Kwestia wałka

Czy wiecie, do czego służy wałek do ciasta?
Co?
Do ciasta?

No tak, wiem, że do ciasta, ale do czego do ciasta do ciasta?
Kłopot z nazwami zaczyna się wtedy, kiedy zawierają w sobie destynację. Znaczy się: przeznaczenie.
Bo z tego co wiem i w co wierzyłam przez blisko pięćdziesiąt lat, wałek do ciasta służy do przemocy domowej:

I tym wałkiem
Kiedy chciała
Swego męża, krasnoludka wałkowała.

No?
I co?
Może ktoś zna całą piosenkę, bo mi uleciała w niepamięć…

Ale przejdę do rzeczy, przecież miałam napisać felieton kulinarny, do cholery.
Słodkiego nam się zachciało, ale czegoś takiego polskiego, swojskiego. Jak z cukierni na Szustra, dżizus… ślina do pasa.
Bajaderki, napoleonki, rurki z kremem, łódki z jabłkiem.

Auć, boli!

Ale ja piec nie umiem.
To znaczy potrafię coś wstawić do piekarnika i spalić, to akurat umiem.
Nie potrafię zrobić ciasta i nigdy się za to nie brałam, bo po co? Skoro miałam cukiernię na Szustra?
Ale to już pięć lat, Ludziska.
Pięć lat bez ciastek, psia mać.

I przyszedł ten dzień i ujrzałam je.
Leżało w wielkiej zamrażarce, obok obrzydliwych serników o smaku tektury i paj z owocami. Leżało skromnie, cichutko, przez nikogo nie niepokojone.
Ono.
Mrożone ciasto francuskie po śmiesznej cenie.
Juhu!
Łódki francuskie z jabłkiem!
Czaicie bazę?

Kupiłam tego ciasta tyle, ile zdołałam unieść.
I jabłka zielone, które z twarzy przypominały mi papierówki.

– Upiekę ci francuskie łódki z jabłkiem
– wrzasnęłam od progu w euforii. – Będzie bal!
Krzyśkowi zabłysły ślepia.
Normalnie jakby się znowu zakochał. Ostatni raz tak ślepił…kiedy? (O Matko! Jaka stara jestem)

Wtedy pojawiła się ta kwestia.

Kwestia wałka do ciasta.
Ostatni, jaki widziałam, należał do mojej Babuni.
To było…kiedy? (O Matko… i tak dalej)
W 1977.

Później moje życie przebiegało bezwałkowo.
Aż do dnia, w którym zachciało mi się łódek.
Z jabłkiem.

– Użyj butelki z wodą mineralną
– poradzili mi niezależnie od siebie: Roma, Dorota i Krzysiek.
Użyłam butelki z wodą mineralną.
Tak bardzo się do niej przywiązałam, że wpadłam w panikę, kiedy Krzysiek próbował te wodę wypić:
– Zostaw to! – wskoczyłam na niego z rykiem. – To mój wałek do ciasta!
– Co? – wytrzeszczył na mnie oczy. – To nie możesz wziąć butelki i nalać wody z kranu?
Ups!

W międzyczasie prowadziłam bardzo rozległe poszukiwania wałka do ciasta. W St Helens i kilku przyległych miasteczkach. W każdym sklepie, gdzie można dostrzec jakieś kuchenne szpargały: wchodziłam i grzecznie pytałam o wałek do ciasta.
Personel nie bardzo kumał, więc kilka razy sprawdziłam w słownikach.
The rolling pin?
No, we do not have, sorry.

I tak przez dwa miesiące, Ludziska.
Wydawało mi się, że w całym Jukej nie znajdę tego narzędzia.
Myślałam nawet, że został zakazany, jako niebezpieczny (i tym wałkiem, kiedy chciała…), przecież tu nawet za noszenie noża w torbie z drugim śniadaniem można usiąść w celi na rok.

