Felieton

Sezon odlotowy

Wiecie co, Ludzie?
Kiedy tak siecze deszczem w twarz, nie muszę ukrywać łez.
Samo się płacze.

– Czego znowu? – pytam, bo nie mam litości dla histeryczek.
– A bo co? – odpowiadam. – Popłakać nie wolno?
Dialog wewnętrzny, pożal się Prezesie…

Nad moim domem przelatują dzikie gęsi. Hałaśliwie i beznamiętnie informują, że pora przestać czepiać się tego, co odchodzi. Odlatują, żegnajcie gęsi.
– Przecież wrócą – pociesza mnie Krzysiek.
No, wrócą.
Ale już nie będą takie same.

Czytam emaile od dumnych mam, których zdolne dzieci odlatują na studia.
Do Paryża, do Londynu, do Bostonu.

Dumne mamy są smutne, ale radzą sobie: błogosław Prezesie Internet, skajpa i esemesy.
Zawsze można upewnić się, że wszystko okej.
Szafa gra.
Ale nie można dotknąć i przytulić przez Internet.
A poza tym – po jakimś czasie – one już nie piszą i nie dzwonią tak często.
Wsysa je szeroki świat, inni ludzie, inne sprawy.
Te dzieci.
Takie już dorosłe.

Siedem lat temu stanęłam przed takim wyzwaniem. Moja córka, moje maleństwo odlatywało w świat. Puste gniazdo wypełniłam szczelnie swoimi lękami, a moim smutkiem można było ozdobić całą kulę ziemską i jeszcze Księżyc. Jak watą, taki gęsty był ten smutek.
Twarz ubrałam w entuzjazm, hejże ha!
Obiecałam mojej córce, że nie będę jej prześladować kontrolą i nadopiekuńczością.
Słowa dotrzymuję.
Prawie dotrzymuję.

Chciałabym móc powiedzieć coś sensownego w kwestii psychicznej pępowiny (Dżizus, co za obrzydliwa metafora!), ale niestety jestem głupia jak but.

Ja tylko udaję, że taka ze mnie dojrzała i mądra matka.
Najchętniej nadal nosiłabym moje dziecko w nosidełku przy piersi. Żeby przytulać i dotykać a nade wszystko chronić i bronić.

Znam wszystkie mądre rady dla matek, niektóre sama wymyśliłam. Intelektualnie okazałam się zdolna do zamknięcia okresu, w którym byłam mamą małej dziewczynki. Jestem matką dorosłej kobiety, która potrafi sobie radzić. Mój umysł to wie i akceptuje. Mądra jest niesłychanie, ta głowa. Elastyczna taka.

Moje serce zaś jest durne i wędruje samopas.
Przykleja się do wspomnień o kołysankach, zdycha z tęsknoty za dzieckiem, które odleciało w świat.

6 komentarzy

  1. Po co się smucić 🙂 teraz trzeba czekać na wnuki 🙂 a Ja się boję, że mój młody facet kiedyś nie będzie miał o czym ze mną rozmawiać jak będzie Dorosły…
    Taka kolej rzeczy, dlatego Ja teraz już szukam zajęcia na całe dnie… Pozdrawiam
    Jak w nowej pracy?

  2. No, ja na razie aż tak nie tęsknię, myślałam, że będzie gorzej. A jak zatęsknię, to do dziecka polecę.
    Bardziej mnie te gęsi wprawiają w smutek. To, że wrócą nie takie same (albo i nie te same)to ja kicham. Bardziej mnie smuci, że JA nie będę taka sama. Najchętniej zresztą to ja bym z nimi poleciała gdzieś na południe…Często tak właśnie robiłam, przedłużając lato. Ciągle jeszcze liczę, że w tym roku może jednak się uda. Za tymi gąskami polecieć.
    A na razie pogadam sobie z dzieckiem na skajpie 🙂

  3. Przeczytałam i poszłam obierać i kroić cebulę.
    Tak myślałam czy kilogram wystarczy?
    Wystarczył, oczy zostały na swoim miejscu.
    Teraz już dobrze ,aż do następnego doła.
    Uśmiech!!

  4. Aniu…
    ja z moją Mamą osiągnęłam perfekcyjną więź dopiero kiedy wyjechała… ponad 1000 km dalej… przedtem było ostro i kiepsko… teraz jest super…

    nauczona doświadczeniami teraz bardzo pielęgnuję kontakt ze swoją Córką, która nazywa mnie przyjaciółką… to fantastyczna więź… daje prawdziwe poczucie szczęścia… i niesamowitą radość, że kiedy Jej trudno zwraca się do mnie i kiedy się cieszy pędzi do mnie aby się tym pochwalić…
    jeszcze kilka lat minie zanim mi „ucieknie”… ale już teraz wiem, że będą o nią „spokojna”…

    wiesz Aniu… taka jesień pozwoli docenić… co mamy…
    :* trzymaj się ciepło

  5. Ze wszystkich stworzeń na ziemi,to ludzie najdłużej wychowują swoje pisklęta. Kiedy moje najstarsze pisklę wyjeżdżało studiować, jakoś to do mnie nie docierało, że zakończył się pewien etap życia. Podczas którychś odwiedzin w rodzinnym gniazdku coś nam opowiadał i użył zwrotu
    ” U nas we Wrocławiu „, nagle zrozumiałem, kaczątko stało się łabędziem, on już nie jest tutejszy, on już jest stamtąd, tam ma swoje życie, swoje sprawy, do gniazda już nie wróci.Więc
    „Na drogę swą, z mamuśki łzą, otrzymał przestróg i upomnień sto …..”.
    Może mi łatwiej, mam w gnieździe jeszcze dwa pisklęta.
    Pozdrawiam

  6. Moje już od roku w Londynie, straasznie daleko. Na dodatek niewyrywne do kontaktów i zawsze takie było. Kiedy inne dzieci opowiadały co w szkole on mówił: jak zwykle, mama:)
    Niedługo drugie mi poleci w swiat. Ot co.

Leave a Reply