Wesoły świąd
Co u was, Ludziska kochane?
Czy dostaliście już przedświątecznego selektywnego przyśpieszenia czynności życiowych?
Tego spidu-stupidu na poziomie emocjonalnym, intelektualnym i – a jakże – cielesnobieżnym?
Tego świądu, jak świerzb na dopingu sterydowym, nakazującego drapać się na wyżyny zakupologicznej aktywności?
Czy biegacie już po mieście z wywieszonymi ozorami, klucząc między smrodliwym sklepem rybnym a pachnącą drogerią?
Może zastanawiacie się, czy i dla kogo warto szarpnąć się na prezent z klasą, a komu wystarczy komplet zmywaków z Wszystko Po 5 Złotych?
A bajdełej: W sieci globalnej doradcy życiowi prześcigają się w podpowiadaniu „co zrobić, żeby prezent był trafiony”.
Moim zdaniem to jest najłatwiejsza rzecz pod słońcem: wystarczy do niego strzelić.
U mnie panuje spokój najbłogszy, jeśli pominąć spazmatycznie podrygujący spam.
Usiłuje się toto przebić przez zapory antyspamowe, częściowo z powodzeniem.
Jak?
A tak, że zamiast banalnych formułek „tylko teraz jedyna i niepowtarzalna okazja!” nadawcy używają frazy „kochana Anno”.
Kocha mnie Jessops,
kocha Calumet,
kochają mnie tłumacze z i na hebrajski,
lichwiarze,
sprzedawcy kalendarzy
i doradcy finansowi,
pozycjonerzy stron internetowych
i w ogóle wszyscy mnie pokochali hurtowo.
Bez wzajemności, bo zimna sucz z tej kochanej Anny.
Inne, niehandlowe przejawy życzliwej aktywności międzyludzkiej zanikły z okazji zbliżającego się przyjścia na świat Zbawiciela.
Tym bardziej zdumiały mnie i zachwyciły wiadomości (trzy) od zupełnie obcych bratnich i siostrzanych dusz.
Dusze te, przeczytawszy Dziunię, zapragnęły napisać do mnie kilka ciepłych słów. Naprawdę ciepłych, inspirujących, podnoszących na duchu.
Nigdy nie przestanie mnie zachwycać, że komuś się jeszcze chce odezwać zupełnie bezinteresownie.
Bo, co tu kryć, ta Dziunia walczy samotnie, jak to dziunia.
Nie ma zajebistych rekomendacji, patronatów medialnych, sponsorów, bo to jest dziunia, a nie jakaś celebrytka.
I wiecie co?
Ona sobie chyba w tym świecie radzi, takie odnoszę wrażenie.
Na razie muszę zadowolić się wrażeniami i wcale nie narzekam, bo – jak mówię – takie bezinteresownie serdeczne listy od czytelników, oraz recenzje w zupełności zaspokajają mój głód emocjonalny.
W ubiegłym roku otrzymałam pod choinkę rózgę. A właściwie oścień.
Widzę, że Mikołajowi ponury humor wciąż dopisuje, bo tegoroczny prezent jest jeszcze bardziej wyrafinowany: oto ja, kocia mama, dostałam silnej alergii na futerko.
Najpierw myślałam, że to zbieg okoliczności, ale nie.
Po każdej sesji głaskania obsypuję się bąblami pokrzywki.
Swędzi jak wściekły świerzb na dopingu sterydowym!
Koty, te rozpieszczone, spragnione czułości gnojki, nie mogą zrozumieć, dlaczego zostały pozbawione dotyku.
Psia krew!
Pyszczki układają im się w smutne znaki zapytania, zielona żałość wyziera z dwóch par ślepi.
Kto im wyjaśni ten nagły chłód?
Pod kuchennym oknem przybywa martwych nornic. Bunia i Dziunio znoszą swoje łupy i składają w tej prowizorycznej trupiarni.
Przyszło mi do głowy, że płacą mi daninę, jakieś kocie ofiary całopalne w intencji przywrócenia łaski głaskania.
Psia krew!
Głaskanie kotów zlecę nieodpłatnie, praca w systemie akordowym.
Och, och, och. Aż załkałam jedną łezką do wewnątrz, że takie paskudziaki kociaki (w końcu zapaszek z pyszczka po przeniesieniu nornicy jest odpychający po stokroć stokrotek) chodzą niewymiędlone, niewypieszczone, niewycapirzone. Żadnych głasków tam, kiedy ja tu w burym Krakowie, którego szczerze nienawidzę kochać marzę by dawać takiej futrzastej szumowince głaski i miętolenia uszków.
Taki los, nie martw się Kocia Squaw Pokochana Przez Mafiozów Netowo-Psychologicznych.
Widocznie ja tu robię z Krakowa efekt motyla, pragnienie i ochota na pieszczoty się zwielokrotnia i pogłębia Tam u Ciebie. Pogłębia do nienormalnych rozmiarów i powinnaś mieć taką łapkę na kijaszku by sierściuchy chodziły zaspokojone a Ty bezalergicznie 🙂
No to jest po prostu kompletnie bez sensu. Oraz bessęsu. Alergia na kota? Absurd.
Nie przyspieszam. Ba, nawet zamierzam zwolnić, jak skończę robótkę na ten rok, co nastąpi pojutrze.
A widziałaś dziś wschód księżyca? Jakie piękno było? Z innych wrażeń – flotylla mew na stawie, jak papierowe łódeczki na ciemnym szkle. Takie okienka w zapierdalaniu trzymają mnie przy życiu 🙂
Opatentuję głaskalnicę dla alergików – skrzyżowanie łapki do drapania z miniodkurzaczem na dłuuuugim kiju. Z Twojej inspiracji Dżonanno:)
PS Głaskalnica dla kotów, do użytku alergików;)
Alergia na DWA koty, Do-Do. Jeszcze bardziej bessęsu, bo podwójnie bez.
Albo… czy podwójne BEZ daje Z?
Tak… księżyc był jak namalowany, za lekką mgłą, spasiony, spuchnięty, nadęty, jakby go brzuch bolał…
No tak głaskalnica dla kotów do użytku alergików… i chyba magiczną różczkę by ożywiać ciałka nornic, wróblasków i myszek??? Przy całej mojej kompletnej miłości dla kocich szumowinek, ich drapieżnictwo jednak wymyka się mojemu empatiozrozumieniu :>
U nas oszronione trawniki, coraz to otwarta drewniana budka a to z grzany cydrem, a to z gorącym łoscypkiem z żurawiną, tajemniczym ciągutkiem z dalekiej Holandii (czy to coś z coffeshopu nie wiem, nie próbowałam). Przyozdobieni jesteśmy zielonymi świerczkami bez korzeni – takie masowo wykarczowane młode choinki przypominają, że królem i władcą przyrody jest Człowiek. Mikołaj rozdaje upusty do księgarni. Taki zwykły imperializm kapitalistyczny i Kraków’2013.
Pozdrawiam :*