Humoreski ponure, Tygodnik Ciechanowski

Matki bolesne

Cały nasz pobożny naród wziął udział w tegorocznych rekolekcjach przed-wielkanocnych.

Kto ma uszy do podsłuchiwania, oczy do gapienia i gębę do kłapania, ten osobiście oddawał się wielkopostnym ćwiczeniom duchowym roku pańskiego dwa tysiące czternastego.

(Ta stuprocentowa aktywność w niczym się nie kłóci z dumnie obchodzonymi Dniami Ateizmu, a wręcz przeciwnie. Oba te zjawiska są ze sobą spójne, wewnętrznie niesprzeczne i wzajemnie się uzupełniają. To były rekolekcje ekumeniczne, czyli międzywyznaniowe.)

Rekolekcje, jak wiadomo, są po to, żeby się zebrać w sobie, pójść po rozum do serca i po miłość do głowy, a czasem (rzadziej) na odwrót. Żeby przystanąć, puknąć się w głowę, zawołać „acha!”, popatrzeć do lustra, skrzywić się z niesmakiem i zauważyć, że stworzenie, które się na nas stamtąd gapi, to istna małpa (przepraszam urażone małpy). Lepiej więc  nauczyć się patrzeć tam, gdzie spoglądać warto i należy.

Słowem – ćwiczenia są po to, żeby się w czymś dobrym usadowić i tam utwierdzić, zamiast błąkać się po tej ziemi jak kępa pustynnej trawy.
A skoro tak, to już nie muszę dodawać, że wszelkie próby sprostania tym celom są z góry skazane na porażkę.

I to jest w porządku, siostry i bracia, bo mamy podążać ku świętości, a nie – broń Boże – świętymi się stać raz na zawsze.

Tematem tegorocznych rekolekcji były Matki Bolesne, a owocem stał się obłok sromotnego wstydu. Wstydzą się jednak tylko ci, którzy mają narząd do wstydzenia – sumienie. Czyli nie wszyscy. 

Ale po kolei.
Matki bolesne przybyły do sejmu, wlokąc swoje krzyże, swoje dzieci. Dzieci są w różnym stopniu kalekie, chore, cierpiące, w pełni świadome swojej inności, bezbronne i wykluczone już na wstępie.
Matki bolesne są heroiczne, kochają do szaleństwa, bezgranicznie oddane swojej misji.
Toczą całodobową, całożyciową, nieustającą batalię o każdy oddech swojego dziecka, o każdy dzień jego życia.

Jeśli istnieje bardziej wyrazista definicja człowieczeństwa, to konia z rzędem temu, kto mi ją wynajdzie.

Ludzkie matki boleśnie kochające, na co dzień niewidoczne, bo razem z dziećmi uwięzione w ścianach, łóżkach, wózkach, medykamentach, maszynach i kablach.
I oto jest okazja, żeby je zobaczyć, wysłuchać, wesprzeć i pomóc, czyli poprzez ich człowieczeństwo dodać człowieczeństwa sobie.

Rekolekcje na skalę niespotykaną, wystarczyło włączyć telewizor. Jeszcze bliżej źródła miłości bliźniego byli nasi politycy – matki bolesne i ich dzieci mieli na wyciągnięcie ręki.

Obraz, który nakreśliłam jest oczywiście schematyczny. Z konieczności pomijam indywidualne różnice, pomijam bolesnych ojców, którzy też tam byli. Pomijam, bo mam tu w gazecie ograniczoną ilość znaków do postawienia, jak się domyślacie.
.
Całe to zdarzenie poruszyło mnie na tyle mocno, że jeździłam do Epifanii do Chorzel oglądać rekolekcje w telewizji. A później jeszcze poprawiałam internetem, żeby niczego nie uronić.
Widziałam konfuzję premiera Tuska, próbującego różnych sztuczek, żeby się nie rozkleić wobec bezmiaru ludzkiego bólu, który mu się przed nosem bezwstydnie rozłożył na widoku publicznym. Ale już za chwilę głosy się podniosły, że – olaboga – pan premier taki zajęty ratowaniem świata przed wojną, a tu go ciągają i zmuszają do zajmowania się drobiazgami.
Naprawdę.
Są takie punkty widzenia, z których ludzkie cierpienie jest kłopotem cierpiącego i jego najbliższych.

