Coś oczywistego

Mając w rękach naukowe potwierdzenie swojego przeczucia, ośmielę się dziś brawurowo napisać coś oczywistego.
Jest to zjawisko tak dalece oczywiste, że większość nie ma o nim zielonego pojęcia, chyba, że akurat wali głową w mur.

Wtedy (i tylko wtedy) można na własnej skórze doświadczyć tej oczywistości.
Najgrubsze, najbardziej odporne na walenie łbem i najsilniej strzeżone są mury zbudowane z… poglądów.

Jest już naukowy, a więc mierzalny dowód na tę oczywistość.
Mniejsza o przebieg eksperymentu, nie chcę was zanudzić. Ale jego wynik warto znać, a nawet pokusić się o jakieś osobiste wnioski z niego płynące.

Konkluzja brzmi: osoba, która posiada utrwalone poglądy jest niezdolna do racjonalnego myślenia.
Mało tego, im bardziej inteligentny umysł, tym większa ciemność go ogarnia, kiedy wynik prostego zadania matematycznego stoi w sprzeczności z wyznawanym poglądem.

Słowem – nawet matematyczny geniusz nie policzy słupków, jeśli rezultat może podważyć jego przekonanie.

Z tej perspektywy trwały pogląd jawi się jako rakowata narośl na zdrowej inteligencji.

Hurra! Nareszcie mogę ze spokojem i bez kompleksów wyznać to, co do tej pory było moją wstydliwą tajemnicą!

Otóż ja nie chcę mieć poglądów. Dlatego każdego ranka, w ramach higieny, starannie czyszczę swój umysł ze wszystkich śmieci, które mogły się tam przyczepić w chwili nieuwagi. Z ocen, przekonań i wczorajszych racji, które dziś już nie spełniają kryterium racjonalnego osądu.

A ponieważ od przedszkola słyszałam, że poglądy trzeba mieć (jakiekolwiek, byle były, ale najlepiej takie jak większość wron), uważałam się za jednostkę w znacznym stopniu upośledzoną na umyśle.
Niewydolną społecznie.
Dzielącą włos na czworo, w czasie gdy lepiej przystosowani mieli już ugruntowany pogląd na wszystko.

Ileż to razy przyszło mi w życiu użyć frazy nie mam wystarczających danych, żeby sformułować opinię.
Albo prościej: nie wiem
I to w świecie, gdzie wyrażanie opinii jest uznawane za przejaw mądrości.

Niemal każdy pragnie być uznany za mędrca, więc siedzi i rozmyśla, co by tu oznajmić światu na tematy najwyższej wagi.
Prawo, ekonomia, psychologia, historia, religia, życie i śmierć – to są tematy, na które mędrzec musi się wypowiedzieć.
Kompulsywnie i żarliwie, w przeświadczeniu, że jego pogląd i punkt widzenia, z którego ów pogląd się wykluł, jest jedynym prawdziwym wzorem.

Przekonanie o własnej wiedzy  czyni jednak człowieka głupcem.
Nie tylko metaforycznie, w sposób abstrakcyjny, ale też dosłownie, odbiera zdolność rozumowania na poziomie szkolnym.

Nie powiem, żebym czuła jakąś satysfakcję, w rodzaju a nie mówiłam, zważywszy że mój byt zależy od ludzi, którzy szczycą się tym, że mają poglądy.
Raczej wzrósł mój niepokój, skoro nauka zmierzyła to, co od zawsze było dla mnie jasne.
A jasne było to, że trwałe opowiadanie się po którejś stronie jest dobrowolną lobotomią.

Świat ludzi jest nieskończenie złożony, dynamiczny, zmienny.
Wybieranie jednej tylko, kalekiej perspektywy (na przykład partyjnej dyscypliny) dla wszelkich spraw najwyższej wagi przynosi same straty, co łatwo udowodnić, rozglądając się po najbliższym otoczeniu.

A przy okazji, skoro wszyscy, którzy mają wpływ na kształt naszej rzeczywistości są pozbawieni zdolności rozumowania, to kto kieruje tym zaprzęgiem?

Czy nie wydaje wam się rzeczą upiorną, że podążamy za ślepym i głuchym przewodnikiem, który zamiast interpretować wielorakie zmienne, głosi poglądy?

