Obywatel przygłup i obywatel oszust

Stosunek osoby u żłoba (czyli u góry) do postawionego na dole (szarego kaszankojada) obywatela, jest przedmiotem maskującej gry psychologicznej, zwanej polityką społeczną. Celem tej gry jest to i tylko to, żeby kaszankowy obywatel nigdy się nie dowiedział, jak władza naprawdę o nim myśli i co naprawdę do niego czuje.
Relacja rządzących do tych, którzy ich żywią jest wszak w demokracji czynnikiem, który przekłada się wprost na liczbę głosów w najbliższych wyborach. Dlatego należy pilnie strzec tajemnic władzy, a zwłaszcza tajemnicy relacji władza-obywatel.

Dawno, dawno temu, (droga młodzieży, wy pewnie w to nie uwierzycie) nie było urządzeń podsłuchowych, poza uchem przystawionym do ściany, ewentualnie wzmocnionym szklanką.
Nie było minikamer ani innych akcesoriów podglądacza, poza okiem wlepionym w dziurkę od klucza.
Aby dać świadectwo prawdzie, należało coś na własne oczy zobaczyć i na własne uszy usłyszeć. Następnie taką informację przetwarzało się w głowie (na ogół z błędami) i przekazywało dalej.
Tak tworzyła się „atmosfera” wokół rządzących.

W dowolnych czasach, odkąd istnieją hierarchie i klasy, rządząca kasta miała w dupie współobywateli. Myślała o nich jak o magmie, z której należy wycisnąć ile się da. Jednocześnie mając tę magmę w głębokiej pogardzie, czasami złagodzonej pokazową filantropią.
Wyjątki były?
Były.

Ale patrząc globalnie otrzymujemy uogólnienie, a ono może być także takie, jak napisałam.

Utrzymanie odpowiedniego wizerunku miało znaczenie nawet w zamordystycznych totalitaryzmach, bo władza pragnie odgrywać kochającego wuja, szczodrego i zatroskanego o swój lud.

Dziś te zabiegi na nic się już nie zdają.
Nie da się zbudować fasadowej „osobowości” rządzących w czasach, gdy wszyscy wszystkich śledzą, nagrywają i filmują.

Czy należy zatem serdecznie współczuć władzy, że stoi przed nami naga i pozbawiona wdzięku?
Cóż, każdy może współczuć komu tylko zechce i w dowolnej sprawie się nad nim litować.
Lub nie.

Naga władza nie musi się już starać, żeby dobrze wypaść.
I tak wszyscy zobaczyli (usłyszeli) i wyciągnęli wnioski.
I tak nie ma ich kim zastąpić, bo tamci, to dopiero byłby cyrk!

W ten prosty sposób, za pomocą „afery taśmowej” wyświadczono elitom rządzącym kolosalną przysługę: już nie muszą się starać i udawać, że są lepsi, niż są.

Metaforycznie rzecz ujmując – jeśli już wylejesz na siebie barszczyk, to śmiało możesz się uświnić drugim daniem.
Na jedno wychodzi.

Gdy już wiemy, że polityczna elita uważa nas za przygłupów, ciemnym ludem zwanych, nie będziemy się czepiać, gdy nazwą nas na dokładkę złodziejami.
Łykniemy i potwierdzimy (taaa, jak moja babcia tak miała, to tak właśnie byyyło) wszystko, co nam do potwierdzenia rzucą. Najświeższy przykład?
A proszę:
Była szansa, żeby wprowadzić  bezpłatne medykamenty dla najbardziej potrzebującej pomocy grupy ludzi starych, o niskich dochodach. I co usłyszeliśmy?
Najpierw z dumą wypowiedział się senator PO, Filip Libicki:„To ja złożyłem wniosek o odrzucenie tego projektu. To ja zabrałem te darmowe leki emerytom”
Brawo, panie senatorze.
Ale właściwie dlaczego?

Dowiedzieliśmy się, że bezpłatne leki będą przez staruszków masowo nadużywane i łykane jak pestki dyni.
Że tak to działa.

Nikt nie sprawdził (a przecież można zapytać kolegów z Wielkiej Brytanii), ale już są eksperci, którzy wiedzą lepiej.

Ale najważniejszy argument „przeciw” brzmi jeszcze bardziej kuriozalnie.
Nie można tego wprowadzić, bo… wtedy wszyscy będą oszukiwać.
A może nawet będą terroryzować biednych staruszków, żeby im odstępowali bezpłatne recepty.

Tak właśnie powiedziano – nie możemy jako społeczeństwo otoczyć troską ubogich, chorych i starych, ponieważ jesteśmy społeczeństwem złodziei.
Może ten i ów jeszcze nic nie ukradł, ale na pewno ukradnie, jeśli tylko stworzymy taką furtkę.

Przyznam, że nie wierzyłam własnym oczom.
Tym bardziej zdumiewa brak reakcji, zero protestu.

A już zupełnie szczęka opada na widok entuzjastycznych komentarzy w sieci:
Ma rację!
Tak, właśnie tak!
Wszyscy jesteśmy złodziejami.

Wiemy, jak władza o nas, zjadaczach powszedniego chlebusia myśli i co do nas czuje.
Tak naprawdę, bez upiększeń i kokieterii.

I, jakże zabawne, my myślimy o władzy dokładnie to samo.

