Wielki Piątek

Bob May / CC BY-NC-SA 2.0

W jednym z wielu wszechświatów naszego multiwersum (a jest ich taka mnogość, że nie da się ich liczby podać, bo miałaby ona więcej zer niż jest atomów w moim rodzimym wszechświecie) mają miejsce wstrząsające wydarzenia. A dzieje się to w drugim tygodniu kwietnia roku Pańskiego 2020, gdy księżyc świeci tak jasno, że ptaki śpiewają po nocach i wszystko dookoła pęcznieje, aby się wypełnić.

Pozwólcie, że przedstawię wam przebieg zdarzeń w skróconej perspektywie, tak, jak je widać od nas, którzy – w naszym własnym wszechświecie – kulimy się w izolacji, ścigani przez obce RNA, które chce nas zabić.

Wszystko zaczyna jak zwykle, czyli od spisku:

Pewnego dnia Judasz Warszawiota potajemnie dogaduje się z Januszem Apostatą. Nie, oczywiście, że nie za darmo, chociaż stojąc przed lustrem kłamie sobie prosto w twarz, że wszystko, co czyni, czyni dla idei. Judasze wszystkich możliwych wszechświatów mają ten manewr opanowany do perfekcji.

Inna sprawa, że żąda niewiele. Trzydzieści tysięcy euro przelewem na tajne konto plus trzy czwarte litra wódki czystej, do tego pęto ulubionej kiełbasy firmy Martwe jest piękne, oraz sześciopak actimelu.

Przedmiotem transakcji jest Jezus, lat 33, urodzony w 1987 roku we wsi Bystre Chrzany. Aktualnie zamieszkały w Warszawie, gdzie zarejestrował firmę. Zatrudnia na zlecenie dwunastoosobową grupę, organizującą w całym kraju eventy motywacyjno-rozwojowe z jego udziałem. Judasz Warszawiota jest jednym ze stażystów.

Za wspomnianą, jakże przystępną cenę Judasz godzi się w stosownym momencie zaprosić Jezusa na długi spacer po Lesie Kabackim, który o tej porze roku jest stosunkowo bezludny. Dostaje dokładne wytyczne co do trasy wędrówki i polecenie, żeby w odpowiedniej chwili pocałował Jezusa na znak, że przyprowadził właściwą osobę.

#

[W środę poprzedzającą opisywane wypadki Jezus zaprosił swoich współpracowników (a zarazem przyjaciół) na uroczystą kolację. Wszyscy dobrze sobie pojedli i popili w knajpie Sęp i Wrogowie. Judasz, który czując się nieswojo niewiele jadła spożył, za to sporo wypił, nie mógł się pozbyć przykrego wrażenia, że biesiadnicy i sam Jezus też, popatrują na niego znacząco, albo wręcz podejrzliwie. Dreszcze mu łaziły wzdłuż kręgosłupa w tę i nazad, w dół i w górę, a nawet rozłaziły się na boki. Pocił się przy tym, śmierdząc i paliła go gęba, szczęśliwie ukryta pod zarostem.]

#

W pustym z pozoru i wiosennie łysym lesie, w iglastym zagajniku, pod osłoną mroku, z trudem utrzymując ciszę bojową, czai się ciężkozbrojny Detektyff  Patroll. Chłopaki w kominiarkach próbują utrzymać w ryzach hordę dziennikarzy telewizyjnych, radiowych, internetowych, gazetowych i samozwańczych nieprzypisanych frilanserów. Zagajnik jest mizerny a kłujący; ludzie stają się zniecierpliwieni, bo Jezus z Judaszem poruszają się powoli, noga za nogą, jak to spacerowicze, na zmianę już to cicho gawędząc, już to milcząc. Jeszcze pół kilometra. Dwieście metrów. Pięćdziesiąt…

Judasz Warszawiota ujmuje zamyślonego towarzysza pod ramię i składa na jego policzku włochaty pocałunek. W tej samej chwili iglasty młodnik eksploduje jazgotem.

– Na glebę!

– Kulson!

– Na glebę!

– Kulson!

– Na glebę!

– Kulson!

– Gleba!

 – Leżysz kulson!

