Zupa z myśli cz. 1

Bob May / CC BY-NC-SA 2.0

#1 W tym miejscu dmuchnę w stronę czytelnika wiązką informacji celem rozwiania wątpliwości i mglistych podejrzeń

I żebyście sobie nie pomyśleli, albo co gorsza nie rozpowszechniali gdzieś takich bzdur, że ze mną jest coś nie tak. Bo ze mną jest wszystko tak, chociaż nie tak samo jak ze wszystkimi.

Już się taka urodziłam, więc za późno, żeby coś z tym zrobić. Rzecz ma jakiś związek z neuroprzekaźnikami tudzież synapsami i w ogóle z całą tą… no wiecie, ne-u-ro-logią. Jak sądzę.

Gdy trafia we mnie jakaś informacja, wszystko jedno którym włazem próbuje się przedostać: ocznym, usznym czy skórnym (a najczęściej wszystkimi jednocześnie), to nie tylko nie jestem w stanie jej, tej informacji zignorować, ale muszę ją natychmiast umieścić w jednym z podręcznych (a tymczasowych) folderów PRAWDA lub FAŁSZ. Tymczasowe to one, te foldery, być muszą w świecie, gdzie prawda i fałsz tak żwawo zamieniają się miejscami. Rzecz jest o tyle trudna, że ja sama prawdy od fałszu nigdy odróżnić nie umiałam, ani wrogów od przyjaciół, ani życzliwości od drwiny, podobnie jak stron prawej od lewej. A  gdyby nie grawitacja, to pewnie bym nie odróżniła góry od dołu.  Z parą tył-przód jest łatwo, bo wiem, że oczy mam z przodu a z tyłu… to samo, co wy.

[I całe szczęście, że nie mam więcej kończyn, niż dwie na każdym piętrze. Strach pomyśleć, jak bym sobie poradziła jako Miriapoda czy inny Oniscus!]

 Ten brak orientacji prawo-lewo ściągał na mnie kłopoty już w przedszkolu (zaczynamy taniec prawą nóżką), ale to było nic, w porównaniu ze szkoleniem wojskowym na studiach (lewa-lewa, w prawo zwrot!) oraz praktycznym egzaminem kierowców (na szczęście instruktor gestykulował podając kierunek jazdy). Wreszcie znalazłam patent na tę mizerię: teraz mam we łbie ogromny zegar, na którym na dziewiątej jest napis PRAWA a na trzeciej LEWA. O, nie, co ja wygaduję. Odwrotnie. Ale to działa tylko na moje prawo-lewo. Która twoja ręka jest prawa a która lewa na zawsze pozostanie zagadką, chyba, że sam mi powiesz. I że powiesz prawdę.

Jako dziecko miałam obsesję na punkcie skarpetek: czy na pewno właściwa skarpetka trafia na właściwą stopę. Zawracałam dupę tymi skarpetkami wszystkim domownikom, aż mnie znienawidzili i kazali za karę nosić rajstopy. No ale przecież rajstopy też mają prawolewe nogawki, co w tym przypadku łączy się z dylematem przód-tył. O mało nie oszalałam, zastanawiając się całymi dniami, czy noszę ubrania w sposób zgodny z logiką dwuwymiarową, której więźniem jestem od pierwszej świadomej myśli. Żegnając dzieciństwo na zawsze pożegnałam sadystyczny, antyludzki wynalazek – rajstopy.

Tylko, że coś na te stopy nawlec czasem trzeba. Nie miałam wyjścia, musiałam opracować kolejną strategię życiową. Żeby móc podjąć decyzję, która skarpetka ma być lewa a która prawa, stworzyłam algorytm. Składał się on z pytania „Którą skarpetkę mam założyć na lewą nogę” i wyliczanki „Tu bór, tu las, tu nie ma, tu wlazł”. Trochę pomogło, nie musiałam tracić tyle czasu na ubieranie.

Później pomyślałam, że czas się uwolnić od Skarpetkowego Totalnego Obłędu Prawolewego (STOP) więc zdecydowałam, używając wolnej woli (energowyczerpujące i zabierające mnóstwo czasu, ale możliwe) że pierdolę algorytmy i zakładam skarpety jak leci.

Zupełnie nie przyszło mi do głowy, że uwalniając się od jednej niewielkiej obsesji, stwarzam zapraszającą przestrzeń dla dużo groźniejszych mózgotrzasków. Nerwoskrętów.

Z prawdą i fałszem dzieją się przedziwne rzeczy i wcale nie trzeba nurkować w macierz kwantową, żeby odczuć, że (prawie) nic nie jest do końca oczywiste i (prawie) nic nie jest do końca przesądzone.

To nieprawda (ale nie fałsz), że zdania, a tym bardziej opowiadania nie powinno się zaczynać od „i”.

I…

Ciąg dalszy

Leave a Reply