Inspiracją dla moich stałych piątkowych rozmyślań stał się tekst profesora Marcina Króla, filozofa, historyka idei. Moje piątkowe zapiski są waszym wtorkowym felietonem, co czasem sprawia, że słowa tu kreślone odnoszą się do kwestii lekko przebrzmiałych. Na stronę wstawiam je (jeśli w ogóle wstawiam) znacznie później, ale pewne pojęcia nie ulegają dezaktualizacji. Temat dobra i zła nigdy nie bywa przeterminowany. Jego data ważności sięga wieczności.
Czy zgodzicie się ze mną?
Cenię zazwyczaj poglądy profesora Króla i sięgam po jego wypowiedzi chętnie i z wdzięcznością. To bez znaczenia, że miewam odmienne opinie. Spojrzenie na świat oczami filozofa jest zawsze ciekawą przygodą intelektualną.
Tym razem profesor napisał coś dziwnego. Na tyle zaskakująco odniósł się do kwestii zła, że z lekka mną zatrzęsło. Zatrzęsło także profesorką etyki Środą, bo napisała polemiczny felieton, który zmartwił mnie jeszcze bardziej.
Nie mogę jednak dyskutować z obojgiem naraz. Pozostanę więc przy historyku idei.
Tym, co wprowadziło mnie w osłupienie, jest taka oto opinia profesora Króla: „Sensem demokracji jest wydobycie z nas tego, co dobre.”
Nie rozumiem. W jaki sposób?
Skąd wzięło się to twierdzenie? Bo przecież nie z historii i nie z idei.
Dobro nigdy nie było elementem równań politycznych, niezależnie od istniejącego ustroju. Ani dziś, ani tysiąc lat wcześniej. I raczej nie będzie za kolejne tysiąc lat. Wszelkie próby dodania dobra do wzorów na ustrój społeczny kończyły się fatalnie: a to wyprawami krzyżowymi i Świętą Inkwizycją, a to obcinaniem głów hurtowo.
W najbliższej nam przeszłości proces „wydobywania dobra” pognał całe zastępy „niedobrych” w kierunku Syberii i dalej, do nieba. Po co więc mieszać ludziom w głowach, przypisując polityce wymiar moralny, który jest tylko symulacją?
To samo dotyczy zła.
Dla profesora najwyraźniej głównym nośnikiem zła są ludzie, którzy nie ufają. Cytat: „Podejrzliwość zaś jest złem, podszeptem diabła, złem, które dewastuje wszystko”.
Z diagnozą, że brak zaufania i podejrzliwość jest pochodną zła zgadzam się bez zastrzeżeń. Zupełnie gdzie indziej widzę natomiast źródło owej diabelskiej sztuczki.
Profesor twierdzi bowiem, że nośnikiem zła są ludzie podejrzliwi i nieufni. Wątpiący w dobre intencje, zwłaszcza w intencje władzy.
Dobrze jest wierzyć i ufać.
Byłoby miło móc uśmiechnąć się do dziecka na ulicy, nie budząc podejrzeń o pedofilię.
Jak dobrze byłoby pomóc staruszce, bez wzbudzania obaw, że czyhamy na jej majątek.
Nie ma nic lepszego od komfortu wejścia do banku z pełnym zaufaniem, że nie wyjdziesz z niego jako bankrut.
Marzę o ufnym kupieniu sera, z którego nie tryskałaby woda.
Pragnę zrobić zakupy bez wczytywania się w skład chemiczny każdego produktu.
To wszystko są mniejsze lub większe korzyści z wzajemnego zaufania.
Oraz z pewności, że w razie jego nadużycia, służby do tego powołane pomogą naprawić krzywdę i zapobiegną jej powielaniu.
Protestuję zatem przeciwko przypisywaniu diabelskich intencji tym, którzy wołają „sprawdzam!”
Prawdziwe zło rozprzestrzeniają ci, którzy wykorzystują szczątki społecznego zaufania, żeby zagarnąć dla siebie ile się da i zostawić „naiwnych ciemniaków” własnemu losowi.
Proszę mi nie wmawiać, że asymetria typu: „Co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie” jest moralnie zdrowa i/lub politycznie opłacalna.
Profesor Król ubolewa, ale twierdzi, że państwo (czyli kto?) ma prawo podsłuchiwać swoich obywateli dla ich własnego dobra. Dla ich bezpieczeństwa. Tego prawa odmawia jednak maluczkim.
To intrygujące, że relatywizm moralny jest przedstawiony jako zasada demokracji. Kiedy jestem przez państwo podejrzewana i podsłuchiwana, wcale nie czuję się dobrze, ani bezpiecznie.
Ale powinnam uwierzyć profesorowi na słowo, że jest w tym akcie zniewolenia większe dobro.
Tymczasem obywatele węszący wokół władzy służą … diabłu. Skąd taki pomysł, panie profesorze?
Zło jest po obu stronach równania, chociaż nie rozkłada się symetrycznie. Władza ma po prostu lepsze narzędzia i nieograniczony dostęp do intymności obywateli.
Złem jest także nawoływanie do powszechnej ufności w jednym tylko kierunku: obywatele bezgranicznie ufni wobec władzy.
Złem jest wzywanie do pokory, żeby pokorne owieczki prowadzić na zatracenie.
Złe jest żądanie ufności, czyli ślepoty na niebezpieczeństwo wykorzystania.
Raz jeszcze podkreślę: Bez zastrzeżeń zgadzam się z diagnozą, że nieufność chodzi pod rękę ze złem. Złem roznoszonym jak zaraza przez tych, którzy nadużywają zaufania poczciwych ludzi, zmieniając nas wszystkich w paranoików.
Kto i jakim prawem uczynił z nas psychopatów, węszących spiski i zakładających podsłuchy?
Kto nas wpycha w objęcia diabła?
*Polemika dotyczy tekstu „Diabeł ma nas w swych objęciach”, który ukazał się w Magazynie Świątecznym” Gazety Wyborczej
Felieton został opublikowany w Tygodniku Ciechanowskim nr 27/2014