Dobra nowina
Miałam kiedyś za sąsiada pana Remigiusza, wiek pomiędzy sto a dwieście lat, drobnej budowy ciała, o głosie piskliwym i przenikliwym spojrzeniu.
Starszy pan latami pielęgnował osobliwy noworoczny rytuał.
Pierwszego stycznia zwykł od rana czaić się na klatce schodowej, cierpliwie wyczekując ofiar.
Kiedy udało mu się dopaść jakiegoś bliźniego, wrzeszczał:
-Pierwszy fałszywy, drugi sprawiedliwy, a trzeci złodziej!
I – dźgając paluchem w ramię – dodawał:
– W tym roku będziesz tym fałszywym (sprawiedliwym/złodziejem).
Poza tym był całkiem normalny.
W tym dniu jednak wszyscy woleli schodzić mu z drogi, nawet za cenę uwięzienia we własnych mieszkaniach.
Zrozumcie, nikt nie chciał znaleźć się na pierwszej lub trzeciej pozycji.
Oczywiście, wszyscy zdawali sobie sprawę, że biorą udział w absurdalnym przedstawieniu, reżyserowanym przez szalonego (chwilowo) kreatora. Oczywiście, że każdy stukał się w czoło i parskał śmiechem. Tym niemniej nikt nie chciał znaleźć się na pierwszej pozycji.
Ani na trzeciej.
Dźgnięty delikwent zyskiwał bowiem coś w rodzaju psychicznego tatuażu o charakterze etykietki, którego nie był w stanie pozbyć się przez cały rok.
Aby wyjaśnić mechanizm tego zjawiska, należałoby wniknąć w struktury głębokie naszych mózgów. Tam, gdzie spoczywa tajemnicze oprogramowanie, zarządzające funkcjonowaniem jednostek w społeczności (stadzie).
Poprzestańmy zatem na stwierdzeniu, że istniały ważne powody, aby w noworoczny poranek unikać spotkania z panem Remigiuszem. Z tychże powodów zerkaliśmy przez wizjerki, informując się wzajemnie, czy nasz sąsiad nadal poluje na schodach.
Tylko całkiem małe dzieci były wolne od tego noworocznego zamroczenia umysłu, ale też do czasu. Do czasu, kiedy pozwalały sobie wmówić, że okrzyki dyżurnego wariata mają dla nich jakieś znaczenie.
Opowiadam tę historię, aby przypomnieć sobie i szanownym czytelnikom, że w roku dwa tysiące czternastym ludzkie zachowania będą tak samo irracjonalne jak we wszystkich latach minionych. Choćby nie wiem jak się napinać i noworocznie przyrzekać, że już będziemy mądrzejsi.
Jednym z kryteriów irracjonalności/głupoty jest automatyczne nadawanie czemuś znaczenia, bez sprawdzenia, bez refleksji, z marszu.
Właśnie otrzymałam pocztą elektroniczną niewyraźną fotografię Maryli Rodowicz, z prośbą o reakcję.
"Napisz, co myślisz o tym stroju?"
Dobrzy ludzie, dlaczego mam w ogóle myśleć o tym stroju?
Przecież to nawet nie jest strój, tylko naturalistycznie wykonany fejk biustu z przyległościami.
Moja znajoma wyraża przy okazji własną opinię: „Rodowicz najwyraźniej walczy z feminizmem, udowadniając, że kobieta w dowolnym wieku może przykuć uwagę w jeden tylko, sprośno- przaśny sposób”.
Zdumiałam się szczerze:
Czy naprawdę wystarczy odziać się w dziwaczny gorset, żeby inni uznali to za akt polityczny?
I skąd wiadomo, że akurat po tej stronie?
Czy jest w ogóle możliwe uwolnienie siebie i innych od przymusu nadawania znaczeń?
Ależ tak!
Dobrą nowiną jest to, że człowiek posiada ukrytą umiejętność podejmowania wolnych decyzji.
Jasne, ta wolnościowa ewangelia to wiedza tajemna, a nawet zakazana.
Nie bez powodu, bo społeczność złożona z jednostek świadomych to wielkie wyzwanie dla przewodników stada. W odróżnieniu od gromady bezwolnych owiec, wpatrzonych w telewizyjne ekrany. Och, takimi rządzi się łatwo i przyjemnie. Wystarczy zastosować zestaw odpowiednich bodźców, a owce będą reagować.
Będą się cieszyć.
Bawić.
Oburzać.
Gniewać.
Naśladować.
Kupować.
Wierzyć.
Kochać.
Nienawidzić.
Podniecać się.
Czekać.
Płacić.
Płakać.
A wszystko to z powodów, które są tak samo realne, jak etykietki pana Remigiusza: istnieją tylko wtedy, kiedy ktoś zechce nadać im znaczenie.
Wzruszenie ramion i pstryknięcie pilotem sprowadza je do niebytu.
Czy i kiedy znajdzie się dość wolnych jednostek, żeby za pomocą pilota zneutralizować głupotę, zamiast wpatrywać się w nią i narzekać na „czasy”?
To nie czasy, tylko ludzie włączają telewizor i oglądają Warsaw Shore, jednocześnie oburzając się, że „coś takiego” w ogóle wyprodukowano.
Wyprodukowano to dla ciebie, skoro oglądasz.
Jeśli nie życzysz sobie, przełącz na inny kanał.
A jeszcze lepiej – wyłącz to pudło i wyjdź z tego matrixa, bo tuż obok toczy się prawdziwe życie.
W ten sposób będziesz mieć znaczący wpływ na to, co cię tak oburza.
Tego ci życzę, szanowny czytelniku, z okazji Nowego Roku i ze wszystkich innych okazji.
Felieton został opublikowany w Tygodniku Ciechanowskim nr 1/2014