Dziwne miejsce

Witajcie, Ludziska.
Chcę Wam dziś pokazać pewną głowę, która – mam nadzieję – nie miewa migren.
Bo gdyby miewała, to by było coś!
Strasznego.

Widać ją z daleka, niczym przerośniętą pieczarkę.
Niektórym się nie podoba.
Niektórym się podoba.
Na wszystkich robi wrażenie.

Wydumał ją artysta Jaume Plensa.
Ma na imię Dream.
Ta głowa.

Stoi na wzgórzu, na hałdach. Kiedyś była tu kopalnia – Sutton Manor Colliery, zamknięta w 1992 roku i zrównana z ziemią.
Na jej grobie posadzono 50.000 drzew: brzozy, sosny, świerki, modrzewie.
Reszta zasiała się sama. Teraz całość żyje własnym życiem – istny tajemniczy ogród, pełen ścieżek, bagnisk, łąk i zagajników.

Wczoraj zebrałam tu wielki garnek jeżyn w kilkanaście minut. Pyszne, wielkie, dojrzałe. Moje ręce i nogi wyglądają, jakbym stoczyła walkę ze stadem oszalałych kotów, ale co z tego, ja się pytam? Galaretka z jeżynami była tego warta.
W brzozowych zagajnikach rosną całe zastępy grzybów znanych mi jako koźlarz, a pod sosenkami maślaki. Robaczywe, rzecz jasna. Te maślaki.
Jeśli ktoś lubi przedzierać się przez chaszcze i mieć pająki we włosach, to może mieć niezłe grzybobranie.
Ja lubię.
Te pająki.
We włosach.
A grzybobranie jest moim ulubionym sportem.
Konkurencji nie mam, bo jak się domyślacie nikt poza mną niczego tu nie zbiera. Kupują sobie jeżyny w Tesco, po 2.99 za 400 gram.
Ale miało być o głowie, a ja tu jakieś dywagacje kulinarno-handlowe, pardon me.

No ale co ja mogę napisać o głowie?
Lubię ją.
Lubię cały ten rozległy tajemniczy ogród, mimo dolegliwego hałasu z biegnącej dołem M62.
Czasem udaje mi się go nie słyszeć i wtedy wyobrażam sobie, że jestem na Kurpiach…
Wieczorem łąki pachną tak samo słodko, jak tam.
Nad głową krążą jastrzębie, jeżyny chwytają mnie za nogawki, w gąszczu szelesty i chichoty, zapada noc i tylko autostrada, która nigdy nie śpi, nigdy nie odpoczywa, dudni, dudni, dudni.

Kiedy już nie ma żywej duszy w okolicy, lubię siadać na szczycie wzgórza i patrzeć na świat, wiecznie niespokojny świat wielkiego przemysłu, jak okiem sięgnąć.
Widzę elektrownię w Penketh, widzę rafinerię w Runcorn, ażurowy most na rzece Mersey, wieże radiowe, kominy, kominy, kominy: cały przemysł ciężki North-West rozświetlony jak choinka, spoczywa u moich stóp.

Patrzę na nisko lecące samoloty, które ustawiają się w korytarzach powietrznych do lądowania na lotnisku Liverpool i wysuwają podwozia. Inne startują z oślepiającym blaskiem i po chwili zmieniają się w migającą kropkę. Myślę o ludziach w powietrzu, lecących do ciepłych krajów, do zimnych krajów, do Polski…
O ludziach na ziemi, tych, dla których i przez których świecą te tysiące świateł, jak okiem sięgnąć. Kim są? O czym myślą? Co ich boli, a co uszczęśliwia?

Siedzę na ławce pod wielką głową; nietoperze i samoloty, światła przemysłu i mrok zagajników, spaliny i zapach wilgotnej łąki, cisza i nieustający hałas.
Wszystko się miesza, surrealistyczny świat kontrastów urzeka mnie, śnię na jawie.
Nikogo tu nie ma, tylko ja i Dream.
W tym dziwnym miejscu, kilka kilometrów od domu znalazłam azyl, żeby snuć swoje własne marzenia.
Niech mi się spełnią.

zdjęcia: Krzysztof Nowakowski

9 komentarzy

  1. Aniu–zaczarowane miejsce, czarodziejski tekst i do tego te zdjęcia–też magiczne. Czarujcie dalej z Twoim Krzysiem. Dziękuję i proszę o więcej.

  2. Zgodzę się z Tobą 🙂 Głowa jest Tajemnicza, a zdjęcia jak zawsze przepiękne :))))))) dodatkowo jeszcze twoje uczucia napisane tak pięknie :)))))

  3. Dawno nie czytałem czegoś tak „zaczarowanego”. Na dodatek z obrazami:)))
    Aniu, źle się dzieje w moim domu. Krystyna jest… zakochana:\ Jestem zazdrosny!!!!!!!!!!! GRZYBY! To słowo sprawia, że Krystyna traci zdolność racjonalnego pojmowania rzeczywistości. Grzyby to słowo – MAGIA. To amok. „Andrzejku, skoczę na chwilę do lasu (naprzeciwko, przez ulicę) zobaczyć czy sa GRZYBY”. Po dwóch godzinach wraca, w stanie… „wychodzący, brudas z kanału ciepłowniczego” z dwoma siatkami grzybów. I jeszcze nie rozumie, dlaczego nie napiszesz jakie kozaki tam są: czerwone, czy Babki. To super ważna sprawa jest! I jeszcze jedno, jak idziesz na grzyby, to powinnaś (tak robi moja żona) przeprosić pająka, że zniszczyłaś mu pajęczynę, którą tyle czasu tworzył, a ona zniszczyła… nieopatrznie, biedronkę, że ją strąciłaś… niechcący…, …
    Głowa jest naprawdę fajna:)
    Pozdrowienia z Polski, bo za chwilę będe szprechał po niemiecku, u znajomych:))) (chociaz nie umiem).

  4. Duża rzecz, głowa też nie od parady. Miałem to również i mogę mieć nadal kiedy wyjadę w Bieszczady.
    Pewnie jeszcze kiedyś wyjadę, choć tam takiej głowy nie ma na pewno, a nawet swoją zatracam.
    Kongratulejszyn. 😉

  5. Głowa fajna, stoi jak Kolos Rodyjski. Tylko on był cały. A tu, gdzie jest reszta od tej głowy?Czyżby zapadła się w jakieś stare wyrobisko?

  6. Dobra, to może nie będzie najmądrzejszy komentarz, ale od teraz powiedzenie „łeb jak sklep” nabrało nowego wymiaru.

  7. Miejsce owszem ładne, w pobliżu bardzo ruchliwa autostrada,dookoła przemysł ciężki,w powietrzu z pewnością cała Tablica Mendelejewa.Dla mnie ,wychowanej w cieniu kominów największej polskiej rafinerii idealne miejsce do wypoczynku.
    Sprawdzałaś czy te grzybki nie świecą w nocy?
    Grom wie co te angole mogły zakopać w tej kopalni.

Leave a Reply