Duch Dziuni w Filii numer 9

Wyzwoliwszy głowę z ćwiekami nabijanej i gwoździem na wysokości lewego oka ozdobionej korony, potocznie migreną zwanej, siadam, by zebrać garść wspomnień z Włocławka i je przed wasze oczy na piśmie złożyć.
(Widzicie? Potrafię pisać długie zdania, gdy się postaram. Ale czytelnicy mi powiedzieli, że i tak wolą krótkie, więc całe to staranie kotu na legowisko się zda.)

Duch Dziuni wieje kędy mu się podoba, ale najbardziej go pcha i ciągnie w stronę podobnego. Podobne, czyli dziuniowate. Dziuniowate, to znaczy niekoniecznie takie, jakim się wydaje.
Pożyczonym (w tym miejscu wyrazy wdzięczności dla Asi i Pawła Piórkowskich) autem, wystrojona w nowe trampki, które zlany potem kurier na czas dostarczyć zdążył, za towarzystwo wyborne mając przyjaciółkę i męża (panie Rysiu, to nie jest przyjaciółka męża, tylko moja), gnałam z zawrotną prędkością osiemdziesięciu kilonaha ku miastu nad Wisłą, Włocławkiem nazwanemu.

Urządzeniom elektronicznym ponoć udziela się szaleństwo obsługującej je osoby, więc obłąkany GPS skierował mnie drogą najbardziej okrężną z istniejących.
Dzięki temu (nie chcę tu wkręcać jakichś mistycznych wyjaśnień, zwykła choroba psychiczna urządzenia do nawigacji brzmi wszak całkiem racjonalnie) w drodze na spotkanie autorskie przejechałam przez kilka punktów, w których rzeczywiste przypadki ujęte w Dziuni miały miejsce.
To było… powiedzmy szczerze: dziwne.

Jeszcze dziwniejsze może się wam wydać to, że zanim stanęłam przed zbiorowym obliczem dziunioczytelników, nawiedziłam więzienie. Nie jest to dla mnie (Bogu dziękować!) doświadczenie zwyczajne, więc poświęciłam mu oddzielny tekst, napisany w formie felietonu do najbliższego wydania Tygodnika Ciechanowskiego/Przasnyskiego. A skoro tam będzie, to nie warto mnożyć słów nad potrzebę, chociaż aż mnie laptop świerzbi.

Przejdę zatem do miejsca, w które trafiłyśmy – Dziunia i ja – wraz z Krzysiem i Bożenką. W podróży mój mąż regularnie czkał optymizmem: jeśli nawet nikt nie przyjdzie, to on i Bożena, i panie bibliotekarki plus może ktoś się zabłąka, albo kogoś na ulicy pochwycą – trochę publiczności się zbierze.

Filia numer 9 – wciśnięta między cukiernię a sieciowy sklep – jest tak samo dziuniowata, jak sama Dziunia. Mam na myśli to, że jest niewyględna, niemal zniknięta wśród blokowej zabudowy. Dziuniość klasyczna, taka, że aż hej.

Ale dziuniość ma tę właściwość, że jeśli już pokonasz oczywistą zmyłkę, znaną jako „pierwsze wrażenie”, to znajdziesz się – nieoczekiwanie – w krainie tętniącej życiem i światłem. Jak my, po wejściu do Filii numer 9.
Dość powiedzieć, że mój mąż nie miał racji: zabrakło dla niego krzesła i błąkał się z tym swoim aparatem i z wyrazem niedowierzania na fejsie.
Pani Grażyno, Kasiu i inni, których imion z wrażenia nie zapamiętałam, jak Wy to robicie?

Wobec powszechnego biadolenia o upadku czytelnictwa trudno nie doznać szoku na widok tłumu ludzi, których obchodzi jakaś Dziunia. Było nawet kilku mężczyzn, co oznacza, że nie wszyscy dali się nabrać na stygmat „literatury kobiecej”.
Były rozmaite emocje, a dotyczyły książki. Otrzymałam więc wszystko, czego potrzebuję, żeby poczuć sens swojej pracy.

Dusze siostrzane i bratnie, jestem wdzięczna za ofiarowany czas, a jeszcze bardziej za przypomnienie mi, dla kogo piszę: dla tych, którzy pragną czytać.

11 komentarzy

  1. Ach i na dodatek…jak piszesz ?! Ano tak że aż chce się czytać!
    Serdeczności dla Ciebie i Krzysia :*

  2. Nie dość, że chce się czytać, to czytamy i czytamy już trzeci raz. Echa Dziuni nie milkną! Dziękujemy za ciepłe słowa o naszej małej biblioteczce. Pozdrowienia!

  3. Bardzo żałuję że nie mogłam być na spotkaniu z Panią. Książkę zamówiłam do mojej biblioteki.Pozdrawiam serdecznie!!

  4. I ja dziękuję za wspólną przygodę. Pozdrawiam Filię nr 9!

  5. To miłe, niech się ta Dziunia poczuje u Was równie dobrze jak w Filii 9. Pozdrowienia!

  6. Pozdro od „Ryśka”. No cóż przyjaciółka to też już jest moja. Tak mi się przynajmniej wydaję. Czekam na link do felietonu.

  7. A pewnie, że Ryśkowa przyjaciółka też:-)

    Pozdrawiamy całą gromadą!

Leave a Reply