A przecież jest znacznie gorzej, niż nam się wydaje.
Na skutek pewnej właściwości mózgu, przez pół życia wszyscy jesteśmy ślepi i głusi.
Na dodatek wcale nie wtedy, kiedy śpimy.

Fenomen neurologiczny, zwany „mrugnięciem uwagi” sprawia, że nasz umysł pozostaje w ciemności . Układ nerwowy otrzymuje bodźce, ale ich nie przetwarza, bo akurat się resetuje. I tak co pół sekundy.

O cholera! Niedobrze, prawda?
Dołóżcie do tego ślepogłuchotę poglądopochodną i oto mamy odpowiedź na pytanie, dlaczego jesteśmy niezdolni do uczenia na własnych i cudzych błędach.
My ich po prostu nie dostrzegamy lub nie rozumiemy, skąd się wzięły.

Jak to pięknie ujął hiszpański myśliciel, Jose  Antonio Marina: „historia ludzkości przypomina księgę obrachunkową rzeźni”.
I wciąż świętujemy porażki ludzkiej inteligencji, czcząc idee, które do tych klęsk doprowadziły.

PS Pisząc o poglądach, szczególnie politycznych (a większość poglądów jest POLITYCZNA), pomijam zupełnie sferę wartości. Zarówno tych deklarowanych, jak i praktykowanych. To całkiem inna opowiastka. Mogłoby się wydawać, że poglądy zawsze wyrastają z wartości. Guzik z pętelką, że się tak cynicznie zaśmieję.

Felieton został opublikowany w Tygodniku Ciechanowskim 8 pazdziernika 2013 / nr41

32 komentarze

  1. Oj tak nie ma nic bardziej apokaliptycznego niż konserwa, zwł. intelektualna. Człowiek sam sobie kłody pod nogi rzuca, sam siebie wodzi na manowce.

    Jeden nurt, jeden schemat, jedna ideologia.

    Coś oczywistego, oczywistość jest niebezpieczna jak odbezpieczony granat w kieszeni wędrowca gnającego do miejsca przeznaczenia. A czasem warto zatracić się w samym gnaniu, samej drodze. Konserwy i dogmaty. Fuj.

  2. Tym razem króciutko.
    Określenie Dżo-ann „konserwa” jest idealne.
    Konkludując… nie dopuszczając innej wiedzy niż moja własna i nieoceniona, mając wyłącznie własny punkt widzenia za jedyny prawdziwy i nienaruszalny, pozostaję totalnym głąbem intelektualnym.
    I nawet nie jestem w stanie nad tym ubolewać, bo nie mam świadomości, że mogę jeszcze coś w sobie rozwinąć.

  3. A przeciwko „wszechwiedzącym” nic nie mam, pod warunkiem, że wiedzą, o czym mówią:-)

    A w sobotę jadę do lasu…:-) To tak na marginesie.

    Ania, zdjęć mi brakuje, pogoń Łysego, u Was na pewno cudna jesień…

  4. Lasy są pełne grzybów (i grzybiarzy), widoki i zapachy kojące. Fotki bedą na pewno, lecz cierpliwości.
    Łysy ma teraz ciężką pracę do wykonania, żebyśmy tej zimy nie spali w czapkach:)

    Serdeczności!

  5. A pierdziu, niech będą i pełne grzybiarzy, chce mi się lasu!
    Łysemu bym pomogła, tęsknię za rąbaniem drewna:-)
    Kiedyś sama to robiłam, żeby nie spać w czapce:-)
    Relaks po pachy:-)

    I wzajemnie!

  6. No i nie trzeba było długo czekać? Ksiądz Michalik nie zrezygnował i nie schował się zawstydzony przed mediami w miejscu gdzie mógłby zastanowić się nad mechanizmem pedofilii.
    „Karygodne są nadużycia dorosłych wobec dzieci, o których wciąż mówią media. Jednak nikt nie zwraca uwagi na przyczyny tych zachowań – mówił w trakcie kazania arcybiskup i wymieniał: – Pornografia i fałszywa miłość w niej pokazywana, brak miłości rozwodzących się rodziców i promocja ideologii gender”.
    Jak świat światem przyczyną zachowania nadużycia dorosłego pedofila jest wypaczenie obiektu seksualnego. Pedofile byli jeszcze kiedy nie było feministek. Rozwody nie mają nic wspólnego z obscenicznym i wyuzdanym zachowaniem dorosłego mężczyzny względem małoletniego. Porno nie pokazuje żadnej miłości oprócz miłości fizycznej i dlatego nazywa się porno i kto wie może nawet rozładowuje skutecznie niebezpiecznych facetów.
    Pedofilskie zachowanie wynika z zaburzonej seksualności i psychiki. Ambona we Wrocławiu to nie jest miejsce na wynurzenia obrażające rodziców, feministki, a przede wszystkim kościół jako wspólnotę.

