Penisy w zwisie na plaży w Crosby

Nie ma to jak chwytliwy tytulik, co?
Ludziska?
Hę?

Zanim przejdę do sedna, kontynuując myśl tytułową, pochwalę się najnowszymi osiągnięciami:
1.    Uzyskałam dwa certyfikaty potwierdzające że coś tam potrafię.
2.    Odrzuciłam zaloty pewnego przystojnego strażaka – trenera.
3.    Ugotowałam młodą kapustę na polskim boczku.
4.    Odmówiłam (asertywnie) dalszych kontaktów z osobą, która nazwała mnie chujem.
Jeśli macie większe osiągnięcia, to spróbujcie mnie przebić.

Główny egzamin wciąż powiewa przede mną jak strach na wróble, ale ja egzaminy zdaję za pierwszym podejściem, jak dotąd.
Tylko z małżeństwa oblałam parę razy.
Biedni moi mężowie, wyrazy współczucia.

Co do strażaka, który był też ratownikiem medycznym i uczył mnie nowoczesnej wersji CPR (cardiopulmonary resuscitation), baby będą wiedziały, dlaczego odrzucenie jego zalotów jest osiągnięciem.
Chyba.

W nagrodę i za karę (bo pogoda się popsuła) pojechaliśmy na plażę do Crosby, rzut onucą od Liverpoolu.
Słynna to plaża, z powodu członków.
Członkowie…
Przepraszam, członki są rozmieszczone symetrycznie na całej plaży i jest ich sto.
Przymocowane są do figur przedstawiających… no, kogo?
Zgadliście.
Faceta z odkrytym przyrodzeniem.
Przyrodzenia permanentnie przebywają w stanie neutralnym, czyli w zwisie, bo:
A) Są z metalu.
B) Sterczą w zimnej wodzie, a w czasie przypływu to nawet całkiem je zalewa.

Miejscowa ludność podzieliła się z powodu zwisów męskich na dwa obozy.
Jeden (zdroworozsądkowy):
Fiut to fiut i co to szkodzi, że jest. Przecież jest tam, gdzie powinien być. Przynajmniej turystów przyciąga.

Drugi (moralnie czysty):
O tempore, o mores! To straszne, Sodoma i Gomora. Dzieci patrzą.
Pomyślcie, Ludziska: Ojciec Purchawka miałby tu niezłą jazdę.

Ja zaś założyłam trzeci obóz (równościowy):
Czemuż to, ach czemuż nie ma ani jednej figury o kobiecych kształtach?

Ze zdziwieniem odkryłam nieznaną dotąd formę dyskryminacji mojej płci.
Nazwijmy ją dyskryminacją obiektualną albo performerską.
Antony Gormley nie lubi kobiet?

Obejrzałam uważnie jedną figurę.
Strażak, jak żywy.

Następnie zajęłam się karmieniem ptactwa, jak przystało na stateczną mężatkę w wieku postindustrialnym.

Pozdro, Ludziska.

zdjęcia: Krzysztof Nowakowski

5 komentarzy

  1. Ciekawa sprawa w sumie – o sodomach i gomorach to zazwyczaj ci najmoralniejsi krzyczą..

    Powiem Ci, że ja też wolałabym popatrzec na jakieś ładne krągłości, nie na zwisy – anatomia odseksualizowana sie nie umywa 😀

  2. hihihih pierwsze zdjęcie z figurą skojarzyło mi się z horrorem 🙂 no cóż można powiedzieć, że każdy facet jest horrorem dla samego siebie 🙂 Facet z przodu i tak jest brzydki 🙂
    Zdjęcia Przepiękne :))))) Hm… a z strażakiem to nic nie zrozumiałam 😉

  3. Niema się co dziwić, stoją tak w zimnej wodzie, smagani zimnym wiatrem. Dziwne, że im jeszcze nie poodpadały. Takie warunki dobre są dla morsów, i chodzi mi zwierzęta, a nie o ludzi kąpiących się w przeręblach.

  4. A mnie to CPR zaintrygowało:) Bo ja nie wiem i nie rozumiem, jakas niekumata jestem:( Zawsze tak mam jak mi ktos mówi: kobieta powinna to wiedzieć, albo przy brydżu: masz tylko jedno wyjscie i powinnas wiedzieć jakie! Koniec, studnia, czarna dziura i nie wiem nic. Na mur zrobię odwrotnie.

  5. Zapytujesz, czy Antony Gormley nie lubi kobiet? Antony Gormley lubi samego siebie. Najbardziej. To znaczy swoje ciało. W większości swoich rzeźb wykorzystuje jako formę własne ciało. I ustawia tych Gormleyów po całym świecie :), zwykle w dużych ilościach naraz.
    To by wyjaśniało, czemu na tej plaży nie ma ani jednej kobiety. Bo to są sami Gormleye 🙂

Leave a Reply