Bezużyteczni

Tegoroczne wybory przyniosły obfity plon.
Nie wszystkim, oczywiście.
Opłaciły się dziennikarzom, felietonistom  i pieniaczom.
Już dawno nie mieliśmy, my pismaki, tylu koralików do nanizania na nić sarkazmu, ironii i satyry. Już dawno miłośnicy słownego plucia na odległość nie otrzymali tak wdzięcznej okazji do poobrzucania się nawzajem zawartością szamba. Już dawno nie oglądaliśmy takiej pięknej katastrofy demokratycznych procedur.
Ileż pisania, ileż ględzenia, ile kamieni do rzucenia!
Całe zastępy „ekspertów” znalazło szybkie zatrudnienie na umowy śmieciowe, żeby wyjaśnić prostemu, ciemnemu ludowi, co jest z nami – wyborcami – nie w porządku.

Lecz żeby ktoś zyskał, ktoś musi stracić, jak nas nauczył Izaak Newton.
Wprawdzie mechanika kwantowa próbuje podważyć tę własność wszechrzeczy, póki co jednak nikomu nie udało się udowodnić, że zysk się bierze znikąd.
Nadal uczymy się w szkole, po czym natychmiast zapominamy, że „masa ciała i układu ciał nie zmienia się podczas przemian i oddziaływań fizycznych, a masa układu jest sumą mas ciał wchodzących w jego skład”.

Skoro korzyści zyskały wyżej wspomniane grupy (oraz beneficjenci przypadkowych aberracji w procesie głosowania), to kto stracił? Obawiam się, że cała reszta społeczeństwa.
Tym większa to strata, że dotyczy złudzeń, które kochamy ponad rzeczywistość.
Gdy wszyscy nagle widzą w jak niestabilnym systemie wiodą swoje powszednie życia, ogarnia ich lęk i gniew.

Te dwie emocje – gdy już przejmą kontrolę nad rozumem – to trujący napęd wszelkiej destrukcji. Zbiorowe emocje są niesłychanie łatwe w obsłudze, ale nieprzewidywalne w skutkach.
Nieprzekonanych odsyłam do nauki historii.

Czy pozwolicie, że ja także wezmę udział w zbiorowej korzyści dziennikarskiej braci i skrobnę coś w wyżej wymienionej kwestii?
Nie będę tu wyliczać zawstydzająco kretyńskich „wpadek”, ani powtarzać niemądrych diagnoz w stylu „ależ ludzie są głuuuupi”.
Jeśli trzy na dziesięć osób nie potrafi wypełnić poprawnie karty wyborczej, to nie one są idiotami, tylko karty tej autorzy.
Odpowiedzialność za zrozumienie spoczywa w dużej części na nadawcy komunikatu, przypomnę.

Ponure i perwersyjnie humorystyczne jest to, że z powodu nieczytelnej instrukcji obsługi kart do głosowania nasze dobre intencje znalazły się tam, gdzie zawsze: w piekle wzajemnych wyzwisk.

Nie ekscytują mnie zupełnie wyniki wyborów.
Gdyby to miało jakieś znaczenie… wybaczcie mój cynizm, ale tyle już widziałam „zmian”, że nie mogę brać serio przedwyborczych haseł, obietnic i innych manipulacji.
Biorąc pod uwagę skutki dojścia do władzy tej czy innej partii, równie dobrze można rzucać monetą. Albo ustalić kolejność dziobania na najbliższe sto lat.

Czy partia Razem Można Więcej Ukraść będzie lepiej rządzić od partii Tamci Są Jeszcze Gorsi?
Czy stowarzyszenie Zróbmy Przekręt Ponad Podziałami wniesie do życia obywateli większe dobro niż stronnictwo Kto Kręci-Chachmęci Ten Ma?

Problem w tym, że żyję już dostatecznie długo, aby nie emocjonować się tym, kto będzie na moich oczach tworzył sieć szwagrów przez następne cztery lata.

