Poznań jest miastem dobrze rozwiniętym umysłowo, ale pechowym.
Może zawisła nad nim jakaś klątwa?
Co kilka lat w tej krainie, tętniącej życiem intelektualnym i kulturą tryska pod niebiosa gejzer wrzącej głupoty i pokrywa wszystko warstwą absurdu.
Wytrysk ten nadchodzi w ciszy, gdy nikt się niczego nie spodziewa.
Po prostu wszyscy sobie żyją spokojnie, robią swoje, aż tu nagle – PISSS! – z przeraźliwym sykiem wybucha jakieś szambo.
Czarna seria miała swój początek 7 kwietnia 2009 i trwa do dziś.
Była wprawdzie pięcioletnia cisza, ale to była cisza przed następną burzą, o czym za chwilę napiszę.
Wróćmy na moment do wspomnianej daty, kiedy to na posiedzeniu rady miejskiej usta otworzył radny PiS, Michał Grześ.
Oto, co rzekł:
„Nie po to wydawaliśmy 37 mln zł na największą w Europie słoniarnię, aby mieszkał w niej słoń gej. Mieliśmy mieć stado słoni, a skoro Ninio woli kolegów od koleżanek, to w jaki sposób spłodzi potomstwo?”
Radny Grześ troszczył się nie tylko o przyrost naturalny słoni, ale też o sprawy moralności ludzkiej:
„Jak takie zachowanie wytłumaczą rodzice swoim dzieciom?”
Niepokorny słoń z poznańskiego zoo sprawiał na radnym wrażenie słonia homoseksualnego, a na dodatek bił trąbą słonice. Co według Grzesia było ostatecznym dowodem na jego nienormalną (wg kryteriów radnego) orientację seksualną.
Ledwie minęło pięć lat od tamtych zmagań, ledwie udało się zamieść pod dywan tamtą śmieszną straszność, a już kolejna chmura absurdu zawisła nad Poznaniem.
A wydobyła się z tego samego miejsca,czyli z rady miejskiej.
I z tym samym przeraźliwie smutnym świstem: PISSSS…
Tym razem nie chodzi o zoologiczny homoseksualizm (nawiasem mówiąc, szczerze wątpię, aby dziś ktokolwiek miał czelność pisnąć słówko na ten temat).
Najnowsza erupcja durnoty dotknęła niesakramentalnego (partnerskiego) związku dwojga osłów. Powtarzam: osłów.
Osły (osłowie?) od lat dziesięciu żyją sobie na oślą łapę w poznańskim zoo.
Niech będzie: Państwo Osłowie.
Spłodzili przez ten czas sześcioro małych osiołków.
Dokonali tego w sposób jak najbardziej tradycyjny: drogą kopulacji.
Nie żadne in vitro, żeby było jasne. Żadnych mrożonych osiołków, zero badań prenatalnych.
Słowem, nic zdrożnego, co mogłoby obrazić wrażliwe pisowskie uczucia.
Wszystko przebiegało po bożemu, zgodnie z regułami kodeksu moralnego osłów.
Zgodnie z oślim oprogramowaniem, które jest przecież dane osłom przez ich Stworzyciela.
Ale to nie wystarczyło poznańskiej radnej z PiS, pani Lidii Dudziak.
Oto dotarło do niej, że państwo osłowie ko-pu-lu-ją.
Publicznie.
Na oczach niewinnych dzieciątek, które przecież wierzą w bociany.
Podobno, chociaż trudno mi w to uwierzyć, radną Dudziak zmobilizowały do działania „zaniepokojone matki”.
Czyje to matki i w jaki sposób zostały matkami, nie chcę już dociekać.
Prasa doniosła:
„Radna PiS Lidia Dudziak podjęła interwencję w tej sprawie u p.o. dyrektora poznańskiego zoo Leszka Antkowiaka. Interwencja okazała się skuteczna. Ośle małżeństwo nie jest już razem. Zwierzęta zostały rozdzielone siatką.”
Relacjom prasowym towarzyszyły fotografie pogrążonych w ponurości oślich kochanków, dotykających się pyszczkami po dwóch stronach drucianego ogrodzenia.
Na szczęście internauci nie zawiedli. W takich chwilach internet i media są nieocenione.
Dla państwa osłów internauci, podnoszący międzynarodowy protest wobec separacji zwierząt, stali się wybawieniem. Wstrętny i żenujący spektakl, zwany „rozdzieleniem oślej pary” przerwano po kilku dniach.
Dyrekcja zoo przyznała się do błędu.
Do czego przyznała się radna Dudziak, nie mam pojęcia.
Chyba nie chcę wiedzieć.
Zaniepokojonym matkom ( jeśli są prawdziwe, a nie zmyślone jako pretekst do znęcania się nad osłami) doradzam serdecznie, żeby wykorzystały oślą kopulację dla edukacji seksualnej swoich pociech.
Mądrzejsze to, niż lekcje masturbacji, nieprawdaż?
Felieton został opublikowany w Tygodniku Ciechanowskim nr 39/2014
Ależ Kocia Squaw na kopulujące osiołki nie można dzieciom patrzeć. Dziewczynki należy zaprząc do oporządzania chłopców od lat najwcześniejszych ku chwale Katoojczyzny!
Dobry tekst. Rozbawił me smutne wyposażenie od środka ;-( To ceść to pa całusów 102!
I kto tu jest osłem. Radna czy osioł 🙂
Koń by się uśmiał oczywiście „paszczowo-gębowo” serdeczności zasyłam Kay 🙂 ps. czy wiecie gdzie najczęściej całują panią Lidię Dudziak?
Radna jest Pisłem. Osioł nie nosi torebki, Roma.