W błyskach fleszy, pod czarcim okiem kamer, wśród lasu mikrofonów sfora samców alfa w kominiarkach ciska Jezusa na glebę i skuwa kajdankami.

Sam Detektyff (dla odmiany bez kominiarki, bo lubi pokazywać twarz w mediach) triumfalnie stawia stopę obutą we wzmocniony stalą bucior na piersi pojmanego. Toczy wzrokiem i unosi podbródek. Trzaskają migawki aparatów.

Teraz szarpnięciem stawiają Jezusa na nogi. Natychmiast rzuca się na niego dziennikarska tłuszcza, zasypując gradem pytań.

– Czy pan się przyznaje?

– Czy pan się przyznaje?

– Czy pan się przyznaje?

– Do winy?!

A Jezus milczy.

Przed kamery znowu wpycha się Detektyff, wypinając pierś obleczoną w kamizelkę kuloodporną.

–  Moja grupa bojowa po raz kolejny wyręczyła nieudolną i niekompetentną policję, tym razem z narażeniem życia ujmując groźnego bandytę, najprawdopodobniej terrorystę! – ryczy do mikrofonów.

Tymczasem dziennikarze dopadają ukrytego w krzakach Judasza, chcąc wydusić z niego oświadczenie dla prasy.

– To nie jest zdrada – cedzi Judasz, patrząc w wężowe ślepia kamer z kupy gałęzi, w której przycupnął. – To polityka!

Kolejne godziny przynoszą stopniowy wzrost napięcia; zaczyna się wielki szoł dla prostego ludu spragnionego igrzysk. Tabloidy wychodzą trzy razy na dobę, publikując gorące newsy oraz drastyczne zdjęcia z przeraźliwie krzyczącymi podpisami:  Jezus milczy na przesłuchaniu!

Jezus zakłada koronę cierniową i czerwony płaszcz!!!

Po forach internetowych przetaczają się pyskówki, ale co do jednego wszyscy są zgodni: Winny!

Zawiązuje się Spontaniczny Ruch Bliźnich Miłosiernych, lobbujący za szybkim ukrzyżowaniem z powodów humanitarnych.

Stacje telewizyjne na wyścigi emitują wywiady ze zwykłymi ludźmi, celebrytami oraz z ludźmi kultury i nauki. Ci, jak jeden mąż, domagają się prawa i sprawiedliwości.

Wszyscy rozmówcy podkreślają, że skoro wina Jezusa została uzgodniona, należy sprawę niezwłocznie doprowadzić do końca przez szacunek dla opinii większości, jako, że większość nie ma prawa się mylić.

Prości ludzie mówią prosto. Celebryci krygują się do kamery, przy okazji lokując produkty. Naukowcy dowodzą swych racji naukowo, a ludzie kultury – kulturalnie.

Zgodnie przekonują, że ukrzyżowanie odbyć się musi. Nie przeciwko komuś, ale w obronie Odwiecznych Wartości.

– Albowiem dobro należy tępić w zarodku, żeby się nie pleniło, nie kusiło, podkopując fundamentalne prawo człowieka do bycia skurwysynem – oświadcza Dyżurny Myśliciel Kraju, zbierając miliony lajków na fejsbuku.

Każde miasto i miasteczko, które dysponuje jakąś górką, hałdą lub przynajmniej  wysypiskiem, zgłasza w trybie nadzwyczajnym akces do konkursu na organizację kaźni. Wygrywa to, w którym stoi najbardziej okazały pomnik Prezesa Umiłowanego.

Ratusz błyskawicznie organizuje przetarg na krzyż drewniany surowy sztuk jedna plus zestaw do mocowania ciała.

Wygrywa go (jak zwykle) siostrzeniec burmistrza, chociaż z zawodu nie jest cieślą, tylko rzeźnikiem. Lokalni stolarze wnoszą protesty indywidualnie i zbiorowo.

– Unikalne umiejętności jakie posiada zwycięski podwykonawca krzyża surowego sztuk jedna dają mu dostatecznie rozbudowane kompetencje żeby nie tylko zbudował narzędzie ale także skutecznie go użył – wyjaśnia jednym tchem nabzdyczony burmistrz na ad hoc zwołanej konferencji prasowej.