Każdy system oparty o rywalizację będzie wyradzał się w dżunglę pełną drapieżników i ofiar.
Biznesmenów i frajerów.

Możecie to twierdzenie uznać za mój skromny wkład do wyjaśniania „jak to wszystko działa”.
Ano, tak działa, w obrębie doczesnego świata ożywionej materii.
Gdzie jest rywalizacja, tam nie ma współpracy, nie mówiąc już o innych miłych rzeczach: życzliwości, współczuciu i wspólnocie.
Jak to działa w świecie kamieni, nie wiem.
Ale w świecie zwierząt – właśnie tak.

Czy wiem, jak można zmienić ten parszywy układ?
Oczywiście, że wiem.
To jest tak proste, że aż nie do uwierzenia.
Wystarczy zajrzeć we własne oprogramowanie i zrobić niewielką korektę.
Aktem wolnej woli.

Jest jednak pewien warunek:
Należy uczynić to samemu sobie. Nigdy bliźniemu!
Naprawianie, nawracanie, uzdatnianie do życia w społeczeństwie sprawdza się wyłącznie w stosunku do siebie.
Nie da się uczynić lepszym człowiekiem sąsiada.
Ale o ileż przyjemniejsze jest dowodzenie, że to on, a nie ja powinien się poprawić.

Panie i panowie z pozornie różnych partii i stronnictw, jesteście bardzo do siebie podobni.
Przewidywalni.
Szczerze mówiąc nie widzę między wami różnic, na które się powołujecie.

My, ciemny lud, jesteśmy zdani na siebie.
Wy zaś jesteście bezużyteczni, nawet jeśli wydaje wam się, że wygraliście wybory.

Felieton został opublikowany w Tygodniku Ciechanowskim nr 47/2014

10 komentarzy

  1. Nasi Panowie!
    (piszemy oczywiście jako uniżeni i usłużni poddani)
    „Wystarczy zajrzeć we własne oprogramowanie i zrobić niewielką korektę.
    Aktem wolnej woli”. Wasza wola była i jest (czy będzie czas pokaże) dla nas rozkazem. Kiedy burczy nam w brzuszkach i zapominamy o głodzie przed obrazem w dzień darmowy muzeum, snujemy wizję Waszego jedzenia luksusowych potraw w pięknych wnętrzach, palenia cygar, darmowego śniadanka przy stołach komisji sejmowych. Karmicie nasze gały stworzone dla wpatrywania się w Wasze cudboskie oblicza i dające się manipulować progowo i podprogowo jak tylko nam zagracie ;-*

    Sekret władzy: kochamy Was i nienawidzimy Was jednocześnie. Na fali tych rozkręconych emocji, można wszakże zrobić z nami wszystko.
    Najważniejsze by wszelkiej maści możnowładcy, piloci wlasnych statków kosmicznych typu helikopero-samoloto-jacht mieli świeżą wodę w basenie bez pałeczek kałowych pospólstwa, tony żarcia, którego i tak sami nie dojedzą oraz złoty kibel koniecznie udekorowany kamieniami szlachetnymi. Fascynuje nas życie wpatrzone w Wasze dogadzanie sobie, rekompensaty za biadolenie i narzekanie z prześmiewczą manierą zgryzoty i zacietrzewienia sług z naszej strony. Uwielbiamy te Wasze wyprawy po kasę do Skarbca Narodowego!
    Wspaniałe garnitury, czarne błyszczące limuzyny, ochroniarzy w rekach z waszymi siatami i kwiotkami tak by nie mogli was dobrze chronić na własne wasze życzenie.
    Czy lubimy nasz los nie pytacie wcale, gdyż za bardzo lubicie swój własny 🙁

    Behemoty bez powołania na mięso armatnie

  2. Dżoann, co to za manifest w duchu perwersyjnego Iljicza Uljanowa? Mam nadzieję, że nie zapisałaś się do partii Piotra Niejakiego Tymochowicza.

