja, polska, edukacja, polityka, materializm
2008-07-22 15:32:47
http://interia360.pl/artykul/emigranci-nie-wstydzcie-sie-za-mnie-nie-trzeba,11592