Obecność

Jestem tutaj.
Nie tam.
Gdzie chciałabym być.

Nie wędruję po kurpiowskich lasach, skradając się w ostojach, żeby podejrzeć dziki taplające się w błocku.
Nie spaceruję po rżyskach, wypatrując kań – wielkich jak kapelusze wielkich dam.
Nie siadam nieruchomo na skraju pola, czekając aż żuraw uzna mnie za element krajobrazu i podejdzie zaciekawiony.
Dziki, kanie, żurawie… cóż, gdzieś tam są.

A ja jestem tutaj.
I też dobrze.

Odganiam tumany smutku i tęsknoty, poszły won, poszły won.

– Nie jęcz – nakazuję sobie każdego ranka. – I nie użalaj się nad sobą.
Po czym jęczę i użalam się nad sobą.
A kiedy już mnie to śmiertelnie zmęczy, zaczynam iść.

Przed siebie.
Za mną podąża Krzysiek ze swoim sprzętem.
Fotograficznym.

Dawno odkryłam, że przeciwieństwem depresji nie jest ani radość, ani wesołość.
Jest nim
ciekawość.
I
ruch.
Bycie w ruchu.
I
obecność.
Bycie.
Tu.
Gdzie się jest.

Wiecie co?
Mam teraz czas bukietowy, czas buszowania po zaroślach w poszukiwaniu pachnących ziół i kwiatów. W mojej kuchni pachnie jak w kurpiowskiej stodole, wiszą sobie te pęczki i schną.

Kiedy wynurzam się z krzaków z kolejnym barwnym bukietem, spacerowicze nieodmiennie pytają:
–    Where is this from? Where did you find it?
–    A tu dookoła – odpowiadam.
–    Gdzie? Tu? Znalazłaś to tutaj? – upewniają się z niedowierzaniem.

Czy domyślacie się, dlaczego tak trudno im w to uwierzyć?
Brawo!
Zgadliście, Ludzie.

Ich tam po prostu nie ma, tych spacerowiczów.
Owszem, wyprowadzili swoje ciała na spacer.

Ale ich umysły są zajęte czym innym:
Rozmową przez komórkę
Pilnowaniem psa, żeby nie pogryzł innego psa
Planowaniem kolacji
Wspominaniem obiadu
Planami na przyszły weekend
Poniedziałkiem, wtorkiem, środą
Wrześniem, październikiem, listopadem
Marzeniami
Gorzkimi żalami
Czytaniem esemesa
Wysyłaniem esemesa
Gadaniem, gadaniem, gadaniem
O tym co było, o tym co będzie

Nagle – widząc w moich rękach skondensowane piękno – przystają na chwilę w zdumieniu, żeby zapytać: a skąd ty to wzięłaś?
I są obecni.
Przez krótką chwilę.
Są tutaj i teraz.

Po czym znikają.
W swoich głowach, w swoich umysłach.
W przeszłych przeszłościach i przyszłych przyszłościach.

Mają swoje powody, żeby tak robić.
Ja mam swoje powody, żeby tak nie robić.

Co jeszcze można odkryć na tej zmęczonej, zrytej i ciężko uprzemysłowionej ziemi sentheleńskiej?
Cóż, ciekawość w połączeniu z ruchem i obecnością daje wielkie możliwości.

Dziś zapraszamy Was, Kochani Ludzie do Sankey Valley i Carr Mill Dam.
Zrobię podpisy pod zdjęciami, żeby było wiadomo, co jest co.
Że czapla to czapla, a ja to ja.
Miłego spacerku, Ludziska.

zdjęcia: Krzysztof Nowakowski

12 komentarzy

  1. TU I TERAZ to definicja szczęścia , gdyby tylko ludzie zechcieli poznać tę prawdę zamiast naiwnie szukać szczęścia wspominając przeszłość lub topiąc się w marzeniach o przyszłości , gdyby …

    Aniu , My Obie wiemy – tylko TU I TERAZ 🙂

    Buziaki :*

  2. Aniu na tych zdjęciach obrazki łudząco podobne do miejsc w których dorastałyśmy.Wspomnienia pozostaną na zawsze i tęsknota też.
    Można żyć w innym miejscu o ile się je pokocha , ja nie potrafię i za jakiś czas wracam na stare kochane śmieci.
    Pozdrowienia dla fotografa.