I dodaje (jednym tchem):

– Nie pozwólmy aby egoizm polityczny naszych przeciwników sypał kłody w szprychy największego przedsięwzięcia jakie stało się udziałem tej społeczności dzięki intensywnemu rozwojowi inwestycyjnemu i niezłomnemu duchowi miasta którego mam zaszczyt od czterech dekad być włodarzem!

Na fejsbuku ludzie skrzykują się na imprezę. Roi od ogłoszeń: Tanio zawiozę, przywiozę, indywidualnie, grupowo, z noclegiem i wyżywieniem lub bez.

Oraz: Dobre miejsce w pierwszym rzędzie na piątek sprzedam.

Hotelarze w regionie zacierają ręce, podnosząc ceny pięciokrotnie.

Amerykańska firma w ciągu jednej nocy wypuszcza nowy model smartfona, z superczułym aparatem i kamerą, rozpętując w sieci krzykliwą kampanię z hasztagiem

  # Złap Jezusa na żywo!

W piątek barwny tłum gromadzi się w miejscu kaźni już przed świtem. Przeważa generacja 30+/40-; w markowych ciuchach, z sześciopakami piwa w plecakach.

Są też całe rodziny, wielo i jednopłciowe, z koszami piknikowymi, dziećmi w wózkach oraz luzem, psami na smyczach i babciami w beretach. Dzieciarnia biega i wrzeszczy, żądając waty cukrowej. Psy szczekają i skowyczą, wychwytując w wilgotnym powietrzu sucze feromony .

Nie dla wszystkich starczyło miejsc pod samą Golgotą, naprędce usypaną z piachu i odpadów przemysłowych, ofiarowanych przez lokalną fabrykę płyt wiórowych. Słychać grzeczne, niegrzeczne i bezpośrednio siłowe czyli chamskie próby wepchania się do zamkniętych sektorów, ale umundurowani Terytorialsi ściągnięci nocą z całego województwa, wyposażeni w elektryczne pastuchy, z narażeniem zdrowia bronią ogrodzonej loży dla gości VIP.

Siedzi w niej już burmistrz i członkowie zarządu fabryki płyt wiórowych, i  sołtysi, i wójtowie, i rozmaici prezesi, i sam Janusz Apostata w skórzanej kurtce motocyklowej, a także Detektyff. Ważni goście ze stolicy nie przyjechali, w ostatniej chwili wybierając możliwość oglądania transmisji we własnych fotelach.

Dla tych, którzy się nie pomieścili pod piaskowo-wiórową Golgotą, nad miastem zamontowano olbrzymi telebim. Zadzierając nieco głowę będzie można zobaczyć i usłyszeć każdy detal Ukrzyżowania w przekazie najwyższej jakości.

Dziennikarze przestępują z nogi na nogę, marząc o ujęciu, którego nikt inny nie uchwyci. O komentarzu, którego nikt inny nie wymyśli.

Fotografowie imaginują chwilę, w której łapią kadr życia, otwierający im drzwi kariery. Dzieci hałasują, psy skomlą, słońce wydobywa i podkreśla ogólnie panującą brzydkość.

Przez gęsty tłum przeciskają się handlarze. Sprzedają czekoladowe zajączki i kamienie do kamienowania skazańca.

– Rzuć kamieniem i szamaj zajączka! – nawołują.  

– I czego on się tak wlecze, nogi mi popuchły w tych szpilkach – syczy zniecierpliwiona żona burmistrza.

Wreszcie długo wyczekiwany dreszcz przeszywa tłum.

– Idzie!

– Idzie!

– Idzie!

– Zajebiście! – podnieca się pan w garniturze i pierwszy rzuca kamień.

Podnosi się las rąk uzbrojonych w aparaty i smartfony. Wszyscy chcą złapać Ten Moment i pokazać na jutubie. Babcie podnoszą umorusane czekoladą wnuczęta i pokazują palcem, tam, tam, tam patrz, już idzie.

Siostrzeniec burmistrza dyskretne oddaje mocz i zakłada kaptur z otworami na oczy.

Zbliża się jego pięć minut.

Zaraz się zacznie.

(2020)

Leave a Reply