  3. Ja raczej jestem z Panem Kononowiczem za Pan Brat. Wolę Nietche’go ;-*

    Bardzo dziękuję za miodny felieton. Dowicipny i uśmiechnęłam się wczoraj przez chwilę w kilku miejscach czemu dałam upust komentarzem 😉

  4. Aniu czy to jest li jedynie odruch poddańczy, gest który wszedł genetycznie w krew (myślę o pocałunku składanym na dłonie lub w sygnet) danego świętobliwego faraona, patriarchę czy hierarchę kościelnego? Jak to rozumieć?

    Tu akurat człek ksywa Zdrów jak Rydz wyraźnie wzbrania się, ucieka z dłońmi ojca założyciela choć większość matron, babć, mam, dziopek i męskich głów z plebsu próbuje z automatu oddać im cześć, pokłon i cmokas…

  5. Może lepiej NIE ROZUMIEĆ, Dżonann. I w żadnym razie nie kopiować tego zachowania, bo jest wektorem demoralizacji. Ohydny ten zwyczaj, w połączeniu z innymi oznakami hołdu i uwielbienia daje w efekcie kastę rozzuchwalonych klechów, którym się wszystko myli. Najpierw zaczyna im sie wydawać, że są bogami, a później wręcz Bogiem. Nie winię ich za to. Stymulacja pychy i próżności daje szybkie efekty zepsucia. Są wstrętni, ale takimi ich uczyniono. Kto? Winię obłąkanych chwalców, którzy modlą się do bałwanów (znak rozpoznawczy- usteczka w ciup, oczka w słup). I tych, którzy udają, że to robią (polityków), bo skutek jest ten sam.

    Wyobraź sobie szatański rechot, gdy proboszcz po mszy odbiera hołdy parafian, z okazji imienin, urodzin i diabli wiedzą czego jeszcze. Rymowanki, kwiatki, prezenty z rąk i ust … no, powiem to, choć ręka mi drży: pań w moim wieku.
    A wiesz, ciekawostka, w drugą stronę to nie działa.
    I druga ciekawostka: Te paniusie wiecznie się skarżą, że księżulo źle je traktuje, zbywa, odpycha, opiernicza i lekceważy.
    Cie-ka-we dlaczego…

    Może się domyślisz, co usłyszałam od tych pań, gdy próbowałam zwrócić im uwagę na niestosowność, a przede wszystkim drążące charakter zło, płynące z tych godzinek ku czci proboszcza. Na szczęście mam własną parafię i nie muszę oglądać tego palenia pod kotłem pychy.

    Rydzyka też nie mam ochoty oglądać, ale skoro dałaś link, to popatrzyłam.

    Słowo daję, przynajmniej nie pozwolił na ten bezwstyd. Może w zaciszu gdzieś ukryty daje się cmokać tu i ówdzie, gdy kamery nie podglądają. Może ma resztki poczucia wstydu, a może tylko się brzydzi tych oślinionych pysków czarcich:)).

    Łochida!

  6. Czy ten kot nie uszkodził siebie? Będzie żył po takiej sztucznej chemii zostawionej na wierzchu przez niezdarę gatunku homo sapiens?

  7. Homo głupiens sam też niedługo tak będzie wyglądał, lecz nie tak wdzięcznie, bo z nas brzydkie zwierzę jest:)))

  8. Tak nic nie mówimy. Tak milczymy tu. Nie zaburzamy homeostazy, a ona nieubłagana, gdy zburzyć np. układ suweren-sługa jak grzyb po deszczu „w nowym” się i tak ustali – niekoniecznie w identycznym składzie i przy utrzymaniu historii (co zna już daty rewolucji na odwyrtkę) bez zamiany ról?

    Widać pocałunek w sygnet czy klęknięcie i złożenie darów czy daniny weszło nam w krew.

    Czy ten niebieski kot głupensa przeżył? A właśnie koty – nie są czołobitne, karne, posłuszne a jednak cieszą się dobrą opinią i są lubiane mimo to? ;-))

Leave a Reply