Na wstępie zdefiniujmy z grubsza tych, o których będzie mowa, czyli onych. Tytułowi ONI to nie tylko aktualni oni, ale też ci, którzy byli onymi przed tymi, o których dzisiaj mówimy oni. I tamci oni przed nimi. A także, niestety, oni, którzy nastąpią po bieżących onych. Łatwe do przyswojenia, prawda? Może jeszcze łatwiej będzie zapamiętać, gdy oskubię to wszystko techniką redukcji do dwóch ostatecznych twierdzeń:
1. Oni są wieczni i są wszędzie.
2. Oni to nigdy nie jesteśmy my.
Można jeszcze dorzucić twierdzenie trzecie:
3. Oni zawsze decydują o nas, chociaż to my lepiej wiemy co jest słuszne i prawe, i dobre, i sprawiedliwe.
Mając tak poręczne narzędzie do rozpoznawania onych, możemy pokusić się o kilka charakterystyk.
Nie wiem, czy przychodzą wam do głowy podobne bezeceństwa i herezje, ale z doświadczenia wiem, że umysły pokrewnych dusz bywają podobne. Pokrewnym duszom zatem dedykuję ten felieton choć przecież inni też mogą sobie przeczytać. Jest on bowiem niczym więcej (acz i niczym mniej) niż próbą sformułowania odpowiedzi na dręczące mnie pytania.
Niech to będą przy dzisiejszej okazji raptem dwa skromniutkie pytania, a to, czy zdecyduję się postawić ich więcej, będzie zależało.
Od… mniejsza z tym.
Pytanie numer jeden:
Dlaczego wszyscy oni wykazują takie radosne przywiązanie do obrzucania innych (a w szczególności tych z przeciwnego bieguna ideologicznego) gównem?
Moja odpowiedź:
Ponieważ to są (mniej więcej) demokratycznie wybrane, starannie wyselekcjonowane (w rozumieniu selekcji naturalnej), najlepsze, najbardziej wartościowe osobniki i osobniczki.
To są prawdziwe intelektualne alfy (i omegi), liderzy umysłowego rozwoju.
Oni muszą to robić, muszą tym słownym gnojem ciskać, ponieważ tak właśnie czynią najwartościowsze egzemplarze człowieka rozumnego.
A wszystko przez te geny.
Tak, to przez cholerne nici DNA wszystko się stało.
A teraz będzie dowód, jak zwykle naukowy:
Badacze z uniwersytetu Emory, USA, odkryli, że te osobniki, które najczęściej bawiły się rzucaniem odchodami, przewyższały inteligencją resztę grupy.
Spokojnie, spokojnie oni badali szympansy!
Ale w tym miejscu warto przypomnieć, że nasze ludzkie i szympansie DNA wykazuje grubo ponad 98% zgodności.
Naukowcy z Emory odkryli, że funkcje motoryczne i językowe tych małp, które najczęściej rzucały fekaliami, były nadzwyczajnie rozwinięte.
I najważniejsze:
Małpy rzucające odchodami najchętniej i najczęściej, są… bardziej uspołecznione.
No i co?
Łyso nam?
Dalej zamierzamy narzekać na zdziczenie obyczajów w polityce?
Raczej cieszmy się, żeśmy zawsze wybierali tych najlepszych!
A teraz drugie pytanie:
Skoro oni są tak predestynowani do rzucania fekaliami, to dlaczego z drugiej strony tak łatwo obrażają się o byle co?
Tu odpowiedź jest mniej naukowa, bardziej zaś intuicyjna i dedukcyjna.
Otóż te najlepsze z najlepszych wyłysiałe i odziane w garnitury małpy (w tym miejscu przepraszam kreacjonistów za apodyktyczny darwinizm, ale musicie wiedzieć, że jest on zgodny ze współczesną myślą teologiczną) są nie tylko superinteligentne, ale też nad wyraz wrażliwe.
Ego mają wybujałe, toteż obrazić onych łatwo.
Gdy jakiś z pozoru przeciętny człekokształt staje się nagle onym, nie tylko inteligencja mu tryska z uszu, ale także swoista nadwrażliwość i straszliwa godność osobista.
Weźmy pierwszy z brzegu przykład:
Minister Ziobro obraził się ciężko na sędziego Rzeplińskiego, że ów Rzepliński zwrócił się do niego per „panie Zbyszku”. I chociaż wypowiedział to imię dużą literą, chociaż wypowiedział je prawidłowo i nie pomylił Zbyszka z jakimś poślednim Zdziśkiem czy innym Miśkiem, dokonał – jak się okazuje – obrazy majestatu.
Tak wielkiej, że nawet ci, którzy są po jego, Rzeplińskiego stronie i po stronie Trybunału, strofują go za lekkomyślną nieprawomyślność. I wytykają w mediach, że lepiej by było okazać więcej szacunku i żeby ten szacunek był wyższej jakości, niż taki, który płynie z samego gołego imienia Zbyszek.
W tym miejscu aż się prosi, żeby zacytować Gombrowicza („Trans-Atlantyk”), z dedykacją dla wszystkich onych, którzy kiedykolwiek się obrazili lub w przyszłości mogliby się obrazić:
„Zachowaniem i układem swoim niezwykły wzgląd na wysoką godność swoją wykazywał i każdem swem poruszeniem honor sobie świadczył, a tyż i tego z kim mówił sobą silnie bez przerwy zaszczycał, że już to prawie na kolanach z nim się rozmawiało”.
Felieton został opublikowany w Tygodniku Ciechanowskim nr 1/2016