Dzień dobry państwu. Przynoszę niemiłe wieści, ale przecież to nic nowego, prawda? Wypada także zauważyć, że to, co dla jednych jest niemiłe, dla innych już owszem – owszem.
To, co mnie sen z oczu spędza i łzy wyciska, to dla wyznawców Marka Z. jest nową ewangelią.
Portale internetowe donoszą radośnie: „Mark Zuckerberg ma wizję. Wie dokładnie, jak chce rozwijać Facebooka i ma środki, żeby wprowadzić ją w życie. W wizji tej na porządku dziennym rozmawiamy z botami i oglądamy wideo w 360 stopniach”.
Dalej jest już tylko gorzej (czyli dla Marka Z. lepiej).
Ludzie nie będą już musieli się między sobą porozumiewać, chyba, że zechcą wymienić uśmieszki albo lajki na komunikatorze fejsa. Wszystkie inne sprawy przejmą boty, czyli wirtualne roboty.
Te kreatury mają nad ludźmi znaczącą przewagę: nie zrzędzą, nie jedzą, nie popadają w depresję i nie potrzebują snu. Nie klną, nie oszukują w głosowaniu, nie ściągają na egzaminach. Nie piją wódki, nie wychodzą na papierosa. Nie dziedziczą po przodkach brzydko zmutowanego DNA. Ich funkcjonowanie jest organizowane przez fragmenty jaźni setek programistów, które to miazmaty dla kamuflażu przekształcono w grupy cyfr.
„Tym samym komunikator Facebooka ma być miejscem, z poziomu którego zarządzasz sporą liczbą czynności” – ekscytuje się przedstawiciel ginącej rasy myślących ssaków naczelnych.
Ludzkość, o której boty będą kiedyś pisać zero-jedynkowe poematy dla innych botów, jest na swoje nieszczęście zdolna cieszyć się, gdy jest krzywdzona. Zupełnie, jakby istniał jakiś psychiczny punkt maso-G, przy stymulacji którego ludzka ciżba skupia się wokół trującej idei, i natychmiast jest gotowa udać się na wysoki klif, i zbiorowo skoczyć na łeb.
Ale czego wymagać od dziwadła, mającego centrum dowodzenia ulokowane w szarej galarecie, napędzanej słabymi impulsami elektrochemicznymi?
Pierwszy lepszy smartfon jest nie tylko ładniejszy od nas, ale też bardziej samodzielny, szybszy i niezawodny w podejmowaniu decyzji.
Dlatego te plastikowe urządzenia, o nieczułych i trwałych ciałach, z oprogramowaniem pozbawionym ludzkiego wahania, wątpliwości i moralnych zahamowań będą już wkrótce zarządzać światem. Po to, żeby na koniec nas zastąpić.
I nie jest to żadne proroctwo, bo ta przyszłość, o której mowa, już tu jest.
Chwilowo bardziej przypomina farsę, niż zapowiadaną przeze mnie tragedię.
Rzućmy okiem na perypetie pewnego kierowcy z Lublina. Pechowiec ten położył sobie na kolanach tablet, zapewne w ramach ćwiczeń z myślenia pozaustrojowego. Zajął się jakąś użyteczną aplikacją i… z impetem wjechał w zadek śmieciarki.
Ta opresja nie miałaby miejsca, gdyby to tablet kierował pojazdem, bez pośrednictwa zawodnego humanoida.
Auta bez kierowców, od pewnego czasu przemierzające Europę nie powodują kolizji.
Ergo są mądrzejsze od istot, które je zbudowały.
Dwa miesiące wstecz, w katastrofie kolejowej w Bawarii zginęło jedenastu pasażerów, a blisko stu zostało rannych. Śledczy odkryli, że tragiczną w skutkach serię błędów popełnił dyspozytor, grający w grę komputerową na smartfonie.
Dla ofiar lepiej byłoby, gdyby ten pan grał w cymbergaja, a pociągami zarządzał jego smartfon.
Macie rację, nie ma w tym nic zabawnego.
Farsa wszak nie musi być śmieszna.
Wcale nie chce mi się śmiać, gdy czytam, że nowa, rewelacyjna aplikacja na telefon uwolni nas od podejmowania takich czy innych decyzji.
Wybierze nam strój.
Podzieli sprawiedliwie domowe obowiązki między członków rodziny.
Opracuje najlepszy dla nas sposób spędzenia wolnego popołudnia.
Zaprojektuje menu na urodzinowe party.
Zrobi listę zakupów i wirtualnych sklepów, w których ją zrealizujemy.
Te wszystkie decyzje podejmą za nas boty, uwalniając nas wreszcie od najbardziej znienawidzonego zajęcia – od myślenia.
A co my będziemy robić, poza przesuwaniem kciukami po dotykowym ekranie?
Same fajne rzeczy!
Będziemy jeść, pić, wydalać.
Spać.
Oglądać reklamy.
Uprawiać seks w pozycjach opracowanych specjalnie dla nas przez komunikator fejsa. Lajkować.
Oglądać wideofilm w formacie 360 stopni. To będzie wymagało, abyśmy kręcili się szybko wokół własnej osi, żeby niczego nie uronić.
Na filmie Mark Z. w swym kultowym szarym podkoszulku będzie nam błogosławił i zachęcał do wypróbowania najnowszego przycisku: DELETE YOURSELF
PS Po wysłaniu tego felietonu do redakcji, otrzymałam odpowiedź od… bota, który uprzejmie i życzliwie potwierdził wyświetlenie mojego e-maila na komputerze odbiorcy.
Felieton został opublikowany w Tygodniku Ciechanowskim nr 16/2016