Za drzwiami ich domów panuje cisza – nie słychać przekleństw, lamentów ani krzyków wzywających pomocy… prawie nigdy. Kieszonkowe obozy koncentracyjne, budowane na miarę ambicji domowych despotów, a w nich ciche kobiety i wystraszone dzieci.
Bać się – pierwsza myśl: cóż za niemiły stan.
Chociaż… bać się, bezpiecznie siedząc we własnym fotelu przed ekranem, na którym rozgrywają się krwawe sceny horroru…
Albo szukać tego specjalnego dreszczyku strachu w ekstremalnych wyczynach sportowych.
Czy można polubić strach?
Och, jasne, chociażby dla następującej po nim ulgi (hurra, przeżyliśmy!) kiedy wszystko dobrze się kończy.
Ale czy można przyzwyczaić się do strachu, zżyć się z nim i nim oddychać, kiedy staje się składnikiem codzienności, a ulga nie następuje nigdy?
Na przykład kiedy się żyje w miniaturowym obozie koncentracyjnym, który zaludniają mama, tata i dzieci?
Piotruś został zaproszony wraz z rodzicami na kinderbal. Przyszedł z mamą, bardzo elegancki w nowym garniturku. Oboje spięci, popatrujący na zegarek.
Zabawa była świetna i stało się – przegapili godzinę powrotu do domu. O dziewiątej w drzwiach stanął tata Piotrusia z marsową miną.
Powiedział: – "JUŻ".
Chłopczyk pobladły i nagle skurczony, wybiegł nie patrząc na nikogo. Jego mama wyszła z miną tak przerażoną, jakby została skazana na śmierć. Tak szybko, że zapomniała się pożegnać.
A więc stało się, dzisiaj nie unikną kary.
Kiedy zamkną się za nimi drzwi mieszkania, pozostanie już tylko strach. Będą oczekiwali na karę, każde w swoim pokoju, nie wiedząc, co tym razem nastąpi.
Ponieważ to jest kara właściwa: strach i oczekiwanie na "wyrok".
Jak to jest: być ofiarą chłodnej przemocy?
Kiedy czekasz na nieuchronną karę, budujesz wyobrażenie tego, co nastąpi, obmyślasz sposób, by tym razem uzyskać ułaskawienie?
A ponieważ chodzi o to, żeby ciebie złamać, więc łamiesz się sam, dla świętego spokoju. Tłumisz swój gniew i starasz się, żeby sprawca zobaczył, jak jesteś uległy. Myślisz "niech tylko odejdzie, przecież nie może zabrać mi wewnętrznej wolności".
Ale może on do tego właśnie dąży, dlatego święty spokój nigdy nie nadchodzi. Wreszcie zaczynasz rozumieć, że cała twoja strategia na nic się nie przyda, bo sprawca nie przestanie, dopóki jego władza nad tobą nie będzie pełna. Kontrola myśli, snów, marzeń…
Chłodna przemoc jest instrumentem sprawowania władzy i kontroli. Owszem, zdarza się, że "chłodny" sprawca się złości, może nawet wybucha, ale to nie jego emocje czy brak kontroli nad sobą są przyczyną aktów przemocy. Chłodna przemoc opiera się na spójnym systemie przekonań i celów.
Sprawca wie, co robi i po co to robi, a twój strach jest jego największym sprzymierzeńcem. Niewiele wiemy o nich – sprawcach i ofiarach, ukrytych przed oczami i uszami świata.
Za drzwiami ich domów panuje cisza – nie słychać przekleństw, lamentów ani krzyków wzywających pomocy… prawie nigdy.
Kieszonkowe obozy koncentracyjne, budowane na miarę ambicji domowych despotów, a w nich ciche kobiety i wystraszone dzieci. Przerażająco grzeczne.
Kiedy wędrują całą rodziną na niedzielną wycieczkę, do kościoła albo do parku, na ich twarzach maluje się trwożliwe skupienie: uważają, żeby niczym nie zasłużyć na karę. Ale kara i tak będzie. Jest częścią systemu, w którym żyją.