    Cokolwiek Arcybiskup Michalik powie oburza. No to jest po prostu przykre dla uszu. Przykre zwłaszcza dla wielu wielu sióstr zakonnych i księży z powołaniem, z myśleniem intelektualnym. Kościół księdza Bonieckiego, Sowy czy Szustaka ma jednego ze zwierzchników, który raczy się w ten sposób co chwilę wypowiadać i zaniżać poziom i tak napiętnowanego kościoła. W ten sposób – takimi wypowiedziami- kościół będzie zawsze ściągał na siebie niepotrzebne gromy, lincze, oburzenia. Bynajmniej nie jest to dobre.

  7. Nadużycia dorosłych wobec dzieci czy użycia ich małych ciałek przez pedofilów są NIEDOPUSZCZALNE a nie „karygodne” -jeśli musimy znowu tego słuchać tym razem w kościele

  8. Aniu powiedz, że karygodne to może być przechodzenie na czerwonym świetle, ale dziecku krzywdy obscenicznego i seksualnego zachowania się nie robi!

  9. Dżo-ann, nie słuchaj tego wszystkiego, bo to naprawdę nie ma sensu.
    To jest trochę tak, z wypowiedziami Michalika, jakbyś przeczytała artykuł Ani, który próbujemy tu komentować.
    Facet nie dopuszcza innych opcji, bo? Bo wie na ten temat wszystko, i jego opinia jest najważniejsza.
    A oczywista oczywistość jest taka, że wie o wiele więcej, ale nigdy nie da się przekonać do racji innych, i nigdy nie powie o tym, co tak naprawdę wie.

  10. No niestety dla mnie to nie jest do pominięcia/ obojętne. O ile oczy można zamknąć uszy przyjmą wszystko :/

    To dziecko lgnące do dorosłego i wciągające go jeszcze w coś. I teraz to karygodne nadużycie, czyli nadużycie, które jest zachowaniem godnym kary czyli można je czynić, a potem się można z tego wyspowiadać i dostać pokutę :/i o.k.?

    To może być prywatnie dobry człowiek, zabawny z poczuciem humoru, jakiś. Ale arcybiskup, który w ten sposób mówi, potem przeprasza, a potem znowu mówi to samo tylko innymi słowami nie powinien być arcybiskupem, bo się ośmiesza i ośmiesza kościół.
    Niestety we mnie zawrzało: sprawy wiary są dla mnie w ważnym wymiarze.

  11. Dżo, mnie też ręce opadają, a na dodatek jestem chora i nie mam siły pisać. Ale powiem Ci to:
    Arcybiskup to nie Kościół.
    To tylko kościelny urzędnik, niezbyt mądry.
    Za to z „poglądami”.

    Gdybym nie nauczyła się odróżniać prawdziwego Kościoła od maskarady, nie wiem czy ocaliłabym swoje wartości i wiarę.
    Trochę to trwało, ale żaden arcybiskup nie obrzydzi mi wspólnoty chrześcijan. Choć jak na razie jest to dość samotna droga dla mnie…

    I masz rację; KARYGODNE to jest sfajdać się na deskę klozetową przez roztargnienie.
    Pedofilia jest przestępstwem kryminalnym.

  12. Tak, masz rację, jeśli dla Ciebie wiara jest fundamentem, to słowa tegoż urzędnika mogą doprowadzić do skrajnych emocji.
    Ale, jak pisze Anna, z czym zgadzam się w stu procentach, kościół, to nie ludzie, którzy go reprezentują, i nasza wiara od nich nie zależy. Nie na nich, ich poglądach powinna się opierać.
    Dla mnie nawet kościół nie jest podstawą do wiary, ale to już inna historia.

