Rzecz o wybitnej inteligencji i jej opłakanych skutkach

Założyłożyłam sobie fejsbuka.
Kłamstwo, wróć.
Pozwoliłam Łysemu założyć dla mnie prywatne konto na zbuku, bo sama to ja najwyżej mogę sobie założyć, no wiecie…
Należę do tych rzekomych kretynów, którzy szczycą się własną ignorancją w kwestiach wirtualnych. Ja i moja przyjaciółka Epifania wiecznie powtarzamy, że nic nie umiemy, nic nie rozumiemy i niczego nie jesteśmy w stanie się nauczyć, jeśli idzie o poruszanie się w wirtualnym świecie. Greps polega na tym, żeby to uwiarygodnić, zadając debilne pytania, w rodzaju a co to jest awatar?, lub wydać z siebie pisk ojej, ten fejsbuk do mnie pisze!

Cała ta histeria ma tylko jeden cel: żeby ktoś za nas zrobił wszystko, co wymaga wysiłku myślowego, a my sobie czasem pogmeramy i postawimy lajka (lajkowanie jest bardzo łatwe).
Ja z rozpędu zdobyłam się na stworzenie podstawy naukowej, bezczelnie zmyślając, że są dowody na to, iż inteligentni ludzie słabo się rozeznają w narzędziach wirtualnego świata. W ten sposób nie tylko sobie i Epifanii niczego nie ujęłam, ale wręcz dodałam tajemniczego uroku kobiet nieprzeciętnie inteligentnych i przez to zagubionych w sieci.
Nie macie pojęcia, jak łatwo jest nabrać faceta na takie bzdety. Na moment. Ponieważ można przechytrzyć. Skoro tylko zaczęłam twierdzić, że to mój ponadnormatywny intelekt nie pozwala mi się przyłożyć do nauki obsługi fejbuka, Łysy zręcznie chwycił drugi koniec tego kija i wetknął mi go a oko: – Wiesz, chyba się robię wybitnie inteligentny. Zupełnie nie jarzę, o co w tym wszystkim chodzi. Musisz sobie jakoś sama poradzić z tym fejsem.
No i sobie radzę. Moja (rzekoma) inteligencja gdzieś się zapodziała, w zamian pojawiły się umiejętności potrzebne do samodzielnej egzystencji w sieci. Cóż za niespodzianka!
Będę tu czasem pisać, żeby ta strona nie zamieniła się w mauzoleum słów. Trzeba potrząsać, żeby nie zdechło, jak mawiał taki jeden.
Kłaniam się.

4 komentarze

  1. A ja szybciutko zrobiłam z siebie inteligentne zwierze,cóż za rozczarowanie , kiedy doczytałam wpis do końca .Pozdrawiam.

  2. Na udającego przygłupa czeka więcej dołków, przez niego samego wykopanych. Ja lubię zabawiać się, zadając idiotyczne pytania bardzo powaznym tonem, z miną zatroskaną. Przykład:
    A jak ja posieję tę rzezuchę na ligninie, to potem trzeba ją jeść z tą ligniną?
    A po rzeczowej odpowiedzi: – Nie, trzeba ją przyciąć nozyczkami, ja wybucham oślim śmiechem, bo to był mój świetny zart, no nie? Ale w konsekwencji, gdy naprawdę muszę o coś zapytać, słyszę: – Nie udawaj głupiej!
    Ot, co.

  3. 🙂 Czasami udawanie głupiej jest bardzo przydatne 🙂 lubię przyglądać się, komuś kto od razu napusza się, jego ego rośnie, aż nie pęknie 😀 😉 pozdrawiam i czekam na kolejne wpisy 🙂

Leave a Reply