Felieton został opublikowany w Tygodniku Ciechanowskim nr 33/2014

17 komentarzy

  1. he ha hi hi mistrzostwo świata 🙂
    to takie smutne że to co śmieszne jest prawdziwe :p

  2. No, niestety, kto za młodu nie był socjalistą, ten na starość będzie skurwysynem.

  3. wladza mysli ze moze poniewierac kaszankowym obywatelem bo jest kawiorowym obywatelem a kaszankowy spryt ma w sobie i mysli dlugofalowo: wszak latwiej sie przecisnac przez ucho igielne na kaszance

    Capetown, 23.09.1986
    Donna Sierra Kashankarre

  4. Pikfe, a ja teraz jestem socjalistką. Zagadka: Kim byłam za młodu????

    :))) serdecznostki!

  5. Dżoann, to było tak: Prędzej kaszanka przeniknie przez ucho igielne, niż ziarnko kawioru dostąpi mojej uwagi…

  6. Emeryci i renciści dostaną od premiera kieszonkowe, akurat na pół nowego swetra z krakowskiego sklepu im starczy. Wracam z miasta Nowa Huta, tam panuje radość, żywiołowość ludzie wyszli na chodniki, puszczają kolorowe baloniki i samolociki i ściskają się w szaleństwie nadchodzących zmian. To tylko moja fantazja, która renty podniosła do 1000 złotych a emeryturę do 2000 netto.
    Ale co tam wszystko się weźmie na klatę. Jak poseł Korwin Mikke wyjdzie strzelać do kalek, to już przynajmniej wiem z historii jak mam się ustawić, a i ubiorę się elegancko, żeby wyglądać korzystnie.

    Obywatel kaszankowy staje się obywatelem kieszonkowym. Po co takie zmiany obciążające cholernie budżet a niewiele dające komukolwiek?

  7. Małpko jak Ty myślisz co to teraz będzie z tym wszystkim? Boisz się tych mrocznych przepowiedni, czy raczej ufasz, że będziesz mogła dalej zapierniczać za grosze w tzw. niewojennej rzeczywistości.

    W sumie nie opłaca im się- tym w garniturach, co jedzą kawior popijając szampanem tutaj depopulacja ludności. W końcu im dłużej tych, co mają na opłaty mogą doić tym większa szansa na jako takie utrzymanie się przy życiu? Wirus ebola przecież nagle ni stąd ni zowąd pojawił się wśród ludzi którzy np. 500 złotych za prąd i 200 za gaz miesięcznie im nie zapłacą. Jaki człowiek potrafi być zepsuty do szpiku kości i jakie to wrażenie na nim samym potrafi robić?

    Co myślisz kocia Squaw?

  8. Dżo, moja odpowiedź pewnie Cię rozczaruje: Nie mam zielonego pojęcia. Mam tylko nadzieję. Że nie rozpełznie się wojna. Nie zapierniczam za grosze, zapierniczam za darmo. Tak jakoś wyszło…

  9. Nie rozczarowała mnie, oczarowała mnie 🙂 A Ty kocia Squaw czujesz ulgę, że te 15 czarnych kociaków z USA nie wybrało się w podróż do Ciebie? Ciekawe czy taki amerykański kociak dałby radę na polskich myszach?

  10. Zgaduję: Za młodu byłaś świtezianką w wianuszku z tataraku plującą na kremy i śmiejącą się do rozpuku z poprawności politycznej.

  11. Dżo, z pewnością. Polskie myszy są bardzo pożywne. Obym nie musiała sprawdzać tej tezy…

  12. Kocia Squaw Wy jesteście dalej od Doniecka niż my, peony i Behemot, macie więcej czasu na ucieczkę. Rozrysowaliście jakiś plan? Macie parę konserw, schron? Ja bym wolała zaprosić Rosjan na kawę, uspokoić, wybadać i zdiagnozować. Nie wiem jak oni są nastawieni bo to dziewietnastolatków sobie ktoś głownie podobierał do nowych porządków w Europie?

  13. Kocia Squaw,

    Cerkiew w Krakowie zamknięta, bez ludzi. Ludzie są strwożeni. Pozory zachowują, niektórzy mają siłę się śmiać, inni myślą czy samolot na Ukrainie spadł dlatego że spadają tak sobie w niewyjaśnionych okolicznościach przyrody jak K.A.S.A, jak pół naszego rządu, bo nie leci nimi np. żaden niekoci politykier. Politykierzy są gdzieś, oni są na haju władzy, a ja i peony chowamy się w kryjówce szczęścia na tym zacnym blogu.

  14. Spaliłam pyszną zupę z kluskami lanymi nie mojej na dodatek produkcji. Jakieś przesilenie jesienne mnie dopada. Niedoszły Pokojowy Noblista Wowa Putin nie chce zatrzymać tego koszmaru, który nie prowadzi do niczego dobrego.
    Nie przestanę lubić Rassiji, ale to straszne. Gruzja nas bardziej wspiera niż sąsiad, który się dla nas tak bardzo liczy.

  15. Kocia Squaw w Parku Bednarskiego na Podgórzu ptaki szaleją ćwierkają ile wlezie a to nie wiosna idzie. Nie poprzemarzają im pisklęta? Mają budki oznakowane: widziałam dwa dzięcioły, sama popełnia ten fois gras ;-0 i karmię peony często.

  16. Cześć Dżoann, przyleciały sikorki (te, które odleciały). Bardzo się zdziwiły, że tak kotów przybyło. Tak, ptasiego śpiewu ostatnio dostatek. A dzis rano było… 2 stopnie ciepła. Reszta to zimno.

Leave a Reply