Powiedzenie zabite dechami nabierze dla Was nowego znaczenia, kiedy przejdziecie się po tej części Liverpoolu.
Stara Baba Kensington dostała barwne szkła kontaktowe, wstawione w puste oczodoły.
Żeby jej nie było smutno, że kilka kilometrów dalej tętni życie i rosną apartamentowce za szkła i stali.
Żeby nie padła z rozpaczy na swoją murszejącą twarz, bo miasto ma wobec Starej Baby Kensington prawdziwie ambitny plan.

Kiedyś – w dającej się przewidzieć przyszłości – będzie tu ekskluzywna, pełna zieleni dzielnica.
Kiedyś.
Teraz musi wystarczyć obietnica i te kolorowe niby – to – oczy, za którymi uwijają się duchy, zbyt zajęte, żeby straszyć bez potrzeby.
Nie mogę napisać, czym one są tak zajęte.
Prosiły mnie o dyskrecję.
Czuję dziwną więź z tą dzielnicą. Ze Starą Babą Kensington, z której chwilowo wyprowadziło się doczesne życie, ale została nadzieja. Wygląda na to, że obie czekamy na lepsze czasy, znosząc smutek niebycia z taką godnością, na jaką nas stać.
Byle nie paść na pysk, Ludzie.
W taki deszczowy dzień pewnie czujemy się podobnie zmęczone czekaniem.
Czekaniem i trwaniem.
Kiedy wychodziłam z Merseyside Employment Law – po kolejnych siedmiu godzinach pracy z Elaine – mój paparazzi czyhał na mnie ze swoim aparatem, chroniąc go przed deszczem torbą z Tesco. Siebie nie chronił, więc nie wyglądał dobrze.
Na zdjęciu obok widzicie zatem Annę Małpę Nowakowską wyczerpaną gadaniem aż do ochrypnięcia. Podobną do Starej Baby Kensington, która ma ochotę upaść z wyczerpania, ale plany na przyszłość trzymają ją w pionie.
Moja córka nazywa mój ulubiony styl ubierania: hipiska z wysypiska. Ale gdyby kiedyś zobaczyła mnie w garsonce i na obcasach, pewnie minęłaby mnie obojętnie.
A właśnie, jeśli chodzi o ciuchy! Kiedy Elaine poszła na lunch, ja zrobiłam rundkę po eleganckich sklepach, żeby zobaczyć, na co mnie nie stać. I miałam taką radochę, że aż muszę Wam opowiedzieć.
W sklepie John Lewis oglądałam damskie łaszki i fatałaszki, a na koniec wycieczki uznałam, że to bardzo dziwne miejsce. Bo pomyślcie – takie portki, jakich ja nie chciałam nosić w 1977 roku – one tu kosztują 69 funtów! Dla porównania: dżinsy w Tesco można kupić za 5. I nosić trzy lata, dzień po dniu, o czym uroczyście zaświadczam własnym tyłkiem.
Inkryminowane portki nazywały się w latach siedemdziesiątych odry albo teksasy.
Prawdziwe dżinsy można było kupić w Pekao (późniejszy Pewex) za bony albo dolary z potwierdzonego źródła. Albo na ciuchach, za miesięczną emeryturę mojego dziadka. Noszenie tandetnych teksasów z firmy Odra było ciężkim obciachem. Na szczęście tylko w mieście, a nie u nas w Szczezłem. Ale i tak wiedziałam, że jestem obciachówą. Nawet w Gie, gdzie chodziłam do ogólniaka, niektóre dziewczyny miały wranglery i lewisy. Przywoził je ojciec jednej z nich, jeżdżący na zachód jako kierowca. Aż mnie skręcało, żeby odziać swój tyłek w takie cudo. A kiedy wreszcie je dostałam… to już opiszę gdzie indziej.
O, zebrało mi się na wspominki, Ludzie.
Typowa przypadłość po wejściu w pięćdziesiąty rok życia.
Wybaczalne.
Rozumialne.
Tak?
Teraz popatrzcie na Starą Babę Kensington – Kenny, jak próbuje wdzięczyć się podmalowanym okiem zombie. Czy ktoś dostrzeże jej urok i ukryty potencjał, czy ktoś polubi tę leciwą i zmęczoną laskę z charakterem, tak ja ją lubię?
Ostatnia fotka to taki pstryk mojego paparazzi, który lubi wyławiać z tłumu bratnie dusze. Czekając na mnie na deszczu wyłowił gitarzystę, jak widać.
Miłego dnia, Ludziska
Dziękuję Wam za życzenia, ponieważ wiem, że się spełnią.
A dla Was dwa razy tyle tego, czego mnie życzycie.















zdjęcia: Krzysztof Nowakowski
Szkoda domów, dziwię się, że nie mieszkają tam ludzie 🙂 Każdy niech nosi to co chce 🙂 na nas już Wszyscy by cię obgadali tam pewno nikt nie zwrócił uwagi :))) Zdjęcia kota i zabawki przecudne 🙂 taki troszkę zdziwiony ten Kot :)) Pozdrawiam :)))
A mnie się podobasz Taka jaka jesteś i daleko ci do Starej Baby :)))) (po 70 możesz tak o sobie mówić:))
Pamiętam doskonale odry i teksasy. Miałem!!! Obciach był, ale tylo z początku. Potem wszyscy się przyzwyczaili. A z drugiej chyba, wypłaty kupiłem sobie bony i lewisy, za 21 bonów. Co prawda matka trochę dołożyła, ale byłem dumny, że prawie za swoje.
Fajne są te okna, super pomysł:) A kot, rewelacja. Chyba się zna na fotografowaniu, bo wie, jak się ustawić:)
Pozdrawiam:)))
Ja to się zawsze gdzieś spAźnię..
Czyli Kolorowa Ania też jest z maja ;))
To może chociaż pozostawię przewrotne: życzę Ci, żeby każdy dzień Twojego życia był gorszy niż ten, który przyjdzie po nim 🙂 Buźka!
Heh! flanelka nigdy nie marzyła o dżinach.. zawsze była pańcią w sukienusiach.. a martnsy? O matko i córko, chyba bym się zabiła na dzień dobry :))))
Lubię różnice, które nie dzielą!
Powiem szczerze, że nie do końca rozumiem dlaczego ta dzielnica jest zaniedbana i pozostawiona sama sobie na zniszczenie… Jest piękna i urokliwa, domy kojarzą mi się typowo.
Co do spodni i bonów, pamiętam te doskonałe czasy kiedy jeszcze dostawialiśmy paczki z Ameryki… miałam 10 par firmowych spodni i dla odmiany powiem Ci, że to teraz mogłabym sobie pomarzyć o takich…
Miłego dnia Aniu :))
Nieśmiało przypominam, że dziś już piąty… A ostatni tekst jest z drudiego… A ja już mam objawy odstawienia używki, jaką stały się dla mnie Twoje teksty… Czekam niecierpliwie:*