Po tylu milionach lat ewolucji, po dwóch tysiącleciach chrześcijaństwa, wciąż można stanąć w takim ciemnym miejscu, w którym ludzka osoba jest niczym. Można to nawet dosadnie wyrazić w świetle reflektorów.

Ajatollah wyznania darwinowego Stefan won Niesiołowski (ten, których zalecał głodnym, żeby żarli szczaw i mirabelki i zabraniał karmić ptaszki), potraktował matki tak, jak tylko on potrafi ze swojego zakątka ewolucji: roześmiał im się w twarz. 
Na ten sygnał wszelkiej maści pomniejsi barbarzyńcy jęli wytykać bolesnym matkom, że wcale nie są takie biedne, skoro mają zegarki, komórki, buty i – zgroza – torebki.
A jedna, ludzie kochani, to była nawet zagranicą, na wakacjach sobie była. W Chorwacji!
To jaka ona biedna, pyta lud?
Dlaczego jej dawać więcej?

W końcu, zachęceni ogólnym jazgotem odezwali się mamonici (wyznawcy Boga Pieniądza): po co inwestować w niesprawnych obywateli, skoro dla stada nie będzie z nich żadnego pożytku?
Arcybiskup mamonitów, Janusz Korwin-Mikke zanany jest z tego, że kobiety i kalecy budzą w nim niesmak.
Wysłał nawet posła Wiplera, żeby zagłosował przeciwko podniesieniu zasiłków.
I ten poseł zagłosował, jako jedyny się ośmielił, gdy cała reszta uległa człowieczeństwu.

Na koniec, w ramach podsumowania tych duchowych ćwiczeń przypomnę, że tym, co nas różni od zwierząt nie jest bynajmniej wynalezienie pieniędzy. Różni nas to, że zazwyczaj nie skazujemy słabszych osobników na pewną śmierć.
I jest to bardzo nowe, bardzo kruche zjawisko.
Zdrowia życzę.

Felieton został opublikowany w Tygodniku Ciechanowskim nr 14/2014

6 komentarzy

  1. Nasz pobożny naród. Oto celna charakterystyka. bo tacy jesteśmy, taki jest patriota Wojciech Cejrowski „płacący podatki” zagranicą, taki jest rozmodlony biskup Głódź, prezydent z DoniedawnaMadonnąWKlapie od czasu do czasu zagadujący sól się albo jakoś tak do elektoratu, Ojciec Cud W Chmurach I Bosko W Biznesie – Rydzyk, Behemot pogubiona Dusza uratowana Ksiedzem Bonieckim. Pobożnie u nas na Lewo i na Prawo. Nawet palmy nie tylko na Niedzielę P. ale i wielu, wielu odbiły już dawno własne i z nimi chadzają????!!!
    Nie tak jest adminie?

  2. Ano. Dlatego musimy świecić przykładem. Świecić jak cholera, prosto w ślepia;)

  3. To dlatego chodzę cała w ćmach?????? 😉 Ćma na ćmie. I tylko przez rurkę by nie denerwować Stefanusa Politykusa piję zupę szczawiową.*

    * Do tego dążę, odkąd wzięłam sobie do serca: Memento mori i nic mi tak dobrze nie wychodzi jak manowce kiedy innym droga szybkiego ruchu

  4. Aniu wiesz że Władek Hasior zrobił Ćmaniołka. Dobra głębia co? Jaki przypadek akurat do tego wcześniej pisałam. Wiele myśli. Wielki czwartek.

  5. Wesołych, Rollinsie. Miałam własną drogę krzyżową przez ostatnie kilka dni, ale oto dotarłam do domu na Święta.

    Pozdrawiam Was, Ludziska serdecznie, jeszcze wstawimy galerię zdjęć niedługo, bo pisać nie mam siły…

Leave a Reply