Dawno, dawno temu neurolog Jules Cotard, badając pacjentkę wpadł na trop dziwnego zespołu objawów, które nawet największemu stoikowi mogą zjeżyć włosy na głowie. Niezdrowa dama, w historii medycyny znana jako panna X, uważała się za martwą.
Będąc – we własnym przekonaniu – gnijącym trupem, zaprzestała wszelkiej aktywności, nie jadła nawet i nie piła.
Paradoksalnie – skoro umarła, to mogła uznać się za nieśmiertelną, zatem nie musiała już bać się śmierci. Pozostało jej bać się życia. To nielogiczne, ale czy ktoś odważy się wymagać logiki od szalonego umysłu?
Jak to jest przyjęte w nauce, opisany zbiór objawów nazwano od nazwiska odkrywcy. I chociaż to bardzo rzadka przypadłość, od czasów panny X wykryto wiele przypadków syndromu Cotarda.
Niech was nie zmyli ten wstęp, bo to – wbrew pozorom – nie jest apolityczny felieton w typie medycznego thrillera.
To jest dreszczowiec jak najbardziej polityczny, choć niekoniecznie poprawny.
Przykro to pisać, lecz stało się – nic już nie jest apolityczne, nawet ziewnięcie w czasie przerwy na reklamę.
Nawet szalik kibica, różaniec dewotki czy krzyżyk na drogę.
Wszystko jest polityczne.
Choć niekoniecznie poprawne.
Na skutek upartyjnienia rzeczywistości doszło do absolutnego upolitycznienia tejże.
Ba! Nawet świat wirtualny, czyli internety politycy próbują (na razie bez skutku) wpakować w ciasne ramy partyjno-ideologicznej nadkontroli i powszechnej inwigilacji. Niedoczekanie!
W tej sytuacji nie powinno nas dziwić, że syndrom Cotarda, czyli zespół chodzącego trupa też się za chwilę nieco upolityczni. Zamierzam bowiem przypisać tę przypadłość jednej z naszych partii.
Od razu zgadliście, której?
Oczywiście, macie rację, to właśnie Platforma Obywatelska doznała tej przedziwnej a straszliwej demencji.
Nie do końca jest dla mnie jasne, czy jest to syndrom dotykający wszystkich członków indywidualnie (może w różnym nasileniu) czy też przypadłość ma charakter zbiorowy i objawy rozkładają się z demokratyczną równością. Nasilają się pytania zaniepokojonych obywateli: Gdzie jest Platforma?
Co z tą Platformą?
Ano, stało się. Platforma zapadła na syndrom Cotarda.
Porusza się krokiem zombie, bladość pokryła jej lico, oko zieje pustką, a usta zasznurowane na amen.
A skoro ta partia, dziś już opozycyjna, uważa się za nieżywą, to co nam, obywatelom pozostało?
Popatrzmy przez chwilę z góry: obywatelskość ma się za trupa, choć nim nie jest. Czy jest po drugiej stronie tego równania jakaś formacja, którą wszyscy uznawali za nieboszczyka, a okazała się żywotna jak owsiki?
Wróćmy do naszej rzekomo martwej Platformy Obywatelskiej.
Szkoda dla was dobrej nazwy, naprawdę. Obywatelskość to jedno z najlepszych słów, jakie zna polityka.
Żeby stać się członkiem tej partii nie trzeba się nijak określać. Nie musisz być prawy, sprawiedliwy, nowoczesny, nie musisz być razem. Nazwa nie niesie w świat jawnych odniesień lub ukrytych aluzji do nazwiska przywódcy ni czyjejkolwiek orientacji seksualnej, religii, poziomu umysłowego bądź aktualnej płci.
Wystarczy być obywatelem, bez dodatkowych warunków.
No ale co z tego, skoro ta siła polityczna sama siebie utrupiła?
Medycyna, w poszukiwaniu przyczyn zespołu Cotarda sięga ku głębinom psychiki, przyglądając się szczególnie kwestiom poczucia winy. Osobnik cierpiący na żywotrupość często uważa się na grzesznego, pokutującego, obciążonego winą nie do odkupienia.
Zaryzykuję pytanie:
Czy to właśnie splątało i sparaliżowało Paltformę?
Bo jeśli tak, to wszystko jasne, nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka.
