O mrożonych tulipanach, lajkozie i spotkaniach autorskich

Słysząc pytanie w rodzaju – a jak by pani zdefiniowała target swoich powieści?, błyskawicznie opadam z sił i więdnę jak mrożony tulipan.

[Tej wiosny miałam w ogrodzie mrożone tulipany, i wiecie, one leżały zupełnie nieżywe, ale jeden okazał się tylko nieprzytomny. I udało się go przywrócić do formy metodą usta-pąk. Rozmrożeńca wetknęłam do butelki i spędził resztę życia jako sąsiad doniczki z bazylią. Umarł cicho, upuszczając pomarszczone, wyblakłe płatki na stół i został pochowany w kompostowniku, razem z martwą już włoszczyzną.]

Więdnę zatem od takich pytań, zanim zdążę rozkwitnąć. Stulam pysk, bo nie mając nic sensownego do powiedzenia lepiej go z wdziękiem stulić niż głupawo rozdziawiać.
Ale ufam – za podstawę tej ufności wziąwszy minione spotkanie – że nikt w Filii Numer Dziewięć nie będzie mi zadawał takich mrożących pytań.
Bo jest tak:

Ja to piszę dla zabawy
a ty czytasz, boś ciekawy!

Zdefiniowałam target?
Więc mamy to za sobą.

***

Łysy twierdzi, że zakładając prywatne konto na fejsbuku znalazłam się w grupie ryzyka zapadnięcia na lajkozę. To jest często występująca przypadłość fejsbukowiczów, polegająca na kompulsywnym zliczaniu otrzymanych lajków, aby na podstawie ich liczby określić własną wartość.
Jeszcze nie dałam się wessać w tę rurę, ale dolega mi inna franca: mam poczucie winy, że za mało lajkuję u moich znajomych. Zwłaszcza tych znajomych, których znam.
Boję się, że ktoś sobie pomyśli, że jak nie lajkuję, to znaczy, że mi się nie podoba, bo jakby mi się podobało, to bym lajkowała. I może powinnam cały czas czuwać i lajkować, żeby ktoś nie poczuł się źle, że ja nie lajkuję.
Inny ciąg objawów może wyglądać tak: ty lubisz coś u mnie, ja lubię to, że ty lubisz, ty lubisz to, że ja lubię że ty lubisz, ja lubię to, że ty lubisz, że ja lubię, że ty lubisz, że ja lubię, że ty lubisz … w każdym razie jakoś tak.

***

Otrzymuję pytania o spotkania autorskie tu czy tam i nie wiem co odpowiedzieć. Powiem prawdę. Dopiero niedawno uzmysłowiłam sobie/powiedziano mi, że autor ma sam zabiegać o te spotkania, albo jego agent to robi. No i tu konfuzja na mnie spadła. Wprawdzie umiem coś napisać, ale na tym koniec. Nie posiadam nawet śladowej zdolności autopromocji; ktoś inny musi wziąć na siebie ciężar umieszczenia mnie w przestrzeni publicznej. A wtedy ja, z ogromnym trudem, ale dzielnie, pokonuję tę nieśmiałość.
Odpowiedź na pytania o spotkanie autorskie jest zawsze taka sama:
Jeśli mnie zaprosicie, to na pewno się zjawię.

A tymczasem cieszę się na wyjazd do Włocławka, gdzie doświadczyłam mocno pobudzającej dawki życzliwości. I będę znowu jechać nad Wisłą, szlakami Dziuni. Komu po drodze, niech się szykuje na 12 maja.
Do miłego!

