
Dawno, dawno temu przyszedł do mego gabinetu pacjent w bardzo mizernej kondycji psychicznej. Cierpiał z powodu ataków lęku tak potężnych, że praktycznie całymi dniami kąpał się w adrenalinie.
Przysłał go do mnie zaprzyjaźniony psychiatra z żartobliwą adnotacją, iż „żadna dostępna farmakoterapia nie radzi sobie z diabłem”.
Nie sądźcie jednak pochopnie, że pan T. był opętany.
Opętany natomiast był jego telewizor, jak opisywał sytuację sam pacjent.
Potrafił tę opinię rzeczowo i barwnie uzasadnić, co w tym felietonie zostanie pominięte jako nieistotne.
Są za to istotne jego próby poradzenia sobie z problemem. Każdego popołudnia owijał pracowicie odbiornik telewizyjny świeżą rolką folii aluminiowej, żeby zneutralizować diabelskie ingerencje w sny. Starą (czyli w jego przekonaniu skażoną) folię zwijał w kulę i zachowując środki ostrożności wywoził na śmietnik w sąsiedniej dzielnicy. Miał przy tym poczucie winy, że podrzuca ludziom toksyczne odpady.
Oprócz tego pan T. wyłączał prąd w mieszkaniu, żeby jakiś zbłąkany impuls nie udzielił śpiącemu w telewizorze czartowi energetycznego wsparcia.
Trwało to wiele miesięcy i pan T. był bardzo zmęczony. Medykamenty – jak już zostało powiedziane – nie działały na diabła w telewizorze, za to ich skutki uboczne zmieniały mózg pana T. w owsiankę.
Dlatego zdecydował się na psychoterapię, oczekując długiej i żmudnej drogi przez mękę psychoanalizy.
A tu niespodzianka!
Terapeutka okazała się duszą w szaleństwie pokrewną, choć nieco bardziej zaradną: własnego telewizora pozbyła się dekadę wcześniej.
Kuracja pacjenta T. trwała tyle, ile zajmuje wypowiedzenie zdania „Weź pan i wynieś tego mózgotłuka pod śmietnik”.
Była też zupełnie bezpłatna.
Pan T. pozbył się diabła, po czym żył długo i szczęśliwie.
Podobnie, jak jego terapeutka.
Aż przyszedł rok 2016, rok dobrej – wybaczcie mi użycie tego wstrętnego eufemizmu – zmiany. W czasie, gdy zdenerwowani obywatele Rzeczpospolitej Polskiej szamotali się w protestach przeciwko kryminalizacji cyklu miesiączkowego, władze knuły spisek.
Rzuciwszy na żer emocjonalny nieśmiertelną kwestię aborcji, wypuściwszy narodowe bojówki na ulice dla podbicia atmosfery grozy, zapowiedziawszy powołanie uzbrojonej formacji pacyfikacyjnej przebranej za obronę terytorialną, uczyniono dostateczny zamęt, aby wprowadzić to, o co chodziło od początku:
Ciemną, wietrzną nocą, cichcem, chyłkiem i niby-to-niechcący (czyli tak, jak diabeł lubi najbardziej) utworzone zostało Tajne Ministerstwo Jedynej Prawdy, zwane też Propagandą Narodową lub – nieco prościej – mediami narodowymi.
Dla zachowania pozorów demokracji, ów wstydliwy akt erekcji przyodziano w formułę legalnej ustawy.
Jedynej Prawdzie potrzebny będzie wkrótce solidny budżet, bo żeby mieć prawdę na wyłączność i posiąść wszelką rację, potrzebne są naprawdę ostre narzędzia plus zastępy dobrze opłacanych klaskaczy i potakiwaczy.
A skąd wziąć tę niegodziwą mamonę?
Trzeba wymusić ją siłą, bo nikt normalny (przynajmniej na tyle, żeby wyrzucić telewizor) nie będzie z własnej woli opłacać propagandy.
I te wzruszające tłumaczenia, że państwo nie jest w stanie wyegzekwować opłat od odbiorców sygnału telewizyjnego więc, korzystając z aparatu przymusu, wydusi haracz ze wszystkich odbiorców elektryczności.
Może ten ciemny lud, obszczekujący całkiem inne drzewa, nie zauważy, że prąd i telewizja to dwie różne usługi i że każdy ma prawo korzystać lub nie, a jeśli nie, to jakim prawem … i tak dalej.
Na wszelki wypadek kwota daniny, która ma zostać dopisana do rachunku za prąd jest stosunkowo niska. Lecz – gdy już zostanie usankcjonowana – kto władzy zabroni podnosić ją co kwartał?
Jedno jest pewne – panu T. znowu się pogorszy, skoro tylko na swoim blankiecie opłaty za prąd zobaczy haracz dla diabła.
Wydawałoby się, że przymusowa danina na propagandę jest niemożliwa w kraju posiadającym ważną Konstytucję, a przecież to się naprawdę dzieje!
Co dalej?
Obowiązek odbierania mediów narodowych w każdym domu po dwie godziny na dobę?
A może pańszczyzna?
Tak, pańszczyzna ma u nas wielowiekową tradycję!
Poprzednia władza nie liczyła się z obywatelami, ale zważała na opinię międzynarodową i dbała o pozory.
Władza roku Pańskiego 2016 gardzi obywatelami, za nic ma też międzynarodową społeczność i nie bawi się w subtelności.
Diabli nadali, że tak powiem.
Felieton został opublikowany w Tygodniku Ciechanowskim nr 16/2016