Udało nam się podstępem wywabić z ukrycia Madame Zimę. Tkwiła bez życia w jakiejś spelunce, wysyłając w zastępstwie tę obmierzłą – deszczową i wietrzną – pluchę grudniową.
Publikacja fotografii zimowych z ubiegłych lat przyniosła spodziewany skutek uboczny: Madame Zima wytrzeźwiała, zebrała się do kupy i znowu zatańczyła jak młódka na weselu.
(Zawsze warto założyć jakiś skutek uboczny!)
Zawstydzona, żeśmy ją przyłapali na rozgliździajstwie, na łajzowatości, na paskudności przeleniwej, od razu wpadła z fasonem. Zmroziła do minus dwunastu, zawinęła białym welonem, aż się zaskrzyło.
Nazwijcie to magią.
Nazwijcie to rezonansem kształtotwórczym w polu morfogenetycznym (ratunku!).
Nazwijcie to jak chcecie, albo nie nazywajcie wcale.
Ja swoje wiem.
Tymczasem ta galeria pokazuje, że Madame Zima naprawdę się stara nadrobić stracony czas.
Krzysiek z narażeniem życia śmiga po mokradłach, aby uchwycić ulotną Panią Zimę. Warto , zdjęcia oko cieszą , oby tylko kataru się nie nabawił.
Zastanawiam się jeszcze, jak do Was można teraz dotrzeć, wpław, kajakiem czy już na łyżwach 🙂
Trzymajcie się ciepło.
Roma, do nas najłatwiej i najtaniej dotrzesz balonem ekologicznym, czyli ekolonem. Jego napędem są dobre wiatry🙂