  3. Tys piknie no i słońca sporo ku (jak sądzę) uciesze fotografa. Sporo roślin potrafię rozpoznać, więc to tak po prawdzie jakby trochę o nas, czyli klawo. 🙂

  4. Aniu
    Twoja Baba z Twoim Dziadem są w interii
    Tamtejsze dziadostwo ma stosunek
    (spowodowany kontaktem…)
    do Twojej Twórczości.
    W związku z tym, mam do Ciebie pytanie:
    Czy zamierzasz ustosunkować się do tego stosunku?
    Może byłoby sensownym, gdybyś coś jeszcze opublikowała
    z „Legend o Babach i Dziadach”.
    Niech się ludziska dowiedzą prawdy !!!

  5. od dłuższych już chwil jestem tu… i mi lżej…
    przyjemniej

    pozdrawiam Aniu 🙂

    p.s. a ta mały rybka… co tak czupurnie zaczepna?

  6. Czytając przypomniała mi się przypowieść z filmu „Przystanek Alaska” o Orle, który nie umiał latać bo tak dużo gadał, o wszystkich przyziemnych sprawach, nie słuchał nikogo i niczego i biadolił, że nie może oderwać się od ziemi.
    Gdy Zamilkł pewnego dnia zmęczony swoją paplaniną nagle usłyszał ciszę i wzniósł się w górę.
    Ludzie też nie słuchają i gadają za dużo tak jak to opisałaś myślą o przyszłości, której jeszcze nie ma, chyba dzięki temu wydaje im się, że panują nad uciekającym czasem. Wszakże kto myśli co dziennie, że jutro może się nie obudzić.

    Pozdrawiam Gorąco 🙂

  7. Przeczytałam po raz kolejny Twoją piękną opowieść o BYCIU. I doczytałam, że nalezy ona do kategorii „fotoreportaż Z PODRÓŻY”. Przypomniała mi się wizytówka Holly Golightly ze „Śniadania u Tiffany’ego”, mam na myśli książkę, nie film. Otóż na owej wizytówce widniało, co następuje: „Panna Holly Golightly”, a pod spodem: „w podróży”. Zawsze chciałam mieć taką wizytówkę–może kiedyś spełnię to chcenie. W podróży wcale nie oznacza mniejszej obecności. A wręcz przeciwnie–zakłada obecność nieustającą, przenoszoną z miejsca na miejsce, od miejsca niezależną.

    A wiesz, że w moim małym parczku, zwanym przez tubylcze nastolatki Łączkami, też pływa taki spóźniony pisklak? Jeden, ma tegorocznych starszych braciszków i siostrzyczki, a tu się taki ulągł. No, trochę starszy jest od tego Twojego, bo w lipcu jeszcze urodzony i już zaczyna być konkretnym podrostkiem.

    W tymże samym parczku w stawie są szczupaki. Są też piękne klenie, czarne w pomarańczowe plamki. A szczupaki stoją w wodzie, jak krokodyle, bez mała i można je zobaczyć, jeśli ktoś ma oczy do patrzenia. W ogóle tam mozna wiele zobaczyć, jeśli ktoś ma te oczy właśnie do takiego celu. Bo jak nie ma oczu do patrzenia, to żyrafy nie zauważy w ogrodzie zoologicznym. Najwyżej tabliczkę, że tu właśnie powinna być żyrafa. I wyjdzie z ZOO przekonany, że widział żyrafę.

    Ściskam
    Dorota

  8. Ciekawosc swiata to jest to co gubimy w ciągu dorosłego życia, a jest to rzecz, którą warto byłoby nie zgubić:)

  9. Ale te pająki mogłaś sobie darować:).. tylko że czego ja chcę? Skoro nawet baba z arachnofobią ich sobie darować nie umie? Taa, to zapewne jest ta słynna babska logika.

    Dodałabym jeszcze do tego „być” – „myśleć”. Nie o czymś takim, co wypisałaś…myśleć o tym „tu”. Czy ten pająk będzie szczęśliwy, jak w pogoni za kwiatkiem zerwie się pajęczynę:) Widziałam takich, co jakby byli… ale jakby nie myśleli. Powiedzmy, że to „bycie” kalekie.

  10. Te bukiety są bardzo ładne,masz talent. Czemu tego nie wykorzystasz, i nie połączysz przyjemnego z pożytecznym. Otwórz małą kwiaciarenkę i po 4,99 za bukiet. Zaproponowałem to mojej żonie, wiadro z wodą, stołeczek, i pod Biedronkę. Powiedziała w złotówkach się nie opłaca. A ja myślę, że ona najbardziej lubi robić to co Ty na ostatniej fotce.

  11. Ludzie dotknięci autyzmem
    nigdy nie kłamią
    mówią swoją prawdę
    my ich rozumiemy
    Ty i ja
    Riders on the storm

Leave a Reply