Panie i panowie, z sumieniem nie da się wygrać, chyba, że jest się klinicznym socjopatą. Trudno byłoby zebrać tylu socjopatów na jednej platformie, zatem można roboczo twierdzić, iż ludzie tworzący tę partię posiadają sumienia.
Ujrzeć konsekwencje swoich ośmioletnich starań i natychmiast zmienić się w chodzącego nieboszczyka na skutek dojmującego poczucia winy?
No patrzcie, coście narobili!
To dręczące, a przecież raczej nieuświadomione zapalenie sumienia jest przecież adekwatne. Wasza „niewidzialna ręka rynku” okazała się lepką łapą złodzieja i aferzysty.
Obywatelskość zastąpiliście celebrytyzmem, a solidarność międzyludzką – gloryfikacją cwaniactwa i oszustwa w białych rękawiczkach.
Pierwsze słowa waszej podręcznej ewangelii brzmiały: Chciwość jest dobra.
Te słowa mają potężną moc, siłę tak straszliwą, że udało się wam zmienić wszystkich (nawet starców i niemowlęta) w chodzące targety marketingowe.
Panie i panowie, wy tam włóczycie swoje nieżywe cielska po salonach i zagranicznych uczelniach, a nam tu będą wprowadzać cenzurę do teatrów!
Udało się wam tak zdemoralizować i zepsuć ten kraj, że rzesze zwykłych ludzi zapragnęły prawa i sprawiedliwości.
A sposób w jaki te dwie wartości (często ze sobą sprzeczne) zostaną wprowadzone, wszystkich nas zamieni w zombie z partyjną legitymacją PiS przytwierdzoną na stałe do czoła na znak prawdziwej polskości.
Więc – szanowne trupy – niech wam zagra Pobudka Obywatelska; czas brać się do roboty i sprzątać ten bałagan.
Felieton został opublikowany w Tygodniku Ciechanowskim nr 4/2016
Czemu mi wykasowuje się to, co tu piszę?Aaaaa: złość, smutek, smętek, gorycz, panika, frustracja, łezka kanalikiem do wewnątrz!
Kocia Squaw chcę być aktywistą. Miałaś rację lepiej nie mieć etykietek, ale patrząc na to, co ja robię i to analizując to chcę sadzić Puszczę Białowieską wszędzie. Głównie zależy mi na drzewach i krzewach iglastych. Rozprzestrzeniać chcę tlen. Już mi się we łbie powykręcało wszystko przez ten brak zieloności. Taka prawda ;-( Kocia Pisarska Squaw teraz maluje się usta ala Mazowsze. Na czerwono i się nikt nie przejmuje psychiatryczną tezą, że to chodzi o chuć li jedynie. Wiedziałaś o tem?
1. Dżoanno, to nie jest jakaś tam psychiatryczna teza. To biologiczny fakt. Usta mają wabić i zachęcać, albo odstraszać, albo robić jeszcze inne krzywdy/przyjemności. Czerwone usta? Teraz będę bardzo niepoprawna: U młodych samic to nie razi, ale wieje tragicznym smutem z ust czerwienią smagających, umoszczonych w wądołach zmarszczek i starczych plam. Jeszcze gorzej sprawy mają się z ustami nadmuchanymi jakimś nieorganicznym syfem w twarzy sparaliżowanej jadem kiełbasianym. To jest ból i smutek na miarę opuszczonego tunelu metra, z którego umknęły wszystkie pociągi. Czerwone usta zawsze budziły we mnie pewien rodzaj bólu, podobnie jak długie, czerwone pazury. A może to tylko strach przed rozerwaniem na strzępy i pożarciem? Tak czy siak same atawizmy.
2.Nie wiem, czemu Ci się wykasowuje to, co piszesz. Może to jest jakaś dobra zmiana odgórnie wprowadzana do Twojego myślenia? A może jakiś mały skurwiel siedzi z malutkimi nożyczkami w przedsionku tego bloga i cenzuruje, zgodnie z linią wiodącej partii?
Skąd mnie to wiedzieć, ja tu tylko sprzątam.