    … i z mocy prawa powinna być bezwzględnie ścigana, bez względu na urząd… to w ogóle nie podlega dyskusji.

    Obrona, tłumaczenie, usuwanie tych przestępców w cień równa się współudziałowi.

  13. Ania, szybko wracaj do zdrowia!

    Pozdrawiam cieplutko:-)

  14. Nie tak bardzo amka1220 chodzi tu o emocje. Bardziej o sprawę i wszystko, co dotyczy używania języka przez księży przyzwalającego na łamanie granic osobistych.

    Nie do przebrnięcia jest w moim odczuciu i pewnie nie tylko, w moim rodzaj „odium” – niesprawiedliwej oceny i od razu osądu, jaki pozostawia się na ofiarach księży-pedofilów. Kiedy czytam lub dowiaduję się w rozmowach z ludźmi, że inni ludzie zamiast solidaryzować się i wesprzeć osoby, potraktowane jak obiekt seksualny w wieku trzech czy czterech latek wyzywają, ubliżają, odwracają się plecami od tego, co każdemu z nas w niesprzyjających okrutnych okolicznościach mogłoby się przydarzyć, przechodzi mnie dreszcz przerażenia naszym brakiem empatii i zachowań prospołecznych.

    Jakie jest nasze społeczeństwo? dzisiaj? Z jednej strony ojcowie dzwoniący do radiowej trójki, że gotowi są zabić potencjalnego pedofila, który skrzywdziłby ich dziecko, z drugiej mężczyźni? i kobiety? z ław sądów nad księżmi pedofilami wyzywający kobiety-ofiary plugawym językiem rynsztoka.

    Skrzywdzona dziewczynka czy chłopiec, brutalnie, obscenicznie, nagrana czy nie, traci swoją niewinność dziecka społecznie, zostaje ukamienowana przez opinię publiczną.
    Jest to wszystko straszne. I te listy obronne biskupów w sprawie księży molestujących i napastujących małoletnich i te głosy z ambony atakujące ludzi.
    Mówimy tu o przestępstwie. Pedofilia nie dotyczy tylko księży, prawda. Ale pedofilia kleru jest szczególnie naznaczająca.

  15. Jeżeli nie chodzi o emocje (bałam się, że urażę Twoje uczucia), to moje zdanie nt. księży, ich wypowiedzi w sprawach niezwykle ważnych, dominujących, priorytetowych, etc. jest takie, że za samo wypowiadanie pewnych kwestii chyba nie miałabym oporu, by postawić ich pod ścianą i rozstrzelać!

    Hipokryzja, zakłamanie, ciemnogród, zero empatii… ach… można tak bez końca… to jedyne, bez mała, cechy, które obrazują osobowość tej grupy ludzi.

    Dlatego też nie słucham i nie słyszę, co mówią, jakie wyrażają opinie, bo i tak wiem, że będą mijać się z prawdą.

    Spowiadałam się dwa razy w życiu, bo… musiałam uzyskać „certyfikat” na zamążpójście i bycie matką chrzestną. Zrobiłam to dla bardziej dla innych niż dla siebie. Nigdy już tego więcej nie zrobię wobec człowieka, który, bywa, nie jest godzien być nazywany człowiekiem.

    Opinia publiczna?

    To nie nie jest opinia publiczna, to jest grupa sk…, którzy są żadni sensacji i oceny innych… póki pewne sprawy nie dotkną ich samych.
    Wtedy tylko potrafią skamleć o zroumienie i litość.

    Miałam z tym do czynienia, więc wiem, o czym, i w jaki sposób mogę o tym mówić.

  16. Oj nie wszyscy księża są tacy. Jest wiele ciekawych osobowości. Zresztą mówienie ciemnogród, był Jan Paweł II i teraz działa papież Franciszek to jakieś nieporozumienie dla mnie. Niezależnie czy ktoś jest agnostykiem czy ateistą. Na szczęście. Tylko szukanie przyczyn pedofilii wszędzie tylko nie w mężczyźnie-księdzu mija się z celem.

