Odpowiadam na pytanie, zadane przez Miłą Osobę:
Nieprawdą jest, jakobym przestała pisać od rzeczy i skupiła się na felietonach dla TC (które dla odmiany są ponoć do rzeczy, albo odwrotnie, już nie pamiętam).
Piszę (od rzeczy do rzeczy) falami o zmiennej amplitudzie, zależnej od pogody, fazy księżyca, stężenia alergenów w powietrzu i w necie oraz od innych zmiennych, których wymienić nie mogę z powodów dyplomatycznych.
Piszę trzecią część curriculum curiosum Dziuni i mam już kilkanaście rozdziałów, rozsianych po różnych zaułkach cyfrowego wszechświata. Gdy nadejdzie pora żeby to wszystko pozbierać (kopiuj-wklej), powstanie powieść. Do tego należy dodać liczne karteczki ponaklejane tu i ówdzie a także zawartość szarego notatnika, który dostałam od facetów z Kuriera Szczecińskiego i w nim też piszę Dziunię, bo ładny, poręczny i skromny, jak ona sama.
Jeżeli ktoś czeka na odpowiedź bo napisał do mnie maila, to czeka daremnie. Straciłam większość adresów mailowych, razem z wieeelką bazą innych danych. Wśród ewidentnych śmieci były tam i skarby.
Nauczka: nie mieszać gówna z twarogiem i nie przechowywać razem na jednym dysku.
Tak czy inaczej – jeśli do tej pory nie odpowiedziałam komuś na list, to nie z wrodzonego chamstwa, lecz z braku możliwości. Napiszcie jeszcze raz.
Co do odkrytej przeze mnie (i wielu przede mną) złotej zasady niemieszania śmieci z wartościowymi danymi, to zamierzam zastosować tę mądrość także wobec własnego (miękkiego) dysku twardego, który będąc przegrzanym i zapchanym, produkuje bzdety myślowe.
Mam na myśli – zgadliście – ten szary dysk mieszczący się pod skalpem.
W tym celu ograniczam swoje kontakty ze światem do niezbędnego minimum.
Miłym skutkiem ubocznym operacji czyszczenia zwojów mózgowych jest spadek poziomu adrenaliny i mniejsze skoki ciśnienia.
Hmm… i wzrost wagi.
Im jestem łagodniejsza, tym mam większy obwód – patrząc horyzontalnie – gdy przyjmuję pozycję wertykalną.
Okej, sami widzicie, że mam mocno zharatany hardware a i software mi się zawiesza.
Dlatego proszę, żeby ktoś zabrał mnie na bezludną wyspę i tam porzucił.
Warunek: żadnych kotów.
Mogą tam żyć słonie, jaszczury, praszczury, a nawet stonogi, pchły piaskowe i pająki, ale błagam! Żadnych kotów, kiciusiów, koteczków, kotulków i innych psychopatów.
Bo oszaleję!
Co do ludzi… napisałam wyraźnie, że wyspa ma być bez-ludna.
Żartowałam!
Jeszcze bardziej bezludna niż ta, na której obecnie przebywasz?
No, nie wiem czy taka się znajdzie.
Z internetem, czy bez?
Odliczam dni do ukazania się „Dziuni na uniwersytetach”
Już tylko, tysiutko na wyciągnięcie ręki 😉
Bezkotna:)
Pozdrawiam gorąco 🙂
Dziękuję serdecznie!