3. A musisz być aktywistą, żeby sadzić drzewa i krzewy? Nie możesz po prostu sadzić, Dżo?
Bardzo ciekawy rozczłonkowany punkt widzenia 🙂
Ja optuję: lepiej że Kobitki dbają o kobiecość, niż bidne się zaopuszczają, oszczędzają na wszystkim i wodzie. Rozumiem trochę te medycyny konwencjonalne. Jeśli tylko powiększają piersi, bo ich zwyczajnie nie mają, albo zmniejszają a nie doprowadzają się przy tym jednakowoż do śmierci ;-(
Zrobię Ci magiczną szminkobluszczyk z soku jężynowego i malin i będziesz moją wieczną szczęśliwą Balladyną ;-*
Och, Dżoan, stać Cię na lepszy argument, chyba, że na serio nie dostrzegasz przestrzeni między „zapuścić się” a „powiększenie lub pomniejszenie piersi”.
Albo między „oszczędzać na wodzie” a „czerwona szminka”.
Mam nadzieję, że nie skurczył Ci się świat do takiej wąziutkiej ścieżyny, co?
Zresztą, niechaj każdy maluje sobie na ustach co chce, byle nimi nie kąsał bliźniego. Wiesz, że koty też mają coś w rodzaju ust? Tylko czarne. I co z tego? Nic.
Nie wiem co piszę 😉 bo się martwię tymi eksperymentami na ludziach pt. wirus Zika ;-(
I świńska grypa do kompletu!
Dokładnie!
Ja dziś o objawach Odchodzenia. Jakoś, tak należę do dziwnego gatunku przejmowaczy dogłębnych. Dziś przeżywam śmierć 37 letniego Pilota, który namierzał kłusowników (chodziło o kość słoniową) w Tanzanii. Ludzie muszą mieć takie ozdoby, wiadomo że ciągle im mało. Muszą jeść sarninę, mało im tych wszystkich rodzajów mięs, jakie kwitną w marketach? Zestrzelili Go. Jak ktoś wie, jak użyć broni, to się tak, jak tylko umie broni ;-( Kolejny Człowiek już tylko na Fotografii. Podobnie do Colina Vearncombe’a i Janusza Muniaka. Zamachy, wybuchy, wojny, mordy, stręczenia i znęcania się nad słabszymi moje pasje.pl przez to mniej czasu by nauczyć się np. porządnie szyć na maszynie.
Ciekawam co powiesz ;-*
Byłam na ciekawym wykładzie Kochana Kocia Squaw. O Oceanii, głównie z Wspaniałymi Seniorami Na Poziomie. Zobaczyłam ociupinkę, jak wygląda życie na Tahiti. Cieplej, kolorowiej, już tam się przynajmniej w mniejszym stopniu objadają mięsem…
Ściskam i życzę dobrego tygodnia!
Zmień biegun pasji, kochana Dżo. Śledź samo dobro i życzliwość i miłość, a wtedy czasu będziesz miała cały ocean. Nauczysz się szyć na maszynie, a może starczy Ci czasu nawet na to, żeby maszynę nauczyć mówić wierszem.
Z innej perspektywy patrząc, śledzenie zła nie czyni świata lepszym. Czynienie zaś dobra – jak najbardziej. Więc do dzieła, bo okazje pędzą obok i żadna już nie wróci. Cokolwiek. Bezdomnego psa nakarm, brzydkiego pijaka przytul do serca. I uciekaj, bo zawsze, zawsze chcą więcej:-)))
Co racja to racja, zawsze Twoja Dziuniu ;-* Święta…
Kiedy w Krakowie spadł tańczący śnieg koło po 15 godziny, ja akurat nie dałam rady sparować Ojcu wszystkich skarpet (jest ich tysiące a żadna jedna, po tysiącu par, drugiej nie przypomina), zrobiłam sobie kawę w ekspresie i zjadłam ciasteczka z Półwsia Zwierzynieckiego, gdzie kiedyś Kot grasował. Niebezpieczny, człowiek z kryminalistyczną przeszłością, Kot. Grażka, mama Kubutka, nam niedawno opowiadała, jak się go mimo wszystko nie bała.
To pa, całusów i lat 1002!
P.S. Musimy obie dożyć ok. 1132 by pisma Freuda w oryginale waszyngtońskim przejrzeć i Mu Godność, co mu podli zazdrośnicy uwłaczyli, przywrócić.
Jakie znowu święta? Znowu są jakieś święta? Chyba, że masz na myśli Dzień Świętego Pączkiego w Oleju Żywcem Usmażonego, męczennika wątrobowego wraz z jego młodszym bratem, świętym Zgagim, który ma swoje święto zaraz po świętym Pączkim.
