Humoreski ponure, Tygodnik Ciechanowski

Raczej coś, niż nic

Przy okazji wizyt u mojej przyjaciółki Epifanii miewam kontakt z telewizorem.
Wielkie to i brzydkie bydlę.
Na ogół jest wyłączony – milczący, matowy i niegroźny. Epifania dba o mój stan psychiczny; wyłącza straszydło i dla bezpieczeństwa (mojego) wyciąga nawet wtyczkę z kontaktu.
Ale czasem nie zdąża, albo zapomina.
A może mnie testuje w jakiś okrutny sposób?
Zdarza się, że już na progu urządzenie  ciska mi w twarz jakieś tele-wizje, z którymi następnie zmagam się w mękach.

W taki sposób pewnego dnia zetknęłam się ze „Światem według Kiepskich”. Wolałabym, żeby to się nigdy nie wydarzyło, bo przez dłuższy czas prześladowały mnie paskudne gęby, wydające z siebie obrzydliwą mowę.

Na dodatek Epifania wyznała, że zdarza jej się ten serial oglądać i że świat według Kiepskich istnieje już kilkanaście lat!
Ja wiem, że wobec wieku Wszechświata to jest niewiele.
Wszechświat – według ewolucjonistów – ma już czternaście miliardów lat.
Wprawdzie kreacjoniści dają mu marne sześć-siedem tysięcy, ale to i tak więcej, niż ta kreacja telewizyjna.

Powiedziałam przyjaciółce, że czuję się zdołowana istnieniem świata Kiepskich, że odchodzę w stronę depresji, w stronę entropii i stanu zagubienia w ciemnościach smutku. Powiedziałam, że nie wierzę, że ten świat istniałby, gdyby ona nie włączała telewizora, powołując go tym samym do istnienia.

– Łojezu – ochrzaniła mnie Epifania. – Czy ty wszystko musisz brać na poważnie?

Nie, no nie muszę.
Ale wpatrywanie się – z własnej, nieprzymuszonej woli – w stężoną głupotę, chamstwo i prymitywizm wydało mi się bardzo poważnym polem dociekań filozoficznych.

Chodziłam tak i chodziłam, rodząc w bólach kolejne teorie z pogranicza kosmologii i psychologii, mające przynieść wyjaśnienie tego fenomenu: dlaczego świat Kiepskich raczej jest, niż nie jest.
Jak widzicie, jest to odmiana słynnego pytania Leibniza – „dlaczego jest raczej coś, niż nic”.

Leibniz był polihistorem (omnibusem, człowiekiem wielu talentów) i pod swoją brzydką peruką miał umysł bystry i błyskotliwy. Lecz nawet jemu nie udało się znaleźć odpowiedzi na to uzasadnione pytanie, umarł w niewiedzy.

Ja nie jestem omnibusem, za to mam więcej szczęścia.
Na swoje pytanie  odpowiedź znalazłam w niedawno opublikowanym wywiadzie  z… Ferdynandem Kiepskim.

Występował on w roli aktora, Andrzeja Grabowskiego. Mędrzec ów, wyjaśniając fenomen stworzenia świata (świata Kiepskich), rzekł: (…) „nagromadzenie głupoty w tym serialu jest tak duże, że tylko głupiec może pomyśleć, że jesteśmy takimi idiotami i że nas to kręci. Że kręci nas to, jak ja kopię Paździocha w tyłek. Że biegniemy do przysłowiowego "sracza", jak go nazywamy, i kłócimy się, kto ma pierwszy wejść.”

A teraz najlepsze – alchemia według Kiepskiego:

„To jest głupie po prostu i nagromadzenie tej głupoty staje się mądrością w pewnym momencie. A ta staje się filozofią. Nadgłupotą, która staje się nadmądrością.”

I widzicie?
Całe wieki poszukiwań, dociekań, sporów, dyskusji, konwulsji  i udręczenia umysłów pytaniami o istotę bytu .
Arystoteles, Tomasz z Akwinu, Leibniz, Spinoza, Kant.
I nikt, żaden mądrala nie potrafił tego, co Ferdynand Kiepski (jako Andrzej Grabowski) uczynił jednym pstryknięciem, jednym stęknięciem: powołał do istnienia system, który wyjaśnia stworzenie świata.
Wprawdzie tylko świata Kiepskich, ale to już coś. Bardziej coś, niż nic.

Dla własnych potrzeb nazwałam ten nowy system filozoficzny Wielką Kiepską Teorią Przeistoczenia.
Może w oparciu o nią otworzę przewód doktorski z ontologii.

I niech się dzieje, niech rośnie nam głupota, niech wzrasta do poziomu, w którym wreszcie przekształci się w mądrość.
W nadmądrość.
No, jeszcze śmielej, w Absolut!

Ale w międzyczasie…

Wszyscy zgadzamy się, że istnieje pilna potrzeba naprawy polskiej edukacji na wszystkich poziomach. Bo ta, która jest, wydaje owoce zgniłe.  A zanim nadgłupota stanie się nadmądrością, może upłynąć kolejne czternaście miliardów lat. Albo siedem tysięcy.

Kiepski-Grabowski nie zakreśla ram czasowych Przeistoczenia. Dlatego błagam, błagam, błagam, przywróćmy w naszych szkołach podstawowe narzędzie do opisywania świata – filozofię. A przynajmniej jej najmądrzejsze dziecko – logikę. Chociaż troszkę.

Żeby było raczej coś, niż nic.

Felieton został opublikowany w Tygodniku Ciechanowskim nr 12/2014

2 komentarze

  1. Budzi mnie ten tekst do przemyśleń. Nagromadzenie głupoty tylko chyba przez zbiorowy umysł przepraszam ale głupków może być wywindowane do miana filozofii.

    Nagromadzenie głupoty to super produkt, łatwo przyswajalny, w godzinach dużej oglądalności i nie wymaga wysiłku. Z raz chyba dałam radę obejrzeć fragment Kiepskich i wystarczy mi takiej „filozofii”.

  2. Dżo. To film dla dupków takich jak Ferdek. Filozof z bożej łaski, sporo facetów to ogląda 😉

Leave a Reply