    Wiara katolicka w pewien sposób paradoksalnie pedofilię wydobywa ze sprawcy. Tzn wizerunek idealnej kobiety jako przeczystej dziewicy, który to nie jest w stanie z założenia spełnić żadna istota płci żeńskiej kontra niewinne czyste dziecko, które ma w sobie naturalne zaciekawienie dla świata dorosłych. Sprawca pedofilii ma potrzebę seksualnego zbrukania niewinności, jakiejś ważnej świętości tej nienaruszalności.

    Wiele tu upraszczam. Sprawa jest złożona.
    Pedofilia jest przestępstwem dokonywanym zawsze przez kogoś = i to ten ktoś odpowiada za swoje lubieżne i obrzydliwe zachowanie. nie feministki, gender, rodzice rozwody czy inne ufo.
    Dla mnie język ks.acp. Michalika to jakiś nieznośny folklor. Folklor.

  17. Nie mierzę wszystkich jedną miarą.
    Dla mnie Jan Paweł II był niezwykłą osobowością, kilku księży,których miałam zaszczyt poznać, także, ale to w naszym katolickim świecie trochę za mało, by opierać się na ich prawdzie.

    Rozmawiając tu o przestępstwach wobec dzieci używamy górnolotnych słów, zagłębiamy się filozoficznie w cienie i blaski wiary katolickiej.
    Nasuwa się pytanie… po jaką cholerę?!

    Co to ma za znaczenie, kto jest sprawcą?!

    Oczywiste jest, że od pewnych osoób, na stanowiskach, spełniających jakieś role publiczne, umoralniające innych, przekazujące pewne dogmaty, jakby wymagamy więcej, ale tak naprawdę każdy z nich jest tylko człowiekiem. Może to bywa określenie na wyrost, ale jednak człowiekiem.

    Dlaczego wciąż pytamy, po co ten człowiek to robi?
    Dlaczego znęca się nad bezbronnym dzieckiem?

    Przepraszam, ale rozkminiamy ten proceder bez potrzeby. Przyznam szczerze, że bez względu na to, kim jest sprawca, kara za taki czyn czyn powinna być bolesna i dotkliwa. Koniec, kropka.

    A każdy, kto próbuje w jakikolwiek sposób tłumaczyć, usprawiedliwiać sprawcę, powinien odpowiadać na równi z nim.

    Proszę mi wybaczyć, może i pedofilia jest w pewnych kręgach uważana za chorobę, może i byłabym w stanie to zrozumieć.. tylko chciałabym wiedzieć… czy jest na to jakieś lekarstwo?

  18. Wyrażam swoje zdanie amka 1220. Tak pewne rzeczy ubieram w słowa, a nie inaczej.
    Dobrze myślę wiesz, że kastracja nie działa. Nie chcę się czuć prowokowana, więc miłego dnia!

    Dla wszystkich!

  19. Na zło istnieje lekarstwo, Amka. Problem w tym, że niewielu pragnie je zażyć, a jeszcze mniej w nie wierzy.

  20. Ahoy wszystkim!

    Świetaskie zdjęcie Pani Psycholog!

    Już po pracy…ufff. Amka 1220 dam się teraz sprowokować. Dla mnie za każdym razem ma znaczenie, kto jest sprawcą. I za każdym razem powinny padać ważne pytania. Sprawcy pedofilii, a czasem mordercy to bardzo często wcześniej ofiary pedofilii. Gdyby zapewnić wszystkim ludziom od urodzenia dostęp do dojrzałych i przyzwoitych rodziców, opiekunów, pedagogów i nauczycieli oraz księży… tak można właśnie gdybać. Sama wiesz i czytelnicy tego bloga też wiedzą.

    Jestem bardzo restrykcyjna i dla mnie za pedofilię, odkąd pamiętam należy się najwyższy wymiar kary. Za udowodnioną i realnie mającą miejsce, a nie element manipulacyjny kogokolwiek.
    Uważam, że sam człowiek powinien decydować, kiedy już świadomie decyduje o tym, że rozpoczyna swoje życie płciowe. Nie wcześniej i nie później i nie na etapie pijanego albo zboczonego dorosłego, albo jedno i drugie :(((((
    Dożywocie – jestem za sponsorowaniem życia takich ludzi za kratami (mimo że jestem biznesłumen jak mysz kościelna), byle bez wyjścia za dobre sprawowanie. Dożywocie plus praca za kratami na poczet PKB.