Nie dałam dziś sobie wcisnąć pączka w brzuch. Te, które widziałam w sklepie w Duczyminie, były oblepione ohydnym różowym lukrem i posypane jakąś kolorową zarazą. Błeee. Nawet nie musiałam ze sobą walczyć.
A bo to ja piekłam te różowiaki i mi się rozpaćkały a że każdy odruchowo nadgryzam od środka to potem robię tak, że niby są denaty z dziurką;-)
Brzmi apetycznie. Może napisz do Dunkin’Donuts i zaproponuj im reklamowe hasło: DENATY Z DZIURKĄ, DASZ SIĘ ZA NIE ZASTRZELIĆ.
Dałabym Ci, Śliczna Tajemna Kocia Squaw 40 tysięcy Ełro za to hasło reklamowe z marszu (wymiata, a tam tego rzędu pieniądze się zarabia!!???) Dorobiłabyś Sobie jako kopirajter ;-*
Na razie znowu mam kryzys i po urzędach pracy się włóczę, wstyd się przyznać.
Dżo, nie dorabiam na rogu pod latarnią, to i w reklamie nie będę:-)))
A na razie mam kryzys i po lasach się włóczę, nie wstyd się się przyznać.
Igliwie 😉 ajgetit.
Igliwie w niczym mi nie pomogło, gdy nabijałam sobie sińce, uderzywszy głową w mur.
Dziś obchodzę Dzień Zrozumienia. Odkryłam i nieprzyjemnie doświadczyłam co oznacza przestroga z Ewangelii Świętego Mateusza: #(…)nie rzucajcie pereł waszych przed wieprze, by ich przypadkiem nie podeptały nogami i obróciwszy się nie rozszarpały was#
Ta druga część, w której obdarowane wieprze odwracają się, by rozszarpać i zniszczyć – to jest dopiero przeżycie.
Strasznie przykre 🙁 Sprawiedliwość i równość na ziemskim padole jest utopią? Pewnie, jeśli będziesz chciała opiszesz to na blogu w odpowiednim czasie?
Tak, mi przykro, ja jestem ciągle naiwna i często mam to poczucie „że poszłam dlatego z torbami”. Na szczęście moda wraca bumerangiem i ciuchy pasują, albo koleżanki poratują. Źle se posłałam, to tak się wyspałam? Taka pozycja życiowa nie bardzo daje mi prawo powiedzieć coś na pokrzepkę 😉
Jak się nie stanie w moim wypadku to Hioba mam w sobie. Zhiobowane życie pod każdym aspektem…
Przykre, ale nie straszne. Jak powiadam – przestrogi istnieją, tylko trzeba się wczytać. Jak również rady: otrząsnąć pył ze swych stóp i nie odwracając się, iść swoją drogą.
Ja nie czuję pokrewieństwa z Hiobem. Raczej z Syzyfem, w ujęciu camusowskim. Happy Syzyfica, zawsze gotowa zaśpiewać znaną chińską piosenkę „Pchamy, pchamy, gówno z tego mamy„.
To mówi gorycz, ale ona minie.
Zostanie czysty zysk: czas, który ofiarowałam wieprzom wraca do mnie.
Nie opiszę, nie ma mowy. Nie mogę dać świadectwa aż tak skrajnej głupoty własnej:-))
Małymi kroczkami idzie wiosna. Wiesz, Kocia, Czarowna Squaw, w koczku na głowie Ci mega, bardzo ładnie – ta fryzurka jest dla Ciebie 😉
Śmieszne acz prawdziwe hasło Happy Syzyficy. Otwarło mi się zdjęcie Donalda Trumpa – tego bogacza ze Stanów z ryżo blond zaczeską. Czy zamieniłabym się na życia? Nie. On jest teraz wprawdzie spokojny jak ptaki, co nie sieją i kwiaty, co rosną, ale jak się przeciśnie przez ucho igielne?
Ściskam
O, Dżoann, słyszałam żurawie. Zazwyczaj przybywają 6 marca, a ja słyszałam klangor 8 lutego i wczoraj.
To miłe uczucie, taki delikatny przyrost optymizmu o czysto biologicznym podłożu (bez oczekiwań, za to z wewnętrzną pewnością, że niedługo będzie ciepło i będzie co jeść).
Dlaczego oglądasz Donalda Trumpa, czy to jakaś pokuta?
Żywe skrzydła i dzióbki wiosny? ;->>
Normalny to jest kontakt z naturą, a nie wypatrywaniem resztek natury pomiędzy „postępem cywilizacji” a zwykłymi przekrętasami wycinającymi pomniki przyrody.