8 komentarzy

  1. Hahaha! W temacie lajkowania. Do fejsbuka przystąpiłam niedawno. Z uwagi na rozpoczęcie nauki. Z uwagi na konieczność bycia w ciągłym kontakcie z pozostałymi uczniami. I nauczycielami. Z uwagi na konieczność wciągnięcia mnie do grupy zamkniętej. Zanim połapałam się, o co w tym chodzi, metodą prób i błędów, udało mi się popełnić wiele fopa. Jako osobnik trochę zamknięty, przez ogół uważany za wycofany, nie otaczam się nadmiernym tłumem. A tu. Na fejsbuku. Nagle tylu znajomych! Oszalałam, po prostu! Poniosło mnie. No i się doigrałam. Na priv, że się tak wyrażę, zaczęły przychodzić zapytania: „czy my się znamy?”, „czemu mnie pani zaprosiła do grona znajomych? o czym będziemy rozmawiać, skoro się nie znamy?”. Przestraszyłam się. Uznałam za stosowne poprzepraszać tych wszystkich, jakby znajomych. A, w końcu, zamknęłam laptoka na długo. I. Udawałam, że mnie tam nie ma. Pozdrawiam.

  2. Tak, ja miałam taką przygodę, ze zaakceptowałam zaproszenie i jakaś pani mnie objechała, ze nie wie, kto ja jestem. No to co ja poradzę, ze ona nie wie? A ja niby wiem, kto ja jestem? A skąd ja mam to wiedzieć? No i się rozstałyśmy jakoś, zanim się dowiedziałyśmy kto ja jestem. Ale tak to spoks. Akceptuję zaproszenia, jeśli tylko nie są spamem sklepowym, dewocją, ONR-em, burdelem wirtualnym albo godowym tańcem ludzkiego samca. Nigdy nie wiadomo, która znajomość okaze się krzepiącym doświadczeniem, no nie? Pozdrawiam!

  3. Lubię facebook, dla mnie to taka wirtualna kawiarnia, tyle że czasem słyszę od moich dzieci że 100 % nowych postów na ich ścianach to moje treści.

  4. Tak, powoli zaczynam rozumieć, że to pewna gra towarzyska plus trochę edukacji plus trochę ciekawych myśli plus góra nie powiem czego:-)

  5. Gosia, najpierw to dziękuję Ci za kartkę urodzinową, niespodzianka super miła, bo listonoszem, a nie mailem:-)
    Co do tych linków… moja wina, bo zle wyraziłam na czym polega trudność. To nie brak umiejętności, który mozna uzupełnić na kursie „jak się skutecznie sprzedac na rynku”. To jest z nieco innego porządku, gdzieś z głębokich otchłani u samego rdzenia zyciowej postawy: Ja mam organiczny, dosłownie organiczny wstręt do kreatywności handlowej. Samo słowo kreatywność brzmi dla mnie podejrzanie, o ile nie dotyczy procesu twórczego. Czasem mnie rozpacz ogrania i czuję się gorsza, najgorsza, bo chcę tylko pisać. Pisać, a nie handlować, zachwalać siebie, nawoływać, jodłować, pajacować. Na samą myśl o organizowaniu czegokolwiek ogarnia mnie rozpacz i mam myśli samobójcze (ze wolę umrzeć z głodu). Wot, gówno, nie?
    Krzysiek powiedział, ze gdybym napisała powieść tak, jak opisałam zycie i śmierć tulipana, to czytelnik juz w połowie musiałby sięgnąć po prozak. Prawda to?

  6. Aniu, ciesze sie, ze kartka doszla :).
    Co do spotkan z czytelni(cz)kami, chodzi tu o stworzenie tej kladki miedzy Twoim domem a biblioteka czy domem kultury :), by moc owych spragnionych kontaktu z Autorka ludzi spotkac na zywo. O ten kroczek, ktory musisz sie wysilic i zrobic. Bo „siedz w kacie, znajda Cie” sie zazwyczaj nie sprawdza… Zapomnij o wstretach i innych „wykretach” 😉 Ale o tym jeszcze pewnie pogadamy w niedalekiej przyszlosci 🙂

    Co do opisu smierci tulipana powyzej, to dla mnie to piekna poezja i nie zgadzam sie z Krzyskiem :). Sa tacy, ktorzy delektuja sie takze smutnymi acz pieknymi dzielami. Np treny Kochanowskiego… Ale nie tylko.

    Milej soboty i niedzieli zycze 🙂

Leave a Reply