    Czasami tylko słowa górnolotne pasują. Pozdrawiam wszystkich a szczególnie użytkownika amka 1220 🙂

  21. Dodam na etapie zboczonego i pijanego dorosłego, który swoimi czynami krzywdzi, molestuje, napastuje, rani dziecko czyli dokonuje gwałtu w taki czy inny sposób -pedofilii. Zoofilii swoją drogą też mu nie wolno robić. Jest tylu psychologów, seksuologów, lekarzy, terapeutów, mądrych księży, że mozna się z pewnych fantazji, głupich pomysłów, własnej historii leczyć. Na NFZ także.Mój Boże 🙁

  22. Droga Dżo, chyba mnie troszkę nie zrouzmiałaś…
    Podzielam Twoje opinie, nawet bardzo podzielam, tylko nie wiem, czy chciałabym ubierać je w słowa, jak Ty.
    Przyznam, że gdyby nie to miejsce, to wyraziłabym swoją opinię jednym prostym zdaniem.
    Mówisz… terapie, grupy, psycholog… taaak, zapewne to jest pomocne, ale tak, jak alkoholik musi sam przyznać się do swojego alkoholizmu, tak inni muszą sobie zdać sprawę, że robią coś złego, coś co wykracza poza normy społeczne.
    Gdybać nie ma co, bo to niczego nie wnosi, ale powiem tak, masz rację,najczęściej tak bywa, że sprawcy to ofiary. Ja tylko nie mogę pojąć, że osoba, która doznała zła będąc dzieckiem, odpłaca tym samym będąc dorosłym.
    Może to kwestia charakteru? Nie mam pojęcia, ale znam ludzi, którzy nie odpłacają pięknym za nadobne.
    Można? Można…

    To wszystko, to temat rzeka, co nie zmienia faktu, że takie historie będą nas bardzo dotykać, bulwersować, boleć. To się nie zmieni.

    Odwzajemniam szczególnie:-) pozdrawiając obecnych i nieobecnych:-)

    Anno, wróć!!!

  23. Wrócę. Trochę niedomagam.

    Nie bardzo mam ochotę kwitować jakąś zdawkową uwagą zło w ogóle, a zło w Kościele w szczególności.
    Ja wróciłam do Kościoła wtedy, kiedy trwa raczej odchodzenie od niego.

    Jak zwykle – reprezentuję trend, który dopiero nastąpi:)
    Podobnie jak z szelkami, trampkami i waciakową kurtką.

    A poważnie – mnie dotyka osobiście każdy przejaw zła, ale tym co mogę naprawiać jest tylko zło we mnie samej. Nie mam pozycji do naprawiania Kościoła. Franciszek ma, zostawiam jemu ten wysiłek.
    Znacie mój sposób myślenia, tam, gdzie milczenie wzmacnia zło – nie milczę.
    Tam, gdzie gada się po to, żeby upuścić pary – nie będę puszczać pary w gwizdek. Szkoda energii.

    Kościół… cóż, zboczył ze ścieżki, mam tylko nadzieję, że nie w całości.
    Czytując Pelanowskiego czy śp. Badeniego uspokajam się i wyciszam. Skaczę z radości, że są wierzący duchowni.

    Ale patrząc, jak kapłan w czasie przeistoczenia zerka na zegarek, mam ochotę zapłakać i/lub parsknąć śmiechem. Kiedy skraca liturgię, bo śpieszy się na spotkanie towarzyskie. Kiedy pędzi z modlitwą tak, że aż połyka sylaby, składając hołd Maryi i … zusowi.

    Ja wiem, to kaliber spraw znacznie mniejszy niż przemoc, ale „kto nie jest wierny w sprawach małych…”

    Myślę: Boże najdroższy, ten biedak nie ma wiary, dla niego musi być idiotyczny ten rytuał i bleblanie wciąż tych samych słów, pozbawionych znaczenia.
    Z tego punktu widzenia bycie kapłanem bez wiary jest gorsze niż występy małpy w cyrku.