Mam taki problem poznawczy, że proszę ja Ciebie Kocia Mateczko, niebezpiecznie mi się zrobiło w głowie. W internetach i gazetach, w pewnym momencie, był milioner na milionerze. Na ulicach, gdy przemykam co i rusz ktoś niesie i popija np. kawę Costa (kubeczek potrafi dochodzić nawet do 20 złotych). Zaczęłam wyciągać trwałe wnioski, które, jak samospełniająca się przepowiednia wokół i dla mnie przyniosły żniwo: inteligentny człowiek powinien szybko dojść do ogromnego majątku; inteliginecyja równa się jakaś niewyobrażalna majętność i co logiczne, ktoś, kto nie ma takiej fortuny, która gdzieś wypełnia jego konto (i ile by nie wydał na życie to mu nie ubywa, ale się pomanaża prawie, jak ryby nad Genezaret i wino w Kanie), inteligentny przecież, skoro to takie powszechne i łatwe (w wywiadach cytując „sukces jest zawsze łatwy”). No, i tak to widzisz – taka frustracja i praca ślinianek na marne ;->
Lepiej patrzeć, co się udało, na pierwsze kaczeńce w Ogrodzie Botanicznym, pierwsze zielone pąki na forsycjach i w szalonym biegu gnać, od jednego zaułka ze ścianą zieloności bluszczu i pojedynczych zimnolubnych krzaków. Wgapiać się i łapać tlen, jak „ryba wyskoczka” 😉
Widzę, że piszemy tu całkiem samodzielne felietony przebrane za komentarze, prawdaż?
Dżo, na takie rozterki serca potrzebna jest mocniejsza tabletka. Rozważ to:
” Średnio raz do roku, najczęściej w drugiej połowie lutego (która to pora jak żadna inna sprzyja stanom maniakalnym, falstartom i panicznym zrywom) Dziunia dostrzegała, że podstawiono jej nowy kołowrotek z adnotacją wskakuj i zapierdalaj. Na zachętę podsuwano jej przykłady bliźnich biegnących w swoich kołowrotkach. Niektóre kołowrotki były pozłacane, wyściełane a nawet elektryczne. Ich użytkownicy nosili się zarąbiście i dizajnersko, będąc tak jednakowo śliczni, pachnący i zębato uśmiechnięci, że z trudem można ich było rozpoznać jako przedstawicieli ludzkiej rodziny. Dziunię bolały zęby mądrości, gdy z całej siły opierała się tym lutowym stanom pobudzenia. Trzeba przyznać, że włożyła wiele wysiłku w stworzenie Strefy Wolnej od Kołowrotków. Sądziła, że jest wystarczająco odporna, żeby z nieodmiennie miłym uśmiechem mówić już do końca życia: nie, dziękuję, myśląc: won i niedoczekanie. W pewnym sensie tak było. Z tym, że nie do końca.”
Wymarzony dom Dziuni – fragment
Oj, to prawda. Piszę do Ciebie dużo i długo 🙂 Mam nadzieję, że nikomu nie strzeli do głowy, że to chodzi o rywalizację i moje popisywanie się, że umiem, tak pisać, że mi odpisujesz. Nie chodzi o podpromowanie się (stara kopa ze mnie na aucie wolnego rynku pracy, to co poza urodą, co mnie ma niby pocieszyć w całym bagnie depresji i nazwijmy rzecz po imieniu straszniej: psychozy mi pozostaje), nie chcę w nikim też wzbudzać przykrych uczuć typu zazdrość o kontakt z Autorem Dziuni i Felietonów. W kim bym niby miała to wzbudzać? W Romie? W Kayu? W osobach z bliskiego otoczenia znających swoją wartość? Jeśli czujecie, no może, nutkę zazdrości, to ja też czasem jednak czuję, kiedy Wy tu piszecie razem z ociepleniem kilmatu 😉
Po prostu na razie, jak czujemy w kościach, jest zima. Zawsze, kiedy nie ma pożądnej dawki słońca, zielonej soczystej trawy, szary muł na ulicy przypomina mi, że mieszkam w zapyziałym, smogowym, acz kulturalnym Krakowie, to otwieram tu bloga z komentarzami i nawijam 🙂 Jest to już naturalny odruch, instynkt, taki provołk do wspólnej kototerapii.