Kiedy już sądziłam, że do końca moich dni będę wałkować butelką, sprawy przybrały całkiem inny obrót.
Oto weszłam do jedynego sklepu, w którym nigdy nie byłam.
Nie byłam, bo uważałam, że gdzie jak gdzie, ale tam wałka nie uświadczę, bo skoro sprzedają rośliny…no logika, Ludzie.
No, logika.
Wśród roślin, doniczek, grabi, mioteł i wiader zobaczyłam wymarzony, upragniony, nowiutki, brzozowy wałek do ciasta. Leżał tam i śmiał się ze mnie, szczerzył się do mnie zębami z kodu kreskowego.
Jeden-jedyny w całym Zjednoczonym Królestwie.

– Mój ci on jest! – rzuciłam się szczupakiem. – I nie oddam go nikomu!

Kiedy przychodzi wieczór, rozmrażam paczkę francuskiego ciasta i wyjmuję mój wspaniały wałek.
Do ciasta.
Rozwałkowuję je na grubość monety, kroję w kwadraty i lepię łódkopierogi z tym co akurat jest na stanie:

Z połówką jabłka, posypaną cynamonem.
Z połówką gruszki i migdałami.
Z suszonymi figami i miodem.
Ze śliweczką i brązowym cukrem.

Piękne, bezkształtne, domowe ciacha.
Na chłodne, ponure, jesienne wieczory.
Na smuty, tęsknice, wyjce i wapory.
Zamiast innych wyczerpujących uzależnień, mam teraz wałkomanię.
Niech żyje wałek!
Do ciasta.

7 komentarzy

  1. Anula!
    Następnym razem zupełnie bez użycia narzędzi zagrażających życiu 😉 spróbuj:

    http://fotoforum.gazeta.pl/72,2,777,97152847.html

    naprawdę smaczne :))
    no choć wiadomo, że to nie tradycyjny polski smak 😉 ale pyszny!

    Aż mi się zachciało upichcić czegoś pysznego…

    ściskam ciepło :))

  2. Miało być słodko, i jest!!
    Twoja Babunia, wałek… i talerz pełen faworków.
    Do przepisu dodawała słodkość swojego serca, a tego nikt nie przebije.
    Taka Babunia to marzenie niejednej wnuczki.
    Coś z niej masz ,ale nie powiem co.

  3. Witaj Aniu:)))
    Nie mogę wytrzymać:\ Tylko Ty potrafisz opowiedzieć o ciastkach, używając do tego wałka, zamiast książki kucharskiej. To mistrzostwo świata:)))
    Wiem, wiem, zazdrość to ohydna cecha:) A swoją drogą, ja z ciastek, to najbardziej lubię (wstyd przyznać) rolady, albo inne tortowe, ewentualnie piaskową babkę:)))

  4. I proszę bardzo–Internet jest wielki! Nie pamiętałam całości tekstu, przyznaję się bez bicia (wałkiem)–a tyle razy śpiewałam tę piosenkę z moja Babcią w kuchni przy wałkowaniu 🙂
    TRZEJ KRASNALE

    1. Żyli byli trzej krasnale nie górale

    Nie bili się, nie kłócili nigdy wcale

    Trzech ich było, trzech z fasonem

    Dwóch wesołych, jeden smutny, bo miał żonę

    2. A ta żona jędza była no i basta

    Miała wałek taki gruby jak do ciasta

    I tym wałkiem, kiedy chciała

    Swego męża krasnoludka wałkowała

    3. Już krasnalek taki chudy jak niteczka /2x

    Ale żona uważała, że jest gruby,

    więc go jeszcze wałkowała

    4. Już krasnalek zwałkowany w trumnie leży

    Że od wałka żony zginął nikt nie wierzy

    Gdy rodzina w głos płakała

    Żona jędza jeszcze trumnę wałkowała

    Miłego wałkowania 🙂

  5. Ja swój wałek zabrałam z Polski i do tej pory wiernie służy:)))

Leave a Reply