  24. Coś podobnego to szelki idą hiciorem następne???!!!! 😀 😀 Muszę się rozglądnąć za jakimiś oryginałkami.

    No ja bym chciała omijać więcej spraw szerokim łukiem, ale zwyczajnie ważnych nie umiem toteż przekroczyłam limit 2000 słów metafizyczno-filozoficzno-górnolotnych pod tekstem coś oczywistego :>. Sporo mi leży na wątrobie jeszcze, więc się stety niestety spodziewajcie.

    No przegrabiłam liście sprzed domu teraz mogę spokojnie iść spać. Dobrej nocki 🙂

  25. Witajcie 🙂
    Powiedzcie mi czy Wy jako rodzice mieliście albo macie obiekcje by wasze dzieci bawiły się z dziećmi chorymi, inaczej się rozwijającymi ruchowo lub intelektualnie? Nie posyłaliście do klas integracyjnych, żeby wasze dziecko przypadkiem nie zostało w tyle?

    Tyle się mówi o integracji, w mediach pełno filmików z chorymi radośnie uśmiechniętymi w zabawie dziećmi a jak jest naprawdę? Czy w ludziach nadal pokutuje obawa myślenia typu, że upośledzenie przejdzie na ich dzieci, a porażeniem mózgowym się zakażą?

    Jak jest z tą naszą tolerancją? Takie puste słowo czy idą za tym życzliwa postawa w piaskownicy i ogólnie jednak otwartość na inność?

  26. A może znacie problem jeszcze w innej perspektywie i to Wy wybieraliście dla swojego chorego dziecka szkołę „dla normalnych”, a potem po czasie jednak wróciliście do pomysłu szkoła specjalna?

    Tak się też zastanawiam, jeżeli dzieciaki np. z aspergerem czy autyzmem mają się podciągnąć w społecznym rozumieniu świata czy jest im to faktycznie dane? Czy matki „normalnych” uciekają na inne huśtawki?

  27. Aniu, zdrowiej, bo chorowanie to nic dobrego.
    Jak dobrze poczytac jest Wasze opinie.
    Sprawe ksiezy przy oltarzu pozostawie lepiej w spokoju, bo moze mnie za daleko poniesc.
    Kosciol to takze my i podoba mi sie swietne stwierdzenie „folklor”Tyle radosci przynosi mi obecnie uczestnictwo w nabozenstwach latem w mojej rodzinnej wsi na wakacjach.To jest folklor – live i dobrze, ze on jest! Kiedys nosilo mnie, szarpalo uczuciami, myslami, ze to nie tak… teraz dopuszczam do siebe to ze kazdy na swoj indywidualny sposob tworzy ten nasz kosciol.Staram sie bronic siebie i przyjac to co dla mnie jest najlepsze.
    Moj najstarszy syn wypisal sie z kosciola w minionym tygodniu – zabolalo mnie to straszliwie, poszarpalo poczuciem winy, zaniedbaniem i wszystkim innym.
    Aniu, uspokoilas mnie …twoim powrotem.
    To co przychodzi mi go glowy czytajac wypowiedzi dotyczace pedofilii , na ktorej sie nie znam-to odpowiedzialnosc – podstawowy obowiazek doroslego czlowieka. To pociaga za soba konsekwencje na ktore nie kazdy ma ochote.Szaczegolnie kiedy traci sie wladze, nawet jezeli ona jest chora.
    Nie mamy prawa niszczyc innych i to rozumiem jako odpowiedzialnosc za swoje decyzje a potem czyny.
    Kiedys ogladalam w TV wypowiedzi pedofilow, ktorzy zadecydowali ujawnic sie i przebywaja pod obserwacja.
    Zostawiam ten temat bez komentarza, bo jest to smutne.

  28. Dżoanno, nie wiem jak inni, ale ja jako normalna inaczej wolę przebywać wśród podobnych sobie. Normalni szybko się mną nudzą i kopniakiem wywalają z piaskownicy:)

  29. Nie mam dzieci, ale znając siebie i swoje poglądy na pewne sprawy, nie miałabym nic przeciwko temu, aby moje dziecko uczyło się tolerancji w oparciu o rzeczywistą rzeczywistość, niż jakieś puste frazesy bez namacalnych przykładów.

  30. … jeśli wejdziesz między wrony…
    To powiedzenie nie ma tu racji bytu, takie myślenie jest chore.

Leave a Reply