Ojej, Kay, no chyba nie w dardanele?
odp. w PISIE 🙂
No jasne! Oczywistość taka, że aż ciemno, jak pod latarnią:))
De Mello pisał oni są osłami, wszyscy jesteśmy osłami i ty jesteś osłem.
Marzę by dożyć Matki Kościół, która przytula słowami. Bym nie musiała się zawstydzać i krytykować, a czuć Dumę.
:-*
To prawda, droga Juniu. Ja jestem osłem i Ty jesteś osłem.
A czasem orłem.
Nigdy mułem:))
Ech, Kościół. Dużo by było do napisania w tej kwestii…
Lecz ciągle tam wracam, choć czasem tylko na przekór czortowi:))
🙂
ADMINOWI DEDYKUJE :))) http://www.youtube.com/watch?v=ASW2UWTfmZ8
Gorzkie, Kay. Dzięki!
no bo ja to całe życie, bez cukru…;)
Jestem osłem 🙂 Gorzej z tymi co mają się za Złotych Cielców 😉 To chyba tak jest, że od wszystkich tych złotych przyozdobień głowy, szat biskupich, oddawanej czci hierarchom w udekorowanych przepychem miejscach ego męskie nabiera wiary w to, że znaczy dużo więcej niż znaczy? Może i mieliby prawdziwe dostojeństwo w sobie, któremu należą się pokłony gdyby nie to straszne pomiatanie kobietami. Hierarchowie potrafią pytać na egzaminach na uczelniach teologicznych „co ty tu robisz, twoje miejsce jest przy garach?”, pomiatać siostrami zakonnymi i katechetkami na rautach za kościelne pieniądze… Więc kiedy mówią o szacunku do matki, przed obrazem Matki Boskiej na Jasnej Górze to dokonują dla mnie w hipokryzji profanacji, polerowania swojego wizerunku pod ludzi, których nie stać na nowe buty, zakłamania prawdziwej miłości agape.
Jak arcybiskup z wylewającym się z przejedzenia bębnem spod sutanny, pouczający nas o moralności w tonie nieznośnej wyższości osobniczej ma się do Chrystusa w drodze, w lnianej sukni, z sandałami na nogach?
Chcę Kościoła, który pokazuje chłopcom jak oskrobać dla siebie ziemniaka i uprasować sobie samemu koszulę. Bo to może być świetny wyraz miłości, kiedy w przyszłości żona jest np. słabsza po porodzie. W ogóle mężczyzna zaradny imponuje. Niezaradny nie!
Czy ktoś jeszcze tak po cichu myśli jak ja? Kocia Squaw?
Jeśli o mnie chodzi, to niezupełnie tak to widzę. To znaczy – owszem – widzę to wszystko i boli mnie, wkurwia i zasmuca. Nic tak nie gorszy, niż hierarcha robiący z siebie pajaca (nie mówię o kryminalistach i dewiantach, oni są w każdej profesji i plączą się, pełzają i wiją we wszystkich obszarach życia, w tym też w obszarze życia wspólnotowego). Ale Kościół to nie tylko, a nawet nie „przede wszystkim” gromada błaznów. Kościół to też ja i podobne do mnie owce i barany. I nikt, powiadam, NIKT nie może mi przeszkodzić w byciu chrześcijanką, bo już nie zabijają nas za wiarę w tej części świata. Doceniając ten luksus, zajmuję się mozolnym uczeniem się, jak w codziennej praktyce stosować wskazówki Ewangelii. Także w tej naszej katolickiej wspólnocie. Nie opuszczę tego okrętu tylko dlatego, że tkwi na mieliźnie. Bo jestem osłem wierzącym w Ewangelię.
Ja tak owoż nie chciałam dokonać tu swej apostazji czy doznać ekskomuniki. Jestem wedle niektórych czarną, ale mrugającą okiem łowcą 😉 takom spod samiuśkich Tater… no może przesadziłam ale Paniom z łoscypkami mijam prawie codziennie 😉
Matrona, Matka Ziemia, Bogini Płodności to symbol szacunku i miłości. Zmierzch szowinistycznej, zaściankowej męskości nadchodzi. Głosuj na listę wyborczą nr.4. Madame de Pompażur 😉
Nadchodzi zmierzch. Wszystkich zaściankowości, męskich, żeńskich i nijakich. Tak nam dopomóż. Prezesie.
Mój wierszyk dla Ciebie:
Jestem owcom burom w kropki bordo.
Czasem sieję zgorszenie.
Czasem sama się gorszę.
Już nie wiem, co gorsze.
Co się polepszy, to się popieprzy i znowu trzeba wyznać to i owo
i walnąć się w pierś i w łeb.
Byłam ostatnio na nabożeństwie różańcowym i patrzę, a do kościoła wchodzi facet w czerwonej pelerynie.
Szarpię za rękaw Epifanię, szepcząc krzykliwie: Kurna, wariat tu wlazł!
Ona (nie rozglądając się): O co ci chodzi, co on robi?
Ja: Nic nie robi, siedzi i ma czerwoną pelerynę. Może myśli, że jest batmanem. Może wyjmie giwerę i zacznie strzelać.
Ona (ogląda się dyskretnie): Uspokój się. To jest peleryna zwolennika intronizacji Chrystusa.
Ja: O, to już mi lepiej. A to Chrystus nie jest Królem? Przecież jest, z tego co ja wiem, to jest Królem i każdy głąb to wie. Co ma do tego jakaś peleryna?
Tu na szczęście wszedł kapłan i ministranci. Zamknęłam jadaczkę. Ale ekscytacja pozostała….
He he diablo wykwintnie zabawne 😉 Adminie byle do wiosny 😉 Świetny święty wiersz.