Poprzedni rząd mi też zabełtał, Koczkowa, Promienna Squaw, w głowie. Było pamiętam jedno z haseł kulisowych: kto nie zarabia 6 tysiaków, ten jest idiotą. Sorry, taki mamy klimat. PO pokazało od tej strony, że się je i pije oceaniczne eksponaty muzealne i nawet sute napiwki dla kelnerów nie zatrzymają ich ze vendetty.
Dziękuję, za fragment o kołowrotku. Uwalnia. Rozjaśnia umysł. Zenuje i rozbawia 😉
Ale przecież ja każdemu odpisuję, więc nie musisz się su-mi-to-wać, Wać-Panna. Sumitować, jakie ładne słóweczko!
Otrząśnij się z tych pierdół jak mokry kot z błota. Jeśli pozwalasz prać sobie mózg, to nie narzekaj, że Ci się zwoje prostują.
Rządy?
Partie?
Serio, Dżoann?
Łejk-ap, pull-ap!
Co racja to racja! Świetne słówko na dziś 😉 Sumitować. Mogę powiedzieć nadgorliwie troskającej się o mnie przyjaciółce, „słuchaj, nie obraź się, ale sumitować to, się będę dopiero na Sądzie Ostatecznym”. Muszę w sobie wyrobić większą asertywność – to zawsze kuleje. Paraliżuje mnie i katatonizuje nadal czyjś tupet i bezczelność znienacka tłumie, tak że nie zawsze reaguje przytomnie i adekwatnie.
Widziałam dziś przebiśniegi. Całe kępki 😉 pozdrawiam
Mnie też – bardzo podobnie. Dlatego jestem w paralitycznej katatonii od półwiecza:-)
Widziałam dziś pęczek białych sarnich dupek poruszających się z wdziękiem na pobliskiej łące. Idzie wiosna!
Chodzi mi po głowie jeszcze insza rzecz, żeby Cię spytać Słoneczna Squaw z kocimi oczami w lepionymi w Twój piersiujący Warkocz Chlebodawczyni ;-*
Zgłębiam psychologię. Znowu to sobie robię. I nie wiem, co powiesz na moją alternatywną psychezgagę. Nic mnie, proszę ja Ciebie, tak nie denerwuje jak prze-ważny głos zdrowia psychicznego diagnozujący w książkach, że nic gorszego nad osoby ze schizofrenią człapiące bidne po oddziałach i mówiące, że są Synami Bożymi zdarzyć się już nie może. A może jasny gwint Oni mówią prawdę? I dlaczego to jakaś katastrofa, że ktoś chodzi w napięciu, pali w napięciu, przeżywa i je w napięciu i kontaktuje się z jedynym sobie znanym wybawieniem od tego, prosto z serca mówi, że nim jest? Wyrażają na głos poczucie Jedności z Bogiem, czują się Jego dziećmi, cierpią i tak siebie doświadczają? Chrystus nie był pierwszym, którego uważano za obrazoburczego? Czy oni są obrazoburczy, czy raczej chwytają się w szlochu i bezdennej rozpaczy rąbka sukni bożej?
:-*
Dżo, pytania zamknięte są w filozofii i innych aktywnościach pokrewnych pytaniami zamykającymi możliwość szukania odpowiedzi. Pytasz:
czy x+y=a?
czy może x+y=b?
A gdzie cała reszta; cała nieskończona reszta tego, co przed,po, pod, ponad i pomiędzy?
Dlatego najprawdziwszą odpowiedzią jest: nie wiem.
:-)))
Z tego miejsca można już porzucić wszelkie – wcześniej przygotowane na wyczerpującą odpowiedź – szuflady i zacząć badanie lub poszukać łatwiejszych obszarów (typu: która godzina, ale to też nie jest wcale pewne)
Miło pogawędzić, Dżo. Tymczasem śnieg zasypuje mnie bezlitośnie…
” Wydawało się oczywiste, że poszczególne fazy ludzkiej egzystencji odpowiadają różnym zaburzeniom psychicznym – solipsyzm w niemowlęctwie, histeria na tle seksualnym w okresie dojrzewania i na początku dorosłości, paranoja wieku średniego, demencja w starości… Wszystko kończy się śmiercią, która w końcu okazuje się „zdrowiem psychicznym”. ”
Thomas Pynchon (W sieci)
Ina wzajem:-)